Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Narozrabiał ten wulkan ostatnio. I to nieźle. Od siostry dostałam link na niezwykłe zdjęcia tego islandzkiego łotra. Zachęcam do obejrzenia. Warto!

Wystarczy kliknąć tutaj!

piątek, 23 kwietnia 2010

Wydawnictwo ZNAK - ogłasza konkurs na najlepszą rekomendację książki - może ktoś z Was zechce wziąć w nim udział. Ja życzę oczywiście szczęścia Oto szczególy:


Drogi Molu Książkowy!

Czy chcesz, aby tegoroczne Światowe Dni Książki zyskały dla Ciebie szczególny wymiar?

Dzięki Księgarni Znak będziesz mieć okazję, żeby dać wyraz swojej czytelniczej pasji w indywidualny sposób! Każdy klient jest dla nas wyjątkowy, dlatego pragniemy, by mógł razem z nami tworzyć to miejsce. Zawsze jesteśmy ciekawi, co masz do powiedzenia na temat przeczytanych książek. Chcemy, abyś podzielił się z nami opiniami o ulubionej książce Znaku. Poleć ją innym czytelnikom, napisz, dlaczego jest wyjątkowa.

Zarekomenduj w kilku zdaniach (maksymalnie do 300 znaków) ulubioną książkę. Najciekawsze rekomendacje zostaną wydrukowane, podpisane Twoim imieniem i nazwiskiem oraz umieszczone na specjalnych plakietkach i wyeksponowane na półkach księgarni Znak.

Do zdobycia:

I nagroda: bon prezentowy o wartości 100 zł do zrealizowania w Księgarni Znak, Sławkowska 1, Kraków.

II i III nagroda: bon o wartości 50 zł do zrealizowania w Księgarni Znak, Sławkowska 1, Kraków.

IV i V nagroda tomik „Tutaj” Wisławy Szymborskiej.

Rekomendacje podpisane imieniem i nazwiskiem można przesyłać od 23 kwietnia do 8 maja na adres: ksiegarnia@znak.com.pl

Ogłoszenie wyników Konkursu nastąpi 24 maja 2010 r.


środa, 21 kwietnia 2010

Książka została wylosowana. Dziękuję za duże zainteresowanie. „Ja jestem Halderd” przekazuję w ręce Maruszki. Książkę wyślę jeszcze w tym tygodniu.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Dla osób, które nie mogły doczekać się dalszego ciągu świetnej książki : „Saga Sigrun”, mam dobrą wiadomość. Ja jestem Halderd już jest.

We wtorek 27 kwietnia w warszawskim Traffic Clubie (przy ul. Brackiej 25) odbędzie się uroczysta premiera prasowa . Spotkanie rozpocznie się o godz. 18.00, poprowadzi je Dorota Osman. W dyskusji udział weźmie Kinga Dunin, a fragmenty książki przeczyta Justyna Sieńczyłło.

Dla osób, które chcą wziąć udział w tym spotkaniu mam trzy podwójne zaproszenia. Proszę o kontakt na adres be.el@gazeta.pl z dopiskiem Zaproszenie.


Loteria książkowa!

Dla miłośniczek prozy Elżbiety Cherezińskiej mam egzemplarz najnowszej książki – Ja jestem Halderd. Proszę o zgłoszenia na adres be.el@gazeta.pl do jutra z dopiskiem Książka.  W środę rano napiszę, kogo wylosowałam i do kogo trafi książka.

 

niedziela, 18 kwietnia 2010

Tę książkę poleciłabym do przeczytania przede wszystkim naszym panom – bo to nie tylko zabawna fabuła, ale przede wszystkim ciekawe studium kobiety zakochanej, gotowej na wszystko, by zdobyć serce wybranka, by go usidlić, zauroczyć, rozkochać w sobie, wreszcie mieć tylko dla siebie, sztuczki, podchody, delikatne trzepotanie bezkresnymi  rzęsami. Ale i nie tylko – bo jak się okazuje, nie wszyscy panowie dają się złapać od razu na zastawione sidła, nie wystarczy posłać w ich stronę najsłodszego uśmiechu świata i sprawa załatwiona. Czasem trzeba bardziej wyrafinowanych i przemyślanych pomysłów i chwytów, a im bardziej obiekt westchnień wymyka się spod kontroli, im bardziej bądź nie chce, bądź ślepy na kobiece wdzięki, tym bardziej też kobiece serce wyrywa się do niego.

Siedem pożarów Mademoiselle to wspomnienia z dzieciństwa, osadzone w czasach JFK, do których po latach wraca dorosła Carlota – w przeszłości córka argentyńskiego dyplomaty mającego zakusy na placówkę w Paryżu – dziecko nad wiek dojrzałe, rezolutne, bystre, umiejące dostrzec i zrozumieć więcej , niż należałoby oczekiwać od dwunastoletniej dziewczynki. Kiedy w domu pojawia się guwernantka z Francji, Carlota z rozbawieniem obserwuje całe zamieszanie w świecie damsko - męskim spowodowane pojawieniem się istoty nieziemskiej, na widok której aż dech w piersiach zapierało. I kiedy wydawać by się mogło, że serce Mademoiselle  jest z kamienia, że to istna Królowa Śniegu nie do zdobycia, nagle z powodu wybuchu pożaru w Wigilię, pojawia się on – Nick Kowalski, strażak, z pochodzenia Polak, właściwie nikt specjalny, nie wyróżniający się, łysiejący nawet. Obiekt westchnień Mademoiselle. – Mili panowie, zobaczcie sami, do czego zdolna jest zakochana kobietaJ

Na uwagę zasługuje sama narratorka, dziewczynka zajęta wynajdowaniem najróżniejszych dziwacznych wynalazków, co nie będzie bez znaczenia przy realizacji planu guwernantki.

Można by rzec – co za banalna fabuła – pewnie na końcu przeczytamy – i żyli długo i szczęśliwie. Nawet jeśli tak, choć oczywiście nie wykluczam, że jest inaczej – mamy w tej książce do czynienia z ciekawą narracją, pełną nietuzinkowych dygresji na temat kobiet, mężczyzn, miłości, świata, religii. Mi przypadło do gustu dziwaczne poczucie humoru Carloty, co znalazło, ku mojej uciesze zresztą, odzwierciedlenie w opowiadaniu tych wszystkich niesamowitych wydarzeń.

Ta książka nie jest typową powieścią o miłości, to raczej lekki kryminał, w którym już na samym początku poznajemy sprawcę, a potem śledzimy, do czego prowadzi jego zachowanie, jakie będą tego konsekwencje. Powieść zaciekawiła mnie też z innych powodów. Czytając, nie mogłam pozbyć się myśli, jak bardzo świat damsko – męski obecnie wywrócił się do góry nogami. Gdzie wszystko jest takie jednoznaczne, od razu wyrażone, powiedziane, gdzie trzeba zaliczyć łóżko, by przekonać się, że kogoś kochamy, albo że ktoś kocha nas. A gdzie podział  się flirt? A gdzie te mniejsze i większe gierki, podchody, przypadkowe – niby spotkania, skradanie uśmiechu, muśnięcie ręki. No gdzie? I z pewnością nie musi to być od razu siedem pożarów, tak jak to ma miejsce tutaj, ale… co trudno zdobyć i w bólach, jest na pewno cenniejsze i lepiej smakuje.


Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Kiedy poznałam Halderd, nie wzbudziła mojej sympatii. Zimna, nieprzystępna, tak bardzo na dystans. Zupełne przeciwieństwo Sigrun – żony jarla Regina i bohaterki pierwszej części cyklu Elżbiety Cherezińskiej. Halderd pojawiła się tam zaledwie na chwilę – podczas krótkiej wizyty sąsiedzkiej, do której została zmuszona. Potem znów, gdy przywiozła swoich synów na wychowanie, by poczuli męską rękę. Po lekturze drugiej części, całkowicie poświęconej Pani Ynge, zupełnie inaczej ją postrzegam. Pod pancerzem powściągliwości, nieprzystępności, kryła się tak naprawdę kobieta krucha, delikatna, spragniona miłości. To rzeczywistość zmusiła ją do takiego, a nie innego zachowania. Najpierw smutne i biedne dzieciństwo, następnie nieszczęśliwe małżeństwo z wiecznie pijanym Helgim, przez którego traktowana była jak klacz do rodzenia kolejnych synów. I ten  świat – świat twardych mężczyzn, których nie było całymi miesiącami, a jak już pojawiali się w swoich dworach, rządzili pełną gębą, nie znosili sprzeciwu i kochali władzę. Tak właśnie żyła Halderd – czujna i ciągle przygotowana do ataku i do obrony. A wystarczyło trochę delikatności, ciepła, otwartego serca, by ta nieprzystępna Królowa Śniegu zaczynała tajać. Udało się to niewielu, ale dzięki nim, mogłam zaobserwować ciekawe studium kobiety – zmienne, w zależności od tego z kim przebywała i od miejsca, gdzie była. W jednym z programów telewizyjnych autorka wyznała, że kiedy kreśliła plan tej książki, chciała, by jej bohaterka była Słowianką. Potem zdała sobie sprawę, że o wiele więcej możliwości do ukazania siły i roli kobiety w tak zamierzchłych czasach, da jej przeniesienie akcji do innego kraju – Norwegii. Tam kobieta miała inną pozycję, nie była tak uległa, po śmierci męża mogła dziedziczyć, mogła być panią we dworze. To wielka zaleta tej książki – próba odtworzenia tamtych czasów – jakże obcych nam, znanych z historii tylko z lakonicznych podręcznikowych informacji. Bo kimże byli dla nas Wikingowie? Barbarzyńcami zza morza, którzy pojawiali się nagle, napadali, gwałcili, zostawiali spalone wioski, brali niewolnice. Elżbieta Cherezińska podjęła trudną próbę ucywilizowania diabłów z Północy. Dała im serca, dusze, nadała imiona. Obdarzyła ich wrażliwością i tkliwym sercem. Ciekawie opisała początki państwa norweskiego, zwyczaje, dzień codzienny we dworze jarla. Mnóstwo miejsca w książce zajmuje tematyka wprowadzania chrześcijaństwa w tym kraju,  polityczne rozgrywki, walkę o władzę, strach przed Chrystem. Dla osób, które czytały Sagę Sigrun będzie to możliwość kolejnego ciekawego spotkania ze starymi znajomymi, odwiedzenia miejsc z pierwszej części trylogii, a przede wszystkim poznania pewnych zdarzeń i ludzi z zupełnie innej perspektywy. Cherezińska tchnęła w swoich bohaterów życie – oni kochają, nienawidzą, zazdroszczą, knują, zabijają, żałują bądź nie. Są ludźmi z krwi i kośćmi. Nie zjawami, które pojawią się i znikną. Autorka ciekawie pisze. Często krótkie, konkretne zdania. Bo taka właśnie była Halderd – nie było w jej życiu sentymentów, rozczulania się nad sobą i ten klimat czujemy w książce.

Z przyjemnością przeczytałam drugą część trylogii. Nie ukrywam, że czekałam na nią z niecierpliwością. Jest pewna różnica w odbiorze – w porównaniu z pierwszą częścią – tym razem obeszło się bez wielkich emocji. Pewnie dlatego, że wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Pieśń Sigrun była dla mnie olśnieniem. Halderd jest poniekąd jej kontynuacją. Nic mnie tu tak nie zaskoczyło, poza główną bohaterką oczywiście, która do samego końca pozostała tajemnicą. Jest nią jeszcze teraz…po zamknięciu ostatniej kartki. Książka spodoba się tym, którzy lubią historię w tle. Losy głównych bohaterów zostały ukazane na tle ważnych wydarzeń. Jak dla mnie, zbyt dużo polityki, zbyt wiele rozmów o nowym kształcie państwa. Brakowało mi pewnej zmysłowości, delikatności i finezji, w które obfitowała pierwsza część. W końcu dwie bohaterki poszczególnych części były tak różne od siebie, miały tak różny start życiowy, tak różne życiorysy. Dziwne by było, gdyby te książki nie różniły się od siebie, ale jednak jakiś niedosyt pozostaje.

Teraz czekam na trzecią część Północnej Drogi - Sagę Einara. W planach jest razem sześć części, na które już się cieszę.

Recenzja pierwszej części cyklu Północna Droga - Saga Sigrun

Wydawnictwo Zysk i S-ka

 

sobota, 10 kwietnia 2010

Chroń, Panie, wątłą mojej duszy zieleń

Od podeptania i martwych spopieleń,

Abym wśród życia Ostatniej Wieczerzy

Czuł jej aromat balsamiczny, świeży.

 

I niech, rozpięty na krzyżu konania,

Nie widzę słońca, co w pomrok się skłania,

Lecz niech mi wiara, Matka Boleściwa,

Wskaże dal, gdzie się świt nowy odkrywa.


 

 

piątek, 09 kwietnia 2010

Jadąc do pracy, codziennie mijam ten las. O tej porze roku wygląda przepięknie.

czwartek, 08 kwietnia 2010

Zorbę zobaczyłam na półce u znajomego. Pewnie nawet  nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie fakt, że z góry spoglądało na mnie coś a'la książka . Właściwie zwitek kartek - z pozakreślanymi fragmentami, pożółkłych, postrzępionych, otulonych czymś, co kiedyś ponoć nazywało się okładką. Czy może być lepsza rekomendacja? Oczywiście że słyszałam o filmie, znam muzykę. Kiedyś byłam nawet w Poznaniu na balecie, ale książka - hm... Przeczytałam. To lektura ponadczasowa, klasyka, dobra na wiosnę, bo nikt tak dobrze jak Zorba nie uczy optymizmu, miłości i afirmacji życia.

-To recepta na moje doliny – usłyszałam od właściciela tej drogocennej, zaczytanej na śmierć „makulatury”. Gdy sama spróbowałam tego antidotum na doła, przekonałam się, że dzięki Aleksemu można inaczej spojrzeć na świat. Niekoniecznie od razu przez różowe okulary, ale z większym optymizmem i z wiarą, że to, co jest nam dane, dzieje się według niezależnego od nas planu, i że trzeba cieszyć się z tego, co się otrzymało.

Ta historia ma swój początek w porcie w Pireusie. To właśnie tutaj spotykają się dwie dziwaczne postacie - jak ogień i woda, jakże dwa odmienne charaktery. Kazantzakis - młodziutki pisarz, intelektualista, niedoświadczony, dopiero wchodzący w życie. I ten drugi – 65- letni Aleksy Zorba - wolny duch, stary i mądry, znający wszystkie smaki życia. Czy pamiętacie Sindbada Żeglarza? Właśnie taki jest, wszędzie był, wszystko widział, a co najważniejsze - dużo wie. Mamy więc mistrza i jego ucznia, który chłonie wszystkimi zmysłami wiedzę o życiu, o sobie samym. Nikos dowiaduje się między innymi, jak niewiele potrzeba, by być szczęśliwym, uczy się kochać życie, które jeszcze tak niedawno stanowiło dla niego zagadkę i nie cieszyło go, pozbywa się strachu przed śmiercią.  Życie jest za krótkie, a świat zbyt piękny, by się złościć, kłócić, obrażać. Trzeba chłonąć wszystko, co nas otacza, brać życie za rogi, upajać się nim. Optymizm Zorby jest tak bardzo zaraźliwy – nie tylko dla młodego Anglika, ale dla czytelnika również.

Książka ukazała się 1946 roku. Jestem ciekawa, jak bardzo zmieniła się Kreta od tamtych czasów. Miłośnicy Grecji znajdą tu coś dla siebie – kraj, w którym cud rodzi się na zawołanie. A mnie naszła ochota, by udać się do tamtego zakątka świata. Może kiedyś…

Wydawnictwo Muza