Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 30 lipca 2015

2156_bractwo_piractwo

Natalia Usenko ponoć jako dziecko nie znosiła matematyki. Teraz jej książki dla dzieci sprawiają, że maluchy chętnie liczą: dodają, odejmują, rozwiązują zagadki. Jednym słowem – z prawdziwą przyjemnością udają się na wyprawę do królestwa matematyki.

Matematyka jest potraktowana jako dodatek – tu trzeba coś policzyć, tam dorysować, zaznaczyć, odszukać.  Najważniejsza jest historia, przygoda. Matematyka to nienachalna wartość dodana. Tak było w Kopniętym królestwie. Tak jest W bractwie – piractwie. Dzieci zainteresuje przede wszystkim piracka opowieść o wielopokoleniowej rodzinie, która pewnego dnia rzuca wszystko i udaje się na zieloną wyspę, by podjąć pirackie rzemiosło.

 Dużo humoru, mnóstwo przygód i podpowiedzi do zabawy. Może ta książka sprawi, że dzieci odejdą od komputerów i tabletów i same zechcą pobawić się w poszukiwanie skarbu, gotowanie dziwnych pirackich potraw („ślimaki po dziadowsku”), pisanie listów w butelce, chowanie w krzakach, walkę z bestiami?

Dzieci spotkają tu barwnych bohaterów: pradziadka Demnecjusza, dziadka Kapiatna Barnabę, babcię Piratkę, ciotkę Palpitację, meduzę Gryzeldę, syrenę Irenę, papuga Polinezjusza i parę dzieciaków: Kaperka i Fifinkę. Są również Mama i Tata, którzy podróżują po świecie i pisują do dzieciaków listy w butelce.

Na dzieci czekają wierszyki: domalunki, porządeczki, kropkowani, rysowanki. Razem 20 opowieści: wśród nich bajeczki matematyczne i listy w butelce. Wakacje ciągle trwają – więc – ahoj! Piracka przygodo!

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 24 lipca 2015

 

Krowa Matylda przeziębiła się  i musi zostać w oborze. Z początku nawet jej się to podoba. Gdy przychodzi poprawa, troszkę symuluje chorobę, by przedłużyć sobie wygodny żywot. Tymczasem świat zewnętrzny korci ją swymi urokami. Ach, jakże Matylda chciałaby pobrykać. Właśnie decyduje się wyznać gospodyni, że jest zupełnie zdrowa, gdy okazuje się, że kobieta sama zachorowała. Matylda przyjmuje na siebie rolę pielęgniarki.

Kolejna , piąta część serii o przygodach Matyldy. Wprawdzie autor podszedł do tematu humorystycznie, bo gospodyni leczy krowę domowymi i zabawnymi metodami, jak: płukanie gardła czy zimne okłady na nogi, książka jednak uczy dbać o zwierzęta. Dużym plusem są tutaj ilustracje, które odzwierciedlają życie na wsi. Dzieci poznają wiejski domek i zagrodę. Mogą bawić się w znajdywanie szczegółów i opowiadanie ilustracji.

Wydawnictwo Media Rodzina 

czwartek, 23 lipca 2015

Książka z bardzo osobistym tłem. O dzieciństwie, którego już nie ma. Miejscach – które są albo też już nie ma. Małych sklepikach, ulicach, grobach, brzuchalach, ludziach. W końcu – o zmianach, jakie następowały w powojennej stolicy. Joanna Papuzińska oprowadza nas po swojej Warszawie. Nie tej zacnej i wielkiej - znanej z przewodników i widokówek. Raczej takiej swojskiej, na której można spotkać sąsiada, gdzie można poczuć zapach gotującego się obiadu. Niezwykłej zwykłej Warszawy. Są tu miejsca, do których czasem trafia się przez przypadek, na które nie zwraca się uwagi w gonitwie do kolejnego pomnika, muzeum, zabytku. Mała ojczyzna, wciąż bliska i żywa we wspomnieniach – w której przewijają się najbliżsi i koleżanki, strach przed frontem, włóczęgi po niebezpiecznych miejscach, konfrontacja z komunistyczną propagandą i gustem architektonicznym, kiszonymi ogórkami i szklanymi czerwonymi lizakami.

Książka dla tych, którzy lubią wspomnienia. Również zachęta do tego, by zwiedzić tę inną Warszawę. Może ktoś z czytelników skusi się na literacki spacer?

Te wspomnieniową lekturę, podobnie jak i inne tej samej autorki wydane przez Literaturę, zilustrował Maciej Szymanowicz.

P.S. Miałam okazję (trudno nazwać to przyjemnością) zasmakować świata Papuzińskiej z Placu Konstytucji. Kiedy jako dziecko byłam na wycieczce w Warszawie, mieliśmy tzw. „czas wolny”. Ja zawędrowałam właśnie na Plac, z którego w pamięci utknęły dwie rzeczy: olbrzymie kandelabry („z takiego jednego to można by ze trzy mieszkania dla ludzi wybudować”) i sklepy z dziwnymi ekspedientkami, które nie cieszyły się na widok wchodzących dzieci. Ja z moim „kieszonkowym” zostałam też brutalnie potraktowana. Wystarczyła mina królowej za ladą, by stamtąd czmychnąć, gdzie pieprz rośnie. Po latach, kiedy szukałam biblioteki na Koszykowej zdziwiło mnie jej pocięcie na części. Nie doszukiwałam się powodów – a tu, o proszę.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 20 lipca 2015

Jakbycrodzicemjakimzawszechcialesbyc_AdeleFaberElaineMazlishimages_product219788380080645

Z koleżanką i siostrami, posiadającymi progeniturę, często powtarzamy, że za wychowanie dzieci – dobre i mądre - rodzice powinni dostawać medale. Nie srebrne czy złote, ale brylantowe. I największe z największych. Bo wychowanie – to sztuka i to w dodatku  baaardzo trudna. Jeśli ktoś twierdzi inaczej – gotowam z nim podyskutować:)

Autorki: Adele Faber i Elaine Mazlish są znane w Polsce wielu rodzicom za sprawą kultowej serii poradników wychowawczych: Jak mówić, żeby. … Żeby dzieci nas słuchały, i nastolatki również, by się chcieli uczyć, by rodzeństwo ze sobą nie rywalizowało, by rodzice dobrze czuli się w swojej roli. Najnowszy tytuł to lektura na dzisiejsze zabiegane czasy, podsumowanie dotychczasowych działań, wybór najważniejszych problemów, z jakimi spotykają się współcześni rodzice, w końcu – zachęta do tego, by sięgnąć po inne tytuły opisujące i rozwiązujące dany problem w szerszej perspektywie.

Mimo tego, że ta książka to wersja skrócona, myślę, że ma  szanse przekonać rodziców do rewizji swoich poglądów na wychowanie współczesnych dzieciaków i współczesnej młodzieży. Czytelnik czyta różne opisane przykłady, chcąc nie chcąc ciągle kręci się po swoim podwórku, przypomina sobie różne sceny z życia rodzinnego, weryfikuje swoje reakcje, innych dorosłych. Zastanawia się, czy podany magiczny przepis na sukces sprawdziłby się u niego w domu. Napisałam magiczny sposób – a  to nic innego jak zrozumienie uczuć dziecka. Niby proste, a jednak – wcale nie. Bo pochodzimy z różnych środowisk, zakładamy rodzinę z różnym bagażem doświadczeń życiowych, mamy swoje metody wychowawcze. Dopiero kiedy nadchodzi moment i reagujemy tak a nie inaczej, przychodzi refleksja: co robić, by było lepiej. Bym lepiej się poczuł w skórze rodzica. By nie być kalką swojej mamy czy ojca, którzy wychowywali inaczej niż ja. Myślę, że wiele przemyśleń związanych z tą książką ma bardzo osobisty charakter, każdy weźmie z niej tyle, ile będzie uważał za słuszne. Euforia, ale i sceptycyzm mogą towarzyszyć lekturze. Wypróbowanie metody oferowanej przez dwie trenerki z USA – nic nie kosztuje, a podane liczne przykłady udowadniają , że faktycznie w relacjach dorosłych z dziećmi mogą zacząć dziać się cuda.

W części pierwszej można przeczytać o uczuciach, włączaniu dzieci do pracy, alternatywie dla kar, chwaleniu pociech i o gniewie, który tak często towarzyszy obu stronom. Część druga to doświadczenia rodziców „z ulicy”. Przytoczono różne listy czytelników, w których zarysowano problem i sposób jego rozwiązania. Budujące przykłady, które można wykorzystywać zarówno w przypadku dzieci młodszych i starszych. Bo czyż nie lepiej uczyć się na cudzych błędach?

Do książki dołączono płytę, która pomoże w ćwiczeniu i utrwalaniu nowych metod.

Dużo tu o emocjach, uczuciach. Książka uczy dostrzegać drugiego człowieka. Kiedy czytałam ją, przypomniała mi się maksyma z „Przebudzenia”, której dosłownie w tej chwili nie powtórzę. Chodziło w niej m.in. o to, że nie powinniśmy czekać, aż ktoś się zmieni. Takie zmiany człowiek powinien zacząć od siebie. To chyba najważniejsza zaleta tej książki. Otwarcie na drugiego człowieka, jego uczucia, złe i dobre i dni. To wyzbycie się swojego egoizmu, który niekiedy nie każe wyciągnąć ręki do drugiego człowieka. Rady opisane przez obie autorki można stosować też w przypadku osób dorosłych. Ciekawe, jakie będziecie mieli wnioski;)

Wydawnictwo Media Rodzina

 

piątek, 17 lipca 2015

NOWE_GRY_I_ZABAWY_rozladowujace_zlosc_maxi_300x300

Wiadomo dzieci różne humory mają. Potrafią również nieźle się rozzłościć, nas rozzłościć, my potrafimy je rozzłościć - i tak w kółko Macieju. Dom, przedszkole, szkoła wariatów. Książka Petry Stamer - Brandt proponuje oryginalne gry i zabawy, które oswajają ze złością i pomagają ją rozładować. Na okładce czytamy: w przedszkolu, na świetlicy, w szkole. Ja oddam od siebie - na pewno również i w  domu.

Książka poprzedzona jest krótkim wstępem, w którym autorka podpowiada, jak radzić sobie ze złością. Kolejne blisko 100 stron to bank różnych pomysłów na złość mniejszą i większą, histerię i kłótnię. Każda gra/ zabawa jest opisana w taki sposób: wiek, liczba uczestników, czas trwania i pomoce.

Całość podzielono na rozdziały: W grupie łatwiej pokonać emocje, Rozładowanie złości i pokonanie lęku, Być pewnym siebie, Poznajemy swoje mocne strony i granice, których przekroczyć nie wolno, Wspólnie dążymy do celu, Rozwiązywanie konfliktów poprzez zabawę, Jak rozładować napięcie i nabrać nowych sił.

Autorka zwraca uwagę w trakcie prezentacji poszczególnych gier na istotne aspekty, jak: pomysły dzieci, różne materiały, które rozwijają kreatywność, fakt, że ... szaleństwo uspokaja dzieci, ruch zapewniający wewnętrzną harmonię i inne.

Każdy rozdział na końcu zawiera podsumowujące wnioski i dodatkowe przykłady. Całość przejrzyście i przystępnie opisana. Na pewno przyda się w każdym domu, bo przecież są i dobre i złe dni:)

Wydawnictwo Jedność

wtorek, 07 lipca 2015

To co urzeka od pierwszej chwili – to niebywała prostota tej książki. Ilustracje bardzo minimalistyczne: kieszonki i … wystające tajemnice. Na pierwszy rzut oka chce się zawołać : oczywiście, że uszy królika. Od razu kojarzą się z wielkim kapeluszem magika, który skrywa milusińskiego białego futrzaka. I tu niespodzianka – bowiem możliwości odpowiedzi jest sporo. Jakże niezbadane i bezkresne są kieszenie dziecięce. O tym mogła przekonać się niejedna mama przetrząsająca kieszonki spodenek i sukienek milusińskich przed włożeniem ich do pralki. Karteczki, opakowania, kamień, grosik znaleziony na szczęście, klocek lego, zasuszony chrabąszcz, muszla ślimaka, sprężynka, ziarenka piasku, zwiędnięty kwiat, pestka po zjedzonej czereśni. Wszystkie ważne rzeczy, tak zwane: przydasie.

Iwona Chmielewska znana jest z tego, że zmusza do poruszania nitek wyobraźni, wręcz do szukania własnych odpowiedzi, tworzenia książki według własnych wzorów. To nic, że za chwilę podpowiada gotowe rozwiązania. To, co dzieci wymyśliły, to ich. Bawią się w Zgaduj – zgadulę, czy kolejne dziecko – Jaś, Grześ, Ala, Krzyś cz Tosia mają w swoich kieszonkach coś do schrupania, coś co śpiewa, coś przydatnego, wesołego, drewnianego, pysznego, strasznego, coś co kica.   Każda strona to zagadka. I zanim nastąpi odpowiedź jest czas na podążenie własną drogą. A ile frajdy i śmiechu jest, gdy się odgadnie. Jakże cieszą absurdalne rozwiązania. Bo czy w małej kieszonce tak naprawdę zmieścić się może żaglówka, albo smutny clown? Tak, w zabawie, nierealnym świecie wszystko jest możliwe. Bo od czego ma się wyobraźnię?

Iwona Chmielewska w tej książce szyje i haftuje: piętnaście kieszonek i piętnaście zawartości. Stonowane kolory, na poszczególnych stronach kieszonka dziecięcego fartuszka, na kolejnej – jej zawartość wyszyta niebieską nitką. W kieszonce ma klimat starej książki. Okładkowe dzieci w fartuszkach – by się nie ubrudziły podczas jedzenia czy zabawy. Dziewczynki w sukienkach (nie w spodniach), chłopcy w krótkich spodenkach. W małych i wygodnych paputkach (nie w tenisówkach, czy butach sportowych). I fryzurki takie trochę niedzisiejsze – żadnych udziwnień i upiększeń na siłę. I imiona proste, tradycyjne. Piękny świat w swojej prostocie, w którym frajdę może sprawić tajemnica schowana w małym kawałku materiału – niekoniecznie droga zabawka albo gadżet. I bycie razem z innymi. Takie namacalne. Ale to urok tej książki, która mnie kojarzy się z dzieciństwem.

Na stronie Wydawnictwa można znaleźć również materiały dodatkowe, które można wykorzystać  w domu lub w przedszkolu.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 06 lipca 2015

kopciuszek_0_400x400

Kopciuszek Perraulta jakiego nie znacie. I to zarówno w sferze tekstu jak i ilustracji. Na nowo spolszczyła go poetka Zofia Beszczyńska. Na nowo zilustrował Roberto Innocenti. I to jak. Przeniósł biednego Kopciuszka w bliższe nam lata 20 poprzedniego wieku. Nie ma tu ładnej dziewuszki ubranej w długą suknię ułożonej na specjalnym stelażu. Nie ma wymyślnych fryzur, włosów upiętych w wysoki kok. Nie ma bufiastych rękawów i satynowych pantofelków na bardzo wysokim obcasie, i to tak ciasnych, że nóżka cierpiała (ponoć taka była moda - by stopa wydawała się maleńka). Jest za to prostota mody, którą znamy z filmów: Wielki Gatsby albo Chicago. Uwaga: nadchodzi Kopciuszek i szalone lata dwudzieste.

Trudno znaleźć chyba osobę, która nie zna baśni o Kopciuszku. Jej autor - francuski urzędnik pochodzący z bogatej arystokratycznej rodziny, żyjący w XVII wieku przeszedł do historii literatury jako ten, który spisał bajki, baśnie, powiastki, do tej pory istniejące tylko i wyłącznie w przekazie ustnym. Nowe tłumaczenie Zofii Beszczyńskiej zostało wprawdzie uwspółcześnione, niemniej nie brak w nim dawnej finezji tak wyraźnej w skrupulatnym doborze słów i składni. Dużym zaskoczeniem jest sfera ilustracji - z tego względu, że Innocenti osadził Kopciuszka w Londynie w latach 20-tych XX wieku.

Zarówno główna bohaterka, jej dwie przyrodnie siostry i inni bohaterowie – mniej lub bardziej ważni, noszą luźne niekrępujące ruchów  stroje (gdzież te talie osy znane z innych ilustracji). Panie – sukienki z obniżonym stanem, co powodowało, że taką sylwetkę określało się mianem litery H. Innocenti uchwycił delikatność tkanin, przybranych haftami, frędzlami. Na szyjach futrzaste kołnierze i długie sznury pereł. Również głowy bohaterów ukazują panujące wówczas trendy: krótkie fryzurki: na boba z grzywką, gładko zaczesane, ułożone w charakterystyczne loczki  albo fale. Do tego toczki lub woalki, opaski, pióra i różnego rodzaju ozdobne stroiki, kapelusze. W sukienkach pojawiają się gdzieniegdzie ukośne cięcia, które wprowadziła Francuzka Madeleine Vionnet. Są etole, cygaretki, wachlarze. Dopatrzyłam się nawet ... pończoch samonośnych. Panowie noszą sumiaste wąsiska, na głowach cylindry i meloniki. Gdzieniegdzie na czarnych butach pojawiają się specjalne białe nakładki. Dzieci biegają w  strojach marynarskich i "dorosłych" sukienkach i w kapeluszach w wersji "dla dzieci". Jeśli ktoś interesuje się modą – będzie ukontentowany.

Akcja uwspółcześnionego Kopciuszka rozgrywa się w Londynie. Domy są ładnie umeblowane i wyposażone w prąd i bieżącą wodę. Po ulicach mkną automobile. Gdzieniegdzie dopatrzeć można się stylu secesji, który królował pod koniec XIX wieku i na początku XX wieku. 

Taka wersja baśni zainteresuje na pewno i dzieci i dorosłych.

Wiek 5+

WydawnictwoMedia Rodzina 

piątek, 03 lipca 2015

Gratka dla miłośników historii - o naszych królach i władcach - dla dzieci. Spisane przez ulubionego autora książek dla dzieci (m.in. "O czym szumi las"). A wszystko ma swój początek w pewnym nieszczęściu szkolnym. Otóż Kuba złapał kilka jedynek z historii. Strasznie zasmuciło to rodziców i dziadka. Nic to, zakasali rękawy i zaangażowali się w pomaganie chłopakowi. Rezultat tego taki, że Kuba poprawił wszystkie złe oceny i stał się miłośnikiem historii. Największym znawcą tematu jest dziadek, choć swoje przysłowiowe trzy grosze wtrącają również mama i tata.

Książka podzielona jest na 32 rozdziały, z czego 30 poświęconych jest strickte naszym władcom. Zazwyczaj jednemu z nich, choć zdarzają się wyjątki. I przeważają mężczyźni - wiadomo - dlaczego - ale w gronie opisanych znalazły się również białogłowy.

Poszczególny tytuł nadaje krótki rys charakterystyczny dla danej postaci: na przykład: słysząc dwa nagie miecze nie sposób od razu nie pomyśleć o Jagielle. Uciekający pan młody to oczywiście Henryk Walezy.

Autor skupia się na różnych aspektach, nie idzie jednym torem. To wszystko zależy od postaci. Niekiedy opisuje dokładnie koligacje rodzinne, sytuację polityczno - społeczną, innym znów razem koncentruje się na jakimś szczególe z biografii i stara się wyjaśnić młodemu czytelnikowi dany wątek. Jest to historia - więc tematyka nie dla wszystkich. Nie brak tu tematów niewygodnych i odbierających apetyt: kastracja co niektórych panów, bądź torturowanie. Są wojny, walki, gwałty, knowania, małżeństwa polityczne na siłę, pogonie, ucieczki, bratobójcze spiski. Choć muszę to przyznać: autor stara się omawiać każdego władcę z humorem, chce pokazać, że nie jest to postać z pomnika i podręczników, ale człowiek z krwi i kości ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami.

Mikołaj Kamler nawiązał w swoich ilustracjach do słynnego pocztu królów Matejki. Jednak on sam ma też swoją własną receptę na zainteresowanie dzieci historią. Jego Jagiełło szczotkuje sobie plecy w wannie, atrakcyjny Kazimierz Wielki uśmiecha się do swoich wszystkich żon (taaak- było ich kilka:), a Jadwiga wali siekierą w drzwi na Wawelu. Lektura na pewno już dla miłośników historii, albo i dla tych, którym wydaje się, że historia jest nudna. Warto się przekonać, że jednak jest inaczej.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

środa, 01 lipca 2015

Ciekawy, oryginalny pomysł na promocję księgarni:)