Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
środa, 30 września 2009

Ostatnio z przyczyn zawodowych zainteresowałam się zagadnieniem Odnowy Wsi. Temat baaardzo ciekawy, ale to już zupełnie inna historia. W każdym razie wiele wiosek i miasteczek na całym świecie szuka swojego miejsca na ziemi. A co najciekawsze w tym wszystkim, to fakt, że na naszym kontynencie jest całe mnóstwo wsi i miasteczek książek. Zaczęło się wszystko w 1961 roku od walijskiego miasteczka Hay-on-Wye. Od tego czasu ta miejscowość żyje ze sprzedaży starych książek.

Na każdym rogu można spotkać antykwariaty, a obok nich introligatornie, kawiarnie i małe hoteliki. Hay-on-Way odwiedza tysiące turystów. Pomysł z Walii znalazł wielu naśladowców w całym świecie. (…) Ostatnią chronologicznie jest wieś Purgstall w Austrii. Jej mieszkańcy zaczęli od zbiórki starych, niepotrzebnych książek. Następnie otworzyli na nowo nieczynne już sklepy i zaczęli sprzedawać w nich książki. Do tego urządzają imprezy dla bibliofili i uruchomili sprzedaż przez Internet.

Walijskie miasteczko odwiedziła Padma. Tutaj możecie przeczytać jej relację.

Wspaniałe pomysły, prawda? Sprawdza się stara maksyma, że chcieć znaczy móc. A tak na marginesie, zaczytałam się w cytowanej książce Wacława Idziaka – O odnowie wsi. Wszystkich, chcących zmienić swoją małą ojczyznę na lepsze, zachęcam do jej przeczytania. Ma mnóstwo pozytywnej energii i czyta się jak kryminał.

Ciekawam bardzo, czy jakaś miejscowość w naszym kraju pokusiłaby się o takie przedsięwzięcie. Przyrzekam, że jeśli o takowym miejscu usłyszę, będę je regularnie odwiedzać, choćby na drugim końcu Polski. No tak, to się nazywa fascynacja książką w świecie konsumpcyjnym:)))

Niektóre z literackich miejscowości mają swoje strony internetowe:

Hay-on-Wye w Walii / Wielka Brytania (1961)

Bredevoort Boekenstad Holandia (1993)

Redu Belgia (1984)

Montolieu Francja (1989)

Becherel Francja ( 1988)

St. Pierre de Clages Szwajcaria (1993)

Stliiwater Booktown USA (1994)

Fjaerland Norwegia (1995)

Fontenoy-la-Joute Francja (1995)

Damme Boekendorp Belgia(1997)

Wünsdorf  Niemcy (1997)

Mühlbeck – Friedersdorf  Niemcy (1997)

Kamping Buku Langkawi, Malezja ( 1997)

Wigtown Booktown, Szkocja Wielka Brytania (1998)

Daimellington, Szkocja Wielka Brytania (1998)

Montereggio Włochy

Purgstall, Austra (2000)

i inne

również w Wikipedii

We francuskim Fontenoy-la-Joute książki są dosłownie wszędzie. Obok eleganckich księgarni, lekturę można znaleźć na kramach w garażach. (zdjęcia znalazłam na stronie miasteczka)

A tutaj możecie zajrzeć do Hotelu Biblioteki. W pokojach książki na wyciągnięcie ręki.

Proszę Państwa, wszystko, o czym tutaj napisałam, to totalny bzik, czy jak kto woli, fioł. Ale biorąc pod uwagę, że są na tym świecie bziki i fioły różnorakie, bzik książkowy, moim zdaniem, jest baaaardzoooo pozytywny.

poniedziałek, 28 września 2009

Bardzo zafrapował mnie tytuł. Tsatsiki i Mamuśka. Pierwszy człon od razu skojarzył mi się z kuchnią grecką, drugi – z określeniem mamy w półświatku. A jak było naprawdę? Zapraszam na recenzję do Półeczki z książkami. Powiem krótko - niesamowita książka, która na długo zapada w pamięć.

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 27 września 2009

Jesień, jesień w księgarniach. Wiadomo, co to oznacza. Prawdę powiedziawszy skręca mnie z bólu, gdy widzę te wszystkie nowości. Na prowadzenie wysuwa się Portret nieznanej damy. Lubię historię w tle, a tu szykuje się cosik smakowitego i pod skórą czuję, że pewnie by mi się spodobało.

Połączenie romansu i thrillera w powieści historycznej o słynnym renesansowym malarzu Hansie Holbeinie. Artysta przybywa do Anglii czasów Henryka VIII, by namalować portret rodziny wielkiego humanisty Thomasa More'a i zakochuje się w jednej z jego córek. Niestety, piękna Meg kocha innego... Wciągająca historia miłosna, obraz z zaszyfrowanymi sekretami, biografia malarza i wspaniała, zaludniona autentycznymi postaciami, panorama epoki Tudorów, spopularyzowanej ostatnio znów dzięki głośnemu serialowi telewizyjnemu.

Strasznie mnie kusi Literatura i malarstwo. Korespondencja sztuk. Przeraża mnie cena. Ale tłumaczę sobie, że może synom przyda się w szkole. Tylko kiedy, kiedy? Jeden ma 4,5 a drugi 2 lata:)))))

Prezentowana książka to kompendium wiedzy na temat wzajemnego oddziaływania malarstwa i literatury. Autorka pokazała przenikanie się tematów od czasów antycznych do współczesnych, wskazując na kontynuacje i nawiązania w obrębie dwóch tytułowych sztuk. W książce opracowano około 100 tematów-modułów, składających się z następujących części: literacki tekst źródłowy (poetycki, prozą lub tekst krytyczny), obraz oraz komentarz autorski. Na końcu opracowania znalazły się aneksy, zestawienia etc. Książka służyć może pomocą nauczycielom realizującym lekcje poświęcone wzajemnemu przenikaniu się sztuk, ale także może być artystyczną ucztą dla miłośników słowa i obrazu.

Już wkrótce ukaże się kolejna część Kronik Wardstone, na którą czekam z wielką niecierpliwością.

Z czytelniczym pozdrowieniem dla wszystkich moli książkowych:))))

wtorek, 22 września 2009

Czasem słyszę od moich rodziców takie oto stwierdzenie – oni to mieli dopiero dzieciństwo. Było biednie, ale fajnie i wesoło. Bez komputera i telewizji. Nigdy się nie nudzili. Tymczasem Katarzyna Szczepańska – Kowalczuk napisała książkę o takim zwariowanym dzieciństwie dwójki przyjaciół, w którym nie ma czasu na nudę. I jest po prostu fajnie. Recenzja tutaj.

Wydawnictwo Znak

 

poniedziałek, 21 września 2009

W pewnej renomowanej szkole w Nowej Anglii do rąk dyrektora trafia kaseta z nagraniem. Główni bohaterowie filmu to trzej uczniowie szkoły, którzy w najlepsze bawią się w seks z pierwszoklasistką. Film wywołuje obrzydzenie, ale też dużą konsternację, bo uczestnicy tej imprezy to dobrzy uczniowie, pochodzący z porządnych rodzin. Pojawia się pytanie, – dlaczego? I nie jest to już tylko pytanie, które postawił sobie dyrektor szkoły, ale nasuwa nam się ono automatycznie podczas lektury. Powoli poznajemy tło całego zdarzenia z perspektywy wielu osób – uczestników, rodziców, nauczycieli, kolegów ze szkoły i internatu, ale też zupełnie postronnych – sklepikarki, dziennikarza, policjanta. Niektóre wypowiedzi bardzo rozbudowane, inne króciutkie. Większość z nich to rozmowa z J. Barnard z Uniwersytetu Vermont, która po latach bada kulisy zdarzenia i pisze pracę o zjawisku nadużywania alkoholu przez chłopców w szkołach średnich. Inne to próba rekonstrukcji niektórych życiorysów osób, które jak się później, okazało, z przyczyn osobistych chcą zapomnieć o całym zdarzeniu. Czy to możliwe? Książka wyraźnie pokazuje, jak jeden nieprzemyślany krok, może zrujnować plany na przyszłość, jak może zmienić życie, niestety - nieodwracalnie. Uświadamia czytelnikowi jednocześnie, że i wina może mieć wiele twarzy, bo im bliżej końca, tym większa moja niepewność, czy właściwie oceniam bohaterów zdarzenia. Nic tu nie jest proste, wszystko się przeplata ze sobą, wywołując niezły miszmasz emocjonalny: ciekawość, złość, zemsta, nienawiść, obrzydzenie z miłością, subtelnością, pięknem. Książka pokazują jedną z prawd o człowieku, – że tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jaka mroczna istota w nas siedzi. Po lekturze książka siedzi w głowie. Długo i nie może wyjść. Tak po prostu. Cieszę się, że przeczytałam ją jako mama. Bo myśli, – jakie będą moje dzieci, ich życie, nasuwają się same. Wręcz przytłaczają. I rodzą strach, bo tak wiele rzeczy dzieje się niezależnie od nas, naszych planów, marzeń, oczekiwań. Z dużą ciekawością śledziłam wypowiedzi i losy rodziców chłopców, ich reakcje. Jakże jedno zdarzenie, głupi wybryk, może zepsuć pracę życia - wychowanie, więzi, które wydawać by się mogło, są mocne i nierozerwalne. I tak jak nie lubię dalszych ciągów powieści pisanych naprędce, tak w tym przypadku zajrzałabym z ogromną ciekawością do czterech ścian tych osób, by się przekonać, jak ułożyło się ich życie później. Czy zdarzyło się coś dobrego – w myśl zasady, że nic w naszym życiu nie dzieje się przypadkowo i czasem jest trudno, by potem było łatwiej i lepiej.

 

Książka, którą można dopisać do listy tych, które, gdy już zacznie się czytać, trudno wypuścić z ręki. Dosłownie. Temat z życia wzięty, ciekawy pomysł narracyjny, zaskakujące zakończenie. To jedna z lepszych powieści obyczajowych, jakie ostatnio przeczytałam.

 

Moja ocena 6/6

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

czwartek, 17 września 2009

Oto Ed. Dziewiętnastoletni taksówkarz i miejscowy nieudacznik. Ucieleśnienie przeciętności. Ofiara losu. Kiepski kochanek. Żałosny karciarz. Przegrany. Tak właśnie Ed myśli o sobie. I oto pewnego dnia, przypadkiem, staje się zakładnikiem podczas napadu na bank. Od tego momentu jego życie ulegnie wielkiej przemianie. Oto ten żałosny karciarz znajduje w swojej skrzynce na listy tajemniczą kartę - asa karo, która kryje w sobie wielką tajemnicę. Jak potoczy się ta dziwna gra, kto rozdaje karty? I czy jest to rzeczywiście GRA? 

Markus Zusak zachwycił mnie kilka miesięcy temu swoją Złodziejką książek (bestseller roku 2008) Posłaniec leżał na półce od kilka tygodni - i jakoś trudno było mi się za niego zabrać. Czyżby obawa przed tym, co znajdę w środku? W końcu spakowałam w podróż na delegację. Wrażenia? Świetna książka. Przede wszystkim pomysł. Zwykły szary człowiek, bez żadnych dokonań w życiu. Ktoś może powiedzieć, przecież to młodzik, ma dopiero 19 lat. No tak, ale w tym samym wieku Bob Dylan był już znanym muzykiem, Salwador Dali stworzył kilkanaście niezwykłych dzieł sztuki, a buntowniczka Joanna Dar'c narobiła niezłego bigosu we Francji. Tymczasem taksówkarz Ed pędzi smutny i nędzny żywot wraz ze swoim śmierdzącym psem - Odźwiernym, towarzyszem doli i niedoli, od plotek i wspólnego picia kawy (świetny wątek w książce) i marzy o rzeczach wielkich. Drugi atut powieści - Zusak ma charakterystyczny sposób opowiadania. Bez zbędnych upiększeń, popisywania się literacką elokwencją, oszczędnie, z odpowiednią dawką humoru i ironii. Pod względem literackim niezły bigos na dziko. Krótkie, pocięte zdania, jak w komiksach, to znów dłuższe wywody. Świetnie się czyta, jeśli ktoś ma za sobą Złodziejkę, to nie będzie zaskoczony, co najwyżej mile ugłaskany kolejnymi eksperymentami i odważnymi literackimi akrobacjami. Książka zaskakuje, nic tu nie jest przewidywalne i łatwe do odgadnięcia, a im bliżej końca, tym bardziej zawiłe i kręte robią się ścieżki i reguły gry. Podobnie jak filmowa Amelia, Ed wyrósł ponad swój smutek i beznadzieję szarego życia i niesie pociechę innym. Czasem rzeczy małe mogą okazać się rzeczami wielkimi. Nawet, jeśli zakończenie nie spełniło moich oczekiwań, bo po taaakiej porcji emocji oczekiwałam przecież czegoś w rodzaju bomby, książka bardzo mi się spodobała i zapadła w pamięć. Znajdziemy tu ważne przesłanie- otóż człowiek tak naprawdę niewiele potrzebuje, by być szczęśliwym. Często przechodzimy do porządku dziennego nie zwracając uwagi na rzeczy małe, a szary KTOŚ może szybko stać się naprawdę KIMŚ, gdy tylko robi w swoim życiu to, co uważa za słuszne i wartościowe. I jeszcze jedno - przecież i my możemy być posłańcami….;)

Nie będę porównywać Posłańca z utytułowaną Złodziejką książek. Po prostu się nie da. To dwie różne książki. Lubię taki chwyt u pisarzy. Czasem, gdy zachwyci nas jakiś tytuł udajemy się w literacką wędrówkę w poszukiwaniu czegoś podobnego. Tymczasem ta książka to zupełnie inne miejsce, inny czas, inni bohaterowie. Zusak jawi mi się jednak jako pisarz, który mówi o rzeczach naprawdę ważnych i to w taki sposób, że jego przesłanie trafia do czytelnika.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 09 września 2009

O tej książce usłyszałam dziś w radiu. Zapowiada się ciekawie. Ota notka okładkowa:

Najnowsza, poruszająca i nastrojowa powieść laureatki Nagrody Nobla i Nagrody Pulitzera, autorki Umiłowanej i Pieśni Salomonowej. Amerykańskie kolonie, schyłek XVII wieku. Szesnastoletnia Florence, czarnoskóra niewolnica, opowiada o swojej przeszłości. Odrzucona przez matkę, oddana jako ośmioletnie dziecko nowojorskiemu farmerowi, Jacobowi Vaarkowi, próbuje dojść przyczyny, dla której została potraktowana jak przedmiot przez najbliższą jej osobę. Historia dziewczyny splata się z opowieścią Rebeki, żony Vaarka, która po opuszczeniu Anglii, poślubieniu obcego mężczyzny i stracie kolejnych dzieci nie radzi sobie z życiem w nieprzychylnym jej środowisku. Mąż Rebeki wierzy, że obecność małej Florence pozwoli Rebece przezwyciężyć samotność.
Wydawnictwo Albatros.
wtorek, 08 września 2009

Znalazłam fajny cytat, którym się dzielę:

Gdyby każdy miał to samo, nikt nikomu nie byłby potrzebny.

Ks. Jan Twardowski z wiersza Sprawiedliwość

niedziela, 06 września 2009

Czytanie jest fenomenem. I to takim, że warto o tym wydać osobną książkę lub kalendarze. Od dawna zazdroszczę naszym sąsiadom zza Odry. To znaczy molom książkowym. Są dopieszczeni przez wydawców. Oto kilka moich najnowszych odkryć. Nie ukrywam, oko cieszy cosik takiego. Tylko pytam: Dlaczego u nas takich perełek nie ma? Za granicą z kolei czasem odstrasza cena.

Czytanie - Isolde Ohlbaum

Historia czytania - Alberto Manguel

Kalendarze ścienne

 

piątek, 04 września 2009

Scenka rodzinna.

Leżę wczoraj w łóżku z książką o wychowaniu dzieci i mam wyrzuty sumienia, bo może za mało się staram i takie tam. Minę przy tym mam chyba nietęgą.

Małżonek: A czemu jesteś taka smutna?

Ja: Bo wydaje mi się, że jestem złą matką.

Małżonek: Może jesteś i złą żoną, ale złą matką to raczej nie.

 
1 , 2