Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
środa, 29 czerwca 2016

Przypomniała mi się piwnica mojej babci Marianny, do której schodziło się po opartej stromo o ścianę drabinie. Dlatego też znalezienie się tam i odkrywanie zakamarków i skarbów (m.in. ręcznie uszyte: czerwono-zielony konik i lalka szmacianka) były nie lada wyczynem. Trzeba było zdobyć się na odwagę, odsłonić kotarę z grubego i szorstkiego materiału (za którą na pewno czaił się D-U-C-H), pokonać lęk wysokości  i znaleźć w sobie zmagazynowane dziecięce siły, by zrównoważyć chybotliwą i marnej jakości drewnianą drabinę. Kiedy jednak poczuło się twardy grunt pod nogami, można było zacząć myszkowanie po kątkach i zakątkach, do których prowadziły kręte i ciemne korytarze i w których dziecięca wyobraźnia miała naprawdę pole do popisu.

Jedenaście pomieszczeń, które potwierdzają wymyślone właśnie przeze mnie zdanie: "Pokaż mi swoją piwnicę, a powiem ci, kim jesteś" ( a może ktoś wymyślił jej już przede mną?:)) Każda piwnica ma przecież swoje określone funkcje: przechowuje się w niej to, na co nie ma miejsca w mieszkaniu, co potrzebne w innych porach roku (ozdoby choinkowe) i wszystkie inne przydasie, których na pewno w przyszłości będziemy potrzebowali. Autorki zaglądają do jedenastu piwnic, opowiadają słowem i ilustracją, co się w nich znajduje. Na końcu zachęcają do odgadnięcia zagadki, kto jest ich właścicielem. Bo przecież inna jest zawartość piwnicy architekta, inna działkowca. Myślę, że najmłodsi nie będą mieli najmniejszego problemu z odpowiedzią. A gdyby pojawił się problem - odpowiedzi znajdziecie na końcu książki. A tutaj niespodzianka ? pismo lustrzane. Nie ma tak łatwo:) - do przeczytania rozwiązania potrzebne lusterko, ale to przecież niezła frajda dla dzieci, prawda?

Oprócz zabawnych wierszyków - wyliczanek o tym, co w danej piwnicy znaleźć można, są też ilustracje pełne szczegółów i szczególików. Poszukajcie przedmiotów, o których mowa w tekstach. Książka na pewno uczy spostrzegawczości. Zachęca również do odkrywania "skarbów" w piwnicach, zapomnianych i niedocenianych przez dorosłych. A kto wie, może jakiś drobiazg, przypadkowo znaleziony w starej piwnicy, będzie początkiem doskonałej zabawy albo nawet wakacyjnej przygody?

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

wtorek, 28 czerwca 2016

Dunia i jej piękna przyjaźń z Fridą - po raz piąty. Przypomnijmy krótko: mama Duni nie żyje i dziewczynka wychowywana jest przez ojca. Dawniej Dunia miała w klasie przyjaciółkę od serca: Fridę, jednak tak się życie ułożyło, że dziewczynki z powodu przeprowadzki musiały się rozdzielić. Rozłąka na szczęście nie oznacza końca przyjaźni. Dziewczynki co rusz się spotykają i pielęgnują szczególną więź, która je łączy. Jak będzie tym razem?

Klasa Duni wybiera się na wycieczkę do skansenu. Pełno tu starych budowli, które zostały przeniesione do muzeum na wolnym powietrzu, by turyści mogli sami się przekonać, jak dawniej wyglądało życie codzienne. Jest szkoła ze starymi ławkami, jest uliczka z zabytkowymi domami. W skansenie są również zwierzęta. Przy małpach Dunia słyszy niemiłe słowa od dwóch klasowych koleżanek, które sprawiają jej ogromną przykrość. Dziewczynka gubi klasę, ale i spotyka … Fridę. Przyjaciółki na własną rękę, już we dwie, zwiedzają skansen.

Książka o Duni – jak zwykle porusza kilka ważnych tematów, które niekiedy niepokoją małych ludzi. To na pewno przyjaźń, ale i trudne relacje w klasie. Tym razem pojawia się temat nowej przyjaciółki taty – Wery. Dunia nie chce jej zaakceptować, wszystko co Wera robi, nie podoba się dziewczynce. Także przyjaźń na odległość to trudny temat. Ciężko żyć bez bliskiej przyjaciółki.

Również ta część o Duni niesie ze sobą wesołe ale i smutne momenty. Rose Lagercrantz jak zwykle szuka rozwiązania. Pojawia się ono w scenach klasowych i rodzinnych, w rozmowach bohaterów. Nie brak tu emocji: radości, smutku, złości, miłości. Ot, zwykła codzienność małej szwedzkiej dziewczynki, w której pewnie nie raz odnajdzie się i nasza polska czytelniczka. A jeśli nie - to jest to nadal lektura o pięknej i szczerej przyjaźni, którą po prostu warto naśladować.

Proste zdania, szeroka interlinia oraz duże litery na pewno ułatwią rozczytywanie się początkującym czytelnikom. Ja lubię bardzo ilustracje Evy Eriksson: czarno-białe, są jak fotografie dokumentujące codzienność Duni. Świetnie oddają rzeczywistość, są duże i wyraźne, jest ich tu całe mnóstwo – prawie na każdej rozkładówce. Dodają oczywiście stron – a przeczytać aż 144 strony – to wyczyn nie lada. Ciekawa tematyka, strony do czytelniczego „pożarcia” – sukces gwarantowany. I motywacja do kolejnych książkowych odkryć.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 22 czerwca 2016

Zawsze z dużą niecierpliwością czekam na kolejny tom cyklu: „Baśnie świata”. Na pewno niespodzianką są zawsze baśnie mało znane, tak jak w przypadku baśni węgierskich – bo przyznajmy, chyba niewielu z nas zna baśniowy kanon z kraju nad rzeką Dunaj. I to jest doskonała okazja, by poczuć klimat tamtych stron, zanurzyć się po uszy w tamtą kulturę.

Też macie coś takiego, że w czasie podróży do ciekawych miejsc zapoznajecie dzieci z baśniami i legendami związanymi z tym miejscem? Ostatni weekend spędziliśmy w Żmigrodzie i Dolinie Baryczy. Czytaliśmy po drodze o czartach, wiedźmach, pracowitych i przebiegłych chłopach. Kiedy dotarliśmy na miejsce, znaliśmy już małą cząstkę tego miejsca (a propos – Stawy Milickie to przepiękna rzecz). Nie wyobrażam sobie – jechać na Węgry i nie przeczytać tej książki. A jeśli komuś nie jest dane udać się tam w tym roku, można w ramach wakacyjnych podróży przenieść się tam za sprawą baśni, legend i .... wyobraźni.

Zarówno tu, jak i w innych baśniach, dobro walczy skutecznie ze złem, występują waleczni i honorowi bohaterowie, piękne i dumne księżniczki, gadające zwierzęta; zwyciężają sprawiedliwość i prawda, źli zostają natomiast surowo ukarani. Wszystko jest albo czarne albo białe. Bez zwodniczej szarości, która mogłaby namieszać w małych główkach. Co ciekawe bohaterami kilku baśni są postacie historyczne i legendarne. W „Mieczu Boga” spotkacie wodza Hunów - Atyllę. Tytułowy cudowny jeleń jest dla Madziarów tym, czym biały orzeł dla Lecha z legendy o „Lechu, Czechu i Rusie”. Kolejnym bohaterem jest Władysław I Święty, który pokonał Kumanów. Albo Gyorgy Szondi – bohater walczący dzielnie przeciwko Turkom. Choć na pewno więcej tu baśniowych bohaterów i elementów, co tworzy swoisty i niepowtarzalny klimat. Przenoszą one czytelnika w nieznane miejsca historyczne i geograficzne, przybliżają obcą kulturę i tradycje. Stąd to cenna pozycja dla miłośników baśni jak i wakacjuszy, których celem są Węgry. Większość baśni zaczyna się od: „Dawno, dawno temu…”, „Był sobie…” albo „Pewnego razu…” – czyli tradycyjny początek, który zapowiada również tradycyjne zakończenie, zwycięstwo dobra nad złem i pewną naukę moralną. 

Kiedy pierwszy raz przeglądałam książkę (najpierw pobieżnie, jeszcze bez lektury poszczególnych baśni) przypomniałam sobie, co powiedziała mi moja koleżanka, nauczycielka, której szkoła ma przyjazne kontakty ze szkołą na Węgrzech. Kilka razy była w kraju Madziarów i za każdym razem fascynowało ją to, że młodzi ludzie z bardzo wielkim zaangażowaniem podchodzą do tradycji, kultury i folkloru. Ponoć zaszczytem jest członkostwo w zespole ludowym. Chętnie noszą stroje ludowe, chętnie umieszczają motywy ludowe na modnych częściach garderoby. Potwierdzają to zarówno ilustracje Marianny Jagody jak i Posłowie Márty Gedeon. Nic to, książka pojawiła się w domu, zrobiłam sobie kubek mojej ulubionej kawy z mlekiem i przepadłam w tym „Jagodowym” świecie – fantastycznie oddanym za pomocą barw i motywów. Same ilustracje „opowiadają” swoje historie. Pokazują, jak baśnie są głęboko zakorzenione w ludowości, przyrodzie, świecie zwierząt i roślin, historii. Przepiękne są motywy haftów, ornamentów, kolorystyka – soczysta i bardzo energetyzująca.

Tematyka jakże różnorodna: królowie, królewny, diabły, pasterze, krasnale, biedacy z gminu i wielcy panowie. Co mnie szczególnie się spodobało, to mnogość obcych motywów, niespotykanych dotąd. Bo w baśni musi być tajemnica zakończenia, pewna nieprzewidywalność – dzięki temu są ciekawsze i atrakcyjniejsze. I mimo tego, że wiadomo, że dobro będzie górą, to jednak droga do tego zwycięstwa, często wyboista i nieznana, czyni ten świat bardziej urokliwym i fascynującym. I te baśnie właśnie takie są.

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

piątek, 17 czerwca 2016

Dzieci lubią pewien porządek dnia. Pewnie o tym same nie wiedzą, ale ich rodzice – którzy ten porządek ustalają,  zdają sobie sprawę, że gdy wszystko idzie swoim torem – lepiej się życie (i dziecka i rodzica) układa. Ważne jest to zwłaszcza wieczorem, kiedy dziecko kładzie się do snu i potrzebuje swoich codziennych porządeczków. Celebracja wieczoru: mycie zębów, siusiu, bajka na dobranoc, ukochany kocyk, ukochana kołysanka, przytulas od mamy i taty, w końcu buziak na dobry sen. Wszystko odhaczone – od razu przylatują dobre sny a zasypianie należy do przyjemnych czynności.

Bardzo ciepła i przyjemna książka o utulaniu do snu książeczki. Trzeba ją zapytać o zęby i siusiu, przytulić, dać buziaka, przykryć kocykiem. W niebieskim kolorze, który uspokaja, z oszczędnymi ilustracjami, które wyciszają a nie rozbudzają ciekawości świata. Świetnie i z wyczuciem przygotowują malucha do snu. Wyjątkowo grube kartonowe kartki dla początkujących czytelników pomogą usnąć najmłodszym dzieciom przez długi długi czas.

Wiek 0+

Wydawnictwo Babaryba

wtorek, 14 czerwca 2016

Ogród jest u nas na topie. Jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami kawałka ziemi, który od kilku lat sukcesywnie obsadzamy, a w tym roku nawet robimy małą ogrodową rewolucję. Stąd łatwo nam docenić zawartość książki o ogrodach: ogrom pracy, jaki został włożony w ich projekt, wykonanie i pielęgnację. Bo ogród nigdy się nie kończy. On trwa i ciągle się zmienia. A stare chińskie przysłowie mówi: jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie – załóż ogród.

42 ogrody. W różnych miejscach na mapie, o różnym typie urody. Co mnie cieszy – znamy przykład z Polski. Kilka lat temu odpoczywaliśmy na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Piękny ogród z ciekawymi roślinami i rozwiązaniami architektonicznymi, z możliwością podglądania studentów z budynku.

Książka została wydana w ramach kultowej serii zapoczątkowanej przez  D.O.M.E.K (również: M.O.D.A, S.Z.T.U.K.A., D.E.S.I.G.N.) – kwadratowy format, ciekawe rozwiązania graficzne, teksty pełne rzeczowych informacji i ciekawostek. Myślę, że jeśli ktoś jest posiadaczem choć jednej części, trudno mu się oprzeć kolejnym. A O.G.R.Ó.D. jest naprawdę grzechu warty.

W ogrodach oczywiście jest zielono. Ale nie tylko, bowiem okazuje się, że na klimat ogrodu składają się nie tylko rośliny: drzewa, krzewy, kwiaty. To również miejsce, ukształtowanie terenu, rozwiązania architektoniczne, tzw. mała architektura. Jak ja lubię takie niespodzianki jak ławki, albo dróżki, które na pierwszy rzut oka na takie nie wyglądają. Ogrody, w których nic nie jest oczywiste, w których za zakrętem czai się niespodzianka. Projektanci nie boją się ostrych kolorów, dziwacznych kształtów. Potrafią założyć ogród na dachu, na pionowej ścianie. Nie boją się wyzwań, bo czyż nie są wyzwaniem ogród mobilny i trujący albo latający? Zachwyca oczywiście klasyczny ogród królewski zamku w Wersalu, zachwyca kwietny tunel w Japonii. Autorka wybrała ogrody, które tak bardzo różnią się od siebie. Trudno znaleźć w tej książce drugi przykład podobny do siebie. Kto wie, może ktoś z czytelników znajdzie inspirację dla swojego kawałka ziemi? A może – z braku posiadania własnego+ ogrodu, założy z dziećmi jego miniaturkę – w donicy, na parapecie okna albo balkonie.

Jako miłośniczka i posiadaczka ogrodu przyznaję: uwielbiam nowoczesne rozwiązania. Z podziwem śledzę pomysły futurystyczne, w których panuje niekiedy misz – masz: roślin, tworzyw sztucznych, metalu i drewna. Jednak ja u siebie mam ogród klasyczny: z różami, hortensjami, regularnymi ścieżkami. Lubię wyrywać zielsko, więc nie mam żadnej maty na chwasty. A kiedy znajoma powiedziała mi, że ziemia ponoć zawiera jakieś substancje, które relaksują i rozładowują stres – z jeszcze większą przyjemnością nurkuję w gąszcz zieleni. Nic tak nie cieszy oka i ducha jak weekendowa poranna kawa na tarasie z widokiem na kwitnący ogród. Do tego oczywiście wyśmienita lektura na dzień dobry. Jest środa, a ja się już nie mogę doczekać.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 12 czerwca 2016

 

Otwieram gazetę lokalną i czytam, że w pasiekach w okolicy zginęło ok. 2 mln pszczół. Prawdopodobnie zostały wytrute jakimś środkiem ochrony roślin. Pszczelarze są załamani. Ktoś widział rolnika, który robił opryski w południe. Po książce Mai Lunde, kiedy to zaczęłam trochę „śledzić” pszczele losy w moim regionie, człowiek może tylko załamywać ręce, by powiedzieć, że na głupotę ludzi rady nie ma. Ten rolnik, który wytruł „jedynie” pszczoły, nie zdaje sobie najpewniej sprawy, że bez pszczół jego po prostu nie będzie. Einstein powiedział: trzy lata bez pszczół i nas nie ma. Pytanie co można zrobić?

Książka norweskiej pisarki na pewno nie daje odpowiedzi na powyższe pytane, ale uświadamia problem. Bo problem jest. Pisarka sama przyznała w wywiadzie, że powieść, bestseller na rynku wydawniczym, powstała pod wpływem impulsu. Film dokumentalny uświadomił jej jak pszczoły są z jednej strony ważne, a z drugiej – zagrożone. Tylko że człowiek nie zdaje sobie sprawy z faktu, że śmierć tych małych owadów oznacza też śmierć człowieka.

Kiedy zaczęłam czytać książkę pomyślałam sobie, że pewnie będzie to …. historia pszczół. A że temat mnie nurtuje, zapraszam (jako jedna z nielicznych moich znajomych) pszczoły do swojego ogrodu (mnóstwo roślin miododajnych plus bluszcz na dużej części domu), trochę chciałam pogłębić wiedzę. Tymczasem nic z tych rzeczy. Lunde dała mi prztyczka w nos. Choć może nie do końca – bo przecież pszczoły – tak jak i w rzeczywistości – są nierozerwalnie złączeni z bohaterami powieści. Trzy różne epoki, różni ludzie i właśnie pszczoły.

Najpierw przyszłość – rok 2098 w Syczuanie. Ludzie malutkimi pędzelkami zapylają drzewa, by te rodziły owoce. Pszczoły wyginęły, ludzkość jest zagrożona. Zrezygnowano nawet z hodowli zwierząt, bo produkcja paszy dla nich była po prostu niemożliwa. Jedzenie jest rarytasem, skarbem. Młodziutkie małżeństwo ciężko haruje na plantacji, by po morderczej pracy nacieszyć się obecnością maleńkiego synka. Pewnego dnia pszczoły wywrócą ich świat do góry nogami.

Dalej rok 2007 – czyli czasy nam współczesne. George prowadzi farmę w USA. Z dużym zaangażowaniem dokonuje mniejszych i większych napraw, rozwija pasiekę – sam robi ule. Ma nadzieję, że za kilka lat jego dorosły syn Tom, obecnie student literatury, obejmie schedę po nim. Żona liczy na sprzedaż dobytku i przeprowadzkę w ciepłe miejsca. Tom natomiast chciałby pisać książki – a pszczelarstwo jest chyba ostatnią rzeczą, jaką chciałby się zajmować. Pewnego dnia pszczoły wywrócą ich świat do góry nogami.

Rok 1852 – ambitny William szuka recepty na życie. Po kilku życiowych niepowodzeniach wreszcie odkrywa swoją pasję: pszczoły i ule. Oddaje się jej całkowicie, łakomy słów uznania od swojego mentora, żony, dzieci. Pewnego dnia pszczoły wywrócą również ich świat do góry nogami.

Na pierwszym planie są więc w książce Lunde ludzie – ze swoimi marzeniami, porażkami, nadziejami i tęsknotami. Osadzeni w różnych realiach i środowiskach. Pszczoły są gdzieś w tle. Na drugim planie, od czasu do czasu dają o sobie znać. Jednak to one są kołem napędowym tej historii. Autorka na przykładzie losów różnych rodzin, w różnych epokach pokazuje jak ważną rolę odgrywają, pokazuje jak zmieniał się stosunek człowiek do tych małych stworzeń. Nie ma tu jakichś spektakularnych zwrotów akcji, nie ma szybkiego tempa. Ludzie żyją w naturze, oddają się ciężkiej pracy, mają nawet – coś wspólnego z pszczołami. Lektura zostawia trwały ślad w czytelniku, który przestaje być obojętny na problem. Widzę po sobie – zagaduję znajomych, edukuję moje dzieci, sprowadzamy pszczoły do ogrodu, z niepokojem czytamy takie wiadomości jak ta na początku. I ze zrozumieniem traktuję koleżankę, która opowiada mi, że jej ojciec popłakał się gdy jego pszczoły niedawno zachorowały, jak było strasznie zimno i nie mogły latać, jak sąsiad robi opryski na polu nie o tych porach co powinien, jak z dużym zaangażowaniem opracowywał ziołową kurację dla swoich podopiecznych. Tacy ludzie też są w książce Lunde.

Wydawnictwo Literackie

 

 

wtorek, 07 czerwca 2016

Mrówkojad i orzesznica mieszkają w głębi lasu. Mieszkają każde w swoim domu, ale mrówkojad i jego szmaciany Karol Gustaw i tak ciągle przesiadują u orzesznicy. Może dlatego, że orzesznica potrafi doskonale zadbać o porządek i przytulne otoczenie i jeszcze upiec mnóstwo różnych smakołyków.

Tę dwójkę znacie pewnie z trzytomowej serii wydanej wcześniej przez Zakamarki. Sympatyczna para organizowała już konkurs na najdziwniejsze zwierzę, razem wybrała się w podróż i razem poszukiwała sensu życia. A tak dla niewtajemniczonych: mrówkojada raczej znacie. Orzesznica to maleńki gryzoń, którego spotkać można również u nas, w Polsce, a który oprócz (wiadomo) orzechów lubi jeszcze jagody i żołędzie. Natomiast naprawdę nie pytajcie mnie – gdzie spotkała się ta osobliwa dwójka. Bo przyznacie – przyrodniczo patrzeć – od mrówkojada do orzesznicy daleko. Jednak stare przysłowie mówi: przeciwieństwa się przyciągają, a te zwierzaki są niekiedy jak ogień i woda (np. w kwestii porządku).

W tej – cieniutkiej części – orzesznica wybiera się na wykład o  zdrowych słodyczach (!!!). Mrówkojad zamierza zaopiekować się domem przyjaciółki i za nią …tęsknić. Jak to robi? Bardzo chce się rozpłakać. Jednak płacz na zawołanie to wcale nie taka znów łatwa sprawa. Pomocna okazuje się cebula, której ogromne ilości sieka mrówkojad. A gdy nie ma już co siekać, gotuje z niej pyszną zupę cebulową, którą wita orzesznicę po powrocie.

Przesympatyczna lektura o przyjaźni i tęsknocie. Kiedy czytałam ją czytałam, pomyślałam: jak to dobrze, że autorka nie wpadła na pomysł, by tęskniący i roniący łzy mrówkojad zadzwonił do orzesznicy (albo odwrotnie). Przecież ten telefon zabiłby i tęsknotę i ciepłe wspomnienia. Czy nie uważacie, że warto czasem zatęsknić? Mieć takie motyle w brzuchu i wiedzieć, że za chwilę pojawi się ktoś, kogo bardzo lubimy, a być może i kochamy? Albo że za chwilę wrócimy do domu, w którym czekają na nas drogie nam osoby i pyszna zupa, niekoniecznie cebulowa?

Wydawnictwo Zakamarki  

poniedziałek, 06 czerwca 2016

Pierwszy raz spotkałam książkę, która tłumaczy dzieciom to,  co działo się PRZED ich pojawieniem się na świecie. „Mamo gdzie byłem kiedy mnie nie było?” Ta książka podpowiada maluchom, że dziecko jest najpierw w głowie dorosłego. A ten dojrzewa do posiadania dziecka. Nie jest to coś, co przychodzi nagle. Gdzieś myśl, marzenie kiełkują, potem zaczynają dojrzewać i rodzić owoce. W ukryciu wielu marzy o stabilizacji, małej istocie, którą można czegoś nauczyć, wychować, pokochać. Myśl, którą niekiedy burzą inni ludzie (Zrobiłem ludzika z zapałek, ale przewrócił go jakiś łobuz). Myśl odsuwana na plan dalszy, bo akurat nie pozwalają na posiadanie dziecka jakieś przyczyny zewnętrzne: Zrobiłem ludzika z kamyków, ale porwał go strumień. A może samo życie kusi, uwodzi – trzeba poznać inną jego stronę, by zrozumieć, że dziecko to odpowiedzialność, ktoś na zawsze, nie na chwilę. I dlatego trzeba wcześniej poszaleć, nacieszyć się słodką stroną życia, by potem zatęsknić za prawdziwą miłością (Zrobiłem ludzika  z cukierków i ciastek, ale zjadł go wielki łakomczuch). Bo książka wspaniale pokazuje, że na miłość trzeba poczekać. Że nie każda osoba napotkana – to dobry kandydat na bycie tatą i mamą. Dziecko jest w myślach i go nie ma. Aż napotka się tę właściwą osobę. Piękny wiersz Rascala, pięknie – wręcz minimalistycznie, wyrażone myśli. Mnóstwo metafor i śladów dziecka przed pojawieniem się go na świecie. Do tego ilustracje Mandany Sadat, którą znamy już z „Zimowego popołudnia”.

Wiek 0+

Wydawnictwo Czerwony Konik

czwartek, 02 czerwca 2016

Pokaźnych rozmiarów kolorowanka dla dorosłych (300 - 389 mm) - 32 motywy w dwóch wersjach. Jedna bardzo wyraźna, z konturami, druga w odcieniach szarości, do wykonania inną techniką. Iście barokowe bukiety, kapiące kwiatami, bujne, bogate. Przepych w dawnym stylu. Ilustracje są na grubych kartkach, na papierze perforowanym. Można sięgnąć zatem po flamastry, farby, można dany motyw delikatnie wydrzeć z książki i wyeksponować w jakimś kątku - zakątku swojego mieszkania. Każdej kolorowance towarzysze cytat znanych postaci. Wśród autorów: Daniel Defoe, Oscar Wilde, Mark Twain, Stanisław Jerzy Lec, Ryszard Kapuściński, Mario Puzo. 

 

Ciekawa odskocznia dla rodziców. O dobrych stronach kolorowanek napisano już tak wiele. Wato przekonać się na własnej skórze, czy to dobrodziejstwo również dla nas:) 

Wydawnictwo Olesiejuk

środa, 01 czerwca 2016

Lubiłam Sienkiewicza, lubię i dzisiaj. Mam do niego sentyment. Stał się niestety ofiarą różnych statystyk, żartów i teorii spiskowych. Biedny – bo ciągle przywoływany w różnych ankietach: Czytasz coś? A jeśli tak – to co? I wyskakuje z krzaków Henryk. Tymczasem ci najwięksi krzykacze niech pokażą KTO TAK dzisiaj potrafi opowiadać? (może Sapkowski????) . Biedny – bo przez to całe zamieszanie, wręcz nie wypada się głośno przyznawać do takich literackich sympatii.  Gdzieś przeczytałam, że Sienkiewicz to pierwszorzędny pisarz drugorzędny. Ja jednak wspominam z rozrzewnieniem te emocje, jakie towarzyszyły mi przy lekturze „Potopu”. I lubię, i nie przestanę. Na emeryturze zamierzam przeczytać „Bez dogmatu”. I cieszę się prywatnie, że powstała biografia pisarza dla dzieci.

Oczywiście w książce o Sienkiewiczu musiała pojawić się Basia. Taka zadziora jak hajduczek w „Panu Wołodyjowskim”. Niesforna, od razu wpadła w oko panu Ignacemu – fundatorowi zbiorów Muzeum Literackiego Henryka Sienkiewicza Oddziału Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu (musimy odwiedzić, to przecież niedaleko). To właśnie pan Ignacy Moś i mała dziewczynka są przewodnikami po życiu pisarza. Pan Ignacy opowiada Basi różne szczegóły z  życia: swojego i Sienkiewicza: jego latach szkolnych, ocenach, ulubionych przedmiotach, następnie karierze pisarskiej, podróżach, rodzinie, trzech Mariach jego życia, nagrodach, jamniku. Co rusz przenosimy się w czasy długich sukien, do Oblęgorka, do którego zjeżdżała liczna rodzina. Smaczku dodaje wywiad z pisarzem, który powstał na podstawie rozmowy opublikowanej w magazynie „Świat” 13 czerwca 1913 roku. Na końcu: kalendarium z życia pisarza, najważniejsze utwory, adresy muzeów Sienkiewicza i kalendarium wydarzeń. Ciekawostką jest to, że w roku narodzin pisarza – 1846 – odkryto planetę Neptun. Natomiast data jego śmierci – 1916, to rok ogłoszenia teorii względności przez Alberta Einsteina.

Miło się czyta kolejną biografię Anny Czerwińskiej-Rydel. Powiem otwarcie, że nie mam tych biografii dosyć. Autorka wyciąga na światło dzienne różne smaczki, ciekawostki, przybliża najmłodszym daną postać w sposób atrakcyjny i ciekawy. Tak jest i tym razem. Mam nadzieję, że ta książka zachęci do sięgnięcia po poważniejsze lektury Sienkiewicza.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura