Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
środa, 30 sierpnia 2017

Marianna Oklejak ożywiła na kartach książek dla dzieci nasz rodzimy folklor. Wirują na nich panny i młodzieńcy w kolorowych wiankach na głowach, w serdakach, oko przyciągają gliniane kogutki, koronkowe kopki, pasiaste fartuchy. Tak jest w lekturach: „Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych” i „Cuda niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych”. Najnowsza książka skierowana jest dla tych najmłodszych, którzy nie potrafią jeszcze liczyć i nie znają kolorów. I znów wchodzimy w klimat folklorystyczny, bowiem najpopularniejsze barwy jak czerwony, niebieski, żółty, różowy i inne, dzieci poznają przy pomocy ludowych instrumentów, trzewików na korkach (u nas tak się mówi na obcasy), serwetek, motywów hafciarskich, korali i wycinanek.  Jednocześnie obok ilustracji przeczytać można dany kolor w innym języku: mamy wersję polską, niemiecką, angielską, francuską i hiszpańską. Tutaj do akcji muszą wkroczyć rodzice, którzy pomogą dzieciom „przeczytać” kolory w obcym języku.

Ciekawie przedstawia się również książka o liczbach od 1 do 10. Duża cyfra przyozdobiona motywami folklorystycznymi z różnych regionów, potem jej zapis również w kilku językach. I tak przy pomocy książki Marianny Oklejak maluchy będą liczyć po polsku (a jakże), niemiecku, angielsku, francusku i hiszpańsku. Obok ilustracje z ludowymi motywami: kogutek, kogucik, trzewiczki, instrumenty, ptaszki, hafty, serdaczki, zabawki, korale, pisanki. Ich ilość na stronie zależna jest od danej cyfry. Jeden kogucik, dwa buciki itd.

Piękne są te książeczki. Mam słabość do takich właśnie motywów. Może dlatego, że obok mojego miejsca zamieszkania jest ciekawy region folklorystyczny. Mam z nim trochę do czynienia zawodowo, trochę mój mąż. Cudnie jest, że ilustratorka wyciąga takie smaczki. Sprawiła, że folklor znów pojawił się na kartach książek dla dzieci, łączy stare z nowym. A wydawać by się mogło, że ten ożywał tylko na kartach starych książek z wierszykami i już od dawna murszeje w lamusie.

Wiek 0+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Paryż to drugie miasto po Sztokholmie, które odwiedzamy dzięki książkowej serii – „Znam to miasto”. Grupa postaci mniej lub bardziej znanych pojawia się w różnych miejscach w stolicy Francji. Postacie te poznajemy zaraz na pierwszej rozkładówce. Któż jest wśród nich? Kto pokazuje nam miasto nad Sekwaną? Są tutaj m.in. Maria Skłodowska-Curie z córką, bracia Montgolfier (to ci od balonu), Pablo Picasso (mimo że Hiszpan, to przez długie lata był związany z Paryżem), Esmeralda i Dzwonnik, projektant mody Yves, pieśniarka Edith Piaf, ikona mody Coco Chanel i inni, często zwykli mieszkańcy i ich pupile.

Każda rozkładówka (olbrzymia, wymiary: 2x 25,5 na 33 cm) to inne miejsce wraz z wszystkimi postaciami. Można śledzić ich losy na różnych ulicach Paryża, w dzielnicach, w parku, muzeum. Co robi piesek słynnego projektanta, gdzie akurat przesiadują słynni bracia wynalazcy, co akurat w danym momencie robi cyganka Esmeralda i czy towarzyszy jej Dzwonnik? To takie moje pytania pomocnicze, tymczasem autorzy pod wszystkimi postaciami na pierwszej rozkładówce zadali swoje pytania. Wertując książkę należy spróbować odpowiedzieć na nie. Znajdź sowę Pabla. Jak Gilbert złamał sobie rękę? Co zdenerwowało Coco? Od kogo Maria Skłodowska-Curie i jej córka odbierają nagrodę?

Na kartkach książki oprócz tego, że można spotkać słynne osoby i zwykłych mieszkańców można również odwiedzić znane miejsca w stolicy Francji. Malownicze wzgórze Paryża Montmarte ze świątynią Sacre Coeur i czerwonym wiatrakiem Moulin Rouge, brzeg Sekwany, katedra Notre Dame, urocze mieszczańskie kamieniczki, wieżę Eiffle’a, Muzeum Luwr. Wzrok przykuwają małe sklepiki z bagietkami, uliczny teatrzyk, artyści: bukiniści, malarze i akrobaci. Mimo że książka „milczy” ma się wrażenie, że słyszy się panujący na ulicach gwar, w małych kafejkach jest tłok. Mnóstwo drobnych szczegółów, które często niewidoczne dla dorosłych, z pasją odkrywane są przez najmłodszych. A może książka o Paryżu zachęci do przedsięwzięcia jakiejś rodzinnej wyprawy do stolicy Francji?

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 24 sierpnia 2017

W „Jeżynowym Grodzie” może wywoływać tylko ciepłe uczucia. Świat małych myszek ukryty wśród krzewów, kwiatów i drzew. Maleńki, w którym bohaterowie przeżywają radości i smutki dnia codziennego. Makóweczka Bystrzycka, Dereń Mączniak, Pan Jabłuszko, rodzina Żabuchów i inni. Spora grupa bohaterów, która mieszka w słodkich domkach z mnóstwem kątków i zakątków, które można godzinami obserwować. Tak jakby położyć się na podłodze przed domkiem dla lalek. Przeniknąć do świata zabaw i marzeń, wczuć się w rolę bohaterów, którzy krzątają się po swoich domostwach, przygotowują bajeczne potrawy: chłodnik z rzeżuchy, sałatkę z mleczy, desery z miodu, ciasteczka pierwiosnkowe. Świat, nad którym trzeba się pochylić, by go dojrzeć, ukryty wśród bujnej zieleni. Myszki wiodą poniekąd sielankowe życie (któż o takim nie marzy) uporządkowane przez regularne rytmy w przyrodzie. Pory roku decydują o tym, co stworzonka robią – a te poddają się prawom panującym w naturze. Z jednej strony – jak to zwierzęta: żyją sielsko na łonie natury, z drugiej – w swoich zachowaniach przypominają nas, ludzi. Świętują wesele, urodziny, piknik, pracują, martwią się, mielą mąkę, mieszają masło. Mało tego, odmawiają swoją mysią modlitwę dziękczynną. Nie mogę sobie tego odmówić – muszę ją Wam przytoczyć: „Obyśmy byli wdzięczni za dobre pożywienie z naszych zielonych pól”. Wiosna i lato oznaczają wzmożoną aktywność myszek. Trzeba się przygotować do zimy. Mają jednak czas na zabawę, ale też dużo pracują: we młynie, wędzą sery, sprzątają norki. Całość podzielona na osiem opowieści, pięknie zilustrowanych. Obrazki pełne szczegółów, szczególików: wyposażenie mysich domków wywołuje zawroty głowy, autorka też zadbała o szczegóły elementów ubioru, motywy florystyczne. Świat, do którego chciałoby się wejść, i który na pewno będzie miłym wspomnieniem z czasów dzieciństwa.

Wiek 4+

Wydawnictwo Znak

środa, 23 sierpnia 2017

Lubię książki z pokręconymi losami ludzi. Gdzie nic nie jest łatwe i przewidywalne. Jutro jest niepewne, a co dopiero bliższa czy dalsza przyszłość w szerszej perspektywie. Gdzie nagle okazuje się, że jedno wydarzenie miało brzemienne skutki i wielki wpływ na życie pojedynczych ludzi. I lubię oglądać takie wydarzenia oczami zwykłych ludzi. Poznać ich opinię, spojrzenie na pewne fakty. Gdyby mówić o ofiarach ostatniej wojny – na pewno liczby robią wrażenie. Kiedy poznaje się ból i łzy jednostek, wagę cierpienia – czytelnik płacze razem z nimi i …cierpi. Bo wchodzi w czyjeś życie – może nawet z buciorami, bezwstydnie ogląda sceny z rodzinnej nie do końca sielanki, zna tajemnice czterech ścian, które skrzętnie ukrywa się nawet przed najbliższą rodziną. Denerwuje się, że nie może niczego zmienić, współczuje, gdy ktoś odchodzi na zawsze, w końcu zastanawia się jakby sam się poczuł, gdyby przyszło mu stracić dom. Książka Aidy Amer świetnie wpisuję się we współczesność, gdzie wędrówki ludów stały się faktem, tematem codziennym. Wprawdzie nas nie dotyczą, ale co jakiś czas można w serwisach informacyjnych zobaczyć setki, tysiące ludzi zmuszonych, bądź na skutek własnych decyzji, zmienić totalnie swoje życie, o sto osiemdziesiąt stopni, osiąść gdzieś indziej, w zupełnie obcym miejscu. Przesiedlenia to też kawał naszej historii. Temat gdzieś spychany na margines, teraz w powiązaniu z wydarzeniami w innych krajach, nagle ożywa. Sytuacja Prus Wschodnich (Boże, gdzie to było, słyszy się czasem), wysiedlenia, przesiedlenia. Wyrazy często pojawiają się co rusz w artykułach, a słowa odbijają się echem w powszechnej świadomości. Dwie rodziny: Stuhlmacherów i Sztulmowców, nie znający się nigdy wcześniej. Łączy ich dom: opuszczony przez jednych, zamieszkały przez drugich. Chichot historii, która  w pewnym sensie zatacza koło. Tu nie ma miejsca na tanie gadanie, łatwe rozwiązania, jakieś ersatze. Trzeba dostosować się do nowej sytuacji. Jedni uciekają, nadchodzą drudzy. Są tylko pionkami w grze, która zwie się historią, do której gry plan ułożyli możni i niemożni tego świata. A ten obserwujemy z różnych perspektyw: raz do głosu dochodzą Niemcy Stuhlmacherowie, raz Polacy Sztulmowcy. To nie powieść rzeka, w której jedno wynika z drugiego. To taka powieść patchwork, pozszywana ze skrawków pamięci swoich bohaterów. Wplątani nawet wbrew własnej woli w wichry wojen, przemian społecznych próbują żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i naturą. Ona też jest tu bohaterem. Tytułowe ptaki pojawiają się gdzieniegdzie i nie tylko tworzą specyficzny koloryt, ale jednocześnie silnie związane są z losami książkowych postaci. Nie jest to łatwa książka – trochę trwa zanim czytelnik się do niej przekona. Trzeba rozszyfrować zamiar autorki, która też pochodzi z różnych światów. Ciekawym doświadczeniem jest poznać świat przesiedleń, pojedynczych osób w czasie ostatniej wojny i po z perspektywy, której bliskie są różne kultury.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 18 sierpnia 2017

Rok na wsi obserwujemy na przykładzie gospodarstwa Piotra i Basi Listków. Dawniej było ono własnością taty i dziadka Piotra. Oprócz dwójki gospodarzy można spotkać w tym miejscu mnóstwo innych postaci: są tutaj syn Franek, jego przyjaciółka Ola, Jagoda kupująca ekologiczne produkty od Listków, babcia Hela, która pod swoją opieką ma ogród, jej sąsiadka Jadzia, Wojtek i Asia z synkiem Kubusiem – wakacjusze ładujący swoje akumulatory w letnie dni właśnie na wsi u Listków. Jest i liczna menażeria: kotka Fiona, krowa Amelia, pies Misiek, kocur Benek. Są gęsi, owce, kury, indyczki, świnki. Każdy przedstawia się krótko na początku książki.

Rok na wsi to całoroczne odwiedziny w gospodarstwie u Listków. Postacie z rozkładówki, zwierzęta i ludzie, przewijają się przez karty książki w różnej scenerii: od stycznia do grudnia. W płatkach śniegu, w wiosennej zieleni, letnim słońcu, jesiennych brązach. Duży format pozwala na obserwację różnych scen i życia gospodarzy, ich zwierząt, zmian zachodzących w przyrodzie. Miesiące zimowe – choć mroźne, na pewno są spokojniejsze dla Basi i Piotra. Zorganizowano kulig dla gości z miasta, na ognisku bulgocze gorąca zupa w kociołku, dzieci szaleją na śniegu, z komina małego domku snuje się dym. W lutym zaczynają się pierwsze roztopy, a rodzina zaangażowana jest do prac porządkowych. Troszczy się o drewno do ogrzania domu. Marzec to wiosna: nieśmiała zieleń, pęki wierzbowych kotków w rękach starszych pań, ruch w ogrodzie (skąd ja to znam?), remont płotu i maszyn rolniczych. Na wsi zawsze jest dużo roboty – i to przez cały rok.

Książka bez tekstu – same ilustracje, które mogą być nie tylko doskonałą okazją do tego, by zobaczyć co na wsi piszczy, ale też mogą być one punktem wyjścia do rozmów, do opowiadania tego, co dana ilustracja przedstawia.

Magdalenę Kozieł-Nowak znamy już  z innych książek, m.in. naszych ulubionych: „Dzieci z Bullerbyn”. Jej ilustracje pełne są szczegółów, szczególików do odkrycia. Można skupić się na obserwowaniu konkretnych postaci: ludzi i zwierząt, śledzić ich losy w poszczególnych miesiącach. Książka też kapitalnie pokazuje zmiany w przyrodzie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 08 sierpnia 2017

Ten atlas sprawia, że dzieci na długo pochylają się nad tą książką. Nie dziwię się specjalnie, bo zanim ta lektura trafiła w małe ręce, wsiąkłam w świat atlasowy i ja.

Atlas to książka specyficzna i zwykle kojarzy się mi osobiście z zupełnie innymi treściami: suche fakty, mapy, wykresy, kilka zdjęć. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że to atlas inny niż … inne tego typu lektury. Tematyka – zwierzęca. 31 gatunków ze wszystkich kontynentów. Tytułowe przygody to jakaś cecha charakterystyczna dla danego zwierzęcia. I tak autorzy zachęcają do tego, by pobiegać z antylopą, popływać z sardynkami, budować gniazda z maskonurami, polatać nocą z płomykówkami. Nie jestem do końca przekonana do tego typu zabiegu, jednak myślę, że sami autorzy szukali czegoś, co by ich książkę mogło wyróżnić. Nie ma się chyba co dziwić biorąc pod uwagę olbrzymie ilości tytułów na rynku. Na pewno dana cecha wyszczególniona zresztą w opisie danego gatunku pozwoli zapamiętać coś charakterystycznego na temat osobnika: żółwie wylęgają się z jajek, hipopotamy są bardzo waleczne, sowy latają nocą, pawie lubią paradować, orangutany wychowują swoje dzieci (co akurat w przypadku zwierząt powszechne nie jest).

Sama treść jest wciągająca. Wybrano ważne informacje i ciekawostki związane z cechą wyszczególnioną w tytule. Każda rozkładówka (ogromna) dotyczy konkretnego gatunku. To zarazem pole do popisu dla ilustratora. Między obrazki wplecione są krótkie teksty, które dotyczą innych aspektów życia danego gatunku. I to też różnie w zależności od danego zwierzęcia. Nie ma tu żadnej gotowej formułki. Autorzy wyszukali co smaczniejsze kąski. I tak w przypadku orangutanów można się dowiedzieć co w ogóle oznacza słowo „orang-utan” (w języku malajskim to „człowiek z lasu”), jak odpoczywają, kto jest ich drapieżnikiem. Każda rozkładówka zawiera też malutką ilustrację z budową zwierzęcia i mapką jego występowania. Książka podzielona jest na poszczególne kontynenty. Krótki opis plus mapka z różnymi zwierzętami – nie tylko tymi opisanymi w książce. Na końcu zabawa w wyszukiwanie i alfabetyczny indeks. Mnóstwo ilustracji, przydatnych i ciekawych informacji, które pomogą błysnąć na placu zabaw i w szkole.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

Wiecie, co zauważyłam? Jeśli dziecko jęczy, że nie lubi czytać, wystarczy mu podrzucić komiks. Niby to przypadkiem. Na nocny stolik. Tak od niechcenia. Położyłam wśród ludzików lego, komórki, stosu kredek i pisaków. Potem z satysfakcją odkrywam, że dopięłam swego. Oczywiście pomarudziłam, że już późno, a on – czyli mój młodszy syn, oczęta sobie psuje przy lampie zaczytany w przygodach niebieskich ludzików. Ale czytał tak długo aż nie zobaczył „KONIEC”. Tak więc kochani – w razie czego – Smerfy są antidotum na wszystkie nieczytajki. Nie myślcie, że u mnie tak łatwo. Niekiedy też muszę zachęcać, by po książki dziecko sięgnęło. Bo przecież konkurencja nie śpi i wytoczyła wszystkie działa: te wszystkie gry i gierki, smartfony, laptopy. Nie, nie jest wcale łatwo – przyznajemy z mężem. Ale pocieszamy się nawzajem, że ci „nowsi” rodzice, będą mieli już tylko gorzej i bardziej pod górkę. Ale dość tego defetystycznego narzekania.

W tej książce aż pięć opowieści. „Dziwne przebudzenie smerfa Śpiocha”. Tytułowy bohater po przebudzeniu stwierdza, że chyba znalazł się w innym świecie. Wioska zasnuta w pajęczynach, nagryzione zębem czasu, a wszyscy członkowie niebieskiej społeczności są nobliwymi staruszkami. Jednym słowem smerfowy koszmarrrrrr.

„Pociąg smerfów” – smerfy wracają do wioski obładowane zapasami. Kosztuje je to dużo wysiłku. Proszą zatem Pracusia o pomoc. Chyba domyślacie się, co wymyśli ten pracowity smerf? Tymczasem straszny czarodziej Gargamel podczas grzybobrania przypadkiem wśród zieleni leśnego poszycia dostrzega maleńkie tory kolejowe.

„Smerf i smok” – smoki w literaturze nie mają zbyt dobrej opinii. Ale ten smok, który pojawi się w wiosce smerfów jest naprawdę sympatyczny. Jest jeden minus – ma ogromny apetyt….

„Smerfy strażacy” – smerfy postanawiają założyć w  wiosce jednostkę strażacką. Pracuś pracuje nad strażackim pojazdem, grupka innych niebiesko ludków buduje wieżę obserwacyjną. Niestety, Gargamel zaczyna igrać z ogniem, ale uwaga: stare smerfowi przysłowie mówi: kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada. Tak więc spokojnie, i ta historia zakończy się happyendem.

„Kret u smerfów” – kto ma działkę wie, że kret, skądinąd bardzo sympatyczne i pożyteczne stworzenie, może narobić niezłych szkód. Ten problem mają właśnie smerfy w wiosce, ponieważ krecie korytarze i kopce rujnują smerfowi domki. Ciekawe co się stanie, kiedy smerfy odkryją, że kreci korytarz doprowadził ich do Gargamelowego zamczyska.

Zabawne historyjki, wciągające, z pomysłem. Mnie zawsze urzeka smerfowy język małych stworzeń. Ach te wszystkie neologizmy, które świetnie pasują do kontekstu i są przez wszystkich doskonale rozumiane: „Coś się posmerfowało”, „Smerflicje”, „Smerfne, że palce lizać”, „Nie do usmerfnięcia”.  Word uparcie podkreśla, że błąd. Ale nieeeeee, tak właśnie ma być – smerfowo!

Wydawnictwo Egmont