Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 21 sierpnia 2011

Rzecz ma miejsce na pewnej plaży w Polsce. Chcemy z mężem wypożyczyć łódkę i stoimy obok stanowiska ratowników. Dwóch panów w pomarańczowych koszulkach leży na leżakach i opala się w pełnym słońcu (akurat trafiliśmy – bo wiadomo, tego w roku bieżącym ciepełka brakuje).  Krząta się tylko pani – ratownik, która szykuje dla nas kapoki i załatwia formalności. Nagle na plaży zjawia się horda dzieciaków z pobliskiej kolonii. Starszy ratownik mówi do młodszego:

-Przyszli. Trzeba by ich popilnować.

Na to młodszy:

-Siedź jak ci dobrze. Przyjeżdżają tu od trzech lat. Połowa z tych dzieciaków pływa lepiej od nas. Reszta – tak samo jak my. Nic im się nie stanie.

 

I tym sposobem podjęliśmy z mężem decyzję, że nigdy nie puścimy naszych dzieci na kolonie

sobota, 06 sierpnia 2011

Po pierwsze – warto pytać w bibliotece o książki, bo takie pytania dają Bibliotekarzom do myślenia i kto wie, kto wie. Może kiedyś... Ja zapytałam, a potem na ulicy, gdy spotkałam panią z biblioteki przekazała mi radosną wieść, że książka Szczygła, o którą się dopytywałam, już jest i czeka.

Po drugie – gdy usłyszałam o Zrób sobie raj pierwszy raz, byłam właśnie w drodze do domu. Podjechałam (coś tu z tymi książkami za często pojawia się topos drogi:) pod bramę i ani myślałam wysiadać z autka. Pan autor opowiadał tak ciekawie, w dodatku nakłaniał, by słuchać czeskiego jazzu (mnie jakoś nie przekonał), opowiadał o fenomenie Jožina z Bažin, że mogłam tak siedzieć i siedzieć i słuchać. W końcu mój zaniepokojony szanowny małżonek wyszedł sprawdzić, czy aby w tym samochodzie nie zemdlałam.

Po trzecie – faktycznie – każdy z nas ma jakaś wizję osobistą Czechów. Po lekturze wiem, że nic nie wiem. Właściwie – że nic nie wiedziałam, bo teraz już moja wiedza się trochę uzupełniła. Choć zdaję sobie sprawę  z tego, że ten temat to chyba studnia bez dna.

Po czwarte – chętnie przeczytałabym podobną książkę o Polakach napisaną z perspektywy nie – polskiej. Kilka wypowiedzi Szczygieł przemycił do swojej książki – i chwała mu za to. Choćby taka opinia – My do szczęścia ponoć nie potrzebujemy autostrad. Dlatego też ich nie mamy. Za to, my Polacy do szczęścia potrzebujemy… nieszczęścia. Bez niego nie możemy żyć. Coś w tym jest. Jestem ciekawa innych fenomenów na nasz temat. Jak ktoś podpowie lekturę - skorzystam.

Powtórzę opinie, które pojawiają się na innych blogach. Książka, którą można czytać i czytać. Nie wiem jak Szczygieł to robi, ale potrafi wślizgnąć się dosłownie wszędzie. Pyta o takie rzeczy, które innych krępują, a on – proszę – i już ma. Otwierają się przed nim sławy – i zwykli ludzie. A mówią o wszystkim. Czasem z tym charakterystycznym poczuciem humoru, o którym panuje powszechna opinia, że niby smutkiem podszyty. Jednocześnie czytając tę książkę, naszła mnie refleksja, że niby oni i my jesteśmy Słowianami, nasze języki są podobne (ostatnio gdy byłam na konferencji – Czech mówił bez tłumacza,  słuchacze świetnie poradzili sobie ze zrozumieniem, a potem jeszcze dyskutowali w dwóch językach) – a jednak między nami jest olbrzymia różnica kulturowa i obyczajowa. Kiedy kilka lat temu razem z mężem wędrowaliśmy po górach  w Słowacji i zdarzyło nam się pytać o drogę, to kilka razy na koniec usłyszeliśmy –Z Panem Bogiem. A raz to nawet jeden rozmówca uczynił znak krzyża nad nami, a my pomyśleliśmy, że z taką pomocą to jesteśmy w stanie dotrzeć wszędzie. Piszę to w kontekście historii – bo przecież jeszcze niedawno była Czechosłowacja i te dwa narody były ze sobą sztucznie połączone. W czasie lektury zastanawiałam się, jak te mogły ze sobą tak blisko egzystować przez tyle lat – kilku rozmówców wyraziło się Słowakach z nieukrywaną niechęcią. Tymczasem informacje na temat Boga, wiary, stosunków z Kościołem w Czechach w książce – zaskakują. Nie mówiąc już o pogrzebach, których … nie ma. O tysiącach nieodebranych urn zalegających na półkach krematoriów i zakładów pogrzebowych, o ucieczce od cierpienia.  Na kartach książki pojawiają się między innymi filozof Egon Bondy, fotograf Jan Saudek, rzeźbiarz David Černy, tłumaczka Helena Teigova. W tle  - Bohumil Hrabal, sprawa jego śmierci, papież Benedykt XVI i pająk, który nieźle narozrabiał, Jana Krejcarova - córka Mileny Jesenskiej, miłości Kafki.

Szczygieł jest Czechofilem, czego nie ukrywa. Sam pisze zamiast wstępu: Mówiąc w skrócie – jest to książka o sympatii przedstawiciela jednego kraju do innego kraju. Nie wyraża jednak swoich opinii – lubię, podoba mi się. Sucho relacjonuje, bez emocji, stara się nie oceniać – zostawiając to nam. Emocje są… - wiem po sobie. Świetna książka, która narobiła apetytu na kolejną, której jeszcze nie ma.

 

Coś o Czechach z własnego podwórka:

 

Moja znajoma mówi do swojej znajomej Czeszki:

-Eva, wy Czesi to ale macie śmieszny język.

Na to Eva do mojej koleżanki.

-Hana, coś ty. To wy, Polacy, macie śmieszny język.

 

 

Kiedy uczyłam jeszcze w szkole, pojechałam z klasą do Czech na wycieczkę. Dziewczyny się pytają:

 –A do wc jak chcemy iść – to chyba tam gdzie PANY? Bo PANY, to chyba panie tak? No więc poszły tam, gdzie było na drzwiach PANY, ale wybiegły z krzykiem, gdy przegonił je stamtąd jeden czeski PAN. A potem okazało się, że kawałek dalej za rogiem – było wc  z napisem DAMY.

 

No pewnie, że Czesi mają śmieszny język, no nie?