Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 30 czerwca 2011

 

„Człowiek musi czasem chorować.

Chociażby po to, żeby poczytać.”

Akutagawa Ryunosuke.

 



poniedziałek, 13 czerwca 2011

Książka na pierwszy rzut oka może odstraszyć. Ponad 720 stron zadrukowanych maczkiem. Format też niemały 155 – 235mm. W dodatku – temat nie wszystkim wydawać się może atrakcyjny. Świat nauki dla wielu jest po prostu nudny, mało widowiskowy. To nie barwny opis życia artysty, z jakim spotkaliśmy się w Pasji życia, albo rewelacyjny opis renesansowych miast włoskich i ich mieszkańców z Michałem Aniołem na czele. Karol Darwin (1809-1882) – który wywrócił świat do góry nogami i jego dziwaczna teoria ewolucji. Jeden z najbardziej kontrowersyjnych naukowców. I to do dnia dzisiejszego. I może właśnie to przemawia za tym, by sięgnąć po tę lekturę – by się na własnej skórze przekonać, jaki był w istocie ten człowiek – mnie zawsze kojarzący się od razu ze starą fotografią ze szkolnych podręczników, na której widniał w długiej posiwiałej brodzie, z łysiną, pomarszczonym czołem. Widzimy ją zresztą na okładce tej książki. Któż  z nas jej nie zna. Darwin - zupełnie jakby od razu był stary, Karol - bez dzieciństwa, wczesnej młodości, bez marzeń, miłości. Urodził się po to, by zostać naukowcem, mało tego - urodził się od razu naukowcem. Nic bardziej mylnego. Stone uparcie rozwiewa te skojarzenia, myśli, stereotypy. Przedstawia nam tego wielkiego z postury człowieka jako … zwykłego człowieka właśnie – ze wszystkimi swoimi pasjami, wątpliwościami, marzeniami, ale też bolączkami i wątpliwościami. Dotykającymi kariery naukowej, życia prywatnego, dnia codziennego, kwestii wiary.  Irving Stone – miłośnicy książek już wiedzą – to marka sama w sobie. Tym razem również. Człowiek czyta tę książkę, przy 600- stronie z lękiem zauważa, że koniec zbliża się nieuchronnie, a im więcej się dowiaduje o życiu głównego bohatera, tym częściej pojawiają się myśli, ile dyscypliny, uporu, pasji musiał mieć również sam autor. Bo przecież Darwin to nie jedyna zbeletryzowana biografia – a Van Gogh, Michał Anioł, Zygmunt Freud, Henryk Schliemann i inni? Wszystkie książki to wspaniała literatura, ciekawe i bogate tło społeczno – historyczne, mnóstwo informacji o życiu danego bohatera i … grube cegły, które się połyka. Nie inaczej jest i tym razem.

Teoria ewolucji jako taka była mi znana. Mniej więcej.  Natomiast bardzo mało wiedziałam o samym jej twórcy. Nic.

Punktem wyjścia powieści jest propozycja –  dwudziestodwuletni Karol, jeśli tylko zechce może wziąć udział w naukowej ekspedycji dookoła świata w charakterze naturalisty. Cel podróży - Ziemia Ognista, wyspy Mórz Południowych, Archipelag Indyjski. Kim był naturalista? To ktoś, kto obserwuje, bada, zbiera, opisuje i kataloguje wszystko, co żyje, zarówno rośliny, jak i zwierzęta.

­Można się domyślić, jak brzmiała odpowiedź na tę propozycję. Pięć lat w dalekiej podróży – ukształtowały Darwina jako naukowca – wieloletnie obserwacje, badania skierowały jego zainteresowania w kierunku doboru naturalnego. Po tych pięciu latach Darwin wrócił zupełnie odmieniony. I choć przed podróżą zarzekał się na wszelkie świętości, że zostanie w przyszłości duchownym, że poszuka sobie parafii, którą będzie mógł objąć, wiadomo już jak potoczyły się jego dalsze losy. Książka pokazuje naukowca jako osobę niezwykle upartą, ambitną, hipochondryczną, wrażliwą, pilną, zaangażowaną w to, co robi. Pedantyczny, rodzinny, też bojowo nastawiony do obrony swoich racji. Bardzo podobała mi się pierwsza część powieści. Szczególnie relacja z podróży – liczne ciekawostki na temat Darwina. Mój biolog w LO nie wspominał o tym, że Darwin miał wielką frajdę gdy dosiadł żółwia na Galapagos:)))) Albo, że miotały nim wielkie wątpliwości w kwestiach wiary, które sprzeczne były z jego nową teorią. Druga część – to życie rodzinne, kariera naukowa, obrona własnych opinii. Darwin jako przykładny mąż, troskliwy ojciec, rozmawiający z żoną o wydatkach domowych – tak, tak – wielcy tego świata – też mają problemy tego typu i muszą czasem stąpać twardo po ziemi. Aż chciałoby się zapytać, czy życie Darwina było faktycznie tak uporządkowane, tak ustatkowane – bez żadnej afery rodzinnej, obyczajowej? Mimo braku sensacji również i tę część czyta się dobrze. Obronił ją style Stone’a – potrafiący zaciekawić, trzymać w niepewności do ostatniej strony. Dialogi wypadają bardzo naturalnie, natomiast dla mnie cenne są informacje dotyczące życia w tamtej epoce, których znalazłam tutaj bardzo wiele.

 

Wydawnictwo Muza



niedziela, 12 czerwca 2011

To książka o życiu bez dzieciństwa. Wpisanym wprawdzie w metrykę teraz dojrzałego mężczyzny, jednak bolesne wydarzenie sprzed lat zmieniło wszystko. Wieczne poszukiwanie czegoś, czego nawet nie można bliżej sprecyzować, czegoś ulotnego, obcego, co się kiedyś miało, ale jednak utraciło. Smak czegoś, co się zaledwie skosztowało. Tylko co to było? Szukanie wewnętrznego głosu, jakiegoś drogowskazu, który by pokazał tę właściwą drogę. Bo potem już nigdy nic nie było takie jak przedtem,  a nawet jeśli pojawiło się coś nowego – ciekawego – to ta radość była stłumiona przez straszny ból, wstyd, złość, upokorzenie, wielką nienawiść, chęć zemsty, zrozumienia, współczucia dla oprawcy. Znajdowało to odbicie w chłopięcej buzi - bo wszyscy zawsze mówili o nim, że chodzi ciągle jakiś smutny, zamyślony, zamknięty w sobie. Tygiel emocjonalny, po którym trudno dojść do siebie przez kilka dni. Nie potrafię opisać tego wszystkiego, co wyraził Goolrick w swojej kolejnej książce Koniec świata w obrazkach. Zaczyna się śmiercią ojca, któremu pisarz postanawia wyprawić pogrzeb w przydomowym ogrodzie. Potem następują kolejne rozdziały, którym brak ciągłości. Obrazki. Prywatny koniec świata. Są jak sceny z filmu powiązane osobą bohatera – który nijak nie daje sobie rady z życiem. Kolejne przygodne romanse – z kobietami, mężczyznami, pobyt w zakładzie dla psychicznie chorych, narkotyki, silne leki psychotropowe, alkoholizm, alkoholizm rodziców, choroba brata, problemy siostry, problemy finansowe. Retrospektywne ujęcie życia, cofanie się do różnych etapów, do spotkań z ludźmi, które zdaniem autora były ważne, do szukania przyczyn takiego, a nie innego zachowania. Od wieku dojrzałego do najmłodszych lat. Do dnia, w którym to się stało. Autor z wielką szczerością pisze o swoich życiowych porażkach, nieudanych książkach, kiepskich relacjach z rodziną, długach, samobójczych próbach, w końcu o molestowaniu przez ojca. Czyżby ta książka była dla niego samego swego rodzajem katharsis? My czytelnicy, zaczytani w jego intrygującej  Żonie godnej zaufania możemy jedynie współczuć, zaspokoić swoją ciekawość. Dla Autora taka książka to terapia, otworzenie się przed światem, jak spowiedź na kozetce u psychoanalityka.  Smutna książka, prawdziwa, bardzo angażująca emocjonalnie – stąd lektura zapewne nie dla każdego.

Świetna okładka z niewyraźną sylwetka chłopca schowanego za delikatną firanką.

Myślałem dawniej, że demony umilkną. Myślałem, że dzika nienawiść, jaką mężczyźni z Południa nieraz żywią wobec swoich ojców – nienawiść zapiekła, straszliwa, nie do opisania – zostanie mi odjęta i poczuję się wolny.

Nie poczułem się wolny. Nawet przez jeden dzień. Nawet przez jedną cholerną godzinę.

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia