Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 31 maja 2009

Książka Angeli Nanetti to lektura niezwykle mądra. To opowieść o przemijaniu, wymianie pokoleń, o tym, że warto zachować choć odrobinę dziecka w nas samych – nie tylko dla innych, ale głównie dla siebie. By czerpać z życia pełnymi garściami, by lepiej rozumieć świat. By tak jak dziecko czasem zobaczyć to, co jest niewidoczne dla oczu…

Recenzja na blogu: Półeczka z książkami.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

piątek, 29 maja 2009

Wydawnictwo Iskry zaprasza na wieczory autorskie:

  • We wtorek 2 czerwca o godz. 19.00 Roman Kurkiewicz, autor książki Klapsy polskie, spotka się z czytelnikami w poznańskiej Księgarni Bookarest (Stary Browar, Dziedziniec Sztuki). Spotkanie poprowadzi Tomasz Jefimowicz.
  • Wieczór autorski Piotra Wierzbickiego oraz dyskusja na temat jego najnowszej książki Zapis świata. Traktat metafizyczny odbędzie się w środę 3 czerwca o godz. 17.00 w Księgarni-kawiarni Tarabuk w Warszawie, przy ul. Browarnej 6. Wprowadzenie do rozmowy - Tadeusz Nowakowski
  • Promocja nowej książki Stanisława Milewskiego, zatytułowanej Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy odbędzie się w czwartek 4 czerwca o godz. 17.30 w sali konferencyjnej Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy, przy ul. Koszykowej 26/28 (wejście F z bramy). Spotkanie z udziałem Autora oraz Adama Redzika z miesięcznika "Palestra" i Adama Kościelniaka z miesięcznika "Detektyw" poprowadzi Cezary Polak a fragmenty książki przeczyta Adam Ferency. 

Na wszystkie spotkania wstęp wolny. Serdecznie zapraszamy!

 

poniedziałek, 25 maja 2009

Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy - Stanisław Milewski

Kontynuacja Intymnego życia niegdysiejszej Warszawy. I tym razem autor zabiera nas w podróż w czasie i oprowadza po ciemnej stronie miasta, gdzie w zaułkach czyhali zabójcy, wyreźnicy i doliniarze byli prawdziwą plagą, kasiarze budzili przerażenie bankierów, a oszuści i naciągacze mieli się całkiem dobrze. Poznamy język, przesądy i obyczaje złodziei. Nie zabraknie też opowieści o „sławnych" przestępcach, o których śpiewano ballady. Półświatek w całej krasie. Ale ręka sprawiedliwości również i wtedy dosięgała złoczyńców. Wieża i dom poprawy, więzienie i zesłania. A nawet miecz i szubienica. Są tu opisy głośnych procesów, warunków odbywania kary i... złodziejskich akademii w więzieniach.

Zośka i Parasol - Aleksander Kamiński

Opowieść o niektórych ludziach i niektórych akcjach dwóch batalionów harcerskich

Książka powstała na podstawie sławnego archiwum Jana Rodowicza - Anody, relacji żołnierzy batalionów, dokumentów, listów, pamiętników, konsultacji z matkami poległych. Autor prowadzi swych bohaterów - spadkobierców ideałów „Kamieni na szaniec" - przez barykady powstańcze od Woli poprzez Starówkę po Czerniaków. Spotykamy na kartach najsłynniejsze postaci Szarych Szeregów: Andrzeja Romockiego - Morro, Piotra Pomiana, Stanisława Leopolda, Czarnego Jasia - Wuttke, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Iskry wydały epopeję druha Kamińskiego po raz pierwszy w roku 1957. Obecne wydanie wzbogacono unikatowymi zdjęciami bohaterów, a także wstępem Barbary Wachowicz.

 

Teatrzyk Zielona Gęś - K.I. Gałczyński

Niniejszy tom gromadzi wszystkie scenki Najmniejszego Teatru Świata, jakie zostały wydrukowane w „Przekroju" w latach 1946-1950 (oraz incydentalnie z roku 1953, kiedy to K.I.G. wrócił do swego teatru pisząc „Kaloryfery". W latach siedemdziesiątych posłużyły one Oldze Lipińskiej jako punkt wyjścia w jej „Kabarecie", ze wspaniałą kreacją Janusza Gajosa w roli woźnego Tureckiego). Wyjątkiem jest dodany tu „Naród i ustrój", który nigdy nie doczekał się druku, został bowiem zdjęty przez cenzurę, bo niecenzuralna była pointa: „Ustrój nie odpowiada narodowi". Rękopis trafił do kosza. Został odtworzony dopiero na początku lat siedemdziesiątych, z nieprzebranych zapasów pamięci Natalii Gałczyńskiej.

 

Zhuangzi - Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu

Nowe, uzupełnione i dokładniejsze tłumaczenie książki o fundamentalnym znaczeniu dla chińskiej filozofii. Jej tekst wpłynął na kształt chińskiego światopoglądu, estetyki, stał się podstawą myśli taoistycznej i zarazem umożliwił narodziny w  Chinach buddyzmu chan (jap. zen).
„Można wyróżnić dwa typy tekstów obecnych w  Zhuangzi: przypowiastki filozoficzne (yuyan), które pewne treści filozoficzne przekazują w  formie nierzadko humorystycznych anegdot o  znanych lub wyimaginowanych postaciach oraz wykłady filozoficzne, w  których brak warstwy narracyjnej. [...] Zhuangzi przez wielu uważany był i  jest nadal za jedno z  najbardziej fascynujących i  najpiękniejszych dzieł piśmiennictwa chińskiego" (ze Wstępu tłumacza).

 

Czas na podsumowanie kolejnego wyzwania czytelniczego - Podróże w czasie. Dla niewtajemniczonych dodam, że mole książkowe organizują sobie takie wyzwania , czytają książki z listy lektur, a później publikują swoje przemyślenia i refleksje na specjalnie utworzonym w tym celu blogu - (patrz linki). Jeśli ktoś ma ochotę, może zawsze przyłączyć się do nas.  Od samego początku nie planowałam niczego, zdałam się na żywioł i tak - w moim przypadku jest najlepiejJ.  Przeczytałam 10 książek:

Grecki skarb - Irwing Stone

Ines, pani mej duszy - Isabel Allende

Zimna Góra - Charles Frazier

Córka fortuny - Isabel Allende

Marianna i róże - Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska

Trzynastu Wspaniałych. Powstanie Wielkopolskie w życiu i losach powstańców wielkopolskich i ich rodzin - Daina Kolbuszowska

Bracia - Da Chen

Kolekcjoner dźwięków - Fernando Trias de Bes

Primavera - Mary Jane Beaufrand

Archiwista z Łubianki -  Travis Holland

Ciekawam bardzo, co teraz przed nami...

sobota, 23 maja 2009

Czy możecie wyobrazić sobie coś takiego - oto wiatr przywiewa pod Wasze drzwi najlepszą i najukochańszą nianię świata? Słyszę w tej chwili westchnienie wielu mam - moje własne zresztą też - Oj, wiele bym dała, by mnie coś takiego spotkało. Bo która z nas nie marzy o perfekcyjnej opiekunce dla swoich dzieci? Tak - by wszystko zawsze grało, było zapięte na ostatni guzik, by dzieci opiekunce nie wchodziły na głowę, czuły respekt - a mimo to ją kochały i poszły za nią w ogień. No cóż, pomarzyć zawsze można. A pomoże nam w tym cudowna powieść australijskiej pisarki P.L. Travers.

Recenzja na blogu Półeczka z książkami.

czwartek, 21 maja 2009

   

Już nie raz z pewnym wstydem wyznawałam, że jestem podróżnikiem  raczej ... kanapowym. Poznawać świat wyłącznie z perspektywy fotela, z książką w ręku oczywiście:) Szczerze: jestem za, pod warunkiem, że będzie to książka skrojona przez kogoś takiego jak Pałkiewicz. Tym razem celem mojej podróży była pasjonująca, dziewicza i odizolowana od świata enklawa - miejsce narodzin cudownej Amazonki. Zawsze piękna, często tajemnicza, nierzadko wroga.  Taka mikstura zwabi każdego.

Nam ludziom Starego Kontynentu przyzwyczajonych do rzek takiej sobie długości i takiej sobie szerokości, trudno sobie wyobrazić bezmiar, majestat, dostojeństwo i potęgę Amazonki. Autor - Jacek Pałkiewicz - reporter, odkrywca i eksplorator - przytacza na samym wstępie ciekawą legendę, jakoby Stwórca podczas powoływania do życia tej wielkiej rzeki, nie dokończył dzieła tworzenia. Temat źródła Amazonki od lat nie dawał spokoju naukowcom.

Wyprawa w celu odkrycia źródeł Amazonki to nie wycieczka na Rysy. Dużą część książki zajmuje opis przygotowań. Od tego etapu najczęściej zależy cały wynik wyprawy - jeśli jakieś ogniwo zawiedzie - wówczas trzeba wracać do domu z niczym. Mimo, że gdzieś w połowie książki jej autor zapisał datę rozpoczęcia właściwiej wyprawy- 10 lipca 1996, to tak naprawdę podróż w poszukiwaniu źródeł Amazonki zaczęła się na długo przedtem. Bardzo zaciekawił mnie ten etap podróży. Najważniejsi są ludzie - na których można polegać, sprawni fizycznie, doświadczeni, z poczuciem humoru (!), tolerancyjni, umiejący zgrać się z grupą, uczynni, zaangażowani, zdyscyplinowani, a przede wszystkim odznaczający się nieugiętą wolą dojścia do celu.  Po hydrologa autor udał się osobiście do ... Moskwy. Mapy, zdjęcia lotnicze, artykuły prasowe, transport, tragarze, badania lekarskie, wizyta u stomatologa, poszukiwanie przewodnika, Potem już tylko aklimatyzacja i pomiary hydrometryczne w strumieniu Apacheta...

Ta książka - to mnóstwo ciekawostek - choćby te o kilkumiesięcznej wyprawie Theodora Roosvelta  do nieznanego zakątka Amazonki, dziwnej roślinie Puya Raimondi. Autor zdradza co łączy lamy z żołnierzami w jednostkach rozlokowanych daleko od cywilizacji (dozwolone od lat 18) i jaką rolę odegrały liście koki - jakby nie było - narkotyku- w całej wyprawie. Ze zdziwieniem i lekkim rozbawieniem czytam informację, że w Andach jedno słowo na godzinę świadczy o gadatliwości, a monotonia i nuda są dla Indian Keczua synonimem spokoju i szczęścia.

Pałkiewicz umie ciekawie opowiadać. Miesza style - niekiedy są to suche, szczegółowe i iście reporterskie sprawozdania z podróży. Często jednak zapomina się i staje się gawędziarzem z prawdziwego zdarzenia - taki kontakt z czytelnikiem najbardziej mi odpowiada - miesza teraźniejszość z przeszłością, sięga po ciekawostki dotyczące miejsc, roślinności, zwierząt, wydarzeń. Jest to prawdziwa podróż w czasie do cywilizacji Inków, konkwisty, wypraw i odkryć  minionych wieków.  Mnóstwo szczegółów, polemiki, wyniki najróżniejszych wypraw i badań. Zaskoczył mnie polski akcent - kiedy to w 1929 roku pojawili się tu polscy pionierzy z zamiarem osadnictwa.  Pałkiewicz poświęca jeden rozdział historii eksploracji Nilu i kilku wielkich rzek. Znajdziemy tu miejsca, w których czas zatrzymał się w miejscu, ludzie żyjący w niedostatku, biedzie, żujący kokę.

To co przyciąga to ciekawe zdjęcia - jest ich tu całe mnóstwo.

Dla mnie  zaskakującym był fakt, że mimo poznania Amazonki już przed 455 laty - do czasów współczesnych tajemnicą pozostawała sprawa jej źródła - i to mimo rozwiniętych technologii, zdjęć satelitarnych.

Każdy z nas ma wyobrażenie, jak wygląda Amazonka. A czy jesteście w stanie wyobrazić sobie źródło Wielkiej Rzeki? Nie zdradzę żadnych szczegółów. Czytelnicy, podobnie jak uczestnicy wyprawy, poznają smak uczucia zaskoczenia.

Ostatnio lubuję się w książkach podróżniczych - wciągają niesamowicie:) Świetna lektura - polecam!

Wydawnictwo Zysk i S-ka

Rozdano DONGI - nagrody dla najlepszych książek dla dzieci roku 2008. Bezkonkurencyjnie wygrała Złodziejka książek Markusa Zusaka. Więcej o wyróżnionych i nominowanych znajdziecie na blogu Półeczka z książkami.

poniedziałek, 18 maja 2009
 

Niezwykłość tego typu książek polega na tym, że z dużą realnością i wiarygodnością wprowadzają czytelnika w arkana wielkiej przygody. W powieści, np. z gatunku fantasy, jesteśmy zdani wyłącznie na talent autora, jego wyobraźnię, umiejętność kreowania wyimaginowanych historii i sytuacji. Bo tworzy w głowie i podejmuje mniej lub bardziej udaną próbę przeniesienia ich na papier. W przypadku dziennika, a zwłaszcza takiego jak ten - z wyprawy na żeglarski Everest  (tak określa się wyczyn opłynięcia przylądku Horn), za autorem stoi potężny bagaż własnych doświadczeń i często mrożących w żyłach krew przeżyć. Co innego przecież na własnej skórze i wszystkimi zmysłami poznać wprzód to, co później chce się opowiedzieć czytelnikowi. To znaczący atut.  W pełni widoczny w omawianej książce.

Monika Witkowska - autorka, pisze dziennik na wskroś autentycznie, więc każdy kto po niego sięgnie może odbyć tę niezwykłą podróż morskim jachtem „Stary",  siedząc przy tym w domowym fotelu. Książka wciąga, zachwyca i uczy. Dla adeptów żeglarstwa i tych którzy będą chcieli stać się kaphornowcami (prestiżowy tytuł przysługujący wyłącznie śmiałkom, którzy opłynęli przylądek Horn), stanie się dodatkowym bodźcem, trochę przewodnikiem, w końcu czymś, co pozwoli poznać atmosferę wyprawy, no i nabrać respektu przed najtrudniejszym z akwenów. Horn i okoliczne wody to prawdziwy czyściec dla żeglarzy. Wyzwanie podejmuje na wskroś młoda załoga jachtu, którym dowodzi 21 letni student medycyny. Wielu doświadczonych z Hornu nie wróciło, oni tak.

Co znaczą dla żeglarzy spisane dzienniki z rejsów - kto nie wie, dowie się tego także z tej książki. Nie jest przypadkiem, że na pokładzie „Starego", który opuścił chilijski port Valparaiso i zmierzał w kierunku Hornu, a potem do antarktycznych wód archipelagu Szetlandów Południowych, do  polskiej stacji naukowo badawczej im. Arctowskiego, wśród załogi niesłabnącym wzięciem cieszył się dziennik z podobnej, tylko o trzydzieści lat wcześniejszej,  wyprawy na Horn. Była to książka „Damien", autorstwa Francuza Poncet'a pływającego na tytułowym jachcie. Dzienniki stanowią bowiem bezcenne źródło informacji i wiedzy. Los potrafi być łaskawy, nawet w tak mało gościnnych  regionach - załoga Starego spotkała sędziwego autora „Damien" podczas tego rejsu na Falklandach.

Ja, która przygodę z żeglarstwem rozpoczęłam i (niestety) zakończyłam na Omedze, z książki czerpałam jak ze studni. Półtora miesiąca w dziewięć osób na 14 metrach jachtu to prawdziwy poligon dla koleżeństwa, przyjaźni, wzajemnego zaufania, gdzie trzeba nauczyć się liczyć na innych. Ale i tak masz świadomość, że to nie wystarczy, że to tylko niewielki ułamek dla końcowego sukcesu, bo koniec końców decydujące karty rozdaje zawsze Neptun. Losy naszych bohaterów to studium dla socjologów i nie tylko. Zastanawiają z pozoru proste czynności, jak choćby te związane z potrzebami fizjologicznymi. Załatwia się je najczęściej prosto do ...morza. Gotowanie i jedzenie na jachcie, mycie zębów na sucho, kąpiel od stóp do głów przy użyciu 3/4 litra słodkiej wody, mokre rzeczy, permanentna wilgoć, która wchodzi wszędzie, nie omijając śpiwora, przejmujące zimno. No i to oczekiwanie, które przy dołującym wskazaniu barometru, ma coś z Hitchcocka.

Barometr mierzy ciśnienie, a spadek ciśnienia to niechybny znak, że zbliżają się siejące zgrozę wśród żeglarzy Ryczące Czterdziestki (nazwa od szerokości geograficznej południowej gdzie panuje permanentnie sztormowa pogoda), czyli sztorm, jaki trudno wypatrzyć nawet przy najbardziej gniewnym Bałtyku. Fale długości 200 metrów i wysokości 16 metrów, pędzące z prędkością 40 węzłów, mogą z 14 metrowym jachcikiem zrobić wszystko, najczęściej jednak nic dobrego. Jeśli zaś nie sztorm, to zawsze na wodach arktycznych można i trzeba wyczekiwać growlerów - czyli małych, pływających lodów, które z łatwością rozpruwają poszycia jachtów.

Na szczęście dla pechowców śmierć w tych wodach jest lekka, jest jak sen, na który zapada człowiek, który z zimna się po prostu hibernuje. Warto przy tej okazji powiedzieć, że podczas sztormu, gdy ktoś wypadnie za burtę na pomoc kolegów nie ma co liczyć. Brutalna prawda o żeglowaniu w pobliżu Hornu. Czy to wszystko z potencjalnych i rzeczywistych zagrożeń?  Zdecydowanie nie, zawsze przecież adrenaliny może dodać silnik, który odmawia posłuszeństwa w najmniej przewidzianym i stosownym do tego momencie (bo podczas sztormu żagli się na stawia, a jachtem coś powinno kierować). Jacht wówczas podobny jest do łupiny orzecha włoskiego, miotanej dowolnie przez fale i wiatr. Z perspektywy czytającego ekscytujące.

Zakończę zagadką: czy pingwin może spotkać niedźwiedzia polarnego? Rozwiązanie w książce. Miłej lektury:)

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

sobota, 16 maja 2009

Czegokolwiek tu nie napiszę o szwedzkiej pisarce, ta i tak pewnie z obłoków popatrzy na mnie z politowaniem, zrobi jedną ze swych śmiesznych min, może nawet pogrozi palcem, albo da prztyczka w nos - abym już zeszła na ziemię, abym przestała piać peany na jej cześć i potraktowała ją jak człowieka z krwi i kości. Po przeczytaniu książki Portrety Astrid Lindgren jestem skłonna uwierzyć, że to całkiem możliwe:) Ale nie pisać z patosem o niej - to będzie trudne - bo pani Lindgren była już legendą za życia. Przeżyła 94 lata.  Taka osoba nie odchodzi ot tak sobie - ona i jej postacie tkwią w nas, przypominają nam nasze dzieciństwo - właśnie takie odnoszę wrażenie - że jej duch nieustannie gdzieś tu krąży. 

Szczerze mówiąc, naprawdę bardzo mało interesuje mnie moja własna osoba. Prawie zawsze jestem równie zdumiona, kiedy czytam o tej Astrid Lindgren, To nie jestem ja. Do licha, ani ze mnie taka znana postać, ani pomnik narodowy. Ja pozostałam wiejską dziewczyną z Vimmerby. Tylko trochę starszą i bardziej rozumną.

Portrety to zbiór 263 fotografii - wybranych z tysięcy zdjęć, czasem całkowicie nieznanych, zrobionych przypadkowo. Zdjęcia rodzinne z prywatnych zbiorów, z gazet, agencji fotograficznych, obrazy, karykatury. Opatrzone krótkimi notkami biograficznymi. Wyłania się nam osoba bardzo bliska, przyjacielska, spokojna, bez szaleństw, z życiorysem takim jaki ma każdy z nas - z pochmurnymi i słonecznymi dniami. Żaden nadczłowiek, kobieta z dużym poczuciem humoru, lubiąca wygłupiać się, bez kozery wspinająca się niczym dziecko na drzewo, gotująca, jak każda babcia, dżemy dla swoich wnuków. Pod koniec życia zaangażowana w sprawy polityczne i społeczne - szczególnie wtedy, gdy były zagrożone prawa człowieka, zwłaszcza dzieci.

Fotografie ukazują nam wszystkie etapy życia wielkiej Astrid. Od wiejskiej dziewczynki ze Smalandii do pisarki dla dzieci znanej na całym świecie, której książki, stały się obok Ikea i Volvo, chyba najbardziej rozpoznawalnym szwedzkim produktem. Astrid Lindgren nie ma konkurencji. Jej opowieści można przeczytać w 86 językach, a nakłady książek przekroczyły 80 milionów. Jest więc dzieciństwo - bezpieczne, swobodne, niewinne, pełne zabaw, brawury, dziecięcych chichotów i radości. To właśnie z niego Astrid Lindgren czerpie inspirację do swoich książek, postaci, ich zachowań i przygód. Smutny okres dojrzewania panny Ericcson, niechciana ciąża w wieku lat 18, oddanie synka do rodziny zastępczej na 3 lata, nędzna egzystencja w Sztokholmie, w tym głód, samotność, bezradność. Małżeństwo ze Sturem Lindgrenem. Rodzi się córka. Gdy Karin ma siedem lat i choruje, prosi mamę, by ta opowiedziała jej o Pippi. Kilka lat później, podczas choroby, Astrid leży unieruchomiona w łóżku ze złamaną nogą i spisuje historie o dziwacznych pomysłach małego urwisa. Jest to początek jej pisarskiej kariery.

Oglądam zdjęcia. Od momentu pojawienia się książki w domu - często mi towarzyszy. Kto ją przeczytał i obejrzał, rozumie, że nie sposób się od niej oderwać. Kiedy skończę, zaczynam od nowa. Astrid na zdjęciach ma różne oblicza. Raz poważna, zamyślona, z zawadiackim uśmieszkiem; tu znowu starsza pani patrząca z pobłażliwością w stronę wycelowanego w nią obiektywu. Ile ta Astrid ma w sobie z bohaterów, które jako dziecko uwielbiałam? Ile ma fantazji Pippi? Zastanawiam się, czy jako dziewczynka też umazałaby swoją twarz kremowym tortem. Hanna i Samuel August pewnie wybaczyliby jej to. Ale kłamstewka w stylu Pippilotty Viktualii Firandelli Złotomonetty, córki Efraima  Pończochy, na pewno by nie przeszły. Czy ta Astrid ze zdjęć miała w sobie dzikość jak Ronja, córka zbójnika? A ile smutku i nostalgii, co bracia Lwie Serce czy biedne sieroty z Południowej łąki? Sonja, u której Astrid robi zakupy, mówi - Ja wiem, że Pippi to jesteś przecież ty.

Spodobało mi się zdjęcie z ilustratorką Ilon Wikland, z którą Astrid współpracuje kilkanaście lat. A jak to się zaczęło? Młodziutka Ilon jest uciekinierką z Estonii. Pewnego dnia zjawia się u pisarki z niemowlęciem na ręku i próbkami prac. Dwa razy ilustratorka przemyca też postać Astrid do jej książek. Raz gra mały epizod w filmie w filmie. Ale nie zdradzę Wam tytułów. Może sami znajdziecie?

Zdjęcia, mnóstwo zdjęć. Kolorowe, czarnobiałe, nadgryzione zębem czasu. Astrid pokazuje język - jak Einstein. Tu znowu wspina się na drzewo. Huśta się na huśtawce. Słucha opowiadania z walkmana i robi śmieszne miny. Bawi się z dziećmi. Zdjęcie, na którym w wieku 90 lat zwija palce w małe okularki, zostaje zdjęciem roku 1997.

Jest w tej książce kilka zdjęć, które mnie po ludzku mnie wzruszyły.

Astrid z przyjaciółkami - 1924 rok. Wszystkie rozbawione, patrzą ufnie w przyszłość. Mają marzenia, plany. Za dwa lata panna Ericsson będzie musiała szybko dorosnąć i stawić czoła ogromnym trudnościom - w przyszłości - również małomiasteczkowej mentalności.

Astrid z Lassem. Jest rok 1928. Szczęśliwa mama odwiedza swego synka u rodziny zastępczej w Kopenhadze. Spędza tam najczęściej półtorej doby. Bardzo tęskni za malcem. Pewnego dnia nie zwalnia się z biura, tylko cichaczem wymyka się, by znów wyruszyć do Danii. Za ten postępek wylatuje z pracy.

Gęsto postemplowany paszport młodej panny Ericsson. Wszystkie pieniądze odkłada na podróż tam i z powrotem. Dzieci pisarki po latach wyznają, że mama kochała ich tak, że aż trzeszczało.

Zdjęcie ze skinem. Wiekowa już Astrid trzyma młodego chłopca za szelki i surowo wymawia słowa: Teraz masz już skończyć z tym skinowaniem -  zdjęcie, przyznaję, wbiło mnie w fotel:)

Jest rok 1989- Astrid podczas wizyty w Rosji, gdzie zresztą jest uwielbiana, radośnie tańczy na Arbacie w Moskwie.

Słynna fotografia Jacoba Forsella - Astrid ma wówczas 80 lat. To twarz pokryta siateczką zmarszczek. Dobra i mądra, pełna matczynego ciepła. Znajdziemy ją na okładce książki.

Fotograficzna historia opowiedziana przez Jacoba Forsella i Johana Erseusa  zatoczyła koło. Wszystko w życiu Astrid sprowadza się do dzieci i jej dzieciństwa. Jako staruszka ciągle wraca do przeszłości. Ze Stiną i Ingegerd potrafi się tak zaśmiewać, że wszystkim paniom spadają czapki. Wspominają swoje pogodne i wypełnione zabawami dzieciństwo - myśmy nawet nie mogły przebierać rzepy, żeby nam nie było wesoło. Oprócz zdjęć znajdziemy tu również esej osobistej przyjaciółki i biografki pisarki - Margarety Strömstedt - Portret wewnętrzny Astrid. Ta książka  to prawdziwa perełka - fascynująca historia pewnego życia - osoby niezwykle skromnej, odważnej i mądrej. Polecam - nie tylko fanom Astrid Lindgren.

Więcej informacji o książce i zdjęciach, jak również ciekawe linki znajdziecie tutaj- http://lindgren.pl/ 

czwartek, 14 maja 2009

 

Zaczytałam się na dobre - i to tak, że nawet nie zauważyłam, że nadeszła matura z niemieckiego:) Dobrze, że tylko odpytuję, a sama nie zdaję, bo przez to moje czytanie, wszystko skończyłoby się katastrofą. Powiem krótko - świetna książka. Oryginalna i ciekawa. Swoim klimatem przypomina poniekąd Prywatne życie Mona Lizy Narodziny Wenus. Jeśli ktoś lubi podróże w czasie - w wygodnym fotelu oczywiście - to zachęcam, bo naprawdę warto.

Primavera to najsłynniejszy obraz Botticelliego. Dlaczego powstał, kogo przedstawia, co ma wyrażać? W Internecie i w albumach sztuki znalazłam wiele różniących się hipotez, domysłów. Jednak nic do końca nie jest jasne. Mary Jane Beaufrand podała nam swoją wersję - bowiem obraz, namalowany w 1482 r., stał się inspiracją do napisania książki. Wymyśliła życiorys pięknej kobiety w powiewnej sukni obsypanej kwiatami.

Primavera - inaczej wiosna - to tytuł wieloznaczny. Niewątpliwie zaraz myślimy o obrazie maestra z Florencji. Dużo w tej powieści wiosennej świeżości, delikatności - choćby młodzi ludzie dopiero co muśnięci dotykiem Amora. Wiosną dla mnie jest też sama Flora - uwielbiająca kwiaty i ogród. Niesie wiosnę i radość w życiu członków jej rodziny, choć do końca nie zdają sobie z tego sprawy.  

Przenosimy się zatem do słonecznej Florencji w okresie renesansu, gdzie Medyceusze sprawują władzę. Inne bogate rody kupieckie z zawiścią patrzą na ich rosnąca potęgę. Rodzina Piazzich również dorobiła się ogromnej fortuny. Ma palazzo, służbę, drogocenne kamienie, banki, okręty, swoja gwardię. Wszystko, oprócz wpływów. Głowa rodziny - Jacopo - organizuje spisek przeciwko Medyceuszom. W atmosferze knowań, chciwości, pazerności i próżności wzrasta czternastoletnia Flora, najmłodsza córka. Zapomniana przez swoich rodziców - pyskata, ciągle umorusana, ubrana w proste stroje, żyje swoim życiem, najczęściej w pałacowej kuchni. Takie brzydkie kaczątko, odrzucone przez rodzoną matkę - kobietę dumną i okrutną. Jest i nonna, kochana babcia, osoba tyle przystępna co tajemnicza zarazem. Jest też Emilio - młody gwardzista, wiecznie głodny, z krzywymi zębami. Flora dostrzega to, czego nie widzą inni, słyszy to, czego usłyszeć nie powinna. A co najważniejsze - myśli, co wśród lukrowo- cukierkowych panienek tamtej epoki, których myśli krążyły głównie wokół strojów i miłostek, jest rzadkością. Spisek rodu Piazzich jest brzemienny w skutkach. Jaki będzie miał wpływ na dalsze życie Flory?

Podczas lektury czuć klimat renesansowej Florencji, są znane postacie, ciekawostki dotyczące obyczajowości tamtej epoki; w pierścieniu ze specjalnym schowkiem kryje się trucizna, a kobietom za przebranie męskie odcina się nosy.

Wiele rzeczy mnie zaskoczyło - koniec również, a którego Wam nie zdradzę. Sami się przekonajcie.

Na prawo od środka obrazu widnieje jasnowłosa bogini w białej, niemal przejrzystej sukni, na której wyhaftowano mrowie maleńkich kwiatuszków. We włosach ma wieniec - wygląda to trochę jak mój dzisiejszy ubiór. W fałdach sukni boginka chroni delikatne kwiatki, zaraz zacznie je rozsypywać.(str.287)

Tutaj znajdziecie wywiad z autorką 

 Wydawnictwo Jaguar

 
1 , 2