Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
piątek, 15 kwietnia 2011

Mike i Jenny są zwykłą angielską rodziną. Może lepiej sytuowaną niż inne. Kochają się, mają dwie urocze córeczki, pieniądze, właśnie kończą remont domu, rozwijają swoje pasje. Tylko Jenny nie chce angażować się w różnego rodzaju akcje integracyjne organizowane przez przedszkole młodszej córki. Na szkolenia, pikniki zawsze wysyła nianię dziewczynek. Tym samym drażni kierownictwo instytucji, naciska paniom przedszkolankom na odcisk. Nie jest to bezpośrednia przyczyna kłopotów rodziny Pitt, ale z pewnością to początek całej tytułowej zawieruchy – niepotrzebnej, stresującej, głupiej do bólu. Otóż wychowawczyni młodszej córki na podstawie jej rysunków stwierdza, że mała musi być molestowana seksualnie. Wnioski swoich obserwacji zgłasza dyrekcji, co potwierdza następnie lekarz psychiatra. Świat Pittów wywraca się do góry nogami, bowiem oskarżonym numer jeden w tej całej sprawie jest ojciec dziewczynek. Na scenę wkracza angielska opieka społeczna, jak się okazuje: niekompetentna, arogancka, traktująca rodzinę przedmiotowo. Biegli – niekompetentni, czują się bezkarnie, gdyż rozprawy odbywają się za zamkniętymi drzwiami (dla dobra zainteresowanych). Zaczyna się walka o dzieci i o dobre imię ojca.

Po raz pierwszy przy lekturze takiego typu książek byłam od samego początku z oskarżonymi: Pittami. Pewnie to zasługa samej autorki, która oddzieliła obie strony grubą kreską, a sposób przedstawiania dwóch przeciwnych sobie obozów raczej nie budził wątpliwości co do moich przeczuć, kto jest winny a kto nie. W napięciu, coraz bardziej wściekła (emocje są przy tej książce – ho ho,  a głupota ludzka sięga zenitu), czekałam na zakończenie. W dodatku za Mikiem murem stała kancelaria adwokacka Wizens kierowana przez (dla mnie charyzmatycznego) Steve’a. To miejsce od samego początku wzbudziło moją sympatię. Współpracownicy adwokata Pittów stwarzają przyjazny i życzliwy klimat dla swoich klientów, często pozbawionych środków do życia, szukających swojej drogi, wchodzących w  kolizję z prawem, nie potrafiących zakończyć toksycznych związków. Klienci Kancelarii to nie tylko klienci na papierze. Każdy z nich jest traktowany indywidualnie.

Autorka jest adwokatem specjalizującym się w sprawach nieletnich – temat poruszony w powieści zna od podszewki – a mnie przeszywa dreszcz zgrozy, gdy pomyślę, że takie coś mogło zdarzyć się naprawdę. Tytuł odzwierciedla klimat tej powieści. Nad dom Pittów nadciągają czarne chmury – takie wydarzenie musi wywołać burzę. Ukazując całą tragedię rodziny, fałszywego i nieprzemyślanego pochopnego oskarżenia, Simonetta Agnello Horny  nie zostawia suchej nitki na brytyjskim systemie prawnym, który miał być pomocą ofiarom. Temat potraktowany bardzo szczegółowo,  z licznymi epizodami pobocznymi, z bogatym tłem społecznym.

Wydawnictwo MUZA

poniedziałek, 04 kwietnia 2011

Są momenty w życiu, w których świetnie się odnajduje ta a nie inna książka. Którą akurat doskonale rozumiemy, przeżywamy i dzięki temu zapamiętujemy na długie lata. Właśnie jeden z takich momentów nadszedł, a ja znalazłam książkę, która już zawsze będzie mi się z nim kojarzyła. I na odwrót.

7 maja

Kocham mój ogród. Tutaj właśnie piszę w urocze późne popołudnie, odrywana co chwilę od pracy przez bzyczące komary i kuszona do podziwiania przepychu młodej zieleni, którą pół godziny wcześniej zmoczyła zimna ulewa. W pobliżu mnie dwie sowy prowadzą ze sobą długą rozmowę, którą delektuję się tak samo jak śpiewem słowika.

Kiedy kilka miesięcy temu przeczytałam Zaczarowany kwiecień wyruszyłam na poszukiwania innych tytułów Elizabeth von Arnim. Susza. Gdzieś przeczytałam o Ogrodzie. Jakże żałowałam, że ta książka jest u nas niedostępna. Na szczęście to już przeszłość. Nie ma to jak wziąć sprawy w swoje ręce. Dwie panie: Elżbieta Bruska i Berenika Marta Lemańczyk przetłumaczyły książkę i zainteresowały nią wydawnictwo. A może było na odwrót. Nie wiem. W każdym razie książka jest. Ku mojej wiosennej radości. Bo to książka dobra na wiosnę i na zmiany w życiu. To w dużej mierze powieść z wątkami autobiograficznymi. Autorka kamufluje jak tylko może rzeczywistość i pisze o Gniewnym (mąż), Dzieciach – Kwietniowym, Majowym i Czerwcowym (dzieci własne). I ogród – pierwszoplanowy bohater - jest jak najbardziej prawdziwy - w pruskich Rzędzinach w okolicach Szczecina. To właśnie to miejsce po kilku latach męczącego i jednostajnego małżeństwa z byłym oficerem pruskiej kawalerii odkrywa przez przypadek Elizabeth. I zostaje na długo. Wszyscy jej żałują, że się na tej wsi zmarnuje, że uroda przemija, że nudno jak flaki z olejem, że mąż niedobry – i inne podobne dyrdymały. A Elizabeth jest przeszczęśliwa i o tym szczęściu pisze.  Czasem przyjmuje gości (fajnie, gdy już sobie odjeżdżają), walczy z konwenansami (przecież tyle rzeczy nie wypada robić uczciwej niemieckiej kobiecie), dyskutuje o miejscu kobiety w ówczesnym świecie. Jednak przede wszystkim żyje ogrodem. Angielka urodzona w Nowej Zelandii w 1866 roku chce od życia czegoś więcej niż typowa niemiecka kobieta. W 1907 roku rozstaje się z mężem i  zaczyna sama decydować o swoim losie. Jako ciekawostkę dodam, że jednym z guwernerów jej dzieci w Rzędzinach (wówczas Nassenheide) był Edward M. Forster, autor Pokoju z widokiem.

Piękna książka, gdzie czas płynie powoli, gdzie człowiek nasłuchuje jak trawa rośnie i czuje jak róże pachną.

Świat, którego już nie ma, bo jak czytamy we wstępie, nic po okazałym dworze Arnimów nie pozostało.

Bardzo mi się podobała. W natłoku codziennych spraw, obowiązków będę wracała do niej nie raz. I będę patrzyła, jak będzie rozkwitał mój przyszły ogród, na który, również dzięki tej książce, już teraz, bardzo bardzo bardzo się cieszę.

I na koniec – zauroczyła mnie okładka. W pastelowych kolorach, w stylu vintage. Cudo.

Wydawnictwo MG