Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 31 sierpnia 2008

Dawno temu, w czasach, gdy jeszcze nas nie było, ziemia i morze odczuwały wielką pustkę, głęboką tęsknotę-Tak zaczyna  swą opowieść Witi Ihimaera.

Wieloryby- zwierzęta uosabiające dostojeństwo i siłę, są dla mieszkańców Whangary, małej miejscowości w Nowej Zelandii, święte. Według starych podań maoryskich pewnego dnia do brzegów ich krainy przybył jeździec na wielorybie- Paikea. Wcześniej zaopiekował się smutnym po śmierci matki zwierzęciem, okazał mu współczucie, przyjaźń i obdarzył miłością. Młody wieloryb pozostał z człowiekiem i dorastał pod jego troskliwą opieką.  Pan przywoływał swojego przyjaciela grając na flecie. Pewnego dnia dosiadł go i stał się  jeźdźcem na wielorybie. Razem przemierzali bezkresne oceany i głębiny. Jednak pan zszedł na ląd i poznał kobietę - córkę Te Whironui.  Ją także obdarzył miłością, spłodził z nią potomstwo i dał początek nowemu ludowi. Zmienił imię na Kahutia Te Rangi i pożegnał się ze swoim przyjacielem.

Wieloryb postarzał się i wciąż nie mógł zapomnieć swojego pana. Nawał wspomnień dręczył jego duszę, coraz częściej wędrował myślami ku czasom szczęśliwej młodości, nasłuchiwał, czy przypadkiem nie usłyszy wzywających go delikatnych dźwięków fletu. Stare samice wyczuwały to i niepokoiły się o stado. Aż pewnego dnia, ich wódz, opętany fantazjami o złotym jeźdźcu, poprowadził stado ku wyspom na południowym zachodzie, gdzie został jego złoty pan. Poprowadził je ku śmierci...

Tymczasem w Whangarze na świat przychodzi dziewczynka. Jej nagłe pojawienie się na świecie nie leży w planach pradziadka, Kora Apirana, przywódcy Maorysów, który z wielką niecierpliwością oczekuje narodzin męskiego potomka, by ten w przyszłości- wedle tradycji- mógł dziedziczyć przywództwo i insygnia wodzowskie. Kiedy dziewczynce nadano do tego imię Kahutia Te Rangi- imię założyciela plemienia- w starym patriarsze, mającym opinię bezwzględnego despoty, wrze. Koro Apirana bardzo dba o swój lud i jego interesy, broni maoryskiej ziemi i kultury. W jednych budzi strach, w innych z kolei życzliwość- przez młodych nazywany jest "Supermaorysem", człowiekiem z żelaza. Organizuje dla chłopców zajęcia w szkole, gdzie uczy języka i historii przodków, snuje opowieści o korzeniach, pieśniach; przekazuje świętą wiedzę. Koro Apirana jest również dziadkiem- dziadkiem Kahu. A ta miała przecież być chłopcem...

Prawnuczka od samego poczatku obdarza pradziadka bezgraniczną miłością- niestety miłością nie odwzajemnioną. Koro traktuje wnuczkę szorstko, bywa opryskliwy, odpycha tę, która tak bardzo go pokochała. Mój kochany paka! A im bardziej Kahu zależy na akceptacji dziadka, tym bardziej ten chce usunąć ją ze swojego życia. Kahu nie jest przecież wymarzonym wojownikiem, wybawcą Maorysów od cywilizacji białych- Kahu to "tylko" dziewczynka. Mała nie poddaje się- podsłuchuje lekcji dziadka, uczy się języka maoryskiego, wyławia z odmętów oceanu rzeźbiony kamień- i ma dar- rozumie mowę wielorybów. Pewnego dnia stado zwierząt przypływa na plażę w Whangarze- wielki samiec wielorybi chce swój klan poprowadzić na śmierć. Dla starego Kora jest to znak- jeśli święte wieloryby przeżyją- wówczas jego lud przetrwa również, a tym samym wzmocnią się również jego duma i siła. 

Jeździec na wielorybie - to przepięknie napisana książka. Mimo małej objętości stron nie umiałam jej przeczytać szybko. Delektowałam się jej mądrością i lirycznością, a przeplatanie akcji ze starym mitem o przodku Paikei nadało jej iście egzotycznego posmaku.  To opowieść pełna magii, o więzach człowieka z naturą, o naruszeniu pewnej granicy i konsekwencjach, o dającej siłę przetrwania tradycji i o dziewczynce, która przynosi tak wiele nadziei do swojego świata. Książka napisana jest z dużą dozą humoru- szczególnie postać babki- Nanny Flowers zasługuje na uwagę. Przez całą książkę rozwodzi się ze swoim mężem, potrafi efektownie odbrązowić postać tego powszechnie szanowanego i budzącego respekt starca- "Niech porozmawiają ze mną (...) to przestaną trząść portkami". Nazywa go- Stary paka-  starym draniem, i godzi się, by wnuczka przejęła od niej tę retorykę- choć w ustach Kahu brzmi to jak najczulsze- "dziaduniu". Ciekawym pomysłem jest wplatanie pojedynczych słów i całych wyrażeń w języku maoryskim- dla mnie tak obcym i egzotycznym. Zrozumienie nie stanowiło problemu, ponieważ książka jest na końcu zaopatrzona w słownik.

Witi Ihimaera  (ur. 7 lutego 1944 w Gisborne w Nowej Zelandii) należy do najpopularniejszych pisarzy maoryskich. Jego powieść została sfilmowana i w 2003 roku otrzymała nominację do Oskara.

Jakże mało wiem o Nowej Zelandii- nazywanej przez Maorysów- Krainą Długich Białych Obłoków (Aotearoa). Czytając książkę nie sposób nie wracać myślami do osobistych spotkań z tą wyspą. Świetny film  Jane Campion- Fortepian, czy też sfilmowana przez Petera Jacksona trylogia Władca Pierścieni- stały się ikoną kultury Nowej Zelandii. Dla miłośników książek- po przeczytaniu Jeźdźca, będzie to niewątpliwie Witi Ihimaera.

A wracając do książki- jest ona niepowtarzalna- E aruaheka ana ahau ki tenei- co znaczy- Bardzo mi się podobała;)  i gorąco polecam!!!

czwartek, 28 sierpnia 2008
Jestem Mamą- Mamą Czytającą ma się rozumieć- nic zatem dziwnego, że bardzo interesuje mnie świat książek dla dzieci i rodziców- od jakiegoś już czasu myślałam o pisaniu o książkach dla mlodszego czytelnika. Kilka dni temu stworzyłam stronę, która będzie rosła razem z moimi dziećmi- jest poświęcona im, ale w głównej mierze książeczkom z dziecięcej półeczki. Jeśli ktoś jest zainteresowany- to zapraszam TU
środa, 27 sierpnia 2008

To opowieść o losach niemieckiego lekarza Ravika, który po ucieczce z obozu koncentracyjnego, emigruje do Francji, do Paryża. Tutaj znajduje schronienie w hotelu pełnym uchodźców o szumnej nazwie- Hotel International. Ravik nie ma żadnych praw, nie posiada wizy, paszportu, nie ma nawet swojego nazwiska. Przeprowadza nielegalnie operacje, za które dostaje niewielką część ogromnych dochodów właściciela renomowanej kliniki. Monotonne życie toczące się między szpitalem a hotelem przerywa pojawienie się Joanny- kobiety znikąd-na moście d'Alma  chce popełnić samobójstwo- Ravik zabiera Joannę ze sobą  do knajpy szoferów, w której "siedziało kilku kierowców taksówek i kilka prostytutek. Kierowcy grali w karty, a dziwki piły absynt". I tak zaczyna się jedna z najpiękniejszych historii miłosnych. Tak trudno nazwać niekiedy uczucia w tym czasie przed burzą. Ravik dzięki swoim przeżyciom wyniesionym z I wojny światowej i nieludzkim doświadczeniom z obozu potrafi przeczuć niszczycielską siłę szerzącego się faszyzmu. "Kto wie, co nas czeka". Życie Ravica pełne jest sprzeczności- z jednej strony chce przeżyć- deportowany- stale uparcie wraca- z drugiej- dużo pije, chce zapomnieć, zatraca się. Pewnego dnia kiedy siedzi w Cafe Fouquet dostrzega swojego kata- niemieckiego agenta Gestapo Haakego. Człowiek ten torturował i zamordował mu ukochaną kobietę, a jego wysłał do obozu. Ravik musi podjąć decyzję ....

Paryż jest obecny nie tylko w tytule powieści. Łuk Triumfalny- symbol militarnych zwycięstw Napoleona i francuskiego patriotyzmu, stoi w centrum dzielnicy, w której mieszkał Ravik. Wokół niego toczy się życie bohaterów- spacerują w jego cieniu, w pobliskich kafejkach piją calvados. Ta właśnie budowla stanowi dla Remarqua, znanego z pacyfistycznych poglądów, symbol ludzkiej agresywności i bezsensownej śmierci i ludzkiego cierpienia, to "wrota do Hadesu".

W powieści napotykamy na liczne nazwy ulic, placów, kafejek, restauracji, hoteli- które istniały naprawdę.

"Poszli w górę avenue Marceau (...), przecięli avenue Pierre i De Serbie. Za skrzyżowaniem z rue de Chaillot ulica się rozszerzała, a na tle dżdżystego nieba pojawiła się mglista i ciemna masa Łuku Triumfalnego".

Szeherezada- rosyjski nocny lokal na Montmartrze, Cafe Fouquet, Lasek Buloński, Plac L'Etoile, avenue Foch i wiele wiele innych. Dziś okolice Łuku Triumfalnego to najbardziej ekskluzywna część francuskiej stolicy. Piękne domy, bogate sklepy w kamienicach zaprojektowanych przez najlepszych architektów. Hotelik Ravika-"dom był raczej walącą się budą" dziś nie ma tam racji bytu.

Jest jeszcze calvados- brandy z jabłek, rodzaj afrodyzjaku dla zagubionych i zniechęconych. Ravik i Joanna piją go zawsze i wszędzie- zmęczeni życiem znajdują w nim nie tylko coś w rodzaju ucieczki, ale również siłę do miłości . Gdy podczas drugiej wspólnej nocy nieomal nie dochodzi do zerwania romansu, przeciwności zostają przez bohaterów pokonane właśnie przy pomocy calvadosu. Ale czy brandy może przyczynić się do tego, by nieszczęśliwi kochankowie przestali być nieszczęśliwymi kochankami? Kiedyś Remarque, zapytany o calvados, przyznał, że mimo, iż uchodzi za wielkiego promotora tego trunku, sam w rzeczywistości go nie znosi. Łuk Triumfalny przyczynił się do wielkiej popularnosci calvadosu- robił furorę w Stanach 60 lat temu, zaraz po ukazaniu się książki- francuscy producenci nie nadążali z dostawami.

 

Calvados to coś więcej, niż trunek- to sposób bycia- ( Bohaterowie Remarqua- W. Młynarski)

 

Moje spotkanie z "Łukiem Triumfalnym"  zaczęło się kilka lat temu od obejrzenia ekranizacji powieści. Nowsza -wersja z A. Hopkinsem w roli Ravika nie spodobała mi się, natomiast starsza- w roli głównej z Ingrid Bergman i Charlsem Boyerem, z Paryżem z dykty, kręconym w atelier, w sztucznym oświetleniu, na zawsze zapadła mi w pamięci. Czytając książkę- miałam przed oczyma właśnie twarze tych aktorów. Raczej wolę kolejność- najpierw książka potem (ewentualnie) film. Tak się jednak złożyło, że na przeczytanie powieść musiała poczekać kilka lat- piękna książka, o której mogłabym pisać, i pisać, i pisać.........

 

 

P.S.- Znalezione w necie:

Boulard Grand Solage- Młody, urzekający calvados. To mieszanka 3-5-letniego alkoholu pełnego świeżych owoców, za to pozbawione manieryzmów starszej brandy.

Lecompte 12 Ans- Dość długo leżakowało w beczkach, aby waniliowa nuta dębu ustąpiła lekkiej goryczy drewna, równoważąc w ten sposób słodycz musu jabłkowego.

Apreval Grande Reserve- Bardzo urozmaicona i kompletna brandy, której charakter nadaje dymny akcent szkockiej whisky

piątek, 22 sierpnia 2008

Czytanie staje się ostatnimi czasy bardzo modne. Co jakiś czas- słychać o nowej akcji,  bądź fundacji, które promują czytanie. Można w prasie przeczytać o zbawiennym wpływie czytania na rozwój dzieci. Bardzo mi się takie akcje podobają- i wierzę, że przyniosą oczekiwany skutek. Wśród moich znajomych jest mnóstwo mam i tatusiów, którzy umieją czytać:) W krew weszło nam codzienne zasiadanie koło swoich pociech i czytanie na głos.

Trwa akcja Dziennika - Najlepsze polskie książki dla dzieci. Spośród 50 książek można zagłosować na ulubioną polską książkę z dzieciństwa. Wśród nich znalazłam te, które towarzyszyły mi, kiedy byłam mała i trochę większa:), ale są i takie , o których istnieniu nie miałam zielonego pojęcia. Czyli- ciągle jest coś do odkrycia. Koziołek Matołek, Pan Kleks, Sindbad, Szatan z siódmej klasy, Marek Piegus.  Pędrka Wyrzutka, czy korsarza Palemona poznam pewnie z moimi dziećmi:) Na tej liście brakuje mi kilka pozycji- dodam cztery książki, które wiążą się z moimi pierwszymi książkowymi doświadczeniami:

Burzliwe dzieje Pirata Rabarbara- Wojciecha Witkowskiego- książka pełna humoru i optymizmu. Dla mojego synka Tomka, który w przyszłości chciałby zostać piratem- to pierwszy poradnik i elementarz opanowywania sztuki korsarskiej.

-Bułeczka- Jadwigi Korczakowskiej- książka wyciskająca moje dziecięce łzy- o sierotce, która szuka swego miejsca na ziemi. Ciepła i wzruszająca.

- Majka z Siwego Brzegu- Miry Jaworczakowej- to opowieść o dziewczynce z prowincji, jej dzieciństwie, przyjaźniach. Do dziś pamiętam, że Majka jadła precelki z makiem- jako dziecko nie miałam pojęcia, co to jest. Teraz, gdy mam możliwośc skosztowania tego specjału- naprawdę zawsze myślę o Majce:)

- O psie który jeździł koleją-Romana Pisarskiego- wzruszajaca opowieść o psie Lampo- ( Błyskawicy)- czytam właśnie mojemu synkowi i odkrywam na nowo- piękna historia o przyjaźni i przywiązaniu- i o czymś jeszcze, co chwyta niesamowicie za serce.

Wiecej informacji o akcji Dziennika- http://www.dziennik.pl/kultura/ksiazki-dla-dzieci/ 

Ja swój głos oddałam na Pana Samochodzika- śledzę akcję na bieżąco no i mój typ jest bezkonkurencyjny:)

Ciekawam bardzo, jaka jest Wasza ulubiona polska książka z dzieciństwa.

środa, 20 sierpnia 2008

Kilka tygodni temu z Dziennikiem  kupiłam Buena Vista Social Club(1999) . To film dokumentalny o kubańskich muzykach, których odkrył na nowo amerykański gitarzysta Ry Cooder. Wiekowi już- Ibrahim Ferrer, Ruben Gonzalez, Omara Portuondo śpiewają o miłości, przyjaźni, pocałunkach- kamera W. Wendersa szuka lokalu, w którym kiedyś występowali muzycy. Reżyser pokazuje, jak żyją dziś jego bohaterowie, ci opowiadają o swoim życiu, miłości do muzyki i kobiet- w tle widać Hawanę. Cały czas towarzyszy nam muzyka w kubańskich rytmach- niesamowita, ciepła i chwytająca za serce. Z ogromną siłą- po blisko 40 latach muzycznego niebytu, przemawiają do widzów i słuchaczy. Płyta. która była uwieńczeniem spotkania amerykańskiego muzyka z hawańskimi dinozaurami odniosła ogromny sukces, a film na długo pozostaje w pamięci...

 

Wszystkim, którzy marzą tak jak ja o podróży na Kubę, chciałabym polecić książkę-Opowiedz mi o Kubie. Opowiada losy Stalina Martineza- dentysty, życiowego niezdary i pechowca. Psuje mu się wentylator (na Kubie na wagę złota!!!), zdradza go żona, a on przypadkiem dostaje się na łódź z muzykami, których celem jest ucieczka do USA. W Miami nasz bohater spotyka się ze swoim bratem uciekinierem Leninem- teraz Leo (zawód clown:), a następnie wraca na Kubę- jako bohater narodowy, bo w końcu któż wraca sam dobrowolnie na Kubę:) W nagrodę od państwa dostaje... rower, który wkrótce ktoś mu kradnie....Mając w pamięci inne życie- Stalin znów podejmuje próbę ucieczki z Kuby- tym razem świadomie. Czy mu się uda? Nie zdradzę tego. Książka jest napisana z humorem i dużym polotem, wprost nie można się oderwać, a wokół czuje się tę prawdziwą Kubę. Gorąco i  egzotycznie- tak jak gorąca i egzotyczna jest Kuba- polecam!!!

wtorek, 19 sierpnia 2008

Kiedy pakowałam swoją wakacyjną torbę dorzuciłam książkę, która od tygodni czekała na swoją kolej- nie wiedziałam wtedy, że nie tylko akcja książki, ale i rzeczywistość  bardzo mnie zaskoczą. Czytałam tę piękną powieść i myślałam, że chiałabym kiedyś pojechać do Gruzji, chciałabym spacerować uliczkami Baku, Tyflisu ( obecnie-Tbilisi), zobaczyć góry pełne legend i baśni z czasów Szamila, gdy doszła do nas wiadomość, że zaczęła się tam wojna. Ta książka i smutna rzeczywistość nagle ukazały mi moją ignorancję- jakże niewiele wiem o tym zakątku świata. Zachwycam się kulturą Zachodu, znam nazwiska i dzieła wielu Wielkich z tej części kontynentu,a prawie nic nie wiem na temat drugiego bieguna- Gruzji- o której zwykło się mówić, że jest bramą Europy. Czy Gruzja leży w Europie? No tak- przecież aspiruje do NATO i Uni Europejskiej- ale tak naprawdę wielu nas bardziej przypisuje ją Azji. Sami bohaterowie książki mają problemy ze sklasyfikowaniem siebie -jako raczej Europejczyków- ludzi rzek i lasów czy może Azjatów- ludzi gór, piasku i pustyni.

Urodziliśmy się pod tym samym niebem [Ormianie, Gruzini i Muzułmanie] , na tej samej ziemi, różni, a jednak tacy sami, jak Trójca Święta. Europejczycy, a jednak Azjaci, czerpiemy ze Wschodu i z Zachodu i dajemy jednocześnie jedenemu i drugiemu.

To opowieść o miłości napisana pięknym językiem. Nino Kipiani- chrześcijanka i Ali Chan Szirwanszir- muzułmanin szukają swojego miejsca na ziemi. Oboje z bogatych rodzin o wspaniałych tradycjach, przywiązani do swoich światów, religii, rodzin, języka, nawet sposobu jedzenia- wytrwale szukają tego, co ich przede wszystkim łączy. W tym tyglu tak różnorodnych kultur- nie jest to łatwe.

W Ali i Nino zawartych jest wiele trafnych obserwacji, które mimo, że dotyczą czasów I wojny światowej, rewolucji, sama powieść została wydana w Wiedniu 1937r. - nic nie straciły na aktualności. Pomagają zrozumieć ludzi tam mieszkających. Pomagają zrozumieć źródła konfliktów.

Smaczku dodaje też tajemnica związana z autorem tej książki- kim był Kurban Said? Tego nie wie nikt. Być może był to pseudonim pary autorów - austriackiej baronowej Elfriede Ehrenfels i dziennikarza Lwa Nussimbauma. Być może- bo to tylko jedna z hipotez...

Książka urzekła mnie od pierwszej do ostatniej strony.

poniedziałek, 04 sierpnia 2008

1. Czy zdarza Ci się wybierać książkę ze względu na miejsce akcji ?

 Nie, raczej nie-choć muszę przyznać, że gdy przez jakąś książkę polubię dane miejsce- to chętnie do niego powracam w innych lekturach. Choćby renesansowa Florencja (  najpierw-Prywatne życie Mona lisy, potem- Narodziny Wenus)

2. Książki o których krajach czytasz najchętniej.

Jestem raczej czytelnikiem trudnym do sklasyfikowania- czyżby Czytelniczy Człowiek Renesansu?:)))- interesują mnie wszyscy i wszystko. Gdy podczytuję niektóre blogi zauważam- ktoś czyta głównie książki autorów z Azji, ktoś lubi kryminały itd itd. U mnie wielki Misz-Masz. Nie wybieram książek raczej pod kątem danego kraju- gdy coś ciekawego znajdę, gdy mnie zaciekawi jakaś recenzja- wtedy Made in...... mnie raczej nie interesuje.

3. Czy dzięki książkom chciałabyś odwiedzić jakieś konkretne miejsce, jakie?

Zdaję sobie sprawę, że nie będzie mi dane długie podróżowanie po świecie- z różnych powodów- nieważne. Właśnie książki dają mi możliwość szybkiego przeniesienia się w inne miejsca. Potrafię się cudownie skoncentrować przy lekturze,  zapomnieć o świecie rzeczywistym i  przenieść się tam, gdzie dzieje się akcja książki. Często nachodzi mnie przy czytaniu taka myśl- chciałabym tam pojechać i zobaczyć. Marzyły mi się Szwecja i Norwegia przy "Olafie synu Auduna" i "Krystynie córce Lavransa", chciałabym zobaczyć Chiny po lekturach Pearl Buck i Australię po spotkanach z Patricią Shaw. Bardzo działają na moją wyobraźnię książki Allende- tęsknie za Ameryką Poludniową. Jako że lubię gotować, polubiłam też książki kulinarne no i oczywiście książki, w których przewija się jedzenie.  Przepiórki w płatkach róży, Pod słońcem Toskanii, Zupa z granatów, Sto odcieni bieli. To takie podróżowanie przez kuchnię:) Często beletrystyka motywuje mnie do grzebania i poszukiwań w przewodnikach. Wiem, że rzeczywistość jest inna niż świat przedstawiony w książkach , ale szukam jej śladów i cieszę się, że jeszcze wiele takich podróży przede mną.

4. Czy są miejsca, kraje, o których lubisz czytać, ale do których nie miałabyś ochoty się wybrać?

Nie, na pewno nie. Jednak wahałabym się przed podjęciem decyzji o podróży, jeśli wiedziałabym, że może mi grozić jakieś niebezpieczeństwo- choćby takie jak: rozruchy rewolucyjne, walki wyzwoleńcze, wojna, trzęsienie ziemi, zamach terrorystyczny- dlatego muszę przyznać, że w chwili obecnej unikałabym raczej kierunku- Bliski Wschód. M. myśli inaczej- kiedy przeczytał książkę Radka Sikorskiego o Afganistanie zapragnął tam pojechać. Mimo rozbuchanej wyobraźni jednak potrafię twardo stąpać po gruncie.

5. W jaki sposób dobierasz książki do podróży?

Zacznę może od tego- nie wyobrażam sobie podróży, nawet krótkiego wyjazdu bez książek. To dla mnie tak oczywiste jak zabranie ze sobą szczoteczki i pasty do zębów. Gdyby zaistniała groźba- już nic więcej nie wejdzie do plecaka- wtedy raczej rezygnuję z jakiegos ciuszka niż z książki. Nie, to nie do pomyślenia- a że w domu lubimy czytać wszyscy- to podróżują z nami książki moje, męża i dla dzieci:) Zawsze zaopatrujemy się w przewodniki i w książki, które są związane z jakimś miejscem, bądź nie. Pamiętam jak w 2004 roku wybrałam się na Korsykę- byłam w ciąży i musiałam unikać ciężarów. Liczbę książek zmniejszyłam do koniecznego minimum- no i po kilku dniach już wszystko przeczytałam i zaczęłam siostrze wyciągać jej lektury szkolne z plecaka- w ten sposób przeczytalam po wielu latach "Przedwiośnie" Żeromskiego- i nawet mi podobało. Gdy się jedzie w grupie to zawsze można się wymieniać lekturami.

6. Czy książki w jakikolwiek sposób zmieniły Twoje postrzeganie na temat danego kraju?

Nie wyobrażam sobie wyjazdu do egzotycznego kraju bez wcześniejszej lektury o nim. Jestem teraz w trakcie czytania Shantaram- gdzie lwia część akcji dzieje się w Bombaju. Czytając uświadomiłam sobie, że tak niewiele wiem o Indiach- choćby to, że Hindusi nawet pod prysznicem myją się w "odzieży spodniej":), że odpowiedni sposób kiwania głową może pomóc zjednać sympatię. Kultura jakże inna od naszej . W "Przedziale dla pań" blisko stronę zajmuje opis wrażeń związanych z jedzeniem jajka przez główną bohaterkę- na miękko, z solą, z masłem- dla nas to takie oczywiste, a w Indiach jednak nie. Jakiś gest- zadomowiony w naszej kulturze może kogoś - TAM obrazić. Przykłady można mnożyć. Lektura jest wtedy obowiązkiem podróżnika- jej brak w takim przypadku- według mnie- czystą arogancją.

7. W jaki sposób czytanie o innych krajach i kulturach zmieniło Twoje postrzeganie świata?

Każda książka przyczynia sie do tego, że na świat patrzę inaczej- ciągle coś poznaję, dowiaduję sie nowych rzeczy, poszerzam horyzonty, staję się bardziej tolerancyjna, otwarta na inność i dziwactwa. O wielu rzeczach nie miałam pojęcia, o wielu dowiedziałam się własnie z książek- nie wyobrażam sobie bez nich mojego uczenia się życia i świata.

8.Czy są kraje, o których chciałabyś dowiedzieć się więcej z książek?

Nie mam czegoś takiego, że interesuje mnie tylko dany kraj i o nim szukam informacji na kartach książek- każda książka, która mnie wciągnie, jest dla mnie odkryciem- tak jak miejsce w niej opisywane. A jeśli już kogoś interesuje dane miejsce- na świecie jest wydawanych tyle książek, że wszystkie potrzeby chyba są raczej zaspokojane-można jedynie narzekać, że coś jescze nie ukazało się na naszym rynku po polsku- ale czy to nie jest dobra motywacja do nauki języków obcych?

9.  A podróżowanie w czasie? Czy jakaś epoka interesuje cię bardziej niż inne?

Bardzo lubię książki z historią w tle- książki N.Gordona, S. Dunant,  M. Waltari. Choć na chwilę chciałabym się znaleźć w renesansowej Italii, przede wszystkim we Florencji. Narodziny Wenus, Prywatne życie Mona Lisy- bardzo działały swego czasu na moją wyobraźnię. Móc przejść się po ulicach miasta, zobaczyc dzieła mistrzów- może ich samych podczas malowania wielkich dzieł-  nie chciałabym tylko spotkać się oko w oko z Savonarollą.

 W książce Marishy Pessl- Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof  (str.32) spodobał mi sie fragment o podróżach w naszym życiu.

Ojciec mówi do córki: 

"Nic tak nie kształci, jak podróże. Pomyśl o Dziennikach motocyklowych albo o tym, co Montrose St. Millet napisał w Stuleciach odkryć: Trwać w spoczynku znaczy być głupim. Być głupim to umrzeć. My będziemy żyli. Każda Betsy siedząca obok ciebie w szkolnej ławce pozna tylko ulicę Klonową, przy której stoi jej kartonowy biały domek z kartonowymi białymi rodzicami. Ty tymczasem podczas naszych wojaży poznasz ulicę Klonową, owszem, ale także dzikie pustkowia, ruiny, karnawały i księżyc. Poznasz mężczyznę wysiadującego na drewnianej skrzyni po jabłkach przed stacją benzynową w Ponurowie w stanie Teksas. Ten mężczyzna stracił obie nogi w Wietnamie. Poznasz kobietę siedzącą w budce i pobierającą opłaty za autostradę tuż pod Feralburgiem w stanie Delaware, matkę sześciorga dzieci , żonę bezzębnego górnika chorego na pylicę. Kiedy nauczycielka w szkole każe uczniom zinterpretować Raj utracony, nikt ci nawet do pięt nie sięgnie, skarbie, ponieważ poszybujesz daleko przed nimi wszystkimi. Będziesz dla nich ledwo widocznym punkcikiem na horyzoncie. I kiedy w końcu wylecisz w świat...- Wzruszył ramionami, a na jego twarz wypełzł uśmiech leniwy niczym stare psisko.- Przypuszczam, że nie będziesz miała innego wyjścia, jak przejść do historii."

 

Wprawdzie nie jest to kalendarz literacki z prawdziwego zdarzenia, jakiego oczekiwałybyśmy- ale to już jest COŚ! Znak wydał kalendarz z Mikołajkiem- nie znam go od środka, więc przy okazji z ciekawości zajrzę, a być może nawet kupię, bo baaaardzo lubię zabawnego Mikołajka i jego kolegów. Oczywiście czekamy na więcej....

piątek, 01 sierpnia 2008

No właśnie- czego zazdroszczę niemieckim czytelnikom?- A tego mianowicie,że są rozpieszczani przez ichnie wydawnictwa. Niemiecki rynek wydawniczy jest ogromny- nie wiem, czy przypadkiem nie największy w Europie. Ale to, co mnie się też podoba, to różnego rodzaju gadżety- również pięknie wydane- zakładki, zakładeczki kalendarze literackie, z cytatami, ze zdjęciami, z propozycjami lektur, z recenzjami- ot taki mały dodatek do dnia codziennego:)