Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 31 maja 2018

Poznałam razem z dziećmi kilka lat temu. Wtedy było inne wydawnictwo i byli Julek i Julka. Teraz w nowej szacie, w nowym tłumaczeniu, większym formacie, twardej oprawie. I z nowymi imionami: Jaś i Janeczka. Tak samo cudowni. Szczęśliwe, proste dzieciństwo bez drogich współczesnych „umilaczy” wolnego czasu, bez drogich gadżetów (jak ja lubię to „bez” w książkach dla dzieci), skupione na zwykłym byciu ze sobą, zabawie, rozmowie, przeżywaniu codzienności. W zeszłym tygodniu byłam z dzieckiem u lekarza. Tłumy ludzi w kolejkach w przychodni. Całe piętro wypełnione dorosłymi z pociechami – najmniejszymi i nastolatkami. I większość z nich z tabletami i smartfonami w ręku. Jakże zmieniła się rzeczywistość w ciągu ostatnich lat. Kiedy moje dzieci były całkiem małe, kącik dla dzieci wypełniony zabawkami i książeczkami w takich miejscach pękał dosłownie w szwach. Teraz dzieci siedzą pochylone nad elektronicznymi urządzeniami i grają. Ale nie mnie oceniać – nie obserwuję mentorskim wzrokiem – po prostu notuję swoje spostrzeżenia. Spoglądam też z ciekawości na datę ukazania się przygód „Jip en Janneke” - 1953. Moja mama, a babcia moich dzieci, miała wtedy 3 latka. Ludzie nie mieli telewizorów, telefonów, za to mieli więcej czasu dla siebie, a dzieci na zabawę. I takie właśnie dzieciństwo opisuje niderlandzka pisarka Annie M.G. Schmidt (1911-1995). Jakże niewiele Jaś i Janeczka potrzebowali do szczęścia. Już sam tytuł pierwszego rozdziału zapowiada charakter tych opowiastek: „Jaś i Janeczka bawią się razem”. Sąsiedzi + dziura w płocie = doskonała zabawa. Bez drogich zabawek – za to z pomysłem, przy użyciu wyobraźni: w dom, kulki, w opiekę nad chorą Lalą, ujeżdżanie psa Hektora, szkołę, puszczanie baniek, straż pożarną, zrywanie kwiatów, sklep. Nawet jest zabawa przez szybę z chorą Janeczką. Są też radości i smutki, których w dzieciństwie nie brakuje: choroba, kłótnia, przekomarzanie się, bunt przeciwko decyzji dorosłych. Krótkie historie, do czytania wiele razy, charakterystyczne czarne postacie z zadartymi noskami, a przede wszystkim niesamowita inspiracja do zwykłych prostych zabaw – na dworze, w domu. Szczęśliwe dzieciństwo, zadowolone dzieci, które mają tylko siebie. Cudowne! Do tej pory ukazało się 5 części przygód „Jasia i Janeczki”.


Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 24 maja 2018

Przyzwyczailiśmy się ostatnio do tego, że Pompik i jego rodzina zabierają nas na wyprawy do Parków Narodowych w Polsce. Jednak tym razem sympatyczny żubr i jego siostra Polinka zostają w swojej Puszczy i wybierają się na wyprawę badawczą po okolicy. Rodzeństwo jest takie ciekawe świata – co też dzieje się w lesie, na łąkach, polnych drogach? Końcówka lata, jesień zbliża się wielkimi krokami. Pompik i Polinka odkrywają tajemnice przyrody: ktoś w jakimś celu powbijał szyszki w korę – ciekawe, po co? Spotykają pana borsuka, który tłumaczy, dlaczego zarzucił okolicę kamieniami, ziemią, patykami i liśćmi. Poznają taktykę budowania borsuczej nory. Obserwują zabawę malutkich brązowych kuleczek, które tak naprawdę są kuniątkami. Poznają naturę przebiegłej kukułki i pięknego zimorodka. Tłumaczą, dlaczego zwierzęta zaznaczają swoje terytorium. Poznają niezwykłość ciem – jak się okazuje to nie tylko „szara wersja motyli”. Są świadkiem bocianiego sejmiku, jaki odbywa się przed odlotem do ciepłych krajów. Żubry dopada powoli nostalgiczny jesienny nastrój. Przygotowują się do zimy – ale nie czują z tego powodu smutku. Wiedzą, że nowa pora roku przyniesie im wiele niespodzianek.

Dzieci razem z żubrami przeżywają smak przygody. Pompik i Polinka nie szukają przygód, oni je przeżywają. Uczą jednocześnie, że nie trzeba jechać w dalekie strony, by dobrze się bawić. Przygoda w książkach Tomasza Samojlika czai się za niemalże każdym drzewem. W końcu żubry uczą dzieci jak obserwować przyrodę. Nic nie znaczący szczegół, niby błahostka może stać się jakimś ciekawym przeżyciem, początkiem wyprawy, przygody i zabawy. Z tej lektury można nauczyć się jeszcze dwóch ważnych rzeczy: szacunku do przyrody i dobrych relacji z rodzeństwem.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 23 maja 2018

Ci, którzy znają żubra Pompika i jego rodzinę, już wiedzą, że zwierzaki ani myślą siedzieć tylko w swoim rodzinnym domu, czyli Puszczy Białowieskiej. Wędrują po Polsce po … Parkach Narodowych. Były już w Wigierskim, Biebrzańskim i Narwiańskim Parku Narodowym. Teraz czas na Park Narodowy „Bory Tucholskie”. Na początku oczywiście element, który zawsze podoba mi się w książkach dla dzieci: „Ta książka należy do …” Do tego dochodzą również: symbol Parku Narodowego oraz krótki opis Borów Tucholskich. Co ciekawe, widniejący na symbolu Borów Tucholskich głuszec już tam nie występuje – smutna to niestety informacja. Troszkę mnie zastanowił ten krok pracowników Parku, ponieważ ostatni głuszec został prawdopodobnie odstrzelony w 1975 roku. Jak się okazuje umieszczenie głuszca jako symbolu było działaniem celowym, ponieważ silna jest wiara w to, że głuszec kiedyś do Borów Tucholskich powróci. Tym bardziej, że jest tam mnóstwo smakowitego jadła dla tych kuraków: zwłaszcza igieł sosnowych. Tak więc to logo na pewno uczy pokory, ale i przypomina o … ludzkiej głupocie. Tutaj widać dużą zaletę tych książek z serii „Wyprawy”. Zwróciły uwagę na same Parki Narodowe – dzieci mają możliwość poznania tych miejsc, a rodzice drążą temat, wyszukują ciekawostki. Krótka historia, w której żubrza rodzinka spotyka mieszkańców nowego miejsca (tutaj rzęsorek), opisywane są charakterystyczne elementy krajobrazu. Na końcu zawsze w kilku zdaniach podsumowanie. Nie brak humoru sytuacyjnego i słownego. Ach te posiłki taty smakosza – nie wiadomo, czy chodzi o trzecie śniadanie czy drugi przedobiad. Mnóstwo ilustracji pokazujących żubry w różnych sytuacjach. I oczywiście odpowiedź, dlaczego rzęsorek jest groźnym drapieżnikiem.

O innych wyprawach żubrzej rodziny możecie poczytać tutaj.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina 

wtorek, 08 maja 2018

Wyprawa do przeszłości – czasów, kiedy to ludzie, by dostać się na drugi koniec Europy, wędrowali całymi tygodniami albo i miesiącami. Czasów, kiedy nie było takich wygodnych dróg jak teraz – za to były trakty prowadzące przez bujne puszcze i knieje, gdzie czyhali niebezpieczni zbójcy. W tej książce mowa jest o bursztynowym szlaku – starożytnej drodze handlowej łączącej Bałtyk z krajami leżącymi nad Morzem Śródziemnym. „Złoto Północy” tak nazywano bursztyn. Opowieść o losach dwóch chłopców: Lisyniusz, syn kupca, wędruje z ojcem i innymi kupcami z Rzymu w kierunku zimnego morza po bursztyn. Farko to … chciałoby się napisać „polski” chłopiec. Ale to czasy, gdy nie było nad Bałtykiem jeszcze ani Polski ani Słowian. Chłopiec mieszka we wspólnocie plemiennej i codziennie stara się pomagać swojemu ojcu przy połowie ryb. „Stara się” to właściwie słowo, bo Farko boi się wody i morza. Kiedy do osady Farka docierają Rzymianie, chłopiec z zainteresowaniem obserwuje obcych i przywiezione przez nich towary. Zakończenie tej historii jest zaskakujące. W ramach cyklu „A to historia” można poznać dzieje naszego narodu i państwa. Bez pyzatego nadęcia, dłużyzn i nudów – które niekiedy kojarzą się właśnie z historią. W tej niepozornej książce jest mnóstwo informacji na temat życia w dawnych czasach, zwykłej codzienności wypełnionej ciężką pracą, wierzeń naszych przodków (oddawanie czci bogini Juracie), kultury wymiany towarowej i fascynacji żelazem. I to tak wielkim, że za pęk bezcennych żelaznych gwoździ było się gotowym oddać obcym własnego syna. Nic więcej nie zdradzam, poczytajcie sami. Lubicie podglądać życie innych? To otwarte okienko do tego zachęca. Warto.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 07 maja 2018

Dwie krótkie historyjki z życia Adama.

W pierwszej poznajemy go jako chłopca nielubiącego czytać. Książki są dla dziewczyn - tak twierdzi ów młodzian. Dzięki sprytowi pewnej mądrej bibliotekarki, chłopiec wychodzi z biblioteki z pewną książką. I z przeświadczeniem, że książki niekoniecznie są tylko dla dziewczyn. W drugiej historii Adam wspina się z tatą na Wielką Górę. Marzy, by u celu wspinaczki zjeść górę naleśników z bitą śmietaną. Niestety jest tylko żurek, którego chłopiec ponoć nie cierpi. Ponoć, bo wcina, że aż mu się uszy trzęsą. Na końcu mimo wszystko intryguje pytanie: czy zwykły żurek różni się jakoś od żurku górskiego? (a morał z tej historii jest taki, że odkąd została przeczytana, marzy nam się gar żurku…. Tyle że nizinnego, wielkopolskiego).

Teksty są napisane prostym językiem - dlatego też nadają się jako lektura dla początkującego czytelnika. Do tego duże litery, szeroka interlinia i ilustracje na każdej stronie. To książka, którą łatwo "pożreć", nadaje się, by zachęcać dziecko do samodzielnej lektury. A przeczytać samemu książkę "od deski do deski" to zawsze jest wyczyn, że hej. 

Obok tekstów polskich – tłumaczenie w języku angielskim. Można się wprawiać i szlifować swoje umiejętności. Ja podpowiadam, że książkę można podsunąć też komuś z rodziny albo z grona przyjaciół, kto jest anglojęzyczny i chętnie chciałby polepszyć swój polski. Ta książka świetnie działa na dwa fronty:) 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 04 maja 2018

Rachel od samego początku budzi współczucie. Wychowywana przez zaborczą matkę, nieznany ojciec, nieudane związki z mężczyznami, w ogóle trudne relacje ze wszystkimi dokoła – łącznie z samą sobą. Jakże ciężko niekiedy wstać z łóżka i spojrzeć w lustro, sobie w twarz. I kiedy wydawać by się mogło, że coś zaczyna się układać, nagle okazuje się, że odpowiedzi na pewne pytania wcale nie są łatwe, a nieprzemyślane działania niosą ze sobą brzemienne konsekwencje. Powieść łączy w sobie wiele gatunków: na pewno powieść psychologiczną – ta dominuje w pierwszej części książki. Autor skupia się na przemyśleniach Rachel, jej doświadczeniach w różnym wieku – towarzyszymy jej od dzieciństwa do dojrzałości. Możemy zrozumieć powody pewnych działań i wydarzeń w życiu znanej już potem dziennikarki, która w  pewnym momencie stacza się na dno. Druga część to sensacja, thriller – w prawdziwym tego słowa znaczeniu: mroczne postacie, tajemnice, strzelanina, znikanie trupów (topielców), mroczna sceneria, szemrane towarzystwo, pościgi i …. zaskakujące zakończenie. I choć powieść wciąga, mam z nią pewien problem. W wielu miejscach odnosiłam wrażenie, że Autor sam zapędzał się w  jakiś zaułek, z którego nie potrafił wyjść. Mnóstwo postaci, wątków – troszkę nieprzekonywująco ze sobą powiązanych. A może i zbyt przerysowane postacie. Czyżby pojawił się moment pisarskiego kryzysu u Lehane’a? Przecież pamiętam go z „Modlitwy o deszcz” i „Rzeki tajemnic”. Bez porównań się niestety nie obejdzie. Wiem, wiem – dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Niemniej troszkę mnie zawiodła ta książka. Autor potrafi budować napięcie, wymusić na czytelniku, by wczuć się w rolę bohatera, któremu właśnie w tej chwili zagraża niebezpieczeństwo. Tak pokazuje swoje postacie, że można poczuć niesmak i wręcz odrazę. A jednak brakuje mi tego czegoś. Niemniej – polecam, by przeczytać i porównać. Zresztą, jak już zdążyłam przeczytać w necie – wielu książka się podoba, a moja ocena jest tylko subiektywnym ujęciem lektury.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

środa, 02 maja 2018

Jakiś czas temu oglądałam Dynastię Tudorów. Wspaniały serial (polecam) przedstawiający historię Henryka VIII i jego sześciu żon. Po skończeniu przygody z filmem z tym większą przyjemnością sięgnęłam po książkę Sarah Gristwood. Niektóre bohaterki z lektury mogłam poznać na szklanym ekranie. Inne były mi zupełnie nowe i nieznane. Już na początku naszła mnie taka oto refleksja: lubię czytać o kobietach, bo lubię się  z nimi solidaryzować. Zwłaszcza lubię biografie kobiet silnych, bo życie kobiet często nie rozpieszczało w przeszłości i na pewno miały bardziej pod górkę aniżeli panowie.  Sarah Gristwood przedstawia całą plejadę silnych i konkretnych „babek”, które mimo swojej kobiecej natury miały po prostu … jaja. A troszkę orientując się w tamtej rzeczywistości – był to wyczyn nie lada. Uwięzione w gorsetach, konwenansach, musiały podporządkowywać się silniejszym na dworze, musiały brać udział w tych różnych gierkach i knowaniach, w końcu musiały wiedzieć -  z kim przystawać, by osiągnąć cel. A bohaterki lektury miały olbrzymi wpływ na rozwój wydarzeń  w wieku XVI. To był czas istnego wręcz „wysypu” kobiet charakternych, z ikrą, energicznych, wyrazistych. Pewnie sprzyjała temu skomplikowana sytuacja polityczna. Przypomnijmy – jedno z ważniejszych wydarzeń to bunt zadziornego mnicha augustiańskiego, który na drzwiach kościoła w Wittenberdze, przybił 95 tez. Marcin Luter, bo oczywiście o nim tutaj mowa, podzielił Europę. I widać to również to w tej książce. Waśnie religijne, sojusze, sympatie i wrogość. Powiem tak: kobiety XVI wieku poczuły wiatr w żaglach. Że mogą czegoś dokonać i skorzystały z tego. Inna sprawa, że bohaterki nie przebierały w środkach, wręcz  może działały w myśl, że cel uświęca środki. Królowe czasami sięgały po drastyczne metody, podejmowały trudne decyzje, tracąc tym samym ….(nie wiem, czy zgodzicie się ze mną) na …. kobiecości. Książka skupia się oczywiście na królowych, jednak w tle jest cała plejada postaci niby-drugoplanowych, a jednocześnie ważnych. Kardynał Thomas Wolsey, który jak lew walczył o rozwód króla Henryka VII z Katarzyną Aragońską. Thomas Cromwell – urzędnik państwowy posiadający ogromna władzę, szara eminencja, która ze swojego gabinetu pociągała za sznureczki i inni.

Sam tytuł książki jest tutaj ważny i nawiązuje do gry w szachy. Skąd się wzięła królowa w europejskiej wersji szachów? Kiedy uzyskała taką nieograniczoną mobilność? Powiem tak: zaglądając przez ramię grającym w  moim domu – nawet nigdy się nad tym nie zastanawiałam – dlaczego w szachach dominują figury symbolizujące postacie płci męskiej. Oprócz jednej z nich – właśnie królowej. Jak się jednak okazuje – nie było to przypadkowe posunięcie. Po swojemu-kobiecemu jestem po prostu ….czytelniczo zła. Bogu dzięki chociaż za królową. I jak tu nie mówić, że jednak kobiety miały pod górkę.

Podsumowując: kobiety – odsuwane na plan dalszy, pionki do politycznej gry  rozgrywanej przez ich braci, ojców i mężów. Cenne z powodu więzi rodzinnych, posagu. Sprzedawane za przywileje i zaszczyty – w XVI wieku wreszcie doszły do głosu. To książka o sile, charakterze i czasami trudnym życiu. Nie cukierkowym znanym z bajek.  Poznajcie proszę: Ludwikę Sabaudzką, Małgorzatę Parmeńską, Marię Węgierską, Małgorzatę Austriacką, Izabellę Kastylijską, Katarzynę Aragońską, Katarzynę Medycejską, Anną Boleyn i Elżbietę I.

Książka jest ładnie wydana, w sztywnej oprawie, w środku znajdziecie portrety przedstawiające bohaterki XVI- wiecznej Europy. 

 

Wydawnictwo Prószyński i S-ka