Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 30 grudnia 2012



Czytam w opisie okładkowym – poruszająca opowieść.... itd. Mnie ta książka po prostu frustrowała – od samego początku. A skończyłam ją tylko dlatego, by zobaczyć jak ludzie sami na własną prośbę mogą skomplikować sobie życie, a potem mieć pretensje do świata. 50 letnia Krystyna wyjeżdża w latach osiemdziesiątych do Szwecji – ma poślubić pewnego Szweda 62 – letniego człowieka, którego nigdy w życiu nie widziała – zna go tylko przez tak zwane ogłoszenie z gazety. Kontakt między nimi był mały i tylko listowny (ona nie zna szwedzkiego, on - angielskiego), i mimo że w tamtych czasach były już aparaty fotograficzne kobieta nie dysponuje zdjęciem przyszłego małżonka. Leci samolotem, a widząc wszędzie eleganckich i wysportowanych Szwedów nakręca się jeszcze – jaki będzie ten jej Elof. Marzenia podsyca jeszcze piosenka na lotnisku Power of love (jak w filmach klasy c). Przeżywa ogromne rozczarowanie, kiedy przyjeżdża po nią skwaszony staruch w kremplinowych spodniach na kant, w wyświechtanej marynarce, z pożółkłymi obwódkami wokół paznokci, a pod lotniskiem stoi jakiś wrak samochodowy. Zastanawiałam się jak kobieta z wyższym wykształceniem, starszy specjalista Ministerstwa Kultury i Sztuki, dała się wkręcić w tę historię. Czego można było oczekiwać po niewykształconym szwedzkim rolniku na zapyziałej szwedzkiej wsi? Połowa książki to płacz, jaki ten Elof jest skąpy, jak chce z niej zrobić maszynkę do zarabiania pieniędzy. Elof liczył, że jak poślubi biedną Polkę, to dostanie za nią pieniądze z socjalu. Małżonek został obsmarowany, ale czy Krystyna była do końca szczera? Bo co popycha człowieka do takiego kroku - zresztą nie mnie oceniać. Wiele w tej książce mnie denerwowało – jak można podpisywać na ślepo, bez znajomości języka, wszystkie dokumenty które podtykano pod nos. Nie było wtedy tłumaczy? Dla mnie to wyciąganie swoich prywatnych spraw na światło dzienne, nie zawsze w korzystnym świetle dla autorki. W dodatku bohaterka ewidentnie nie lubi Szwecji i Szwedów. Kobiety to damskie wydanie Wikingów z olbrzymimi stopami wciśniętymi w delikatne sandałki. Nic jej się tu nie podoba – architektura, kuchnia. Po co więc wyjechała?

Zastanawiam się po co ta książka.

Wydawnictwo Videograf II





piątek, 28 grudnia 2012

Myślę, że każdy z nas ma od razu określone skojarzenia słysząc hasło: dwór polski. Mieszkam na terenie, który obfituje w dworki mniejsze, większe. Wiele z nich, zniszczonych przez komunizm, doczekało się lepszych czasów, wiele z nich trafiło w ręce prywatnych właścicieli. Niewiele jest zamieszkiwanych przez rodowitych mieszkańców, których burzliwa historia XX wieku rozsiała po całym świecie. Niestety. Po kilku zostały tylko fundamenty i nie wiadomo jaki los czeka je w przyszłości. Stąd cenne takie książki jak ta, autorstwa Macieja Rydla. Zaczęłam trochę zaczepnie – bowiem dwór polski od razu kojarzy nam się z charakterystycznym budynkiem na jednym poziomie z gankiem podpartym kolumnami. Tymczasem – jak się okazuje nic bardziej mylnego. O czym przekonuje autor opisując temat od czasów średniowiecza po współczesne – nie pomijając zamków, pałaców i typowych dworów właśnie jak ich mieszkańców: rycerza, szlachcica i ziemianina. Wstęp to krótkie wprowadzenie do całości i zarazem opis każdej z epok: co dała ona nowego w budynkach dworskich. Zmieniała się rzeczywistość – zmieniał się i dwór. Średniowiecze to okres, kiedy to panowie z niepokojem spoglądali na trakt wiodący do zamku: nadjedzie wróg czy nie. Stąd przede wszystkim obronny charakter budowli, który z biegiem czasu ustępował reprezentatywności, pokazania dostatku i praktycznej strony życia, jak i ulegania modom. I co najważniejsze – dwór polski to nie tylko jakiś tam budynek – to świadek naszej historii i ważny element tożsamości narodowej. Opisane zostały w poszczególnych rozdziałach czasy rycerskie, najstarsze dwory gotyckie i renesansowe, czasy szlacheckie – barok i dwory alkierzowe. Dalej czasy stanisławowskie – neoklasycyzm i pierwsza połowa XIX wieku, styl dworkowy w latach 1900 – 1939 i czasy współczesne. Najciekawsze rozdziały dla mnie to te, które traktowały o życiu codziennym de dworze w XIX wieku i dwory na kresach. Maciej Rydel nie unika tematów trudnych – jak kwestia dworów po 1939 roku, w czasach komunizmu i obecnych. Na końcu książki znajdziecie spis muzeów, które mieszczą się w dworach, spis muzeów biograficznych w dworach, leksykon pojęć z zakresu architektury dworów i ich otoczenia. Jest również lista architektów, którzy zajmowali się projektowaniem dworów w Polsce (uwaga) od XVI do XX wieku. Jest i bogata bibliografia – bowiem książka na pewno nie wyczerpuje tematu. Pozycja bogato ilustrowana, zawiera mnóstwo fotografii przedstawiających opisywane dwory. Bardzo ładne i staranne wydanie.

Wydawnictwo Zysk i S-ka



czwartek, 27 grudnia 2012

Książka, jakie lubię – w staroświeckim klimacie, w końcu po raz pierwszy została wydana w 1868 roku. Dość dawno, biorąc pod uwagę historię: Polska lizała swoje rany po nieudanym Powstaniu Styczniowym, w Prusach tuż obok działał Otto Bismarck, który szykował plany zjednoczenia Niemiec. Mimo jej wieku – książkę czyta się wyśmienicie. Małe kobietki to opowieść o czterech siostrach, które wraz z matką mieszkają w … i czekają na powrót kochanego ojca walczącego w wojnie secesyjnej. Najstarsza Margaret, młodsza o rok Jo, nieśmiała trzynastoletnia Eizabeth i najmłodsza Amy. To ciekawe studium młodych kobiet i ich matki, z których każda jest inna. Rodzina straciła majątek i wszyscy jej członkowie muszą nieźle się natrudzić, by związać koniec z końcem – także młode dziewczęta muszą stawić czoła wojennej rzeczywistości. A jednak w tej rodzinie człowiek czuje się bezpiecznie – sprawia to silna więź matki z córkami i pomiędzy siostrami. Oczywiście zdarzają się nieporozumienia i kłótnie – jak to w rodzinie. Jednak książka ma niesamowity urok – właśnie w czasach, w których coraz częściej mówi się o kryzysie rodziny. Jak wyglądało życie w mieszczańskim domu w Ameryce w drugiej połowie XIX wieku, domu – dodam, w którym się zbytnio nie przelewa. Jak panny spędzały czas, jak pojmowały rolę kobiet, jak przedstawiono kwestię niewolnictwa. Książka w wielu miejscach wzrusza i bawi. Przeczytałam z przyjemnością.

Wydawnictwo MG



środa, 26 grudnia 2012

Chyba na każdej półce osoby lubiącej czytać znajdą się książki z charakterystycznym słoneczkiem/ kulą ziemską unoszącym/ą się nad otwartą książką. O tym, że wydawnictwo przestaje mieć rację bytu, usłyszałam w zeszłym tygodniu podczas odwiedzin u mojej mamy. Ta wiadomość nie może mi wyjść z głowy – jak wydawnictwo, które się sprawdziło, wydające dobre, ładne, wartościowe książki ma teraz zakończyć swój żywot? Wśród moich znajomych, członków rodziny jest i było mnóstwo osób, które regularnie zamawiały książki. Często zdarzały się kąski, które były bardzo pożądane wśród czytelników, a zapisy w bibliotekach sięgały 40 osób. Miedzianego jeźdźca wspomina wielu blogerów – czytadło, że aż piszczy, ale czytało się je do bladego świtu. Ja swój egzemplarz nabyłam w okresie, kiedy ceny na allegro biły rekordy. W końcu się ktosik zmiłował i wydał w rozsądnej cenie. Książka wędrowała po rodzinie, znajomych zdobywając wierne rzesze czytelników. Moim najulubieńszym kąskiem na zawsze – który stoi na mojej półce – to seria książek Jane Austin. Przeczytana dawno temu – pewnie nie raz mnie jeszcze ucieszy. Miło wspominam Historyka Kostovej – który sprawił, że prawie kładłam czosnek pod poduchę, by ustrzec się przed wampirami. Z dziecięcych – filozoficzna seria o Adasiu i słoniu Ludwika Janiona i prawie zaczytana – o piratach, z którym liczy się kordelasy, armaty, rekiny, no wszystko, co tylko na statku pirackim znaleźć można. Nie mogę zapomnieć też o Łamisłówkach Łukasza Dębskiego, który pokazał, że Polacy nie gęsi, też swój język mają. I to jaki:) A O wróżkach i czarodziejach Natalii Gałczyńskiej – zbiór bajek i baśni francuskich? Perełka.

Moja prośba – wiem, że trochę osób zagląda tutaj – proszę odwiedźcie Facebookową stronę Ratujmy Świat Książki, założoną przez Drużynę Wydawnictwa. Robi wszystko, by ocalić Świat Książki – kliknijcie na lubię to. Może ktoś pomoże. W końcu kropla drąży skałę.....




poniedziałek, 24 grudnia 2012