Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
piątek, 27 września 2013

Kilka lat temu trafiła w moje ręce książka na pierwszy rzut oka niepozorna. Zdarta na śmierć okładka, postrzępione strony. Obudził się we mnie instynkt myśliwego, bo skoro książka TAK wygląda, to musi być i przyczyna. Jedne egzemplarze w bibliotekach przez lata wyglądają jak nowe, inne z kolei bardziej przypominają makulaturę, ale i nie bez powodu. Tak mają dobre książki. Tak było właśnie z Dziwnymi losami Jane Eyre (dotychczasowy tytuł. Wydawnictwo MG go zmieniło). Jedna z lepszych książek, jakie przyszło mi przeczytać. Które ciągle mam w pamięci. Które im bliżej końca jesteś, tym większy żal, że coś kończy się bezpowrotnie. I żaden film, kolejny – bo ekranizacji było kilka, nie będzie smakować jak spotkanie ze słowem. Bo nie tylko dla mnie powieść Charlotte Bronte, z roku – uwaga – 1847, jest powieścią doskonałą. I jeśli tylko ktoś zaczyna buszować w mojej bibliotece, i prosi bym coś poleciła do przeczytania – to zawsze, o ile egzemplarz jest akurat dostępny, wychodzi z Jane za pazuchą. I jak dotąd reklamacji nie było.

Jane poznajemy jako małą dziewczynkę, która wzrasta wśród nieczułych krewniaków, a potem w domu sierot. Poznaje co to głód, zimno, ubóstwo. Kiedy dorośnie i opuści Zakład Wychowawczy Lowood zostaje guwernantką w Thornfield, gdzie zajmuje się Adelą. To córka dawnej kochanki niejakiego pana Rochestera. To człowiek nieprzystępny, zimny, choć niezwykle tajemniczy i intrygujący. Podobnie jak cała jego posiadłość.

Ciekawe, gdzie tkwi tajemnica popularności tej książki? Na pewno wciąga fabuła – od samego początku zastanawia czytelnika to, jak ułoży się życiorys zapomnianego przez najbliższych brzydkiego kaczątka. Zepchniętego na margines społeczeństwa, pozbawionego wszelkich środków do życia. Potem klimat miejsca: olbrzymia rezydencja otoczona cudami natury. Kto zna Wichrowe Wzgórza (to siostry: Emily) albo Oberżę na pustkowiu Daphne du Maurier wie, czego można spodziewać się po takich miejscach. Niesamowita sceneria dla wydarzeń dziwnych, dramatycznych - powodujących, że pojawia się gęsia skórka. Następnie niezłomność bohaterów – trochę dziś niemodne wartości w świecie, gdzie czasem lepiej poddać się, przypasować do tłumu, żeby się nie wychylać, żeby było łatwiej. W tym przypadku Jane i Rochester mogą naprawdę zaimponować. I jeszcze jedno – skoro już tak narzekam na dzisiejsze teraz – przyzwyczailiśmy się do wyrzucania starego, niepotrzebnego trudnego. Ponoć ta przypadłość powoli przenosi się również na życie uczuciowe. Walka o miłość, jaką stoczyła dwójka bohaterów, może współczesnego czytelnika naprawdę zaintrygować.

Wydawnictwo MG



piątek, 13 września 2013

Tytuł wyjaśnia wszystko. Rebecca Otowa, która dokładnie w 1976r. na stałe przeniosła się na wyspy japońskie – tak właśnie się tam czuje. No, może czasem wyczuwa się jej tęsknotę za domem rodzinnym, który jest za Oceanem, jednak nie ma co ukrywać – to właśnie Japonia jest jej miejscem na ziemi. Zdecydowanie. I jeśli ktoś szuka jakichś szokujących nowinek, może się srodze zawieść. Niekiedy miałam wrażenie, że autorka traktuje tę książkę jako osobisty pamiętnik. Zresztą zadedykowała ją swoim dzieciom. Spisuje w niej swoje spostrzeżenia, refleksje, koncentruje się na domu, choć czasem traktuje temat szerzej. Jednocześnie nie mogłam nie ulec wrażeniu, że biją z tej książki jakieś ciepło, poczucie bezpieczeństwa. Tak jakby autorka zaraziła mnie przywiązaniem do tego nowego domu, egzotycznego, z dziwnie brzmiącymi przedmiotami i pomieszczeniami. I choć od czasu do czasu można doszukać się informacji na temat jej japońskiej rodziny, niewiele tu takich dygresji. Między wierszami można wyczytać o trudnych relacjach z teściową – jednak zaraz autorka schodzi na inny temat – nie drąży, nie rozwija. Jest taktowana, dyskretna – chce przekazać jak najwięcej informacji o tym kraju, ale bez huku i wystrzałów. Bardzo osobistego charakteru tej książce nadają szkice – nie zdjęcia, ale własnoręcznie wykonane ilustracje. To jakby kronika poznawania Japonii – oswajania jej – krok po kroku, powolutku, latami. Autorka na początku przecież wyznała, że z perspektywy czasu zdaje sobie sprawę, jak mało kiedyś wiedziała o tym kraju, jego ludziach i ich zwyczajach. A jej umiejętność przystosowania sprawiła, że w chwili obecnej jest może nawet bardziej japońska, aniżeli jej skośnookie rówieśniczki – w tej chwili podążające bardziej i odważniej za nowinkami Zachodu aniżeli miało to miejsce w latach 70-tych. Rebecca Otowa jest jak dawniejsze kobiety japońskie – dziś babcie – nie narzekające, nie podążające za modą. Czerpie z tej tradycji garściami – poprzez rozmowy ze staruszkami liczącymi 80 i więcej lat – przyjmującymi wszystko godnie i z wielkim optymizmem. Wpisane w rytm czterech pór roku, żywiołów ziemi – pogodzone z myślą, że przecież kiedyś się to wszystko kończy.  Cieszę się, że natrafiłam na tę książkę właśnie teraz – u progu jesieni i zimy. Dużo w niej fragmentów refleksyjnych – które inaczej każą spojrzeć na swoje własne podwórko. Na spowity mgłą ogród, na świat który dziwnie, ale jakże pięknie przycichł i przycupnął, jakby na uboczu, jesienią.

Autorka pisze o poszczególnych pomieszczeniach w domu, przybliża problemy japońskiej wsi (np. kanalizacji), łazienki – jakże ciekawa i zarazem egzotyczna jest kolejność kąpieli poszczególnych członków rodziny, zdradza tajniki kotatsu – czyli małego stolika, który sprawia, że zimą jest cieplej; dalej butów – pozostawionych przed domem, macierzyństwa, wychowywania chłopców, relacjach z mężem i rodziną. Dużo miejsca poświęca duchom, które według tradycji japońskiej opiekują się domami i jego mieszkańcami. Mnie najbardziej urzekł jej stosunek do natury – przygląda się jej z pokorą, podziwem. Jakże wielu z nas zdziwiłoby się jej podejściem do starości. Nie na dzisiejsze czasy, gdzie królują piękno i młodość, gdy się chce ukryć wiek – a jakże ten opis daje do myślenia.

I nie jest tak, że z każdego zakamarka tej książki wyziera zachwyt nad Japonią. Co to, to nie. Autorka krytykuje co się jej nie podoba, co budzi jej wątpliwości. Ale robi to spokojnie, bez emocji. Jak domownik, który chciałby, by w jego domu było mimo wszystko bezpiecznie i spokojnie.

Wydawnictwo Świat Książki