Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
sobota, 18 października 2014

Czekałam na Chmurkę z dużą ciekawością. Seria jest nam znana: Wojny dorosłych – historie dzieci. Bardzo wartościowy projekt, który pozwala poznać wojnę z perspektywy dziecka. Tylko że do tej pory była to wojna niemiecko – polska. A przecież była też druga strona medalu – ta związana z 17 września 1939 roku. Syberyjskie przygody Chmurki to pierwszy tytuł z tego obszaru. Mając doświadczenia z poprzednimi, raczej nie spodziewałam się wielkiego huku dział, Wojny przez duże W, która wywoła u dzieci koszmary w nocy. Podeszłam do tej lektury z dużym zaufaniem. Nie tak jak z tytułem: Czy wojna jest dla dziewczyn?, który musiałam i chciałam najpierw sama przeczytać, by się upewnić, że MOGĘ  czytać dzieciom na głos.  Bo tamta książka -  to był pierwszy raz. Wojna Chmurki nie jest pozbawiona oczywiście okropności, które powodują, że głos drży. Ale są one tak wplecione w narrację dziewczynki, że życie płynie swoim tempem, dziewczynka snuje swoje opowieści, a głód, zimno, brak zabawek są oczywistością tak oczywistą, bo przecież dziewczynka nie zna innego życia. Razem z mamą, babcią i ciotkami została wywieziona, gdy była całkiem malutka. Dla niej domem, który kocha, jest Syberia. Kiedy słyszy wspomnienia dorosłych sprzed wywózki - nie może tego wszystkiego pojąć. Sam kapelusz, tak uwielbiany kiedyś przez matkę i babcię, szczyt elegancji, to pojęcie tak abstrakcyjne, że trzeba długich tłumaczeń, by mała główka mogła je pojąć.  Gdzieś między wierszami dzieci dowiadują się o historii rodziny dziewczynki, hucie szkła dziadków, o samym momencie wyprowadzenia z domu. Bohaterami tej książki są Chmurka i jej rosyjscy znajomi. Ich zabawy na świeżym powietrzu - nad rzeką, na sankach z krowiego łajna, połów ryb w gacie na kiju, zrywanie malin. Ale nie ma tu mowy o jakiejkolwiek beztrosce - jest w końcu drugie dno tej całej historii, które znają dorośli. To wyniszczająca i ciężka praca, jaką musieli wykonywać członkowie rodziny Chmurki. Cały dzień nad rzeką bez opieki był przecież koniecznością. To takie dzieciństwo odpowiedzialne, w którym na swój sposób trzeba było szybko dorosnąć. Autorka pewnie świadomie unika takich tematów - owszem lekko je nakreśla licząc pewnie na naszą rodzicielską współpracę. Pojawiają się hasła: Stalingrad, głód, wróg ludu, zimno, elementarz z nieodpowiednimi treściami - ale nie rozwija ich. Myślę, że tutaj możemy wkroczyć my, rodzice - znający doskonale wrażliwość swoich dzieci. Wiemy, czy można kontynuować temat już poza lekturą, czy poprzestać na opowieściach Chmurki. 

Książka bardzo się spodobała - i to zarówno w treści jak i ilustracji. Maciej Szymanowicz zresztą kojarzy się z serią wojenną. Stworzył tutaj bajkowo - realistyczne ilustracje. Wzrusza ta, która przedstawia mamę płaczącą nad swoim odbiciem w wiadrze pełnym wody, albo scena podarowania kolorowego jajka Krzywej Natce. I nastrojowa scena przy lampie naftowej, kiedy Chmurka obserwuje jak ciocia Kazia w swoim notatniku opisuje życie PRZED albo magicznego kota, który wiedział o świecie więcej, niżby nam się wydawało. W realistycznych obrazach nie brak humoru: zadowolona rodzina Iliuszy ubrana w różową flanelę, połów ryb w rzece, kąpiel w łaźni czy scena w oborze z krowami. Jest też smutek: zabawa dzieci w śmierć, pociąg z czerwoną gwiazdą, pożegnanie na dworcu.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 16 października 2014

Trzy siostry Pareńskie: Maryna, Zofia i Lizka, które dzięki obrazom Wyspiańskiego, potem Witkacego (Zofia), na stałe zapisały się w historii malarstwa polskiego.  To właśnie ich śladem poszła autorka. Mało tego – nie skoncentrowała się tylko i wyłącznie na postaciach tych trzech kobiet, ale również na osobach, które je otaczały, w końcu pokazała miasto i epokę, w których przyszło im żyć. Zacznę może od Krakowa, które ma swoje zasłużone miejsce w naszej świadomości – jego intelektualny i artystyczny klimat. Śliwińska pokazuje jak prowincjonalne miasto, bez większego znaczenia, leżące gdzieś na rubieżach Galicji, przeistacza się w intelektualną stolicę Polski początku XX wieku. Artystyczny wulkan, który eksplodował z wielką siłą, niespotykaną do tej pory. Cóż Poznań w tamtych czasach? A Warszawa?  Nawet jeśli miały swoje możliwości w tej dziedzinie i osiągnięcia, nie były w stanie dorównać Krakowowi, który stał się mekką ludzi sztuki: malarzy, rzeźbiarzy, literatów. W takim klimacie właśnie wyrastały trzy siostry + brat –  dzieci rodziców, którzy prowadzili w Krakowie znany salon dla artystów.  Eliza Pareńska i jej słynny mąż Stanisław: wykładowca Uniwersytetu, lekarz i społecznik. Drzwi w tym domu się nie zamykały, tu czytano utwory, które oficjalnie nie ujrzały jeszcze światła dziennego, rozmawiano o sztuce dla sztuki, innych postulatach młodopolskich, tu w końcu zajadano się ciasteczkami  i tortami gospodyni, znanymi na cały Kraków. Autorka weszła do tego domu, opisała szczegółowo domowników, stałych bywalców, ich charaktery, wygląd, przyzwyczajenia. Autorka cytuje wypisy z pamiętników, korespondencję, wspomnienia. Osoby znane z podręczników do literatury czy historii stają przed nami z krwi i kości ze swoimi słabościami, odbrązowione.  Ciężko chory Asnyk, wściekły na ponoć „zatroskane towarzystwo”, śmiejące się w salonie i wyjadające jego zapasy. Wyspiański walczący w środowisku o szacunek dla jego żony Teodory – kobiety prostej, z gminu. Rydel narzekający na Marynę, która nie chciała słuchać jego ciekawych wywiadów o sztuce.  Cała śmietanka ówczesnego Karkowa: przy kawie, grze w karty, na premierze w teatrze. Mnóstwo osób postronnych, ale w centrum zainteresowania ciągle trzy muzy. Ich dzieciństwo, wiek cielęcy, pierwsze miłości, życie małżeńskie, dojrzałość: szkoła, choroby, konflikty, zawody miłosne, uzależnienie od narkotyków i leków, problemy z dziećmi, praca, kondycja finansowa, pozycja w towarzystwie, w końcu starość. Autorka nie pomija tematów niewygodnych, takich, które niekiedy członkowie rodziny najchętniej zamietliby pod dywan. Ta książka dla mnie osobiście jest cennym uzupełnieniem Wyznań gorszycielki. Wiele z postaci z książki Ireny Krzywickiej pojawiło się  i tutaj. Niektóre niedopowiedzenia zyskały ciąg dalszy, komentarz. Polecam przeczytanie tych dwóch książek koło siebie:)

Przytoczę kilka zabawnych historii z książki – tę o służącej pracującej u Zofii, która wypowiedziała służbę, bo gospodyni zdjęła ze ścian w salonie obrazy Wyspiańskiego i zastąpiła je portretami Witkacego. Ta o artystycznych meblach pary młodych małżonków: Zofii i Tadeusza (Boya) Żeleńskich, zaprojektowanych przez Wyspiańskiego – zupełnie niefunkcjonalnych, nie do siedzenia i nie do spania.  Albo ta o niewykorzystanym błękitnym płótnie do książek w ramach serii Biblioteka Boya. W latach okupacji odkupił je słynny ilustrator Jan Marcin Szancer na … koszule.

Jest jednak wiele smutku w tej lekturze, jakiejś młodopolskiej melancholii. Bo wielu z bohaterów tej książki nie miało wesołego i do końca szczęśliwego życia. Naznaczone przez śmierć, choroby, wojnę, utratę majątku i pamiątek rodzinnych, niesprawiedliwość dziejową. Dotyczy to zwłaszcza tytułowych muz i najbliższych im osób. Ich dorosłe życie jakże inne od tego, którego zakosztowały w domu rodzinnym. Cała ta opowieść wzbogacona została licznymi fotografiami z rodzinnego archiwum, dokumentami.  Brakowało mi w tej książce na końcu graficznego drzewa genealogicznego. Pewnie pomogłoby szybciej odnaleźć się w szerokich koligacjach rodzinnych. Może warto pomyśleć przy kolejnych wznowieniach. 

Podsumowując - rzetelnie napisana biografia, z mnóstwem wątków pobocznych. Ciekawy obraz miejsc, epoki, sytuacji społecznej. Po tej lekturze nabrała mnie ochota, by przeczytać raz jeszcze słynne Wesele. Myślę, że  z takim bagażem nowej wiedzy, zupełnie inaczej bym je odczytała właśnie teraz. Wszak wiele z postaci opisanych przez autorkę pojawiło się właśnie w dramacie narodowym Wyspiańskiego. 

Wydawnictwo Iskry

sobota, 11 października 2014

Jeśli szukacie inspiracji do kreatywnych zajęć z dziećmi, to zachęcam do skorzystania z różnych pomysłów Mister Maker'a. Oglądacze telewizyjni być może skojarzą Pana Robótkę z popularnym programem telewizyjnym BBC, który był punktem wyjścia tej książkowej historii. Ja zwierzęciem telewizyjnym nie jestem, więc tym chętniej zaglądamy wersji papierowej.

Gdy sięgam pamięcią i przypominam sobie moje szkolne zajęcia praktyczno - techniczne (osławione ZPT), to wszystko, co na nich robiliśmy, miało JAKIŚ cel. Praktyczny. I czapka górnicza, i karmnik, wisiorek do kluczy, zakładka do książki, czy pudełko z widokówek. I mimo tego, że wychodziły nam różne fajne rzeczy, to nie robiliśmy nic, co można było określić młodopolskim hasłem "sztuka dla sztuki". "Mister Maker" niechcący wywołał wspomnienia, bo pomysły Pana Robótki to często wariacje artystyczne na cztery ręce, wygibasy kolorystyczne, oczopląs dla oka, eksperymenty na różnych materiałach, w różnych technikach. Mazanie paluchami, wykorzystywanie tego, co już dawno powinniśmy wyrzucić do kosza albo oddać na makulaturę. Tak chodzi mi głowie, co powiedziałaby pani od ZPT na to, byśmy zrobili spaniela ze spaghetti, albo straszną gumową łapę, albo sztuczne lody. Padłaby trupem na miejscu - jak nic.

Na szczęście czasy się zmieniły i Master Maker - telewizyjny pan od ZPT szaleje artystycznie że fiu fiu. W książce znajdziecie 35 projektów. Krok po kroku na małych ilustracjach zostały pokazane poszczególne etapy tworzenia danej pracy. Oprócz trzech wcześniej już wymienionych projektów, są tu pomysły na: oczy ufoludka, dżunglę malowaną palcami, upiornie włochatego pająka, maskę potwora, pająka z klamerki, muffinkowy kotylion, miasto nocą i kolorowego czarodzieja. Przed instrukcją tworzenia, autor zawsze wymienia materiały i przyrządy potrzebne do danego projektu. Niekiedy są Rady nie od parady - np. o konieczności częstego mycia rąk przed zmianą farby. Przy każdym projekcie Mister Maker podpowiada, co jeszcze można zrobić z daną pracą tak, aby powstał zupełnie nowy, oryginalny efekt finałowy.

Oprócz projektów znajdziecie w książce również naklejki, karty z zagadkami, kolorowanki. Na pewno wszystko się przyda podczas długich jesiennych i zimowych wieczorów. 

Wiek 3+

Wydawnictwo Publicat

czwartek, 09 października 2014

Zbiór dziesięciu opowieści o kotach. Od razu przestrzegam przed tym, że skutkiem czytania tej książki jest wzrost chęci posiadania kota - i to zarówno u dzieci jak i u dorosłych. Nie opędzicie się od natrętnej progenitury, która nie da tak długo spokoju, aż nie dostanie pręgowca. Na szczęście kocie opowieści pokazują, że kot to również obowiązek. To nie tylko fajna milusia przytulanka, która ogrzeje w nadchodzące jesienne i zimowe wieczory. Gdzieś pomiędzy wierszami dzieci przeczytają o tym, że zwierzak w domu oznacza duże zmiany i nowe obowiązki.

Krótko przedstawię bohaterów kocich opowieści. Wierusia i jej małe kociaki łapią myszy na okręcie wojennym. Fiodor, Miłka i Miglanc mieszkają w hotelu, który swoim gościom, często zagubionym i samotnym w wielkim mieście, oferuje kocie towarzystwo. Pralinka znajduje sposób, by okiełznać małego niesfornego Stasia. Maczek ostrzega przed gazową katastrofą. Sierżant to policyjny kot sprawdzający się świetnie w roli detektywa. Aksamitka zostaje kotem przewodnikiem niewidomego psa. Stubbs od 16 lat jest przystojnym rudym burmistrzem (to dopiero historia tuż przed wyborami samorządowymi) małej miejscowości na Alasce. Dumka broni trójkę małych dzieci przed groźnym psem. Historia Zmorki przekonuje o wyższości kota nad psem. I na koniec - tytułowy Mruk - który potrafi przepędzić konkurenta pewnej panny gdzie pieprz rośnie.

Trzymające w napięciu, wzruszające i rozśmieszające historie. Każda z nich poprzedzona jest mądrą sentencją, z którą naprawdę nie sposób się nie zgodzić. Pokazują relacje człowieka ze zwierzętami, mówią o ich potrzebach. Na mądrych przykładach obalają stereotypy - o tym, że kot z psem nie potrafi żyć, albo że koty dla małych dzieci są niebezpieczne.

Historie zostały ze smakiem zilustrowane przez Magdę Kozieł - Nowak. Podoba mi się jej pomysł na kocie portrety przed każdym opowiadaniem. W jej kocich obrazach jest dużo sympatii dla tych zwierzaków, zrozumienia dla ich psot i stylu życia.

Taką kocią oryginalną ilustrację podarowalibyśmy chętnie cioci Dorotce, która ma cudnego kota Fajkę:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

niedziela, 05 października 2014

Kolejna odsłona Alberta, która w tym przypadku pozwala oswoić strach - przed duchami, dziwnymi szelestami, tajemniczą ciemnością i ... nieznanym. Pomaga okiełznać swoją wyobraźnię.

Strach towarzyszy człowiekowi od zawsze. Niekiedy jest on uzasadniony, niekiedy to tylko wytwór naszej wyobraźni. Zwłaszcza dzieci narażone są na strrrraszne doznania. Nie znają przecież do końca otaczającej rzeczywistości. Sama z dzieciństwa pamiętam moje strachy spowodowane dziwnymi dźwiękami w pokoju - nie wiedzieć czemu pojawiające się właśnie w nocy. Potem okazało się, że to kornik działał w drewnianym oknie. Nawet z biegiem czasu polubiłam go i śmiałam się sama ze swoich strachów. Naczytałam się różnych bajek i potem te wszystkie smoki, czarodzieje widziałam w ciemności za oknem:))) nigdy nie lubiłam zostawać sama w domu - nawet w dzień. Zupełnie tak, jak Albert;)

Albert też się boi: duchów, piwnicy, szelestów, szmerów. Na szczęście tata podaje mu przepis na odgonienie wszelkich strachów: Zgiń, przepadnij, wstrętny duchu, bo cię przecież nie ma!

I wiecie co? POMAGA! Choć Albertowi czasem ze strachu plącze się język:))), to chłopiec świetnie radzi sobie w strrrrasznych sytuacjach i przekonuje się, że może dać sobie świetnie radę, gdy się boi. Dzieci na przykładzie Alberta mogą nauczyć się, jak radzić ze swoją bojaźnią, która często rozkręca się dzięki wyobraźni. O czym przekonacie się w świetnej końcowej scenie.

W kolejnej części o Albercie pewnie niejedno dziecko odnajdzie siebie. I tu tkwi tajemnica tej serii - autorka pokazuje świat oczami małego chłopca i podaje proste rozwiązania dla pojawiających się problemów. Robi to bez zbędnego moralizowania i trudnych teorii. Albert przeżywa przygody dnia codziennego i zupełnie niechcący podpowiada dzieciom, jak można zachowywać się w pewnych trudnych sytuacjach.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki