Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
środa, 30 września 2015

Od dawna śledzę blog  Anny Moczulskiej: Kobiety i historia. Gdy tylko miałam wolną chwilę, kubek pysznej kawy i włączony Internet  – nadrabiałam zaległości. Pierwszy wpis, jaki tam przeczytałam był jak narkotyk. Musiałam sięgnąć do archiwum, do starszych wpisów – kto odwiedzał tę stronę wie, co mam na myśli. I tak przez kilka miesięcy stałam się wierną czytelniczką kobiecych historii. Ale potem coś się zmieniło. Najpierw zauważyłam, że kolejne nowe wpisy pojawiają się coraz rzadziej. Potem nastąpiło chwilowe zawieszenie blogowej działalności. Najpierw smutek i rozczarowanie, że fajnie było ale się skończyło – potem radość, że powodem jest … pisanie książki. Ta dostępna jest już od kilku tygodni. Cieszę się bardzo, bo wiele w niej nowego a i podejście do tematu – takie nietypowe. A jakie? O tym za chwilę.

Anna Moczulska jak zwykle śledzi losy kobiet. Tym razem spojrzała na nie z perspektywy znanych bajek i baśni. Szuka wśród bardziej i mniej znanych kobiet Kopciuszka, Księżniczki na ziarnku grochu, Śpiącej Królewny, Pięknej i Bestii, Królewny Śnieżki. Historia zwykle kojarzy się z jakimiś nudnymi wydarzeniami: posiedzeniami, kongresami, bitwami. Ale często zapomina się, że historia to przede wszystkim ludzie. Zwykłemu śmiertelnikowi ta kojarzy się też głównie z mężczyznami. To oni (niby) przez tysiące lat mieli wpływy na to, jak się toczyły wojny i wydarzenia. Tymczasem Anna Moczulska swoją książką wyraźnie temu zaprzecza. Ważną rolę odgrywały również kobiety. Może czasem nie na pierwszej linii frontu, może gdzieś na boku, w ukryciu, zamknięte, uwięzione, celowo na drugim planie – sprytnie pociągały za sznureczki dziejowe. Miały wpływ na swoich mężów, kochanków, zwolenników. Były gotowe do poświęceń, odważne, twarde, zahartowane. Czasem rozkapryszone – wszak były księżniczkami. Moczulska przedstawia swoje bohaterki jako istoty z krwi i kości. Zdejmuje z pomników, odbrązowuje je. Nadaje im twarz, charakter. Pełne namiętności, ambitne, gotowe do poświęceń, niekiedy z kompleksami alby zbyt rozbudowanym „ego”. Katarzyna I, Anna Jagiellonka, Joanna Szalona, Maria Tudor, Teresa Kunegunda Sobieska, Jane Grey, Sissi, Barbara Radziwiłłówna, Zofia Chotek, Katarzyna Jagiellonka, Karolina Matylda Hanowerska, Sydonia von Borck, Klara Zach. I choć to one są na pierwszym planie dużo dowiadujemy się o ich najbliższych, dzieciach, życiowych partnerach, zainteresowaniach. To lekcja historii bardzo niesztampowa i wciągająca. I choć autorka sięga do historii powszechnej – ja z wypiekami czytam o paniach z naszego rodzimego podwórka i głośno myślę, że niejeden życiorys to gotowy scenariusz na dobry film.

Która z tych postaci najbardziej mnie zaskoczyła? To niepozorna Zofia von Chotek, która skradła serce arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Tak – to właśnie ona razem z mężem została zamordowana w 1914 roku w Sarajewie. Wspaniale opisana historia dojrzałej miłości, cichej, dalekiej od blichtru. Nie miałam o tym pojęcia. I naprawdę szkoda, że o takich rzeczach nie uczyli w szkole. O tych i innych – które znajdziecie właśnie w tej książce.

Wydawnictwo Znak

Krzysia pomaga w zamkowej kuchni sir Waltera. Jednak dziewczynka marzy o innym życiu. Codziennie przygląda się jak młodzi giermkowie ćwiczą na zamkowym dziedzińcu. Zdaje sobie sprawę, że nie dla niej takie zaszczyty. Pewnego dnia jej życie zmienia się o 180 stopni. Dziewczynka staje w obronie zamkowego kota, którego mieczem kłuje Rufus – strażnik łuków. Kot – dodam gadający – odwdzięcza się za dobro i podpowiada sir Benedyktowi, aby Krzysię uczynił Strażniczką Mieczy w zamkowej zbrojowni. Dziewczynka dba jak najlepiej potrafi  o broń. Jednak złośliwy Rufus nie daje za wygraną. Tym bardziej, że to on chciał piastować zajmowane przez dziewczynkę stanowisko. Ciągle Krzysię prowokuje, zaczepia, dogryza. Nie cofnie się przed najbardziej wyrafinowanymi  i bolesnymi środkami. Dziewczynka jednak się nie poddaje – w nowym miejscu znajduje wielu – przyznajmy to  szczerze–  osobliwych przyjaciół: Ninę, Kacpra łabędzia, Gwidona Grosza. To oni podpowiadają jej, co ma robić w trudnych sytuacjach i pomagają jej wyjść z opresji.

Książka dla młodszych dzieci, które interesują się rycerzami i codziennym życiem na zamku. To też miła odmiana – zwłaszcza dla dziewczynek rozkochanych w księżniczkach i wróżkach. Do tekstu w zgrabny sposób przemycono informacje  na temat dawnych ubrań, oręża, zwyczajów średniowiecznych. Oczywiście w odpowiedniej dawce. W drugiej części pojawia się niebezpieczeństwo, które zagraża Sir Walterowi. Sir Malkolm Podły podczas uczty na zamku zamierza otruć pana Krzysi i przejąć schedę po nim. Na szczęście Strażniczka ma oczy i uszy szeroko otwarte. Od Krzysi można się wiele nauczyć – wprawdzie dziewczynka nie jest rycerzem, ale doskonale wie, co znaczą: odwaga, honor i ojczyzna.

Książka jest napisana prostym językiem, szeroka interlinia i duże litery pomogą się wprawić najmłodszym w samodzielnym czytaniu.

Na początku roku ukazały się dwie książki z nowej serii o Strażniczce Mieczy. Na dniach mają ukazać się dwie kolejne części: „Krzysia i oblężenie zamku” i „Krzysia i turniejowe turbulencje”.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Literówka 

wtorek, 29 września 2015

 

Wyobraźcie sobie krainę Stworię. Wszystko jest w niej szare: las, rzeka, niebo. Nawet hymn, który codziennie o szarym poranku śpiewają również szare Stworki, jest szary. Co za dużo, to niezdrowo – mówi stare przysłowie. Takie oto myśli nachodzą małego Stworka, który nagle staje się zielony.  Zielone łapki, futerko, brzuszek, skrzydełka, dziób, ogon – ten kolor tak bardzo go intryguje, że Stworek postanawia nie zmywać owej oryginalnej zieloności, mało tego: planuje odnaleźć krainę z zieloną rzeką i zielonym w niej swoim odbiciem. Stworek wyrusza w drogę, opuszcza szarości Stworii i zaczyna szukać nowego miejsca na ziemi, gdzie mógłby być szczęśliwy. To początek interesującej podróży, podczas której Wędrowiec ów odwiedza obce miejsca o różnych barwach, spotyka rozmaite i interesujące stworzenia. To w końcu i przede wszystkim podroż do swojego wnętrza, bowiem Stworek poznaje lepiej samego siebie, swoje potrzeby i marzenia. Znajduje olbrzymią odwagę, która umożliwia mu początek nowego etapu w życiu. Błękitna burza, chatka ślimaka Lazura, cytrynowożółte góry, Grota Pierzastych Wiatrów, Kraina Czerwieni, Królestwo Bieli – to kilka etapów tej wędrówki po świecie. Podróż pełna przygód, niebezpieczeństw, ale też życzliwych istot, które gotowe są pomóc Zielonemu Wędrowcowi. Stworek również otwiera się na innych, wzrusza się, słucha, współczuje, również spieszy  z pomocą. Kiedy poznaje uroki życia w barwnej krainie, zrobi wszystko, by zmienić swoją jednolitą szaro – burą ojczyznę na miejsce piękniejsze i bardziej przyjazne dla jej mieszkańców.

Książka porusza tak wiele aspektów, że nie sposób się zdecydować, który ważniejszy. Przede wszystkim odwaga. Nie każdego stać na to, by rzucić wszystko i wyruszyć w świat. Stworek daje przykład,  że czasem warto zaryzykować. Ma w sobie otwartość na innych i gotowość dawania siebie. Kolejny aspekt: inny nie znaczy: lepszy. Za to na pewno: ciekawszy, właśnie przez to, że różniący się od tego, co już znamy, doświadczamy na co dzień. W końcu: książka Bardijewskiej to cenna lekcja tolerancji. Inny nie znaczy też gorszy. I to chyba najistotniejsze przesłanie tej opowieści.

Książka wielokrotnie nagradzana, przeniesiona na deski teatru, ilustrowana przez różnych rysowników, którzy reprezentują inne style. Do Emilii Dziubak czuję dużo sympatii dzięki jej innym książkom. W „Wędrowcu” podoba mi się jej wykreowany świat szarości, rozjaśniony tu i ówdzie plamą koloru. A jej zima z białym misiem – prawdziwe mistrzostwo. Jeśli szukacie ambitnej książki dla dziecka – polecam „Zielonego wędrowca”

Wydawnictwo Ezop

czwartek, 24 września 2015

paxtom1palprzeklenstwabiext28301468

Lubię wiedzieć kogo czytam. Stąd często sięgam albo po biografie autorów, albo – jeśli takowymi nie dysponuję – choć po notki z krótkimi informacjami – kto zacz. Asa Larsson znana jest miłośnikom kryminałów. Ingela Korsell – pochodzi natomiast z zupełnie innej bajki – a jakiej? Nooo, z bajki właśnie. Jest bajkopisarką. Do tego dochodzi jeszcze ilustrator – Henrik Jonsson specjalizujący się komiksach. Oczywiście po takiej dawce wiedzy o autorach pojawia się pytanie – jak taki gatunkowy miszmasz przełoży się na powieść dla młodzieży?

Małe szwedzkie miasteczko Mariefred. Dwóch braci z tak zwaną przeszłością. Z domu z patologią – matka alkoholiczka, brak rodzinnego ciepła, rodzina zastępcza i problemy w szkole. Taki wstęp nie wróży niczego dobrego, choć pod skórą czujemy materiał na interesującą książkę. Dwaj chłopcy – starszy Alrik i młodszy Viggo. Ten drugi to straszna zadziora, skory do bójek z klejącymi rękami. Złodziejaszek, który nie ma żadnych zahamowań. I misja, do której zostali wybrani. Mają być strażnikami miejscowej biblioteki, która nie jest zwyczajnym miejscem. Muszą przejść próbę.

Pełna niebezpieczeństw, dziwacznych postaci, zwrotów akcji. Bracia zyskują sympatię czytelnika. Mając za sobą taką przeszłość, zawsze na starcie są stawiani na przegranej pozycji. A jednak imponuje ich przyjaźń, braterstwo, zaufanie do siebie. Odrzuceni przez kolegów w nowej szkole, trudni do zaakceptowania przez nielubiące problemów grono pedagogiczne potrafią jednocześnie wiele nauczyć. Dzięki ich trudnym doświadczeniom życiowym młody czytelnik nabiera przekonania, że warto walczyć o siebie w każdej sytuacji, nie poddawać się, być wiernym swoim przekonaniom. Książka dość mroczna - więc zapewne nie dla każdego. Zresztą sugestywne ilustracje, oryginalna wyklejka po trosze zapowiadają już specyficzny klimat powieści.

Pierwszy tom zapowiada ciekawą serię. Całość ma liczyć 10 tomów. Do tej pory ukazały się cztery części. Wydawca w materiale informacyjnym pisze o „serii urban fantasy dla młodzieży”. Jest to ciekawe połączenie prozy tradycyjnej, komiksu i … mitologii skandynawskiej. Autorzy czerpią z dawnych mitów i podań. Powstała ciekawa mieszanka pełna tajemnic, potężnych mocy, przygody. A co w kolejnych częściach? – niebawem napiszę.

 

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 16 września 2015

legendaosallyjones

Ta historia chwyci Was za serce. Losy gorylicy Sally Jones, jej całe życie. Najpierw jako goryle dziecko sprzedana do niewoli tureckiemu handlarzowi kością słoniową, później złodziejce baronowej Cornelii Worzoff, trafia do zoo i wędrownego teatru, następnie do iluzjonisty Silvio. Zakochuje się w orangutanie Baba. Kiedy źli ludzie rozdzielą zwierzęta, Sally zrobi wszystko, by uwolnić przyjaciela. Razem udają się do ojczyzny Baby.

Losy Sally Jones to materiał na długi serial telewizyjny, w którym co rusz zmieniają się pierwszoplanowi aktorzy i miejsca akcji. Mamy Europę, egzotyczne krainy, z których pochodzą Sally i Baba. I ocean z wielką rozszalałą burzą, tragiczną katastrofę statku, na szczęście zakończoną happyendem. Ta historia nie jest słodką opowieścią o dwóch sympatycznych małpkach. Nie raz wzruszycie się podczas lektury, albo po prostu – po ludzku – wpadniecie w złość. Bo wiele tu wyzysku i zła, niesprawiedliwości, krzywdy. Na szczęście jest miejsce i na miłość, na przyjaźń, na dobrych ludzi, którzy niosą nadzieję w momencie, gdy zaczynamy ją tracić. Wspaniała jest postać samej Sally. Na nic się nie skarży, w każdej sytuacji stara się dostrzegać dobre strony.

 W książce Wegeliusa ważne są ilustracje, na których równolegle do tekstu rozgrywa się cała akcja. Na każdej stronie – nowy etap z życia gorylicy. Trochę przypomina mi ten zamysł autorski przedwojenny fotoplastykon, gdzie scena po scenie można było oglądać historie ludzi, miejsca, wydarzenia. W czasach, gdy nie było telewizji fotoplastykony były bardzo popularne. Były oknem na świat. Gdyby nie było tekstu, ta historia mogłaby być opowiedziana wyłącznie obrazami, które też wpisują się  stare książki vintage. Mają klimat, pastelowe kolory, charakterystyczne czarne kontury, niekiedy oryginalne ozdobne ramki.  Książka została doceniona i otrzymała w Szwecji nagrodę Augusta. To prestiżowe wyróżnienie przyznawane przez wydawców dla najlepszych książek. Legenda …. w pełni na nią zasługiwała.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 15 września 2015

Kubicki_Facetikuchnia_m

W ostatnim czasie coraz częściej słyszymy o diecie bezglutenowej. Ludzie przechodzą na nią z różnych względów: zdrowotnych, estetycznych, eksperymentalnych. Jako poszukiwanie nowego stylu życia, które pozwoli zachować młodość, urodę, a przede wszystkim zdrowie. Książka Kubickiego ma zresztą również baaardzo chwytliwy tytuł: „Facet i kuchnia”. I choć w dzisiejszych czasach to żadne novum, że mężczyźni coraz częściej pojawiają się w miejscu dawniej wyłącznie zarezerwowanym dla kobiet, to i tak zawsze takie stwierdzenie budzi zainteresowanie. Z mojej strony na pewno. Co ciekawe – i książki i programy telewizyjne pokazują, że faktycznie gotowanie już od dawna przestało być domeną kobiet.

Krótki wstęp zachęca do eksperymentów w kuchni, szukania nowych smaków. Na pewno – nie do zastępowania pierogów, makaronów wersjami bezglutenowymi. To po prostu szukanie czegoś zupełnie nowego, innego. To propozycja, aby przyjrzeć się zwykłym niezwykłym: cukinii, kaszom, ziemniakom, burakom, jarmużowi i innym.  By spojrzeć na nie przychylnym okiem i by wypróbować coś innego – co niekoniecznie związane jest z tradycjami w naszym domu, ze smakami, które pamiętamy z dzieciństwa i domu rodzinnego. Kubicki zachęca do szukania tego czegoś w prostocie. W zwykłych niezwykłych smakach nie „upiększonych” chemicznymi spulchniaczami i polepszaczami. Całość liczy sobie ponad 300 stron i jest podzielona na 20 rozdziałów. To swego rodzaju spacer po ogrodzie wśród szparagów, groszku, cukinii, pomidorów, truskawek, malin, jagód, wiśni, dyni, jabłek i gruszek, marchewki, buraków, ziemniaków i nie naszych batatów, szpinaku, jarmużu, soczewicy. Autor zagląda do spiżarni, gdzie różnego rodzaju kasze, mąka, ryż, sery i jaja, ryby, mięso i bakalie.  Każdy przepis opatrzony jest krótkim wstępem.

Kubicki podaje krótką charakterystykę potrawy, wyszczególnia ilość porcji i składniki. Następnie w punktach – sposób przyrządzenia. Wśród potraw jest mnóstwo takich, które nie wymagają wyszukanych składników. Tak jakby autor chciał zachęcić nas do szukania wyrafinowanych smaków w tym, co można wyhodować w przydomowym ogrodzie. Sam pisze zresztą o tym, że potrafi zrezygnować ze sztuki mięsa na rzecz potrawy z warzyw.

 Czytam tę książkę i próbuję odnaleźć czas na jej realizację. W naszym zabieganym świecie, gdzie gonimy od jednego spotkania do drugiego, gdzie liczy się często każda minuta, znaleźć czas na takie kucharzenie to też sztuka. Samo kucharzenie, gotowanie jest sztuką. To też pokazanie najbliższym, że są oni dla nas ważni. Bo łatwo kupić gotowca naszpikowanego chemią. Ugotować coś samemu od A do Zet ze zdrowych składników – to niezłe wyzwanie, do którego zachęca lektura. I ładne zdjęcia. A chcieć znaczy móc – nieprawdaż?

 

Wydawnictwo Literackie

niedziela, 06 września 2015

W serii „wojny dorosłych – historie dzieci” – ukazało się już kilka wartościowych tytułów. Pisałam o nich  kilkakrotnie. „Ostatnie piętro” to historia, która również wydarzyła się naprawdę, a  która dotyczy … samej autorki. Kilka razy wspominałam tytuły Ireny Landau: m.in. „Uszy do góry”, „Kto to widział”. Pisarka bardzo wrażliwa na krzywdę innych, pokrzywdzonych przez los, słabszych. Potrafi wczuć się w sytuację opisywanych bohaterów tworząc tym samym klimat opowieści bardzo prawdziwej, takiej, która mogła wydarzyć się naprawdę.

 Irena Landau   jako mała dziewczynka trafiła do getta w Warszawie. Po udanej ucieczce ukrywała się u polskiej rodziny. To właśnie te perypetie zostały opisane w „Ostatnim piętrze”. Mały pokoik – kryjówka, przebieranki w dorosłą, przekręcone hasło rozpoznawcze z jamnikiem, stukanie w drzwi w rytm: „Do biedronki przyszedł żuk…”, płacz w poduszkę, tęsknota za bliskimi, wścibscy sąsiedzi i goście,  śmierć Chaima, nocne naloty bombowe. Nie jest to książka łatwa, i nie dla każdego. Dzieciom należy się wyjaśnienie, komentarz. Dotyczy to wszystkich książek z tej „wojennej” serii.  Jakże wzruszający jest koniec, kiedy to Cesia po latach wraca do mieszkania, w którym ukrywała się podczas wojny. Historia zatoczyła koło. Na szczęście miała swój happyend. Cesia przeżyła, choć jej rodzina doświadczyła wielu nieszczęść.

Bardzo podobają mi się ilustracje Joanny Rusinek. Delikatne, jakby z boku. Subtelna buzia Cesi za delikatną firanką, jej drobna postać w ciemności podczas nalotu, chudziutka sylwetka przemykająca w bramie – razem ze studentem Jurkiem. Są nieśmiałym dopełnieniem tej historii, w której najważniejsze są opowieść i pamięć.

Wydawnictwo Literatura

piątek, 04 września 2015

Dla miłośników historii - dla tych, którzy lubią wertować książki i wynajdywać dla siebie co lepsze kąski. I dla tych, którzy szukają fajnej pomocy - która wzbudzi zainteresowanie, wytłumaczy, dopowie. Dzieje świata: od jego początków po dziś dzień. Wybór najważniejszych wydarzeń, postaci wzbogacone o mnóstwo ilustracji (ponad 800) i najważniejsze daty.

Każda rozkładówka to kolejny temat z konkretnymi danymi i ciekawostkami. Punktem ciężkości nie są jednak tutaj wydarzenia w Polsce, choć nasz kraj pojawia się kilka razy: m.in. przy tematyce imperium mongolskiego i osmańskiego, zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, działań wojennych pruskiego króla Fryderyka II (chodzi o rozbiory) i wybuchu II wojny światowej.

Ciekawym posunięciem jest tu przedstawienie osi czasu z najważniejszymi wydarzeniami związanymi z tematem osadzonymi w konkretnym przedziale. Każdy rozdział to krótki wstęp i kilka najważniejszych zagadnień podzielonych na poszczególne części. Dzięki temu dana strona jest czytelna i przejrzysta. Dużym plusem są ilustracje, które pokazują ważne postacie, broń, bitwy, mapy, budowle, wynalazki. Często pojawiają się cytaty znanych osobowości. Włoski poeta Boccaccio wspomina tych, którzy pożegnali się ze światem doczesnym przez czarną śmierć, Sułtan Mehmed II przekonuje, że najwspanialszą stolicą na świecie jest Konstantynopol. A rzymski poeta Wergiliusz wspomina w "Eneidzie" założenie Rzymu przez Eneasza.

Książka dużego formatu, w miękkiej okładce liczy sobie ponad 280 stron. Na końcu Adnotacje na osi czasu dotykające takich tematów jak: państwa i panujący, odkrycia, sztuka i nauka, technologia, religia i światopogląd oraz życie codzienne. 

Na jednej ze stron końcowych znaleźć można wykaz najważniejszych cesarzy rzymskich, dynastie chińskie, słynne bitwy Starożytności i wczesnego Średniowiecza, siedem cudów świata starożytnego, ważniejsze bitwy I i II wojny światowej. Na samym końcu indeks.

Wiek 10+

Wydawnictwo Jedność

czwartek, 03 września 2015

Świat oszalał na punkcie kolorowanek. Do tej pory były one zarezerwowane dla dzieci. I to tylko dla określonej grupy wiekowej. Można było kolorować maluchom i ewentualnie starszakom. Później już nie wypadało. Od jakiegoś czasu pojawiają się tytuły dla dorosłych – jako odstresowacze dla zapracowanego dnia codziennego, rozrywka i rekreacja. Dzieci robią wielkie oczy: Mamo! Tato! To są wasze kolorowanki???? A tak. Ciekawy powrót do czasów dzieciństwa. A gdy w dodatku propozycje są ładne i gustowne – to faktycznie: zajęcie owo sprawia sporą satysfakcję. Dlaczego nie spróbować? Z własnego podwórka: zauważyłam też, że chwytanie za pędzel, kredki czy ołówek powoduje zainteresowanie tematem mniejszych i większych mieszkających pod jednym dachem. Zaczyna się rezerwowanie kredek, farby, brudzenie wody we wspólnym słoiczku. To takie minusy wspólnego kolorowania i malowania. Ale jak się widzi efekt końcowy – stwierdzam: warto było:)

W książce znajduje się 44 ilustracji – w wersji oryginalnej kolorowej i czarno – białej do kolorowania. Wszystkie  pochodzą ze starego czasopisma „Curtis’s Botanical Magazine” założonego w 1787 roku. Na fali zainteresowań przyrodą, ogrodami aptekarz i botanik William Curtis wymyślił sobie pismo, którego odbiorcami mieli być bogaci dżentelmeni i damy. W epoce wiktoriańskiej na Wyspach panowała ponoć gorączka botaniczna – wszyscy prześcigali się w hodowaniu coraz to wymyślniejszych okazów na swoim kawałku ziemi. Na początku każdy egzemplarz owego pisma zawierał trzy ręcznie wykonane przez uznanych artystów miedzioryty (co miało odbicie również w wysokiej cenie magazynu). Potem były to już wyłącznie reprodukcje dobrej jakości. Po śmierci Curtisa wydawanie magazynu przejęli pracownicy królewskich ogrodów botanicznych  w Kew. W niniejszej publikacji przedstawiono rośliny mrozoodporne.

Litografie mają format kartki A-4, z nazwą łacińską. Bez problemu można ich współczesne odpowiedniki odnaleźć w Internecie.

Książka ładnie wydana. Rośliny zapierają dech piersiach. Nic tylko, chwycić za kredki i do roboty:)

Wydawnictwo Vesper

środa, 02 września 2015

smazonetabletybiext291819791

Książka Agnieszki Tyszki porusza mnóstwo problemów, z jakimi borykają się współczesne nastolatki. Można śmiało stwierdzić, że autorka dobrze wie, co w młodej duszy gra. Jednak najistotniejszym problemem, który na pewno wysuwa się na plan pierwszy, jest osierocenie emigracyjne. Karolina to ambitna i nietuzinkowa osoba. I jak na swój wiek bardzo dojrzała. Zmusiło ją do tego życie. Praktycznie wychowywana bez rodziców, przez babcię, która nie chce tak być nazywana. Józefina – tak ponoć brzmi lepiej. Matka dziewczyny przeżywa drugą młodość we Włoszech. Żyje tam z dużo młodszym od siebie mężczyzną. Niedawno wpadła na pomysł, że poprowadzi bloga o …. życiu. Ojciec – artysta ma inne priorytety w życiu. Karolina do nich na pewno nie należy. Oprócz Karoliny w tej powieści przewija się jeszcze kilka wyrazistych postaci: jej równolatków i kilka osób dorosłych. Odnoszę takie wrażenie, że większość z przedstawionych dorosłych… nie dorosło (jakkolwiek to brzmi) do roli rodziców i opiekunów. Przy książce Tyszki – dobrze skonstruowanej, tęskno mi do powieści młodzieżowych, gdzie dorośli byli podporą dla młodych. Do ciepłych babć z obfitym biustem, w który można było się wypłakać, gdy poszło coś nie tak. Do włosów upiętych w koczek, przyprószonych tu i tam siwizną. Do rodziców, którzy stali przy dziecku na dobre i na złe. Nieważne czy owo dziecko miało lat pięć, czy siedemnaście czy może nawet 25 i więcej. Tyszka przedstawia współczesnych dorosłych w krzywym zwierciadle. Jakby nie pogodzili się z upływającym czasem. Chcą pozostać cool, na topie, modni, szczupli, ładni, beztroscy. Z tych niedojrzałych dorosłych tylko zmarły jakiś czas temu dziadek jest typowym tradycyjnym dziadkiem. Wyrozumiałym, mądrym, doświadczonym. Nauczył dziewczynę prawd o życiu, nauczył cenić przyrodę. Łączą ją z nim niewidzialne „nitki”. „Niewidzialne, ale silne. Jak korzenie traw. Na zawsze.”

A tytułowe smażone tablety, które tak mnie zaintrygowały – niech pozostaną tajemnicą – odkrytą przez czytelnika. Niczego więcej nie zdradzam.

Wiek 13+

Wydawnictwo Akapit Press