Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
poniedziałek, 31 marca 2008

 leichte Lektüre (c) mknauth

Moje dzieciaczki pochorowały się na święta i wszystko wywróciło się do góry nogami. Bo jak moje dzieci są chore, to my z mężem wpadamy w minorowy nastrój, martwimy się i czasami mam wrażenie, że dzieci są dzielniejsze niż my.  A ta zaraza trwa i trwa. I pomyśleć, ze mój Tomcio był raptem 20 minut w przedszkolu na zajączku- i w tym czasie zdążył złapać jakieś paskudztwo, które pozarażało wszystkich i wszystko w naszym domu- czasem to aż mam takie wrażenie, ze pająki po kątach też psikają. Najlepsze antidotum to dla Tomka oczywiście.... książki. Czytamy, czytamy, czytamy...... Nasłuchało się dziecię tych różnych opowieści- i w nocy budzi się z płaczem, że on chce jednak być strażakiem, a nie pilotem. A ja tęsknię za jakąś makulaturką dla siebie- dorwałam jakiś czas temu Patricię Shaw- z zestawu moich wyzwaniowych lektur- i takie to czytadło ciekawe,że wpadłam... Wieczorami jestem taka zmęczona, że naprawdę padam z nóg i marzę, żeby moje małe stadko poszło już spać, bym mogła znów przenieść się do innego świata:) Co ciekawe- Tomek uwielbia książki. ale jak widzi nas z mężem w stanie czytelniczego upojenia zdnerwowany podbiega, wydziera nam papier z rąk i woła- Już nie czytajcie. Nie lubię jak czytacie!- no i co tu zrobić?

Jean- Honore Fragonard ( ok 1770r.)

sobota, 29 marca 2008

 Dom z papieru

Czy książki mogą doprowadzić do szaleństwa? Odpowiedź znajdziecie w maleńkiej książeczce- opowiadaniu – Dom z papieru. Książkę przeczytałam dwa tygodnie temu , a ona sobie siedzi w mojej głowie i ani myśli z niej wyjść. Niech tak będzie i basta. Raz po raz cosik mi się z niej przypomina- no i muszę się nad tym zastanowić. Głęboko. Czyżby zamierzeniem autora było doprowadzenie i mnie do szaleństwa?Jak ktoś przeczyta już sam początek, nie może nie czytać dalej. Wszak to książka o książkach, o ich wielbicielach. Posłuchajcie: 

Książki zmieniają los ludzi. Niektórzy przeczytali Tygrysa Malajów  i zostali profesorami literatury na odległych uniwersytetach. Siddhartha przywiódł do buddyzmu dziesiątki tysięcy młodych ludzi, Hemingway przekształcił ich w sportowców, Dumas pogmatwał życie niezliczonym kobietom, a niejedną z nich uratowały od samobójstwa książki kucharskie. Bluma stała się ofiarą książek. 

Wszystko zaczyna się w dniu, kiedy Bluma Lennon kupiła w pewnej księgarni Poezje  Emily Dickinson. Biedaczka tak się zaczytała, że wpadła pod samochód. Jej następca na wydziale hispanistyki dostał pewnego dnia przesyłkę zaadresowaną do Blumy- w środku była książka- zniszczona, ze skorupą brudu między okładką a stroną tytułową. Profesor literatury postanawia odszukać nadawcę, by zwrócić mu ten nietuzinkowy egzemplarz i przekazać wiadomość o śmierci koleżanki. I tak się zaczynają perypetie związane z poszukiwaniem tego KOGOŚ, wyprawa w świat książek, antykwariuszy, moli książkowych- wyprawa iście filozoficzno-geograficzna, podczas której autor – Carlos Maria Dominguez- demaskuje rasowego bibliofila w sposób bezwzględny- wraz z jego zaletami i przywarami. A jeśli ktoś z nas ma zwyczaj takowym się określać- dowie się wielu ciekawych rzeczy na swój temat- faktów,  z których być może do tej pory nie zdawał sobie sprawy, które z jednej strony śmieszą a z drugiej zaczynają niepokoić. A muszę przyznać, że ów niepokój rośnie wraz z niechybnym zbliżaniem się do końca książki. Ale psst- nie zdradzę nic więcej…….Książka jest pięknie wydana- na okładce Księgarz Giuseppe Arcimboldiego, ciekawa faktura papieru- cacko dla bibliofilów- ku ozdobie ale i ku przestrodze…….

czwartek, 20 marca 2008

Fioletowy hibiskus 

J.M. Coetzee napisał o tej książce- Poruszajaca opowieść o dziecku, które przedwcześnie poznało siłę nietolerancji i najciemniejszą stronę życia.

Tym dzieckiem jest Kambili. Mieszka z bratem Jaja, rodzicami i służbą za wysokim murem w luksusowym domu w Enugu w Nigerii. Jej ojciec- Eugene w latach swojej młodości przyjął od misjonarzy religię chrześcijańską, wyjechał na studia do Anglii i powrócił do swej ojczyzny jako nadgorliwy i despotyczny neofita. Wiara w Chrystusa i Zbawienie stanowią istotę jego jestestwa. Z pogardą patrzy na tradycję,  język igbo i na swojego ojca Papa-Nnukwu- wiernego religii przodków. Czuje się też w obowiązku czuwać nad przestrzeganiem zasad religii katolickiej przez pozostałych członków rodziny. Uczestnictwo we mszy świętej, spowiedź, komunia, różaniec, modlitwa przed każdym posiłkiem, słuchanie w samochodzie Ave Maria, cotygodniowe odwiedziny u księdza Benedykta, dzielenie się bogactwem z innymi, czytanie Biblii, członkostwo w kółku różańcowym Naszej Pani od Cudownego Medalika, koszulka z napisem Bóg jest Miłością – to stałe elementy życia członków rodziny Eugene’a. Dziękuję ci, Panie czy  Bóg tak chciał-- te słowa często rozbrzmiewają w luksusowym domu z ogrodem. Ojciec nie znosi sprzeciwu- a za każdy przejaw niesubordynacji karze w sposób niebywale okrutny- bije, kopie, polewa wrzątkiem, znęca się psychiczne- a wszystko to w imię Miłości, w imię Zbawienia. Jaja, Kambili i ich matka starają się jak mogą zadowolić rodzica. Dłuższy pobyt u siostry ojca- Ifeomy pozwala Kambilii i jej bratu poznać inne życie- biedne, ale jakże szczęśliwe. Dom ciotki, w którym zawsze czegoś brakuje- jest oazą spokoju, śmiechu, radości i … Boga. To nic, że czasem nie ma wody, prądu, gazu, że nie starcza jedzenia. Dzieci ciotki uczą Kambili i Jaja co to znaczy tak naprawdę być rodziną. Chłopak dostaje od Ifeomy nasiona fioletowych hibiskusów, które tak pięknie ozdabiają jej ogród. Każe je zasadzić ogrodnikowi, podlewa je i dba o nie-  jak o wielki skarb.  Bo dla tej dwójki udręczonych dzieci- wiecznie przerażonych i przestraszonych, milczących- jest to skarb- fioletowe hibiskusy są uosobieniem prawdziwego szczęścia, miłości, radości i nadziei w życiu człowieka. Są wspomnieniem minionej chwili- ulotnej, a jakże szczęśliwej i ważnej. 

Ile Afryki jest w książce o Afryce? Jest ona gdzieś w tle- wojskowy zamach stanu, korupcja, tradycje plemienne, krajobraz. Afryka jest też nieodłączną częścią fabuły-  Afryka to ogromna przepaść między bogatą garstką a rzeszą biedaków,  religijna wrogość, wtrącenia w egzotycznym języku igbo,  to też nazwy  potraw – gulasz z jamu, fufu, onugbu.

Autorka skupia się jednak na postaciach- ich uczuciach, dojrzewaniu, relacjach w rodzinie, pierwszej miłości. Podczas lektury nieraz stawiałam sobie pytanie- do czego to wszystko prowadzi? Jak długo można tak żyć, godzić się na takie traktowanie- a z każdą przewróconą kartką narastały we mnie coraz bardziej bunt i oburzenie. Złość na członków rodziny za ich wiernopoddaństwo, pokorę, bierność. Złość Europejki- tak, tak- wychowanej w innej kulturze , w innych warunkach. Zakończenie jest zaskakujące- tak dla mnie jak i bohaterów powieści.  

Książka nigeryjskiej autorki- Chimamanda Ngozi ADICHIE- otrzymała, według mnie jak najbardziej zasłużenie, wiele nagród, również nominację do prestiżowego Bookera.    

 

Fioletowy hibiskus- Chimamanda Ngozi Adichie, Amber 2004

 

wtorek, 18 marca 2008
W końcu zdecydowałam się :) wezmę udział w kolejnym wyzwaniu czytelniczym- 6 Kontynentów. Dość długo zastanawiałam się, bo natłok obowiązków nie zawsze pozwala mi na częste obcowanie z książką. Zasada jest taka- muszę do 30 czerwca przeczytać po jednej książce z każdego kontynentu i napisać recenzję. Pomysł bardzo mi się podoba- spróbuję najpierw znaleźć coś na swojej półce, bo często kupuję książki na potem, ich sterta rośnie, a teraz jest doskonała okazja by stosik czekających w kolejce do czytania książeczek trochę się zmniejszył. Nic to, teraz gdy wyjeżdżam na spacer z moimi Pociechami, pcham jedną ręką wózek z naszym beniaminkiem, a w drugiej ręce trzymam książkę. No, a między nogami i wózkiem plącze się mój Starszy Synuś. Musimy dość dziwnie wyglądać:)) Nie ma to jak obowiązek czytelniczy- teraz już nie mam wyjścia- po prostu MUSZĘ CZYTAĆ!!!
niedziela, 16 marca 2008

Matylda z ZawrociaMatylda z Zawrocia Matylda z Zawrocia

Mimo tego, że te trzy książki tworzą pewien cykl, to każda z nich jest inna, każda ma inny klimat. To, co niewątpliwie je łączy- wszystkie są pięknie napisane.

Pierwsze moje wrażenie po otwarciu "Tego lata w Zawrociu" było takie- co za gmatwanina językowa. Przeczytałam jedną stronę i wróciłam- nie, tego nie da się przeczytać szybko. Zaczęłam czytać raz jeszcze, z większą uwagą, chłonęłam każde zdanie i delektowałam się nim. Prawdziwy majstersztyk- tylko właściwie sama już nie wiem - prozatorski czy poetycki? Wszystko zaczęło się od dziwnego testamentu, w którym babcia Aleksandra zapisała swej wnuczce Matyldzie dom na prowincji, w tytułowym Zawrociu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że obydwie panie tak naprawdę się nie znały- babcia z wnuczką minęły się , raz, moze dwa, gdzieś w przeszłości- i to wszystko. Matylda - jakże to imię spodobało mi się po tej lekturze- poznaje stary dom, a wraz z nim rodzinne sekrety. Jak się okazało, babka wciągnęła Matyldę w pewnego rodzaju grę. Ta podejmuje wyzwanie i zaczyna odgadywać babcine plany wobec jej osoby.

W drugiej części- "Górze śpiących węży"- lato minęło, nastała jesień- deszczowa i zimna. Matylda wraca do swojego mieszkania w Warszawie. Zawrocie jest gdzieś tam, daleko. I takie tu już pozostanie- za wyjątkiem kilku scen na końcu książki- obecne, a jakby nieobecne. Coś w rodzaju Ziemi Obiecanej, do której się tęskni i o której się marzy. Czytamy o zwykłym życiu Matyldy, o czym w pierwszej części zawrociowej trylogii Matylda tylko wspominała w swoich rozmowach z babcią - rodzina, relacje z matką, ojczymem, przybraną siostrą, praca w teatrze, związki z byłymi i obecnymi mężczyznami. Jest też wątek sensacyjny, rodzinna zagadka, są fotografie ojca i szare guziki w pawlaczu, jest wreszcie sen- koszmar. Książka wciąga niesamowicie.

"Maska Arlekina"-  ktoś stawia na grobie Filipa, pierwszego męża Matyldy, rzeźbę anioła, ktoś przysyła kartkę z Arlekinem, ktoś dzwoni, pojawiają się znajomi sprzed lat,   liczne znaki zapytania burzą spokój Matyldy. Ta zaczyna coraz częściej zastanawiać się nad tym, czy Filip, Świr- wizjoner, artysta sam wybrał przed laty Śmierć, czy też może został wepchnięty w jej ramiona?  "Maska Arlekina" to powieść psychologiczna, podróż w głąb siebie. Matylda tak naprawdę drążąc przeszłość- poznaje siebie, swoje reakcje, zmusza się do refleksji nad życiem. To ostatni rozdział historii o Zawrociu. Jednak nie wszystko zostało tu dopowiedziane do końca, wyjaśnione- czy nastąpi ciąg dalszy?:-)

Muszę przyznać, że ze wszystkich części najbardziej spodobały mi się dwie pierwsze. "Maska Arlekina" roztacza wokół siebie osobliwy klimat smutku, przygnębienia, śmierci. Gdy czytałam tę książkę akurat zostałam mamą, a rozdźwięk- tu Narodziny- tam Śmierć, spowodował, że zabalansowałam gdzieś pośrodku- i w takim stanie zawieszenia pozostałam aż do dziś. Niedawno odwiedziła mnie siostra. I jak to zwykle bywa- poplotkowałyśmy sobie na temat książek. Jest zachwycona "Maską Arlekina". A ja nie mogłam wykrzesać z siebie ni odrobiny zachwytu. Zaczynam  po prostu podejrzewać, że po ostatnią część trylogii o Zawrociu sięgnęłam w nieodpowiednim momencie.

Tego lata w Zawrociu, Góra śpiących węży, Maska Arlekina- Hanna Kowalewska

sobota, 15 marca 2008
"Książki zmieniają los ludzi. Niektórzy przeczytali Tygrysa Malajów i zostali profesorami literatury na odległych uniwersytetach. Siddhartha przywiódł do buddyzmu dziesiątki tysięcy młodych ludzi, Hemingway przekształcił ich w sportowców, Dumas pogmatwał życie niezliczonym kobietom, a niejedną z nich uratowały od samobójstwa książki kucharskie. Bluma stała się ofiarą książek." - Moja biblioteczka wzbogaciła się o Dom z Papieru. Już się nie mogę doczekać dalszej lektury :)
środa, 12 marca 2008

Lubię niespodzianki- a do takich należy pewne odkrycie, którego uwieńczeniem jest ta płyta- i nominacja do Fryderyka. Otóż w świętogórskim klasztorze przed trzema laty znaleziono manuskrypty zapisów nutowych liczących sobie prawie 300 lat. Gdy pokazano je znawcom  muzyki okazało się, że to prawdziwe perełki, rewelacja.  Były rektor Akademii Muzycznej we Wrocławiu - prof. M. Dyżewski, nazwał jednego z kompozytorów - Józefa Zeidlera- "polskim Mozartem". Muzykolodzy, m.in. z KUL-u, napisali od nowa partytury, ponieważ poszczególne głosy i instrumenty zapisane były w tzw. incipitach. W kilka miesięcy po tym zdarzeniu - w 200 rocznicę śmierci J. Zeidlera -grupa gostyńskich zapaleńców zorganizowała I Festiwal Muzyki Oratoryjnej. Płyta  "Musica Sacromontana" to właśnie zapis koncertów festiwalowych. Dla mnie- świetna sprawa.

Wyznania gorszycielki

Wróciły do mnie- pewnie znów tylko na chwilę:-)- "Wyznania gorszycielki" Ireny Krzywickiej. Gdy je komuś pożyczę, zaczynają żyć swoim życiem. Czyta je koleżanka, za chwilę jej mama, ciocia, siostra i koleżanka koleżanki. Bo to po prostu świetna książka. Irena Krzywicka ( 1899-1994) była pisarką,  publicystką i tłumaczką- napisała kilka powieści, opowiadań, wspomnień. Była jednak przede wszystkim GORSZYCIELKĄ. Jej życie było na początku XX wieku nie lada pożywką dla tak zwanych porządnych obywateli. Nas śmieszą dziś dawne reakcje, ale trzeba przyznać, że mówić w latach 30- tych głośno o świadomym macierzyństwie, rozwodach, równouprawnieniu kobiet w dziedzinie obyczajowości erotycznej- było wielką odwagą. O związku z Boyem- Żeleńskim trąbiła cała Polska.  Adwersarze Krzywickiej nie zjedli - a my możemy poczytać niezwykle barwny życiorys minionej epoki z wielką literaturą w tle. Na kartkach biografii pojawiają się  Jerzy Krzywicki, Tadeusz Boy- Żeleński, Maria Pawlikowska- Jasnorzewska, Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Witkacy i wielu innych.  Książka jest świetnie napisana, nie można się wprost oderwać od lektury.

 
1 , 2