Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
piątek, 23 sierpnia 2013

Nasze podróże i obcowanie z różnej maści przewodnikami pokazuje, że o dobry przewodnik w wersji papierowej jest naprawdę trudno. Niektórzy autorzy koncentrują się na tym, co na prawo i lewo, na dole i do góry, tekst jest suchy, niekiedy wręcz ascetyczny. Mnie takie coś nie odpowiada – lubię przewodniki takie jak ten. Nie, nie byłam w tym roku w Toskanii i Umbrii, ale wiem, że jeśli kiedyś obrałabym sobie je za cel podróży, to chętnie zwiedziłabym je z tą książką właśnie. Nie byłam, ale nabrałam wielkiego apetytu na te miejsca. Właśnie dzięki Przewodnikowi subiektywnemu. To dowód na to, że książka spełniła swoją rolę. Po książkowych opowieściach chciałoby się odwiedzić te wszystkie miejsca, zajrzeć do kątków i zakątków – czasami w ogóle nieznanych, omijanych przez tłumy turystów, którzy jak horda Hunów, walą w kierunku Florencji i Wenecji. Napisałam wcześniej opowieściach – bo ta książka jest jak opowieść, gawęda, której słucha się przy stole, przy lampce wina. I nieważne, że balkon Julii jest na lewo czy na prawo, ważny jest klimat tych opowieści, które pozwalają poczuć smaki i zapachy, zobaczyć przed oczyma krajobrazy, których przecież się nie widzi. Zaufałam autorom dzięki kilku informacjom: choćby tej, że sama Wenecja oprócz kilku ciekawych miejsc wcale nie jest warta zobaczenia. Że szczury tam są i śmierdzi, że miasto raczej opuszczone. A przecież wszędzie słyszy się coś zupełnie innego. Autorzy stawiają na miejsca, które trudno niekiedy znaleźć na mapie czy w przewodnikach. Raczej poleca się je na zasadzie: jedna pani drugiej pani. Jak tam będziecie, to pojedźcie tam i tam. Bo okazuje się, że wystarczy tylko zboczyć z głównej trasy parę kilometrów, by zobaczyć wspaniałe freski, kamienny most czy miejscowość, która sama w sobie jest cudem architektury i cieszy oko. Książkę bardzo dobrze się czyta. Anna Maria Goławska jest poetką – co wyczuwa się w tekście. Lekkie pióro, umiejętność snucia fascynujących historii – a gdy Autorzy czasem wplatają jakąś dygresję na temat nie związany z Toskanią czy Umbrią, robią to bardzo zgrabnie, po czym płynnie się z niej wyplątują i wracają do wcześniejszego tematu. Przy czym czytelnik wcale nie odbiera tego jako zgrzyt, ale ma wrażenie, że właśnie tak miało być. Ot tak jak w zwykłej rozmowie – coś się nam przypomniało, coś jest ważne i ciekawe. Dużo miejsca Autorzy poświęcili smakom kuchni włoskiej. Polecają gdzie można dobrze zjeść, gdzie panuje wręcz rodzinna atmosfera, a które miejsca najlepiej omijać.

Całość tekstu świetnie łączy się z dobrymi zdjęciami i ciekawymi ujęciami. Autorzy starają się zaciekawić szczegółami, rzeczami na pozór nieistotnymi. Każdy zna krzywą wieże w Pizie, czy plac św. Marka w Wenecji – z tej książki można nauczyć się, że czasem niewidoczny element, bardzo mały – może wywołać naprawdę duże wrażenie.

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka



czwartek, 22 sierpnia 2013

(dotyczy mojego drugiego bloga - Półeczka z książkami)

Ruszyła kolejna - 3. edycja konkursu na najlepszy blog książkowy. Konkurs e – buka 2013 organizowany jest przez portal dużeka.pl

W tym roku do konkursu zgłoszono 108 blogów, które traktują o książkach dla większych i mniejszych. Mój blog należy do tej drugiej kategorii. Jeżeli lubicie zaglądać w moje progi, inspiruję Was, zachęcam do lektury – uśmiecham się o głos. Należy napisać na adres mailowy ebuka@duzeka.pl w temacie wpisując nazwę: Półeczka z książkami. Jeśli czyjeś serce jest rozdarte i ma więcej ulubionych blogów – to nic, głos można oddać na 5 różnych blogów, natomiast nigdy po raz drugi na tę samą stronę.

Pozdrawiam serdecznie moich czytelników;)

 

Tutaj więcej informacji na temat konkursu.

sobota, 10 sierpnia 2013

Powrót do Nałęczowa na pewno nie jest jakąś ambitną literaturą, ale czyta się ją przyjemnie, tym bardziej, że latem właśnie takie książki smakują wybornie podczas leniuchowania na plaży. Poza tym to książka o podroży, trochę dziwnej bo … podróży w czasie. Jako nastolatka czytałam namiętnie dwie książki: Małgosia contra Małgosia i Godzinę pąsowej róży. Bohaterki obydwu książek przypadkiem znalazły się w innej epoce – znaczy się: u swoich przodków, tyle że wieki albo dziesiątki lat do tyłu. Podobnież i tutaj. Anna, lat 42, żyje w wolnym związku z miłym mężczyzną - Bartkiem. Każdy żyje swoim życiem, w swoim mieszkaniu. Obydwoje zalatani, gonią za pieniądzem. Spotykają się tylko w weekendy, są zadowoleni z takiego stanu rzeczy, za bardzo nie chcą niczego zmienić w tej materii. Ten styl życia Annie odpowiada. Ale do czasu. Kiedy to zatęskni za swoją rodziną i kiedy pewne miejsce sprawi, że przeniesie się w czasie w lata 30-te ubiegłego wieku do Nałęczowa, do domu rodzinnego swojej mamy Stasi. Jej babcia Zofia jest właśnie jej równolatką, jakiś czas temu owdowiała, musi sobie radzić z gromadką córek. To właśnie u niej Anna wynajmuje pokój jako letniczka. I od tego momentu nic nie będzie już takie jak było. Anna dokona oceny swojego dotychczasowego życia – a czy coś w nim zmieni, tego nie zdradzę.

 

Lekka książka, do której autorka przemyciła masę różnych ciekawych informacji o dawnym życiu i o Polsce lat 30-tych 20. wieku. Zrobiła niezłą robotę dla samego Nałęczowa, bo zapragnęłam kiedyś tam pojechać i zobaczyć to miejsce, które tak ciekawie opisała. Mało tego, zaczęłam szperać w biblioteczce i zaczęłam wgłębiać się w życiorys Żeromskiego, który jest często wspominany na kartach powieści.

Czytało się nieźle i szybko. Książka w wielu miejscach zaskakiwała i trudno było przewidzieć, jak się skończy ta historia. A ja takie coś baaaardzo lubię:)

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia