Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
poniedziałek, 30 czerwca 2008

 

Weszłam z synkiem do księgarni i wyszliśmy z książkami, a jakżeJ Tomcio z książką o …. policjancie. Na nic moje sugestie, że może Koziołka Matołka, albo Muminki. Nie, policjant i już. Jak go obserwuję teraz, to wybór wydaje się być słuszny, bo moje dziecię „zaczytało” się na śmierć. Analizuje każdy obrazek, opowiada o wypadku, ubiorze naszych służb, jest pod wrażeniem obrazka ze złodziejem. A niech tam, dobrze, ze lubi obcować z książką.Dla mnie  Rubryka pod różą Małgorzaty Łukasiewicz, o której przeczytałam na blogu Padmy. Jak tylko otwarłam książkę, wiedziałam, że to coś dla mnie. Zbiór esejów o książkach,  ciekawych ludziach i zjawiskach. Przez karty książki przewijają się wielkie nazwiska- Grass, Goethe, Proust, Frisch. I to, co mnie zaraz chwyciło za serce, to zachwyt autorki nad literaturą przez duże eL. Dla mnie to też wyprawa w przeszłość, bo już trochę czasu minęło, kiedy to profesor O. gnębiła nas z literatury niemieckiej. Nieraz z siostrą wspominamy jej ciekawą historię z Herderem, o którym pisze również M. Łukasiewicz. Bo zdawać trzy różne egzaminy z literatury i na każdym wylosować pytanie o życie i twórczość pana J.G. Herdera to naprawdę jakieś dziwne, ale trzeba przyznać,  dość przyjemne zrządzenie losu. Przekartkowałam lekturę i już wiem, że nie jest to spotkanie na chwilę. Zamierzam czytać tę książkę po kawałku i delektować się nią jak najsmaczniejszą delicją, bo na to naprawdę zasługuje.

Któż nie zna Ojca Chrzestnego? Muszę nieśmiało odpowiedzieć na to pytanie- jeszcze kilka dni temu znałam go ze słyszenia. Nawet nie z widzenia, bo nigdy nie widziałam słynnego filmu, z kreacją Marlona Brando. Niby wiedziałam, o co chodzi, bo przecież któż by nie znał rodziny Corleone? Książkę wypatrzyłam u Mamy na półce, zabrałam na wszelki wypadek, gdyby kiedyś naszła mnie ochota, no i ochota przyszła szybciej, niż się spodziewałam- no i .... przepadłam.... Co mogę napisać o tej kultowej książce? Są książki, po których przeczytaniu przez najbliższych kilka dni dochodzi się do siebie. Ojciec Chrzestny  do nich niewątpliwie należy. I kiedy pomyślę sobie o słowach autora-"Żałuję, że nie napisałem tego lepiej", to gotowam posądzić go o fałszywą skromność. Można powiedzieć, że to książka raczej dla facetów, dla twardzieli-dużo tu przemocy i okrucieństwa, ale też przyjaźni, miłości. Puzo przedstawia postać włoskiego mafioza- z jednej strony okutnego i bezwzględnego, a z drugiej człowieka bardzo rodzinnego, przywiązanego do tradycji, człowieka o głębokim sercu. Wydaje mi się, że nie na miejscu opisywanie tutaj przeze mnie losów znanych losów włoskiej mafijnej rodziny. Mogę ją tylko polecić do przeczytania. Teraz z niecierpliwością czekam na film, by zobaczyć, czy ekranizacja dorównuje książce i  co zostało ujęte z bogatej wielowątkowości.

Ojciec Chrzestny  to moja ostatnia książka wyzwaniowa. Opisałam siedem książek- z czego bardzo się cieszę, bo moje Maluchy dają mi nieźle w kość i czasami trudno znaleźć czas na czytanie. Gdy wracam pamięcią do mojej listy podróży, zdaję sobie sprawę, że nieźle zboczyłam z obranego kierunku, ale z tego co czytałam na wyzwaniowej stronie internetowej, do tego przyznawało się wielu uczestników. Ciekawam, co teraz przed nami....:))))

niedziela, 29 czerwca 2008

Zaczytałam się na dobre. Oj, jakże trudno było wrócić do rzeczywistości:) Na szczęście Po słowiczej podlodze  to początek cyklu książek o rodzie Otori :))) Mimo,że autorka książki zastrzega we wstępie, że akcja jej powieści rozgrywa się w epoce feudalizmu w zmyślonym kraju, to moje myśli w czasie czytania były blisko Japonii. Bohaterem książki jest szesnastoletni Takeo,  świadek krwawej rzezi w swojej rodzinnej wiosce. W czasie ucieczki zostaje uratowany przez pana Otori- wydarzenie to ma ogromny wpływ na dalsze losy chłopca. Czy spotkanie z panem Otori było przypadkowe, czy nie? Ile tajemnic kryje w sobie przeszłość chłopca? Co niesie przyszłość? Czym jest tytułowa słowicza podłoga? Same znaki zapytania- szukanie odpowiedzi to niesamowita podróż w czasie i przestrzeni. Polecam!!!!!! 

niedziela, 15 czerwca 2008

Od piątku to się właściwie gotuję. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam, jakie to problemy uniemożliwiające porozumienie przedstawią Rosjanie Polsce. No i mnie zamurowało.... Przedstawili nam 14 problemów, z których co jeden to bardziej absurdalny od drugiego. Nie wiadomo, czy śmiać sie czy płakać... Choćby ten punkt, który mówi o obwinianiu Polski za przedłużenie wojny światowej, bo rząd RP nie chciał współpracować ze Stalinem. Wiele z punktów sugeruje wręcz, że w czasach Lenina i Stalina to Sowieci byli ofiarami Polaków, a nie odwrotnie. Jesteśmy też według rosyjskich historyków współwinni rozpętania II wojny światowej, bo zaanektowaliśmy Zaolzie w 1938 r.  No i wymordowaliśmy ponoć ponad 20 tysięcy bolszewickich jeńców w polskich obozach po pamiętnej wojnie w 1920. Oczywiście na temat  zdradzieckiego paktu Ribbentrop- Mołotow, Katynia czy wprowadzenia stanu wojennego 1981 wielka cisza.... Przecież to wszystko pachnie  nie NOWĄ ROSJĄ, do jakiej to nazwy Rosjanie tak dumnie się teraz odwołują, ale dawnym Związkiem Radzieckim. Powiało grozą...

sobota, 14 czerwca 2008
M. lubi książki, nawet bardzo. Jak tylko ma czas i możliwość wścibia nos w makulaturę i nie sposób go od niej odciągnąć - no i chętnie bierze ze mną udział w indoktrynowaniu naszych Pociech książkami. Ostatnio nasz Starszy stwierdził, że Tata to czytać nie umie... No tak - Euro. Bezczelnie zajęło czas zawsze rezerwowany na lekturę z Tomciem. Starszy wybrał sobie do czytania Calineczkę- fajny widok, myślę sobie- Ojciec ze swoim dziecięciem spedzają czas razem na czytaniu lektury, i nawet jeśli to czytanie było trochę za szybkie i nerwowe....takie troszkę sportowe, powiedziałabym. Pytam się Tomcia- O czym ci dzisiaj Tata czytał bajkę?. Na to Tom odpowiada- O Czelwonym Kaptulku. Jak to- myślę sobie, przecież sama słyszałam od blisko pól godziny- Calineczka, wstrętny Ropuch, Mysz, Kret. Nie, tam żadnej Caneczki przecież nie było, Lopucha też nie. Był Czelwony Kaptulek i Wilk. Tata, powiedz, że był Wilk. Czarę goryczy przelało stwierdzenie naszego Pierworodnego-  A mój Tata nie umie czytać. -I w tym miejscu można sobie wyobrazić minę M. - Skoro tak, to on już czytać nie będzie, dopiero jak mu przejdzie. A znając życie - przejdzie mu pewnie za jakieś dwa tygodnie, jak się Euro skończy. Tak więc teraz Tomciowi czyta Mama- czyli JA -pięknie, spokojnie, wyraźnie, z podziałem na rolę, z odpowiednią modulacją głosu. I wieczorem jestem już tak padnięta, że najczęściej zasypiam razem z Synciem- przy tych bajkach.....

Mam mieszane uczucia co do tej książki- po kilku stronach chciałam ją odłożyć, ale ciągle dawałam szansę kolejnemu rozdziałowi, aż w końcu wciągnęły mnie losy bohaterów, tak więc szczęśliwie dotarłam do końca. Ale tak jak środek był niesamowicie smakowity, tak na końcu czekały mnie schematyczne i oczywiste rozwiązania, żadnych niespodzianek, ale przypuszczam, że taki sobie cel wyznaczyła autorka, czyli happy end dla wszystkich, no może z pewnym wyjątkiem i dobra zabawa dla czytelnika, bo muszę przyznać- w niektórych momentach śmialam się w głos. No i co ważne- to książka typowa dla kobiet, to one są tu zresztą motorem wszelkich poczynań, pełno tu intryg, wybujałej fantazji, kobiecych ambicji, humorów i typowych dla nas problemów. 

Tytułowa Herbaciarnia pod Morwami stanowi trzon akcji. Wszystko kręci sie wokół niej, jej właścicieli (Daniel i Penny)  i stałych gości (zdradzana przez męża Sadie, trochę stuknieta malarka Brenda, kwiaciarka Rose, niespełniony pisarz Henry...)- wchodzą i wychodzą , a my poznajemy ich losy. Pomysł ciekawy, tylko nie do końca wykorzystany przez pisarkę- tak myślę.

piątek, 13 czerwca 2008

Zaczytalam się ostatnio na śmierć :) Co otwarłam jakąś książkę, przepadałam .... na dłuuuugo. A że pogoda nam dopisywała, dzieci biegały po trawie ( Starszy) i siedziały z Mamą na tarasie ( Młodszy)- no i Mama, czyli Ja, mogła czytać :)))

Życie nie jest romansem, ale ...- to druga część historii rodziny opętanej przez książki ( Przyślę Panu list i klucz). Sięgnęłam po nią, by dopełnić niejako pewnej całości. Książka ma inny charakter niż jej pierwsza część- "panny córki" wydoroślały, pozakładały rodziny, wybuchła wojna, rozpoczęła się walka o przeżycie. Książki, tak ważne dla członków tej czytelniczej rodziny, zostały zepchnięte troszkę na plan dalszy, jednak ciągle towarzyszą czytelnikowi. Dużo odniesień tu do literatury, dużo cytatów. Książkę przeczytałam z przyjemnością, autorka  opisała te okrutne czasy z niemałą dawką optymizmu i humoru. Przyznaję, że ciężko mi oddać te dwie ksiązki do biblioteki..........ech.........- tym bardziej ciężko, że pewnie i tak wylądują w magazynie :((