Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 29 marca 2015

Po takiej książce aż chce się wyjechać na wakacje do Rzymu. Bo akcja dzieje się właśnie tam. Sympatyczna opowieść z wątkiem detektywistycznym o pewnym gadającym kocie Cagliostro (!) i sześciu dziewczynkach z sześciu państw. KTOŚ sprawił, że w ich krajach zniknęły pomniki znanych postaci z bajek: Krecika, Gawrosza, Dziadka Mroza, Szczęśliwego Księcia, Koziołka Matołka i Pinokia. I wszystko wskazuje na to, że to nie był wcale przypadek. Co ciekawe, o tych wydarzeniach wspomniane dziewczynki zanotowały w swoich pamiętnikach. Mało tego, pamiętniki te - wszystkie bez wyjątku, "zgubiły się".

Po nitce - do kłębka, mówi stare przysłowie. Kot razem z dziewczynkami próbuje wyjaśnić zagadkę. Razem idą tropem tajemniczej postaci - tytułowego Bambola. Nie zdradzam niczego więcej (a zwłaszcza znaczenia słowa: Bambol:)- by nie popsuć zabawy podczas lektury. Bohaterowie wędrują po uliczkach Rzymu - na wyklejce przedstawiona jest mapa, na której odnajdziecie miejsca, które pojawiły się w tej opowieści. A może ktoś pokusi się na literackie zwiedzanie "wiecznego miasta" właśnie śladem Kota i jego aniołków. Brzmi zachęcająco, tym bardziej, że podobnie można uczynić w Wenecji (już ukazały się Szklane oczy) i Sienie (w przygotowaniu Zwycięski koń).

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina



piątek, 27 marca 2015

Książka została wydana po raz pierwszy kilka lat temu. Teraz zrobiło się o niej głośno za sprawą filmu.

Głównym bohaterem jest chłopak Thomas J. Ward, siódmy syn siódmego syna, wywodzący się ze zwykłej chłopskiej rodziny, który pewnego dnia zostaje oddany na nauki do stracharza- osobnika ponurego, o nieprzyjemnej fizjonomii, odzianego w długi czarny płaszcz z kapturem, budzącego niepokój wśród ludu, w związku z wykonywaną profesją. Bo czymże zajmuje się stracharz? Walczy z mrokiem, złymi wiedźmami i boginami, duchami. Ludzie boją się stracharza, odwracają się doń plecami, schodzą mu z drogi, a jednocześnie bardzo potrzebują. Thomas jest chłopcem niezwykłym, ma Dar, widzi to, co dla innych niewidzialne, słyszy, co dla innych niesłyszalne. Do tego ma ukochaną Mamę, która jest osobą niesamowitą i niezwykle tajemniczą i która wie, że kiedyś jej syn zostanie najlepszym stracharzem w Hrabstwie. Chłopiec uczy się wiele rzeczy- stracharz, bardzo wymagający Mistrz, wprowadza go w arkana zawodu- ale jednocześnie Thomas odkrywa, na czym polega istota męstwa, odpowiedzialności i pracowitości. Jakim uczniem okaże się Tom, czy zaprzyjaźni się ze swoim nauczycielem, czy poradzi sobie z trudnościami związanymi z profesją stracharza, czy odnajdzie swoje miejsce na ziemi?

Książki wciągają niesamowicie. Na okładce informacja- UWAGA! NIE CZYTAĆ PO ZMROKU. To prawda- Delaney umie budować nastrój grozy- a że ja niestety mam możliwość czytania głównie w nocy- niekiedy z niemałym niepokojem spoglądałam w czarne okno:) Czy to książka na pewno dla 10-latków?  Autor sięga po stare podania, korzysta z kronik opisujących stare dzieje, wskrzesza to, co zapomniane. Kiedyś, gdy nie było telewizji, komputerów, ludzie spotykali się i opowiadali sobie właśnie takie historie, którym często również przysłuchiwały się dzieci. No i myślę- dziś chyba nie tak łatwo przestraszyć młodego czytelnika :)), a zresztą dzieciaki lubią taki smaczek tajemniczości, strachu i niewytłumaczalnego. A tego w książkach Delaney'a jest pod dostatkiem.

Cały cykl liczy 12 części. Na razie dostępne są dwa pierwsze tytuły w nowej szacie graficznej: Zemsta czarownicy i Klątwa z przeszłości. Wkrótce ukażą się: Tajemnica starego mistrza i Wiedźmi spisek

 

Wydawnictwo Jaguar

środa, 25 marca 2015

Kolejna cześć serii „Opowiem ci mamo, co robią…”. Po mrówkach i żabach na naszej półce, przyszła kolej na pająki. Zdecydowanie inny pomysł na książkę niż ten zrealizowany przez Katarzynę Bajerowicz. Daniel de Latour wysyła pająka Kleofasa w podróż. Po drodze spotyka różne stworzenia duże i małe, przeżywa przygody,  przygląda się wszystkiemu, co dzieje się w mikroświecie. A dzieje się dużo. Mama komarowa pilnuje swoje małe pociechy chlapiące się w bajorku wody, mrówki wachlują dla ochłody królową, trzmiel zbiera członków swojej orkiestry, kołatki obżerają się w najlepsze … drzwiami, zaniepokojona mama pająkowa szuka swego synka pajączka. Co ciekawe, wśród bohaterów jest mnóstwo stworzeń, których na co dzień nie darzymy sympatią. Same tytułowe pająki budzą w nas różne uczucia. Wiemy, że są pożyteczne, ale czyż nie istnieje coś takiego jak „arachnofobia”? A inni bohaterowie tej opowieści: karaluchy, komary (uwaga – niedługo zaczyna się sezon), kołatki? Autorzy potraktowali te zwierzęta z wielką dozą sympatii, humorem. Postacie te przypominają ludzi – pająk podróżnik, zatroskana mama komarzyca, grające w karty karaluch, zasmucony i przestraszony pajączek. W odróżnieniu od tomiku o żabach (bez porównań jednak się nie obejdzie),  główny bohater został osadzony w bajkowym klimacie, w którym nie brakuje (i tu bonus dla rodziców) odniesień do „gadżetów” PRL-u. Można pobawić się stadnie – dzieci niech wykonują zadania przygotowane przez Marcina Brykczyńskiego, a dorośli szukają znaczka z Gagarinem, etykietki oranżady wyborowej, pudełka zapałek, wycinków z prasy codziennej. Książka trochę w konwencji Mamoko – wierszowane zadania zachęcają do ćwiczenia spostrzegawczości: dzieci szukają różnic na obrazkach, zagubionych grosików, cieni robaczków, liczą kołatki, małe komary, topiki.

Na kartkach książki dzieje się wiele, nie brak humoru sytuacyjnego Można spróbować odszukać ciąg dalszy na kolejnej stronie, zobaczyć ulubionych bohaterów w nowej sytuacji.

Książka kartonowa, z grubymi stronami – można wertować, wracać, kontynuować poszukiwania w nieskończoność.

Pająki mają swoją stronę - o tu:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 18 marca 2015

Po tej książce już żaden żuk nie będzie tylko żukiem, a dąb - dębem. Zaraz zaczniecie śledztwo - czy napotkane stworzenie (którego o mało co nie rozdeptaliście buciorem) to żuk wiosenny, leśny, czy może gnojarz. I czy drzewo, na które weszliście podczas niedzielnego spaceru, to dąb szypułkowy, bezszypułkowy czy może czerwony?:)))

Książkowy tato intryguje, stawia pytania, układa zagadki, wierci do bólu dziurę w brzuchu, śledzi niczym wytrawny detektyw. Ciągnie na wyprawy swoją rodzinę i nie tylko: małych i dużych. Dyskutuje z uczestnikami wypraw, bierze sobie pewne stwierdzenia do serca - i albo im przytakuje albo zaprzecza. Na pewno nie zostaje obojętny - a gdy trzeba, stawia pytania znawcom tematu, sam szuka odpowiedzi po książkach i przytacza celne cytaty, potwierdzające lub obalające jego tezy.

Wyprawy Wojciecha Mikołuszki same w sobie są fascynujące - a gdy do tego dołączyć rzeczywistą wyprawę do lasu, na pola, łąki - to - prawdziwa uczta - dla ciała i ducha. Jeśli jest taka możliwość (nie każdy ma las albo pole pod nosem - ale w mieście na pewno znajdziecie kawałek natury:) warto połączyć teorię z praktyką: zadrzeć wysoko głowę i poobserwować klucz dzikich gęsi, spojrzeć pod nogi i zgadnąć, jaki zwierzak przed nami szedł tą samą drogą.

Książka podzielona jest na 43 rozdziały - wyprawy. Ułożone chronologicznie - początek to grudzień, dalej to już kilka wypraw na każdy miesiąc. Oczywiście można książkę przeczytać od razu, ale fajną przygodą będzie jej racjonowanie - w zależności od pory roku i miesiąca. Wybór zależy od Was. Rozpiętość tematów bardzo szeroka: zwierzęta, rośliny, zmiany w klimacie i porach roku. Nie ma reguły - jakiejś miesięcznej matematyki. W zależności od miesiąca czy pory roku różnorodność wypraw i ich liczba się zwiększa bądź zmniejsza. Najwięcej wypraw jest w maju i sierpniu. Razem z książkową rodziną można poznać m.in. ptasie gniazda, śnieg, kawki w karmniku, ptaki zimujące u nas, lód, bobry, klucz gęsi, ptasią inteligencję, leszczynę w kwiatach, nudną wiosnę, żaby i traszki, obrączkowanie, płoszyce, biedronki, mniszki, chruściki, pajęczynę, kijanki, zaskrońca, żołędzie, grzyby, korony drzew, stawy, przymrozek i inne. Wyprawy zostały ciekawie opisane, przytaczane są dialogi taty z uczestnikami wypraw, dużo tu ciekawostek, humoru.

Klimat tej książki budują na pewno ilustracje Tomasza Samojlika. Wkomponował postacie taty i dzieciaków w prawdziwą przyrodę, dorysował dymki komiksowe. Efekt jest ciekawy. Dzięki tekstowi i zabiegom graficznym okazuje się, że przyroda naprawdę jest fascynująca. A co najważniejsze jest na wyciągnięcie ręki.

Wiek 7+

Wydawnictwo Multico

sobota, 14 marca 2015

Pamiętacie Bolusia i jego braciszka? Powracają w nowej książce. Bracia udają się nad sadzawkę, by się pobawić. Mama prosi Bolusia, by popilnował braciszka. Starszy syn oczywiście obiecuje spełnić maminą prośbę. Tylko, że dzieci, jak wiadomo, są tylko dziećmi, a codzienność też gotuje różne niespodzianki. Maluch ląduje w sadzawce – na szczęście wszystko się dobrze kończy. Niby cieniutka książka, a ma w sobie tyle treści. Najpierw – silne więzi między rodzeństwem, następnie poczucie odpowiedzialności, przyjaźń i … zazdrość. Beztroskie dzieciństwo, wypełnione zabawami  i spotkaniami z rówieśnikami. Też brudne – w końcu to męski świat. Pamiętacie powiedzenie: są na świecie dzieci czyste i szczęśliwe? Boluś z braciszkiem niewątpliwie należą do tej drugiej grupy.

Bardzo ładnie wydana książka, z zabawnymi ilustracjami. Wydana po raz pierwszy w 2007 roku – mnie kojarzy się ze starymi książkami, które czytali nasi rodzice. Ma dużo uroku i treści. Rozbawiło mnie zakończenie, kiedy to deszcz pomaga malcom wykaraskać się z kłopotów, i gdy, już podczas ciepłego obiadu, obiecują sobie, że już nigdy nie będą nigdzie wychodzić. Skąd ja to znam – "NIGDY!" "Przenigdy!" A potem jest, jak jest. I to jest fajne.

Wiek 2+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 12 marca 2015

Śpiewany podczas ważnych uroczystości i meczów, kiedy grają nasi. Wyciska łzy, gdy słucha go cały świat podczas olimpiad i mistrzostw. Jednak – powiedzmy szczerze - chyba niewielu z nas wie o nim wystarczająco dużo. Coś liznęliśmy w szkole o Legionach Polskich we Włoszech, Janie Henryku Dąbrowskim, samym autorze tekstu – Józefie Wybickim. Oczywiście znamy cztery zwrotki, które są hymnem państwowym, gorzej z dwiema pozostałymi, które nie wytrzymały próby czasu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dzieci zaczynają wiercić dziurę w brzuchu – A co to znaczy……?  Książka o hymnie – bardzo potrzebna, wypełniająca wielką lukę na naszym rynku, z mnóstwem wyczerpujących informacji, dla każdego – i małego i dużego czytelnika. Powinna znaleźć się w domowej bibliotece.

Małgorzata Strzałkowska jest dla mnie przede wszystkim autorką łamańców językowych. Odkryłam ją kilka lat temu w małej księgarni, kiedy to ni stąd ni zowąd pękł pąk, pękł strąk, a bąk się zląkł. Rodzicom czytającym swoim pociechom postawiła wysoko poprzeczkę – język wiruje jak w tańcu, by prawidłowo i atrakcyjnie dla dzieciarni wyartykułować: czarny dzięcioł z chęcią pień ciął. Potem zaskoczyła filozoficzną i refleksyjną serią Zielony i Nikt. Teraz kolejna miła niespodzianka:  Małgorzata Strzałkowska – ma naprawdę wiele twarzy.

Autorka nad książką pracowała blisko rok. Odwiedziła miejsca związane z hymnem – w tym pierwsze i do niedawna jedyne na świecie, Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie na Kaszubach. Rozmawiała z wieloma ludźmi, zbadała liczne dokumenty. Wynik pracy jest imponujący. To nie tylko rzetelna analiza tekstu, ale bogaty kontekst społeczno – kulturowy, sylwetki wielu ciekawych postaci bezpośrednio lub pośrednio związanych z hymnem, to w końcu miła niespodzianka dla ucha.  Książka jest podzielona na dwie części: „Co każdy Polak o hymnie wiedzieć powinien” i „Dla wnikliwych”. Najpierw przedstawia sytuację z końca XVIII wieku, kiedy to Polska zniknęła z mapy Europy.  Następnie analizuje każdą zwrotkę po kolei, przedstawia jej bohaterów, interpretuje, snuje domysły. Czy faktycznie Stefan Czarniecki rzucił się przez morze, kim była tajemnicza Basia ze zwrotki czwartej. W końcu – kto tak naprawdę płakał – ojciec czy jego córka? Tłumaczy trudne słowa – jeno, tarabany, jąć, pałasz, nie osiądzie. Podpowiada, jak należy zachować się podczas śpiewania lub słuchania Hymnu. Przedstawia krótką wersję „Kalendarium hymnu” i zamieszcza opis Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie, które jest też miejscem narodzin Józefa Wybickiego.

W drugiej części Strzałkowska przedstawia szczegółową historię hymnu, opisuje dwie pozostałe zwrotki „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech”, przybliża utwory, które pełniły dawniej rolę polskiego hymnu narodowego: „Bogurodzica”, „Matko Boga”, „Hymn do miłości Ojczyzny”, „Boże coś Polskę”, „Rota”, „Marsz Pierwszej Brygady”. Przytacza również dokumenty państwowe na temat symboli narodowych.

Do książki dołączona jest płyta z czterema wersjami Mazurka. Naprawdę miłą niespodzianką jest wykonanie według zapisu nutowego z 1800 roku – to mazurek: skoczny, radosny – różni się od wersji współczesnej, marszowej i patetycznej. Wzrusza melodia Mazurka płynąca z pozytywki zegara gabinetowego, która znajduje się w zbiorach muzeum w Będominie. To wielka gratka móc posłuchać takich nagrań. Na pewno do tej pory były one znane nielicznym. Zresztą – ja osobiście przyznaję się do tego, że nie raz zastanawiałam się nad tytułem hymnu: Mazurek Dąbrowskiego. Przecież wersja współczesna ma niewiele wspólnego z dawnym tańcem. Nagranie historycznej wersji wszystko tłumaczy.

Książka została wydana z wielką starannością: szyta, ze znakomitymi ilustracjami Adama Pękalskiego, na grubych kartkach papieru w kremowym kolorze, z lnianym grzbietem. Napisana z myślą o każdym czytelniku – zaciekawi i dzieci i dorosłych. A jeśli ktoś po lekturze poczuje niedosyt znajdzie na końcu bogatą bibliografię, która zaspokoi najbardziej wybredny czytelniczy apetyt na dokładkę.

Wydawnictwo Bajka

środa, 11 marca 2015

Powiem krótko: przepadłam. Moje klimaty, trochę sienkiewiczowskie, „Potop”-owe, z dużą porcją historii. Jak zaczęłam czytać, nie odłożyłam książki, aż nie skończyłam. Takiej pani Małgorzaty nie znałam.  Owszem – Cukiernia złapała mnie za serce, jednak w nowej dylogii, której pierwsza część  właśnie się ukazała, stworzyła świat pełen wyrazistych bohaterów, osadziła go w konkretnym historycznym miejscu, wreszcie – czym mnie najbardziej zaskoczyła, zastosowała stylizację językową. Odnosi się wręcz wrażenie, że czyta się powieść jak z dawnych czasów. Mnie takie coś baaardzo odpowiada.

Książka rozpoczyna się od spalenia 16 – letniej Katarzyny Fortuny. Jest rok 1733 na Litwie. Kobieta została posądzona o czary. W momencie śmierci  przeklina wszystkich mieszkańców Winnicy i okolicy. Odtąd zaczyna się źle dziać, nieszczęście goni nieszczęście, a ludzie łączą owe chude lata z płonącym stosem i ową klątwą.

W tym właśnie momencie poznajemy głównych bohaterów. M.in. Zofię – wdowę po mieczniku. Stateczna kobieta, z zasadami, szlachetna. Gospodaruje w grodzie Złoty Most. Los jej nie oszczędza. Jej uroda przykuwa uwagę młodego kasztelanica Jana z rodu Jadźwiłłów  jak i miejscowego zawadiaki (kojarzył mi się z Kmicicem) Kacpra Hadziewicza. Obydwaj  panowie zaczynają smolić cholewki. Pytanie: kogo wybierze serce Zofii? Wątek miłosny nie jest tu jednak w centrum uwagi. Autorka umiejętnie poświęca uwagę wielu bohaterom, jak i przedstawia bogate tło społeczno – historyczne. Wyobraźnia i opisy ludzi i okolicy pozwalają na „przeniesienie” się w czasie – na Litwę, do grodów szlacheckich, na zamek kasztelański, w końcu również do XVIII-wiecznej Warszawy, gdzie odbywa się elekcja króla. Jesteśmy wciągnięci w knowania, pościgi, kopanie dołków pod przeciwnikami, wybieranie króla, wypieranie Moskali, napady zbójeckie, wyprawy saniami  przez rozległe puszcze i konno przez zamarznięty Bałtyk. Nic nie jest oczywiste, zgrabnie akcja nabiera rozpędu i zaskakuje. Ci, którzy z początku budzą antypatie, zyskują wraz z ich głębszym poznaniem. Przyjaciele zawodzą na całej linii. Nowa, staroświecka powieść o dawnej Polsce szlacheckiej, wraz z jej przymiotami i przywarami. Książka o rzeczach dziś niemodnych: Bóg, wiara, ojczyzna, honor. Tak często wyśmiewanych, tutaj na pierwszym miejscu.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 10 marca 2015

Zima a.d. 2014/2015 to zima kryminałów. Wciągnęła mnie czarna seria Camilli Läckberg. Sięgnęłam też po starocie: Sprawę kryminalną Kraszewskiego, Noc w bibliotece Christie. Teraz Jo Nesbo. Moda na szwedzkie kryminały trwa. Coś w tym jest. I porównując parę znanych mi autorów widzę, jak się one różnią od siebie. Jo Nesbo to męski kryminał. Po serii o zaściankowej Fjällbace musiałam przyzwyczaić się do zupełnie innego spojrzenia na sprawę. Nesbo jest mało przewidywalny. Wiedziałam to od pierwszego rozdziału, gdy zaczęłam się poważnie zastanawiać – w co zostałam wciągnięta. Potem było jeszcze więcej niespodzianek.

Nesbo zbudował swojego głównego bohatera w taki sposób, że autentycznie go nie lubiłam. Odrażający typ, zapatrzony w swoje ego, samolubny, zimny, wyrachowany. Bogaty, pewny siebie Roger Brown jest łowcą głów. Pracuje w renomowanej firmie Alfa, parającej się wyszukiwaniem najlepszych kandydatów na określone stanowiska. Mieszka w ekskluzywnej dzielnicy, ma piękną żonę, w wolnych chwilach …kradnie swoim klientom dzieła sztuki. Dowiaduje się o tych skarbach niby mimochodem – podczas rozmów z klientami. W pewnym momencie sam zostaje wciągnięty w poważną grę, w której to on staje się ofiarą, i ktoś inny poluje na jego głowę.

Według mnie bardzo dobry, oryginalny, przemyślany kryminał. Jest kilka momentów, które śmieszą, ale też takich, że wszystko w żołądku się unosi (dosłownie). Cieszy elokwencja  i spryt bohatera, jego spojrzenie na świat, ocena otaczającej go rzeczywistości. Dużo tu niespodzianek, nieprzewidywalnych zdarzeń. Lubię to uczucie zaskoczenia, kiedy sama muszę przed sobą przyznać, że absolutnie inaczej wyobrażałam sobie dalszy ciąg. I przyznaję – od połowy książki stałam się fanką Rogera. Nie wiem, może wynikało to też z faktu, że jednak człowiek współczuje ściganym, ciemiężonym, bitym;)

Drugim bohaterem jest tutaj sam lektor. Dla mnie jeden z najlepszych. Krzysztof Gosztyła – odkąd pojawiły się audiobooki z przyjemnością poluję na jego czytanie. Ma piękny tembr głosu, nigdzie się nie spieszy, czyta tak, że ma się przed oczyma różnych bohaterów. Co ważne – stosuje znaki przestankowe (niektórzy lektorzy NAPRAWDĘ tego nie robią). Akcentuje, gdzie trzeba, zawiesza głos, wprowadza nutkę niepewności, tajemnicy – i to bez zbędnego gwiazdorzenia przed mikrofonem. Robi to naturalnie – i to właśnie wyczuwa się słuchając płyty. 

Długość nagrania: 9 godz. 53 min.

Wydawnictwo Publicat

czwartek, 05 marca 2015

Arogancki, pewny siebie, leniwy (ale tylko w kwestii nauki) jedenastolatek mieszka w krainie Darnaru. Ma trzy siostry o specyficznych imionach: Julita Złota, Julita Srebrna i Julita Miedziana. Jego ojciec jest  ważnym dostojnikiem państwowym, wicekonsulem, który drze na całego koty z synem, w czym ten również nie pozostaje mu dłużny. Matt Hidalf – swego czasu ożenił króla z bezzębną wiedźmą. Niedawno spoliczkowała go Marie – Marie z Leśnego Zamku. To chłopak – który postanowił dostać się do renomowanej Akademii Elity za pomocą oszustwa. Tak naprawdę Matt z powodu swoich psot – mniejszego i większego kalibru (o czym regularnie donosi lokalna prasa w postaci Proroka Królewskiego), ma więcej wrogów niż przyjaciół, co stanowi niezłą zagadkę również dla czytelnika. Nic tu nie jest jednoznaczne i powiedziane wprost. Trzeba kroczyć krętymi korytarzami, błądzić po omacku, sprawdzać ludzi, by nabyć przeświadczenia, kto jest z  Mattem, a kto przeciwko niemu.  Czy taki wstęp nie brzmi intrygująco?

Christophe Mauri napisał książki, o których wszyscy piszą i mówią tylko dobrze. Zabrzmiało to podejrzanie. Tym bardziej, że doczytałam, jakoby inspirował się Harrym Potterem. I choć nie jest to na pewno Harry bis, trudno nie stwierdzić, że pewne punkty wspólne by się znalazły. Matt sam w sobie  – ma dużo osobistego uroku i mimo wielu przywar, od samego początku trzymamy kciuki za jego, niekiedy, niecne, poczynania. To zasługa autora, który potrafił tak skonstruować swojego głównego bohatera, z którym chce się utożsamiać, pomimo tego że do aniołków nie należy. To taki zdolny i inteligentny rojber, który pojawia się chyba w każdej szkole, a którego po latach wspomina się jako fajnego kolegę. Pakuje się bez przerwy w kłopoty, zadziera z belframi, sprawia, że ciągle coś się dzieje.

Do tej pory ukazały się dwa tomy przygód Matta. Za chwilę -  w połowie marca – kolejny. Młodych czytelników na pewno zjedna sobie wyrazisty bohater z krwi i kości, nie wyidealizowany, z różnymi problemami do rozwiązania. Jest tu magia – ale na pewno nie jest to sedno tego cyklu. Przygoda goni przygodę. Co rusz pojawiają się niebezpieczeństwa. Jest wiele niejasności, znaków zapytania, do których sami bohaterowie dochodzą powoli. Jako że ja zostałam wychowana na starych klasycznych powieściach, gdzie również opis miał swoją wartość – powiem, że tego mi tu brakowało. Akcja jest bardzo wartka, dialogi żywe i intrygujące. Brakuje mi skupienia uwagi na szczególe – znamy Darnar, ale czy wiemy o nim wystarczająco dużo? Jest kilka miejsc, gdzie skupia się często akcja: pałac Hidalfów i Akademia Elity. Natomiast chętnie poczytalibyśmy więcej na temat samej krainy. Może trzeci tom zaspokoi nasze apetyty:)

W pierwszej części wszystko się kręci wokół zadania, jakie Matt otrzymał wraz z kolegami. Aby kontynuować naukę w Akademii, chłopcy muszą złapać łanię Błyskawicę Widmo. Zadanie trudne, niewykonalne. Ciekawe, komu zależało na tym, aby to własnie Matt otrzymał je do zrealizowania. Druga część zaczyna się wielkim buuum, bowiem ojciec Matta wpadł na pewien pokręcony pomysł. Nie zdradzę szczegółów, ale Matt, znany ze swojej pokrętnej natury, ani myśli poddać się woli rodziciela. Zarówno wydarzenia z pierwszej i drugiej części są punktem wyjścia do prezentacji ważniejszych wątków związanych z przyszłością Darnaru i Akademią. Przeciwnicy nie śpią, działają podstępnie. Do końca nie wiadomo, kto przyjaciel, kto wróg. 

Trzecia część w przygotowaniu. Na razie tylko okładka.

Wydawnictwo Znak