Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 12 grudnia 2013

Pamiętam, że jeszcze jakiś czas temu przyznanie się, że się lubi gotować powodowało u słuchaczy lekką konsternację. Raczej o tym się nie mówiło. Owszem rozmowy bułkę przez bibułkę, że Słowacki wielkim poetą był, tak tak obrazy Opałki – i owszem, najnowsze książki Stasiuka, tak – wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Ale żeby mówić publicznie o jedzeniu? Wiadomo, żeby żyć trzeba zjeść. A żeby zjeść – trzeba ugotować. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Ale wywnętrzanie się, że gotowanie to hobby, sens życia, i kto wie, co jeszcze, raczej do dobrego tonu nie należało. Wszystko to kojarzyło się z dość niefortunnymi określeniami typu: kurą i pomoc domowa, To w przypadku kobiet. A mężczyźni? pantoflarze, maminsynki. Piec i facet – tego w ogóle w świadomości publicznej nie było. Tymczasem to, co dzieje się teraz wszędzie – w kwestii kuchni, gotowania – to jest jakaś rewolucja. Gotują wszyscy – znani bardziej lub nie. Nawet powiem tak: nie wypada nie wiedzieć jak to się robi, z czym to się je, do czego dodaje. Nieważne czy profesor/ka, polityk, aktor/ka, gosposia na parafii, mama dwójki brzdącówgotować trzeba umieć. A jeśli nawet nie, to przynajmniej sprawiać takie wrażenie, że sztukę tę ma się opanowaną do perfekcji.

Nic dziwnego, że chętnie sięga się po książki kucharskie. Julię Child poznałam wiele miesięcy temu dzięki filmowi Julie i Julie, w której pionierkę kuchni francuskiej na kontynencie amerykańskim świetnie zagrała moja ulubiona Meryl Streep. Ciekawy obraz o pasji, marzeniach. Bo gotowanie dla Julii Child było pasją. Mówi się, że aby zapalić innych sam musisz płonąć. I to wyczuwa się we „Francuskim szefie kuchni”, lekturze, która jest zapisem kultowego telewizyjnego show (razem 134 odcinki - spisane od 14 odcinka). Jakże ta książka kucharska jest inna niż wszystkie. Choć nie do końca. Patrzę na półkę, którą nazywam coś dla podniebienia. W oczy rzuca mi się jeszcze jedna, bardzo podobna pozycja Kuchnia Neli, kupiona przed laty. W zupełnie innym klimacie – a jednak mająca wiele wspólnego z Francuskim szefem kuchni. Mianowicie – w obydwu przypadkach brakuje zdjęć. A to jest ten haczyk, na który głównie łapią się kupujący takowe książki. Piękne, często obrobione w FS sprawiają, że czujemy się jak w siódmym niebie, jakbyśmy już ugotowali, już zjedli. W książce Child nie znajdziecie ani jednej fotki (poza tą na okładce), ani jednego obrazka (u Neli są delikatne obrazeczki). Tuja siłą jest słowo, teksty. Nie gdzieś w tle, na drugim planie zepchnięte przez wielkie foty na rozkładówkach. Julia Child rozmawia z czytelnikami przez prawie 500 stron. Podpowiada jakie potrawy ugotować, zdradza tajniki, swoje sposoby. Niektóre przepisy łatwe inne dla bardziej wprawionych kucharzy. Ciasta, zupy, przystawki, dania główne, mięsa, przekąski. Wybór jest ogromny. Mnie zaciekawianajróżniejsze przyprawy, dodatki – na szczęście dostępne i u nas. Wiele potraw jest tak prostych, że zastanawiamy się, dlaczego wcześniej o nich nie słyszeliśmy, albo sami na to nie wpadliśmy. Wszystko napisane bardzo przystępnie, krok po kroku. Autorka co rusz ostrzega przed kulinarnym wpadkami: zróbcie to tak, bo jak nie zepsujecie – coś się zważy, zagotuje, a nie powinno.

Na początku krótki wstęp o kulisach powstawania programu i książki. Następnie baaaaardzo długa uczta kulinarna. Na samym końcu znajdziecie wszystkie potrawy podzielone tematycznie, co pozwoli poszukiwania przepisów.

Wydawnictwo Literackie