Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 25 września 2008

 

Shantaram to moja wakacyjna lektura- ale przyznaję, że w związku z powrotem do pracy przeżywamy w domu swego rodzaju rewolucję - piszę kiedy mam czas- między pracą , dziećmi , przygotowywaniem ambitnego planu wynikowego i czytaniem.

Do momentu zakupu tej książki byłam właściwie pewna, że jestem odporna na reklamę- tymczasem dałam się skusić- Każdy, kto kocha książki, przez całe swe czytelnicze życie szukał właśnie tej powieści. Jeżeli kogokolwiek pozostawi ona obojętnym, to albo jest on bezduszny, albo martwy. Albo i to i to.- przemówił z okładki- nie kto inny, jak sam Jonathan Carrol.

Powitajcie, wielkie panowie!-(...)-Powitajcie w Bombaju!

Lindsay zjawia się pewnego dnia w Bombaju- ma za sobą dość ciekawe życie w Australii, ucieczkę z więzienia, przy sobie fałszywy paszport, trochę pieniędzy i świadomość, że jest ścigany listem gończym na całej kuli ziemskiej. Zaraz po przylocie zatrudnia- Prabakera, człowieka, który pokazuje mu prawdziwe Indie, takie, których nie znajdziemy w cukierkowo wydanych przewodnikach. Świat alfonsów i prostytutek, narkotyków, burdeli, przemytu i więzienia. Jest też świat prostych ludzi żyjących w slumsach, ogromnej rzeszy żebraków, straganiarzy, walczących o swoje miejsce na ziemi w tym tak ludnym mieście. Lindsay, początkowo samotny, szybko zjednuje sobie grupkę przyjaciół z baru Leopold i ze slumsów. Shantaram to swego rodzaju- Bildungsroman- w ciągu kilkunastu miesięcy Lindsay odwiedza różne miejsca, ima się różnych zajęć, stara się znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania. Przechodzi pewnego rodzaju ewolucję, dąży do czegoś, czego sam nie potrafi bliżej określić. Kiedy w rodzinnej wiosce Prabakera mieszkańcy nadają mu nowe imię- Shantaram- "człowiek bożego pokoju", zaczyna wierzyć, że tym samym dano mu szansę ponownego stworzenia siebie, stania się człowiekiem, którym zawsze chciał być. Czy mu się uda?- odpowiedź jest na 687:)

Slumsy ciągnęły się kilometrami, a chwilową ulgę przynosił tylko widok prosperujących sklepów i kruszących się, omszałych domów ludzi stosunkowo zamożnych. Slumsy ciągnęły się nieprzerwanie, a ich jawna wszechobecność stępiła moją wrażliwość przybysza. Ogarnęło mnie coś w rodzaju zdumienia. Przestałem zwracać uwagę na ogom slumsów, a zacząłem dostrzegać ludzi, którzy w nich mieszkali. Kobieta pochyliła się, by wyszczotkować czarny jedwab włosów. Inna kąpała dziecko, polewając je wodą z miedzianego talerza. Mężczyzna prowadził trzy kozy z czerwonymi wstążeczkami zawiązanymi na obrożach. Inny golił się przed pękniętym lustrem. Wszędzie bawiły się dzieci. Mężczyźni nosili wodę w wiadrach. Naprawiali chaty. I wszędzie, jak okiem sięgnąć, ludzie uśmiechali się i śmali.

Świat jakże inny od tego, który serwuje nam Bollywood. Książkę czyta się dobrze, są miejsca, które wciagają tak, że zapomina się o świecie, są miejsca, które mnie po prostu nużyły. Autor czasami koncentruje się zbyt długo na nic nie znaczącym wątku, który i tak nie ma wpływu na dalszy tok wydarzeń- stąd ta ilość stron. Książka podobała mi się, ale niestety nie wywołała aż takiego zachwytu, jakiego oczekiwałby ode mnie wspomniany już Jonathan Carroll:) Czytając ją odnosiłam wrażenie, że czegoś jej brakuje. Współczesny Ojciec Chrzestny?- chyba raczej nie- dobra namiastka może. Z pewnością nie jest to jednak książka, której szukałam przez całe swoje czytelnicze życie. Taka książka- na szczęście jeszcze przede mną...

wtorek, 23 września 2008
 
Pierwszą laureatką Nagrody Mediów Publicznych w dziedzinie literatury została Małgorzata Szejnert. Jury doceniło jej książkę "Czarny ogród".

  

 Jest to historia spółki Giesche (która splajtowała w zeszłym roku), historia Niemiec, Śląska i Polski w opisywanym dwustuletnim okresie, historia powstawania życia Giszowca i Nikiszowca, a co najważniejsze - historia kilku wybranych rodów z Giszowca, które przewijają się i krzyżują przez paskudny wiek XX.

Nagromadzenie wiedzy, obfitość faktów i całego gąszczu pogranicznych losów ludzi - a zwłaszcza talent autorki - zapierają dech. Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z całą pewnością "dzieło życia" autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazuje autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców (którą pani Szejnert wyłuskała w rozmowach z ludźmi) - "A my to smolymy!". Kazimierz Kutz

 

środa, 17 września 2008

Jesień w księgarniach- kto lubi czytać wie, że to dla moli książkowych "najcieplejsza" pora roku- pojawia się tyle nowości i wznowień, że można dostać książkowego zawrotu głowy:) A co mnie przypadło do gustu, co ja chciałabym przeczytać?

 Irving Stone- Grecki Skarb; wyd. Muza

Kto zna zbeletryzowane biografie Irvinga Stone'a, tego do Greckiego skarbu raczej namawiać nie trzeba.

Pochodzący z biednej rodziny, genialny samouk Heinrich Schliemann, od wczesnej młodości marzył o odkryciu Troi. Zdobył gruntowne wykształcenie i fortunę, brakowało mu tylko oficjalnego pozwolenia tureckiego rządu na prowadzenie wykopalisk oraz... żony Greczynki. Poślubił młodziutka Sophię Engastromenos i to ona prowadzi nas przez ich życie, aż po spełnienie marzenia Schliemanna, gdy ziemia odsłoniła przed nim skarby i Troja i królewskie grobowce w Mykenach urzeczywistniły się i przestały być już tylkoi strofami Iliady...

 

Isabelle Allende- Ines, pani mej duszy; wyd. Muza

Bardzo lubię tę autorkę. Przeczytałam chyba wszystko, co do tej pory w Polsce zostało wydane. (Chociaż nie, została mi książka o Zorro:) Śmiało przeniosłam ją na grunt rodzinny- i pojawili się nowi fani. Połączenie magii z rzeczywistością, ciekawie zarysowane charaktery, niepowtarzalny klimat- po prostu zawsze wspaniała podróż do Ameryki Południowej. Mam nadzieję, że i tym razem będzie podobnie.

Niewiarygodna historia pierwszej i jedynej Hiszpanki, Ines Suarez (1507-1580), która wzięła udział w konkwiście, opowiadana przez samą bohaterkę
Wartka narracja, dramatyczne zwroty akcji, barwne postaci, bogate tło obyczajowe
Sędziwa Ines Suarez u kresu swoich dni spisuje kronikę własnego życia. W 1537 roku w poszukiwaniu męża, który zaciągnął się do hiszpańskiego wojska i wyruszył na podbój Peru, wyjechała do Ameryki. Nie znalazła go jednak i wkrótce związała się z Pedrem de Valdivią, późniejszym zdobywcą Chile. Sama również jako pierwsza i jedyna hiszpańska kobieta brata udział w podboju Chile, a jej okrutne czyny sprawiły, że stała się bohaterką "czarnej legendy".

Mollie Gillen- Maud z Wyspy Księcia Edwarda, Wydawnictwo Literackie
Któż z nas nie zna rudowłosej Ani z Zielonego Wzgórza? Natomiast na temat pani Lucy Maud Montgomery nie wiem nic. Stąd bardzo chętnie zajrzę do tej książki- może znajdę w niej ducha Anny Shirley:) Jestem ciekawa, czy autorka charakterologicznie jest bardziej zbliżona do Maryli, czy do pani Małgorzaty? Może w książce znajdę odpowiedź?

Bogato ilustrowana, uznawana przez czytelników za najciekawszą i najbardziej przystępna biografię Autorki. Mollie Gillen uznana biografistyka i dziennikarka opisuje najciekawsze momenty z życia Maud, często przywołuje fragmenty jej pamiętników, pokazuje Kanadę z początku ubiegłego wieku. Dużo uwagi poświęca kolejnym powieściom Montgomery, co jest wielką zaletą książki: wielbiciele Ani z Zielonego Wzgórza, Emilki, Pat i innych bohaterek kanadyjskiej pisarki będą usatysfakcjonowani ilością ciekawostek, kulisów powstawania kolejnych powieści, a także dowiedzą się, co Montgomery myślała o swoich postaciach.
Philip Marsden- Dom na Kresach, wyd. WAB
 
Lubię książki wspomnieniowe,  o tym i o tych, których już nie ma. Liczę na ciekawą podróż w czasie.
Bohaterką książki jest niedawno zmarła na emigracji poetka polska, która 17 września 1939 roku, mając siedemnaście lat, z rodzinnego Morynia nad Niemnem przedarła się przez Skandynawię do Anglii. Poznała tam pilota Olgierda Ilińskiego, który w 1943 roku, w trzy tygodnie po ślubie z nią, zginął zestrzelony nad Francją. Po dwóch latach Zofia Ilińska z drugim mężem, amerykańskim eks-dyplomatą, przeniosła się do Kornwalii. W 1992 roku młody angielski pisarz Philip Marsden, zafascynowany opowieściami poetki z dzieciństwa, odbył wspólnie z nią sentymentalną podróż na Białoruś, w poszukiwaniu rodzinnego dworku Ilińskiej. Podróżnicza książka Dom na Kresach. Powrót oddaje losy kresowego ziemiaństwa, ujawniając niezwykłą wrażliwość autora na osobliwe piękno dawnych wschodnich rubieży Polski.

 

1001 książek, które musisz przeczytać, wyd. Elipsa

Ciekawe, co muszę jeszcze przeczytać? :))) Zawsze z przymrużeniem oka sięgam po takie pozycje, które wręcz w tytule sugerują, że coś tam muszę, ale przyznaję- zżera mnie ciekawość - stąd chętnie zajrzałabym do środka. Recenzja wydawnicza zapowiada nie lada rekonesans czytelniczy, a ja, przyznaję, lubię zaglądać ludziom pod okładki:)))

1001 książek, które musisz przeczytać to śmiało nakreślone, błyskotliwe omówienie twórczości pisarzy, którzy od dawna rozpalali i do dziś rozpalają wyobraźnię czytelników. Wyboru utworów dokonali znani krytycy, wykładowcy akademiccy i dziennikarze, uwzględniając także najciekawsze pozycje, które ukazały się na rynku księgarskim w ciągu ostatnich lat. Dla bibliofilów jest to niepowtarzalna okazja obejrzenia ponad 600 kolorowych okładek i frontyspisów oraz innych materiałów ilustracyjnych związanych z poszczególnymi tytułami. Dla kolekcjonerów cytatów

 

wtorek, 16 września 2008

Telewizja Polska i Polskie Radio ufundowały Nagrodę Mediów Publicznych - Cogito- w dziedzinie literatury pięknej. Chcą w ten sposób wspierać i promować polską twórczość. To nagroda dla autora najlepszej książki, o szczególnych walorach artystycznych, napisanej i wydanej w języku polskim. Więcej informacji tutaj

          

 

Nominowani:

środa, 10 września 2008

Dziś zaległa recenzja lektury wakacyjnej:

Najpierw poraziła mnie okładka swoją kiczowatością- jednak wbrew wszystkim negatywnym opiniom na jej temat- przyznaję, że tylko dlatego zwróciłam w księgarni na nią uwagę. Potem ten tytuł: Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof- uwięziony gdzieś pomiędzy subtelną różą i motylkiem, a informacją o autorze w ostrym kolorze pink. Ostatecznie- poraziła mnie już sama książka. Dawno nie czytałam tak dobrej książki, nigdy nie czytałam TAKIEJ książki.

"Tata zawsze powtarzał, że trzeba mieć naprawdę Bardzo Ważny Powód, aby spisać Historię Swego Życia i oczekiwać, że ludzie będą chcieli ją czytać"- W taki oto sposób zaczyna się historia szesnastoletniej Blue van Meer, utalentowanej córki utytułowanego wykładowcy politologii. Jaki to Bardzo Ważny Powód miała Blue by opisać swoje życie?

Ojciec bohaterki gardzi renomowanymi uczelniami- w kręgu jego zainteresowań pozostają tylko trzeciorzędne uniwersytety, prowadzi tam wykłady, po czym- po zakończeniu semestru- razem z córką pakują swój dobytek- w tym również gablotki z motylami- pamiątkę po zmarłej matce Blue- i wyruszają w kolejną podróż- do następnej miejscowości. Blue nie ma zatem możliwości nawiązania trwałych przyjaźni, z żadnym miejscem nie jest emocjonalnie związana- wszystko się zmienia- domy, ludzie, kolejne "majowe chrabąszcze" (kochanki ojca). To, co jest trwałe, na czym może polegać i co tłumaczy jej świat- to świat książek- Blue jest nadzwyczaj oczytaną prymuską. Pewnego dnia razem z ojcem przybywają do Stockton, kolejnej amerykańskiej pipidówki- na kolejną uczelnię, na kolejny jeden semestr. Z tą tylko różnicą- że Blue poznaje tutaj dziwną paczkę piątki przyjaciół z ich "opiekunką" Hanah, tajemniczą i trochę dziwaczną nauczycielką z collegu. Od tej pory nic nie będzie w życiu Blue takie samo jak dawniej- a sama powieść zaczyna się rozwijać w kierunku fascynującego thrillera.

Autorka rozwija jednocześnie różnorodne wątki- ciekawie rozbudowuje typy psychologiczne postaci- a wszystko czytelnik śledzi z coraz większym zainteresowaniem- stosunek Blue do ojca, nowych przyjaciół i Hannah, ich pokręcone życiorysy, nowe doświadczenia- alkohol, prywatki, seks, narkotyki. Wszystko ewoluuje, zaskakuje, jest owiane mgiełką tajemniczości i nieznanego. Pessl robi to w fascynujący sposób- nic nie jesteśmy w stanie przewidzieć , a każdy rozdział, szczególnie pod koniec książki (cegły- 607 stron!) budzi w nas zdziwienie i czytelnicze rozterki. To, co mnie urzekło w tej książce- to magia słowa- każde zdanie ma sens i swoje miejsce w tej całej historii- a użycie jest jak najbardziej uzasadnione. Blue podczas opowiadania Historii Swego Życia, często pozornie odbiega od tematu, wtrąca liczne dygresje, cytuje niezliczone ilości książek- tych istniejących naprawdę i fikcyjnych, nawiązuje do filmów, tekstów piosenek, artykułów prasowych, programów telewizyjnych. Bombarduje nas licznymi puentami i replikami, czepia się szczegółów- Połącznie dwóch elementów- inteligencji z erudycją głównej bohaterki powodują, że efekt jest piorunujący. Jest to książka na szóstkę:)

 

sobota, 06 września 2008

Francja- wiek XVI- okres wojen religijnych w Europie.

Isabelle du Moulin nie jest lubiana w swej rodzinnej miejscowości- głównie z powodu rudych włosów i wykonywanej profesji. Ruda- La Rousse- podobnie jak, według wierzeń ludowych, Matka Boska, która w myśl nowej nauki zasłania Drogę do Prawdy. Jak matka, jest akuszerką- i zna się na ziołach, stąd też oskarżenia o konszachty z siłami nieczystymi. Są to czasy, kiedy zwolennicy nauk Kalwina niszczą wizerunki świętych- nie oszczędzając przy tym Najświętszej Panienki. By zdobyć sympatię tłumu i Etienne'a, Isabelle bierze udział w miejscowych rozruchach - i kiedy rozwrzeszczona gawiedź z ciekawością i podejrzliwością obserwuje La Rousse- ta targana wewnętrznymi rozterkami, strąca posąg Matki z Dzieciątkiem

-Wybacz- szepnęła. Następnie cofnęła grabie i z całej siły zamachnęła się na figurę. Metal uderzył w kamień z głuchym łoskotem, odłupując twarz Dziewicy i obsypując Isabelle deszczem odłamków ku nieopisanej uciesze tłumu. Desperacko zamachnęła się ponownie. Cios skruszył zaprawę i posąg zakołysal się.

Kiedy dziewczyna odkrywa, że jest w ciąży, godzi się wyjść za Etienne'a Tourniera. Jakoś nie pasuje do jego rodziny- ona biedna, Tournierowie zaś ludzie zamożni, z dużym gospodarstwem, posiadają dom z kominem i Biblię, co w owych czasach świadczy o ich bogactwie i wysokiej pozycji społecznej. Małżeństwo nie jest szczęśliwe, Isabelle tęskni za Najświętszą Panienką- ale nie okazuje tego na zewnątrz, bo Kalwin domaga się od współwyznawców zaprzestania kultu Maryi. Wierzy, że odwraca ona uwagę od Boga, wierzy w bezpośredni kontakt ze Stwórcą- bez wstawiennictwa świętych.  Pewnego dnia na wozie u wędrownego handlarza Isabelle dostrzega błękitne sukno. Kolor Najświętszej Maryi Panny od Świętego Zachariasza. Od tej chwili ma tylko jedno pragnienie- chce stać sie posadaczką pięknego materiału- tkaniny o głębokiej barwie, która stanie sie przyczyną poważnych kłopotów i zmian w jej życiu.

Jest też druga historia- opowiadana równolegle- Ella Turner przyjeżdża z mężem do Francji i tu zamierza szukać swoich korzeni sprzed 450 lat. Kiedy małżeństwo podejmuje decyzję o dziecku, Ellę zaczynają nękać koszmary. We śnie słyszy głosy po francusku- a wszystko jest spowite tajemniczą błękitną mgłą.

Muszę przyznać, że czytając pierwszy rozdział, pomyślałam- będzie dobra książka. Wszystko popsuła współczesna Ella w drugim rozdziale. Historia się przeplata- raz losy Isabelle, raz pani Turner. I jakaż huśtawka moich nastrojów czytelniczych- o ile historia z okresu wojen religijnych jest tajemnicza, ma niesamowity mistyczny wręcz klimat, trzyma w napięciu, każdy ciąg dalszy jest niespodzianką, mówiąc krótko- MA TO COŚ,  tak rozdziały made in USA we Francji strasznie mnie rozczarowały. Blado wypadły przy rozdziałach o du Moulin, każdy następny krok Elli, można przewidzieć, choćby rychły rozpad małżeństwa Amerykanki- choć, ponoć urokliwy, adorator, kóry pojawia się również, a jakże , jest dla mnie mało przekonywujący. Także chęć zamiany nazwiska na francuskie Tournier, przy jednoczesnym ukazywaniu tylko negatywnego obrazu francuskiej społeczności- i to tylko po to, by poczuć się Francuzką, wydaje mi się niedorzeczne, wręcz głupie. Poczas czytania było to strasznie denerwujące- to tak jak czytać dwie różne książki naraz - choć zamierzenie autorki było zapewne inne- na mnie, w każdym razie, wrażenia to nie zrobiło- powiem tyle, gdyby nie moja ciekawość i obawa o Isabelle, pewnie po drugim rozdziale odłożyłabym tę książkę- prawdę mówiąc po autorce słynnej "Dziewczyny z perłą" oczekiwałam czegoś innego.