Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
wtorek, 18 czerwca 2013

Anna German jest teraz osobą baaardzo popularną. Dzięki serialowi emitowanemu w naszej telewizji wyciągnięto ją z lamusa. Bo przecież do niedawna było jej tak niewiele – zaledwie od czasu do czasu w radiowej Jedynce – i to najbardziej znane piosenki: Tańczące Eurydyki, Człowieczy los czy Dziękuję mamo. Teraz co rusz słychać jej wykonania, a zdarzają się takie, które dopiero teraz, po latach, zostały odkryte na nowo. Charakterystyczny śpiewny liryczny głos – co tu dużo pisać – niepowtarzalny, niesamowity. I piosenki – często głębokie, mądre, niełatwe do zaśpiewania. Na fali nowej popularności – piszę „nowej” – bo ta stara, dawna już była, w latach 60-tych ubiegłego wieku – opowiadała o niej mi moja mama, wzrosło zainteresowanie książkami o German. A ta – Marioli Pryzwan – jest jedyną w swoim rodzaju. Z różnych wypowiedzi, artykułów prasowych, udzielonych wywiadów, listów, dokumentów – ułożył się portret gwiazdy – niegwazdy, osoby skromnej, kochającej śpiew, życie, mającej plany i marzenia. Jak bardzo nie pasowałaby do dzisiejszych celebrytów, którzy o swoim najmniejszym katarze i kichnięciu informują świat. Nie lubiła mówić o sobie, stąd ta książka to istotny i ważny dokument dla jej wielbicieli. Ale spokojnie tu – bez sensacji. Bo po co nam znać tajniki jej życia, sekretne myśli. Właśnie te niedopowiedzenia czynią tę książkę jeszcze ciekawszą. Szukamy zbieżności z filmem, śledzimy media – bo co rusz pojawia się coś nowego. Ale czy jest sens? Sensacja weszła na stałe do naszego życia. To w przypadku Anny German też przyniosło ze sobą wiele niespodzianek. Miała być geologiem, bo chciała robić coś konkretnego w życiu. Ile byśmy stracili. I jak się mają do tego te wszystkie gwiazdy i gwiazdeczki, które ładnie wyglądają, a śpiewać za bardzo nie potrafią. Świat wywrócił się do góry nogami. W książce Anna German opowiada o swoim dzieciństwie, studiach geologicznych, które miały być jej receptą na życie. O miłości do śpiewu, tremie na scenie, współpracy z Katarzyną Gärtner (autorka piosenki: Tańczące Eurydyki). Jakie piosenki lubiła, co sądziła o swej popularności we Włoszech, wreszcie – uwaga – o poziomie włoskich piosenek. Publiczność, popularność, macierzyństwo, pasje, szczęście wybrane piosenki – co Anna myślała na ten temat.



Nie pociągał jej wielki świat. W liście do Jana Nagrabieckiego pisała:

Tęsknię za domem, za Polską w sposób niewiarygodny. Obawiam się, że wręcz chorobliwy, bo nie do wytrzymania! Nie cieszy mnie żadne tam niebo, upał i inne uroki Południa. O wiele szczęśliwsza byłam w Rzeszowskiem w Bieszczadach, gdzie trzeba było saniami do sali (zimnej) dojeżdżać.

(Neapol 1967)



Książka na pewno pozwoli zupełnie inaczej spojrzeć na piosenki sprzed lat: lepiej je zrozumieć, na pewno wzruszyć się. W środku znajdziecie mnóstwo zdjęć – prywatnych i prasowych. Na końcu Kalendarium z najważniejszymi wydarzeniami. Łatwo zapamiętać datę urodzin Anny German – to 14 lutego – Walentynki – pewnie w tym dniu (i nie tylko) zawsze będę wracać do jej piosenek, do czego zachęcam również czytelników mojego bloga.

 

Wydawnictwo mg



poniedziałek, 17 czerwca 2013

Książka opowiada o mieszkańcach podolskiej wsi Czerwonego Jaru, którzy pewnego zimowego dnia zostają wyrwani ze snu. Rosjanie walą do drzwi i okien, sprawdzają obecność domowników, a potem komunikują, że wszystkie polskie rodziny mają pół godziny na spakowanie się, bowiem z rozkazu władzy radzieckiej zostają przesiedlone. Na pytania: Dlaczego? Na jak długo? Dokąd? nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi – albo nie chce. Kiedy tak stłoczeni ludzie jadą w bydlęcych wagonach, w głowach pojawiają się różne myśli. Jest jeszcze nadzieja, że może do Polski. Przekroczenie Uralu rozwiewa wszelkie wątpliwości. Kierunek znany Polakom od dziesięcioleci. Kierunek budzący grozę. Syberia. Smutne opowieści pojedynczych mieszkańców, całych rodzin. Najpierw o miesięcznej podróży na koniec świata. W zimnie, głodzie, ciemności, smrodzie, brudzie. Chorzy, wycieńczeni trudami podróży, zawszawieni, zarośnięci, zawstydzeni  ludzie. Racje żywnościowe, przyznawane co kilka dni były racjami głodowymi. Nic dziwnego, że na każdej stacji mieszkańcy Czerwonego Jaru żegnali kogoś ze swoich. Najpierw starcy i niemowlęta, potem starsze dzieci. Ludzie tracą rozum, płaczą, narzekają. Czasem ktoś zdobywa się na odwagę i odpyskuje radzieckiemu komandorowi – ale w granicach rozsądku. Jakakolwiek niesubordynacja karana jest wyrokiem więziennym. Ludzie pozbawieni całego dobytku – w pamiętną noc wywózki spanikowani zaistniałą sytuacją, nie wzięli ani dosyć jedzenia na podróż, ani odpowiedniej odzieży. Na Syberii czekają prawie 40- stopniowy mróz, choroby. O ucieczce nie ma mowy. Fakty znane z opowiadań, historii, literatury. Tutaj ciekawie opisane. Wciągają opisy poszczególnych mieszkańców. Kiedyś bardziej lub mniej bogaci polscy chłopi na Podolu. Uznawani przez miejscowych i władzę radziecką za burżujów. Autor koncentruje się na poszczególnych mieszkańcach – co rusz poświęca im swoją uwagę. Wzrusza poświęcenie rodziców, budząca się miłość, potajemne lekcje polskiego, walka z chorobą. Takie książki uczą pokory. Bo człowiek zaczyna się zastanawiać – co jest tak naprawdę najważniejsze. Nie wypada po takiej lekturze narzekać na los. Ciągle nam czegoś mało, ciągle za czymś gonimy, gromadzimy dobra – a to za zimno, a to niedobre, nieładne. Jak można było żyć na takiej Syberii – bez odpowiednich butów, bez dentysty, sklepów? Pewnie że można było. Książka pokazuje, że ludzie ludziom zgotowali taki los, ale jednocześnie – nie jest łatwo złamać ducha. Napisano o tym wszystkim bez zbędnego patosu – zwykłe niezwykłe losy szarych ludzi. Nie wolno zapomnieć o tym epizodzie z naszej historii.

Jestem ciekawa, czy na odbiór danej książki wpływ mają negatywne informacje o autorze, które teraz przybrały na sile w związku z niedawną premierą filmu w reżyserii Janusza Zaorskiego. Ja nie szukałam takowych przed lekturą, choć myślałam o tym, że pewnie Domino musiał znać dobrze temat zesłania – może nawet z własnych doświadczeń. Nie myliłam się. Choć Internet huczy od plotek  na temat powojennej kariery autora, a mnie nie raz zmroziło, gdy czytałam o tym. Choć nie doszukałam się tekście jakiejś propagandy pro- sowieckiej.


Wydawnictwo Studio Emka



Pewnie, że będę je chwaliła. Bo to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Ja od jakiegoś czasu łączę jedną pasję z drugą. Leci sobie w tle książka, a ja przy tym haftuję. Nigdy nie lubiłam haftu krzyżykowego. Jakiś czas temu zmieniłam zdanie. Przy hafcie pozwalam sobie na dużą dowolność. Nie zawsze trzymam się przypisanych kolorów, korzystam z tego, co mam w pudełku. Niekiedy – ze względu na to, że jestem okularnicą, gdzieś krzyżyk dodam, gdzieś ujmę – ale mam przy tym dużą frajdę i o to chodzi. Podobają mi się hafty delikatne, zwłaszcza te, których autorką jest japońska hafciarka Kazuko Aoki. Haftując, przeczytałam kilka książek. Ten haft poniżej – dzikie kwiaty – zaczęłam przy lekturze Korony śniegu i krwi. Książka wysłuchana, a co do haftu - jeszcze trochę mi zostało do skończenia. Jak tylko dzieci położę spać…..



czwartek, 13 czerwca 2013

Auguste Toulmouche (1829 - 1890). 

wtorek, 04 czerwca 2013

Do książek Cherezińskiej nie trzeba mnie namawiać. Jak tylko mam okazję, by poznać nowy tytuł, sięgam po niego z przyjemnością. Teraz spędziłam kilkanaście godzin przy nietypowym audiobooku. Nietypowym, bo zrobionym na kształt słuchowiska. Bardzo lubię takie realizacje – mam miłe doświadczenia z Narrenturm i Grą o tron. Teraz jeden z najnowszych projektów, który jest mi bardzo bliski – z kilku powodów. Temat dotyka mnie poniekąd osobiście. Mojemu miastu prawa miejskie nadał w 1278 roku właśnie Przemysław II. Dużo go w naszej lokalnej historii. I fajnie poznać go bardziej od ludzkiej strony. Cherezińska zdjęła mu koronę z głowy i pokazała ze wszystkimi słabościami, ale i ambicją, z namiętnościami, marzeniami. Przemysł nadąsany, zakochany, rozzłoszczony, pijany, przeklinający, podejrzliwy, roześmiany, dumny, czasem po ludzku złośliwy i głupi?  Tutaj tak. To nie postać znana ze sztywnych naukowych życiorysów, które trzeba było wkuwać w szkole. Czas opisany w książce to czas rozbicia dzielnicowego. Za każdą górką, pagórkiem, lasem, rzeką był  inny władca o wielkich politycznych ambicjach. Początek powieści  to rok 1253 koniec – 1296. Razem 43 lata. To dużo, jak na tamtą epokę. Bohaterowie w swoich wspomnieniach często wracają do przeszłości, powtarzają zasłyszane gdzieś przy biesiadzie opowieści rodzinne: poznajemy losy babek, prababek, dziadków – ich zasługi i wstydliwe szczegóły z życiorysów. Piastowie znani z podręczników historii zyskują ludzki wymiar, stają przed nami z krwi i kości. Nie sposób już pomylić Piastów śląskich, wielkopolskich, małopolskich, mazowieckich czy kujawskich (uwaga jak się okazuje – jak się spotka dwóch Piastów – to wojna murowana). Wszyscy z nich charakterni, ambitni. Można dokładnie przyjrzeć się postaciom: Bolesława Pobożnego, Bolesława Wstydliwego, Henryka Probusa, Bolka Rogatkę czy Leszka Czarnego. Także kobietom: Mechtyldzie Askańskiej - knującej spisek za spiskiem, świątobliwej Kindze, Eufrozynie – twardym graczu politycznym.  Powieść Cherezińskiej to powieść, w której zapewne nie raz przedstawiony świat mija się z prawdą. Można tu dyskutować i znawcy tematu pewnie doczepią się, że to i to zostało źle ujęte. Dla mnie to bardzo klimatyczna powieść – wycieczka w czasie, do średniowiecza, co dało się odczuć zwłaszcza dzięki wersji audio.  Trudno w skrócie opowiedzieć treść książki. Piastowie walczą o swoje – jedni chcą zjednoczenia państwa, inni wolą istniejący stan rzeczy. Te potyczki polityczne to doskonała okazja, by do fabuły wplatać opowieści o życiu w dawnej Polsce – zwyczajach, kulturze, stosunkach międzynarodowych (zwłaszcza z Krzyżakami, Czechami i Węgrami). Nie brak informacji o strojach, potrawach (ach ten pyszny ogon bobrzy), trunkach, konwenansach, przyrodzie. Dla kogoś stąd, będzie miłym przeżyciem odwiedzenie stron gdzieś w pobliżu: Żerków, Jarocin, Wrocław, Poznań. Sama książka to niesłychanie duże przedsięwzięcie – ponad 700 stron. Jeśli chodzi o nagranie czas łączny to ponad 30 godzin zegarowych:)

Audiobooki darzę miłością szczerą. Dzięki nim pokochałam różne prace domowe – sprzątam, że wióry lecą, układam pranie, szyję, haftuję. Dwa w jednym – obydwa pożyteczne zajęcia. Korona śniegu i krwi to wynik pracy ponad 80 aktorów. Projekt we współpracy z  lokalnym Radiem Merkury. Co mnie szczególnie cieszy – kilkoro aktorów znam ze sceny poznańskiego Teatru Nowego. Ucieszyłam się zwłaszcza z udziału Michała Grudzińskiego, tutaj w roli Barnima, o bardzo charakterystycznym głosie, aktora, którego miałam okazję widzieć kilka razy na scenie przy Dąbrowskiego 5.

Podobał mi się Łukasz Chrzuszcz jako Przemysław II (aktor Teatru Polskiego w Poznaniu) i Aleksander Machalica jako stryj Bolesław. Z kobiecych ról – Ewa Szumska jako Rikissa i Katarzyna Węglicka jako Mechtylda.  Trochę trwało zanim przekonałam się głosu narratora – tutaj należącego do Krzysztofa Radkowskiego. Nie moja wina, ale wciąż w uszach mam świetne interpretacje Krzysztofa Gosztyły (Narrenturm) i Krzysztofa Banaszyka (Gra o tron). Nie mam nic do zarzucenia Radkowskiemu – ale to kwestia osłuchania się i oswojenia nowego głosu. Co ciekawe – w projekcie poznańskim nie było mega – gwiazd, jakie można było spotkać choćby przy Narrenturmie. Dla mnie działa to na korzyść audiobooka – jest klimatyczny, można wyobrazić sobie na swój własny sposób bohatera, nie narzuca się twarz znana z telewizji czy z pierwszych stron prasy plotkarskiej.  Podobały się efekty audio: słychać konie, skrzypiące drzwi, odgłosy kroków po kamiennych podłogach, chlapanie wody, bekanie pijanych wojów, szczęk oręża.  Jest bogate i ciekawe tło muzyczne.  Podsumowując – to świetna wyprawa do przeszłości, miłe dla ucha. Rojno tu od postaci i wydarzeń – ale spokojnie odnajdziecie się w tamtych jakże odległych czasach. Cherezińska napisała powieść współczesnym językiem, od czasu do czasu pojawiają się stare słowa i wyrażenia – ale to już zadanie dla historyków. Dla czytelnika lubującego się w powieściach historycznych (ale nie poważnych pracach naukowych o danej epoce) to strzał w dziesiątkę.

Wydawnictwo Zysk i S-ka