Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
piątek, 31 maja 2013

Ciekawa pozycja dla tych, którzy mają skrzywienie historyczne. Wiedza w pigułce. Kiedy czytałam książkę, co rusz padało pytanie ze strony mojego męża historyka, czy została ujęta taka i taka bitwa, bo jego skromnym zdaniem tak być powinno, skoro jest to 1001 najważniejszych bitew, które miały wpływ na losy świata. Niektóre nieświadomie zostały uwzględnione przez autorów (jest ich 16), co tym samym wywoływało pomruk zadowolenia. A jeśli nie – dezaprobaty. Autorami nie są Polacy i pewnie każdy w danym kraju odczyta tę książkę inaczej, starając ją jednak mimo wszystko zawęzić do swojego podwórka (plus za polską okładkę, która przedstawia Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego podczas bitwy między Francuzami a Austriakami na moście Edelsberg koło Wiednia). Mimo wszystko ciekawa byłaby taka pozycja napisana przez polskich historyków – bo punkt odniesienia w kwestii oceny historii, doświadczeń, może być faktycznie różny. Mimo wszystko, tzn. mimo dyskusji małżeńskich, sama książka to cenny zbiór najważniejszych informacji na temat historii wybranych bitew, od zarania dziejów po czasy współczesne (obejmuje prawie 5000 lat konfliktów). Zwłaszcza te ostatnie są ciekawe. Jesteśmy bowiem często świadkami tworzenia historii, słyszymy co rusz coś nowego w programach informacyjnych, i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że za lat kilka coś nowego może zostać ujęte w podobnym kompendium. Czy to powód do zadowolenia? Z jednej strony – ciekawy temat, jak się okazuje ciągle aktualny. Ponoć bitwa Hannibala pod Kannami (uwaga 2000 tysiące lat temu) pomogła zaplanować operację Pustynna Burza w 1991 r. Z drugiej strony – sam temat przeraża. Ponad 1000 bitew ujętych w jednym tomie. To też dowód na to, do czego człowiek dążył i dąży. W każdych wiekach bitwy były toczone. Zmieniały się tylko, użyję tego określenia – a co, gadżety. Tutaj punktem wyjścia jest czas starożytny. Cofamy się do roku ok. 2450 p.n.e. Potem wędrujemy chronologicznie – przez poszczególne epoki i miejsca. Upadają imperia, rodzą się nowe. Państwa będące kiedyś potęgą, z biegiem lat stają się kolosami na glinianych nogach. Książka na pewno nie wyczerpuje tematu. Znawcy tematu mogą poczuć niedosyt, w razie zainteresowania, można dalej wiercić dziurę na forach czy szukając innej lektury. To minus takich książek 1000 i coś tam. Temat rozległy, miejsce ograniczone, a stron i tak dużo (tutaj dokładnie 960). Każda bitwa zilustrowana zdjęciem bądź malowidłem. Tekst zawiera najważniejsze informacje i podsumowanie. Brakowało mi map, by pokazać, w jakim kącie świata bitwa się odbyła. Plus za ładne wydanie i całkiem poręczy format. Choć do torebki książki nie włożycie – naprawdę sporo waży. Książka się podobała.

 

Wydawnictwo MUZA



poniedziałek, 20 maja 2013

Kiedy skończyłam czytać, odnalazłam w Internecie stronę o Wojciechu Jagielskim. Jeszcze raz – tym razem zebrane wszystkie nagrody i zasługi znanego dziennikarza i korespondenta wojennego w jednym miejscu. Dużo tego. Ktoś z branży może tylko pozazdrościć. Ale czy tylko z branży? Jeśli ktoś coś robi, kocha - oddaje temu serce – chce się realizować i robić coś najlepiej jak tylko potrafi. To poniekąd książka o pasji, o cenie, jaką się za nią płaci i jaką płacą najbliżsi. Dodam tylko – bardzo wysoką cenę, o której się nie mówi na tych wszystkich galach, festiwalach, podczas których przyznaje się prestiżowe nagrody i rozdaje medale. Sława ma też drugą stronę medalu. Mroczną i nieprzyjemną. Książka Grażyny Jagielskiej jest bowiem lekturą o lęku, który leczyła w klinice stresu bojowego. Dla mnie to przede wszystkim książka o oddaniu się pasji, właściwie o życiu obok człowieka z pasją. Bo nie razem z nim. Im dłużej ze sobą byli – tym bardziej oddaleni, obcy. Tym dziwniejsze relacje. Książka o wyrzeczeniach, ciągłym lęku o tę drugą osobę, ale też niezrozumieniu, złości, pretensjach. Może nie powiedzianych wprost – dosadnie. Właśnie tu autorka bardzo mi zaimponowała – bo choć pisze szczerze, to jednak nie przekracza pewnej granicy intymności, która łączy ją i jej męża. Myślę, że nie wszystko zostało tu powiedziane, i te niedopowiedzenia właśnie czynią tę książkę piękną i pasjonującą lekturą. Można wielu rzeczy się domyślać, można samemu dopowiedzieć, szukać w wywiadach z parą, jakie od czasu do czasu pojawiają się w mediach. To też pewnie swego rodzaju terapia – wyrzucenie z siebie wszystkiego. Oczyszczenie – by przyszłość była lepsza. Razem 53 wojny – z czego trzy wspólne. Reszta to wyprawy męża, który wracał z wojny z przestrzeloną kieszenią plecaka i rozciętym czołem. Męża, który czasem odzywał się raz na miesiąc i nie pytał się od razu co u niej, co u dziecka, ale z pasją opowiadał o wojnie, którą właśnie toczył. O trudnych powrotach, gdy nie było znów czasu dla siebie, bo Matka Agora czekała na tekst – na już, na zaraz, na wczoraj. I o dziwnych podchodach – potajemnym szykowaniu się na kolejną eskapadę, o oswajaniu tej myśli i przyzwyczajaniu innych do niej. To w końcu książka o synu, którego prawie nie ma ani w życiu jej ani jego. Plącze się nieborak między nogami, przypomina o tym, że już czas zapisać go do szkoły, potem pobrzękuje coś na gitarze i nie daje ojcu skończyć artykułu. Patrzę na małżeństwo znanych ludzi, włażę do nich butami i myślę sobie, że trzeba nie lada odwagi, by zrobić coś takiego. A może Miłość z kamienia to kolejna, już 54 wojna – prywatna, stoczona o siebie, o niego, o normalność, o święty spokój?

Mnie książka dała do myślenia o wielu aspektach życia. Myślę, że każdy w tej książce znajdzie tutaj kawałek siebie – a może i odpowiedź na nurtujące go pytania.

 

Wydawnictwo Znak

 

 



środa, 08 maja 2013

 

Trafny tytuł. Bo jeśli ktoś kiedykolwiek obejrzał film z Audrey Hepburn, najzwyczajniej w świecie tkwił przed szklanym ekranem …. oczarowany, jeśli nawet nie zaczarowany. Pamiętam z jakimi wypiekami na twarzy oglądałam Rzymskie wakacje, Śniadanie u Tiffany’ego czy My Fair Lady. Dużo by wymieniać. Dziś trudno znaleźć jakiś fajny film z Audrey. Jeśli już, to w takich nietypowych godzinach, że obejrzenie go z pewnych względów jest po prostu niemożliwe.

Książka dostarcza sporą dawkę informacji na temat gwiazdy kina. Autor odtworzył najpierw losy rodziców aktorki, nieszczęśliwe drugie małżeństwo Elli van Heemstra z Josephem Rustonem, ojcem Audrey, który był wielkim próżniakiem, choć nie pozbawionym czaru. Ruston w życiu nie przemęczał się, a jedynie odcinał kupony od tego, że jego żona a matka Audrey, była holenderską baronessą. Książka podzielona została na 4 części, w których kolejno opisane zostały poszczególne etapy życia aktorki: Pierwsze kroki (1929 – 1950), Sława (1951 -1956), Spełnienie (1957-1970), Oczarowanie (1971-1993). Myślę, że miłośnicy aktorki i filmu będą zadowoleni, bowiem sporo tu informacji na temat życia prywatnego gwiazdy, ale też świata filmu w ogóle. Niespełniona baletnica zupełnie przez przypadek znalazła się na planie filmowym. Potem wszystko potoczyło się już samo: z takim talentem i taką urodą inaczej być nie mogło. Donald Spoto, autor wielu biografii sławnych tego świata, odkrywa różne informacje z życia prywatnego i zawodowego. Dotarł do wielu źródeł, do wielu ludzi, którzy znali Audrey prywatnie. Mnie wzruszył ostatni etap jej życia, kiedy to aktorka bardzo zaangażowała się w akcje UNICEF-u.

Co do oczarowania – kiedy przed laty byłam w Monachium, mieszkałam u pewnego młodego studenta aktorstwa. Thomas, bo tak mu na imię było, z innymi studentami brał udział w spotkaniu z Audrey, która akurat przyjechała do stolicy na Bawarii na jakiś festiwal filmowy. Chłopak wrócił oczarowany – starszą już panią, i przez kilka dni nie mógł dojść do siebie:))) Coś w tym jest, podobnież w tytule.

Wydawnictwo Publicat