Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
wtorek, 19 marca 2013

Jako dziecko odziedziczyłam po mamie grubaśny zeszyt z fotosami aktorów i aktorek. Współczesna dzieciarnia, która ma do dyspozycji pisma z ulubionymi gwiazdami pewnie nie jest w stanie tego zrozumieć. Kiedyś na zdjęcie gwiazdy się polowało. Szczytem marzeń była zaprzyjaźniona pani kioskarka, która po znajomości zostawiała w teczce czasopismo lub gazetę z aktorami lub piosenkarzami. Z owym zeszytem związane były również wspomnienia – o tym jak z braku własnego gramofonu bądź radia przytykało się ucho do ściany, by uchwycić Żółte kalendarze albo Pamiętasz była jesień z radia sąsiadki. Albo (ponoć) sprawiedliwy podział pieniędzy na niedzielną ofiarę do koszyka – fifty fifty – 50 procent dla księdza i połowa na gazetę (bez wiedzy babci i dziadka). W maminym zeszycie były też fotosy ze Zbyszkiem Cybulskim – idolem pokolenia. I choć tego zeszytu już dawno nie ma, ucieszyłam się kiedy wśród zdjęć umieszczonych w książce Marioli Pryzwan znalazłam jedno, które na pewno było w tamtym zeszycie.

Ta książka jest osobliwa pod wieloma względami. Na pewno dlatego, że to właśnie sam bohater (z małymi wyjątkami) dochodzi do głosu. Wycinki prasowe, notatki osobiste, audycje radiowe, dokumenty (świadectwo ubóstwa), listy, liczne zdjęcia, wywiady udzielane prasie i telewizji, felietony skierowane do młodych czytelników pokazują postać pewnego człowieka. Pozwalają one wyrobić sobie o nim pewną opinię – o czym za chwilę. Większość z tych materiałów w pierwszej osobie – ja, stąd tak cenne. Cybulski wypowiada się na wiele tematów – przede wszystkim film i zawód aktora – jego misja, wyższość aktora filmowego nad teatralnym, poszczególne role, które były albo miały być, scenariusze, środowisko aktorskie. Znalazło się też miejsce na najróżniejsze aspekty codziennego życia – szczęście, przyjaźń, sport, małżeństwo, tacierzyństwo. Ale bez tej strasznej nachalności, jaka cechuje współczesnych celebrytów. Właśnie na ten aspekt chciałam zwrócić uwagę. Uderza mnie w jego wypowiedziach dojrzałość osobowa i zawodowa. Zastanawiam się, czy na podobne materiały znalazłoby się miejsce w dzisiejszych mediach. Aktorzy bywają, pokazują modne suknie, gotują (!), pokazują mięśnie i różne tam części ciała, rozchodzą się i schodzą na naszych oczach, tańczą. Chcą za wszelką cenę zaistnieć w naszej świadomości, ale tak prawdę powiedziawszy – zaimponować nie ma czym. Książkę czytałam z przyjemnością i myślałam sobie, że dawno nie czytałam tak mądrych wypowiedzi na temat filmu, sztuki i stosunków międzyludzkich. Nie żadne przemądrzałe teorie, ale wyważone i przemyślane. Ten kto szuka jakichś sensacji, będzie tu jednak srodze zawiedziony.

Mnie po lekturze ogarnął tylko srogi żal. Tak trudno o film z Cybulskim w naszej telewizji. Jeśli już, to gdzieś tam w środku nocy. A po lekturze naszła mnie ochota na Pamiętnik znaleziony w Saragossie, Jowitę, Ósmy dzień tygodnia. Czasem odnoszę wrażenie, że nie pozostaje mi nic innego jak rozmowy z moją mamą na temat tych filmów i fotosów w starym zeszycie. Ta książka to cenne uzupełnienie babskich pogaduszek.

Wydawnictwo MG





niedziela, 17 marca 2013

Moi nauczyciele historii zarówno w podstawówce jak i w szkole średniej nie zostawili na niej suchej nitki. Bez najmniejszej próby poparcia swoich poglądów. Uzasadnienie było tylko jedno: Katarzyna zagarnęła duży kawał terytorium Polski. Przedstawili nam ją jako grubą i brzydką monarchinię absolutną, nie znoszącą sprzeciwu. To wystarczyło, by jej nie lubić. W liceum informacje wzbogacono, z racji naszego wchodzenia w dorosłość, o pikantniejsze szczegóły o jej romansach i seksualnym wyuzdaniu. Gdzieś w tym wszystkim zniknęła niepozorna mądra dziewczynka, wtedy jeszcze nie Katarzyna tylko Zofia, córka księcia Chrystiana i Joanny Anhalt von Zerbst. Ten okres nie należał do najszczęśliwszych. Ojciec, człowiek stary jak na owe czasy, to surowy zawodowy oficer w armii króla Prus Fryderyka Wilhelma I, nie poświęcał dziecku swojego czasu. Był zapatrzony w swojego zwierzchnika i Boga. Następnie, odtrącona również przez matkę, była ofiarą tzw. zimnego chowu. Zofia uznana za niezgrabną, nieładną, skierowała swoje zainteresowania w stronę nauki. Spędzała czas nad książkami, dużo się uczyła. Nietypowe jak na tamte czasy, kiedy to dziewczynka miała z góry określoną i narzuconą rolę, jaką miała odegrać w życiu mężczyzny (męża). Na pewno nie związaną z poszerzaniem wiedzy. Rozmowa starszych z małą Zofią budziła podziw dla jej intelektu, co nie cieszyło raczej jej matki. Matka – to niezwykle ważny element w życiu młodziutkiej Zofii – kobieta zimna, z wybujałymi marzeniami i ambicjami, skora do knowań i plotek.  Jednak nie ma co ukrywać, to m.in. jej zaradności caryca Elżbieta II, córka Piotra Wielkiego, sprowadziła Zofię na swój rosyjski dwór, by ta po ślubie z Piotrem urodziła przyszłego cara. Niepozorna Niemka ze Szczecina ląduje gdzieś na końcu świata, w miejscu obcym dla niej, gdzie nie ma prawa decydować o sobie. Ciągle terroryzowana, śledzona, musi uważać na każdy swój krok, każde swoje słowo. Młodziutki mąż, Piotr, to niedojrzały młodzian, marzący o tym, by kiedyś wrócić do swojej ojczyzny – również do Niemiec, a dokładniej do Holsztynu. Prawdę powiedziawszy dzięki tej książce dowiedziałam się, że w owych czasach na dworze rosyjskim była tak silna frakcja niemiecka, że mąż Katarzyny, sprowadził sobie na dwór wojska z Holsztynu. Noce mijają mu na orgiach pijackich i zabawach z figurkami żołnierzyków. Kiedy Katarzyna zachodzi w ciążę ze swoim kochankiem, musi poddać się zabiegowi usunięcia stulejki. Bowiem od samego początku małżeństwo z Piotrem to białe małżeństwo, i gdyby wydało się, że nie był w stanie spłodzić przyszłego cara Rosji, zaczęłyby się poważne kłopoty i dla niego i dla jego żony.


Robert K. Massie z niezwykłą skrupulatnością śledzi losy Zofii późniejszej carycy Katarzyny Wielkiej. Od jej skromnego i nieszczęśliwego dzieciństwa po czasy, kiedy została władczynią absolutną. Byłam ciekawa wizji amerykańskiego historyka, publikującego na temat Romanowów. Za biografię Piotra I przyznano mu Nagrodę Pulitzera. Jak widzą Katarzynę inni, bez takiego ładunku emocjonalnego, jaka z pewnością cechuje nas Polaków – było to naprawdę wartościowe i ciekawe przeżycie. Biografia, którą czyta się … jak kryminał. Ciekawe i bogate tło społeczne, stosunki na dworze, knowania, plotki, różne obozy. Szczegóły z życia przyszłej monarchini. Jej długi, długi jej matki, które musiała potem spłacać przez długie lata (a myślałaby kto, że życie księżniczek jest wolne od trosk), stosunki ze służbą. Zwyczaje, kuchnia, sztuka – literatura, malarstwo, muzyka i filozofia. Ta ostatnia zajmowała szczególne miejsce w sercu Katarzyny. To naprawdę świetna lekcja historii, która dosłownie oczarowuje. Dla nas będzie na pewno ciekawym opis stosunków z przyszłym królem Polski Stanisławem Augustem Poniatowskim. To dzięki jej wstawiennictwu został monarchą, choć wcale do tego nie dążył.

Dobrze wychowane kobiety rzadko tworzą historię. Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne – idą tam, gdzie chcą. Katarzyna II to jedna z barwniejszych postaci w historii, a już w szczególności tej, która dotyczy kobiet. Niewiele monarchiń było tak wyrazistych, tak charakternych. Jej postać inspiruje również w dzisiejszych czasach. Portret Katarzyny Wielkiej stoi ponoć na biurku kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Książka Roberta K. Massie'go pozwala lepiej zrozumieć tę kobietę, jej czasy, jej kolejne kroki. Może wzbudzi choć trochę zrozumienia, choć trochę sympatii w nas. Jacek Kaczmarski śpiewał o Katarzynie:

Na smyczy trzymam filozofów Europy Podparłam armią marmurowe Piotra stropy Mam psy, sokoły, konie - kocham łów szalenie A wokół same zające i jelenie Pałace stawiam, głowy ścinam Kiedy mi przyjdzie na to chęć Mam biografów, portrecistów I jeszcze jedno pragnę mieć - Stój Katarzyno! Koronę Carów Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć! Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów Nie bawią mnie umizgi bladych lowelasów Ich miękkich palców dotyk budzi obrzydzenie Już wolę łowić zające i jelenie Ze wstydu potem ten i ów Rzekł o mnie - Niewyżyta Niemra! I pod batogiem nago biegł Po śniegu dookoła Kremla! - Stój Katarzyno! Koronę Carów Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć! Kochanka trzeba mi takiego jak imperium Co by mnie brał tak jak ja daję - całą pełnią Co by i władcy i poddańca był wcieleniem I mi zastąpił zające i jelenie Co by rozumiał tak jak ja Ten głupi dwór rozdanych ról I pośród pochylonych głów Dawał mi rozkosz albo ból! - Stój Katarzyno! Koronę Carów Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć! Gdyby się taki kochanek kiedyś znalazł... - Wiem! Sama wiem! Kazałabym go ściąć!


Taka jest Katarzyna w świadomości wielu Polaków. Książka na pewno pomoże objąć problem szerzej. Pozwoli wiele faktów zrozumieć, a może nawet spojrzeć na niektóre sprawy trochę inaczej ?

6/6

Wydawnictwo Znak





wtorek, 12 marca 2013

Z Link miałam pewien problem. Zaczynałam czytać, potem odkładałam i już nie wracałam. Czułam też swego rodzaju dyskomfort, bo to właśnie na moją prośbę biblioteka zamówiła jej dwie książki, mało tego – od jakiegoś czasu co rusz pojawiają się kolejne nowości.  Przy Obserwatorze się zawzięłam. Efekt tego jest taki, że właśnie kończę Ostatni ślad, ale o tym wkrótce.

Obserwator to połączenie powieści psychologicznej z kryminałem. W dziwnych okolicznościach giną trzy kobiety. Na pierwszy rzut oka nic nie łączy tych morderstw. Zwróćcie uwagę na pierwszy rozdział. Ja go zbagatelizowałam, ale w całej powieści ma on ogromne znaczenie. Pod koniec książki, przeczytałam go raz jeszcze.  Link umiejscowiła akcję powieści w Anglii. Dużo dzieje się późną porą, w miejscach odosobnionych, opuszczonych, rzadko odwiedzanych przez ludzi. Buduje to specyficzny klimat tajemniczości, grozy i niebezpieczeństwa. Czytałam głównie wieczorami i nocami, kiedy wszyscy spali. Nie muszę dodawać, że czasem włos mi się jeżył na głowie.  Generalnie przyznaję – mam słabe doświadczenia z kryminałami – ale Obserwator Link spodobał mi się bardzo. Zaczynam rozumieć powoli fascynację jej książkami. I chyba w końcu skorzystam z pokaźnych już zasobów bibliotecznych. Jakie mam zastrzeżenia – nie wiedzieć czemu autorka upodobała sobie Anglię. W Ostatnim śladzie jest więcej specyficznych dla tego kraju zachowań, nawet szczegółów dnia codziennego – jak ogrzewanie pomieszczenia piecykiem na żetony czy pieniądze. Akurat to co wydarzyło się Obserwatorze, mogłoby się zdarzyć wszędzie. Nie czuć tutaj klimatu Anglii. Link pochodzi z Niemiec. Tymczasem ciągle wraca na Wyspy. Zakończenie też jest ciekawe – żaden tani happyend jak z filmu klasy B. Pozostaje mnóstwo znaków zapytania co do przyszłości głównych bohaterów. Może jeszcze zdarzyć się wiele, ale nie musi. Autorka buduje krótkie rozdziały, co rusz zmienia perspektywę narracji. Nie będziecie się nudzić przy tej książce.

Wydawnictwo Sonia Draga