Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
sobota, 03 czerwca 2017

 

Szare, bure i pstrokate

Wszystkie koty za pan brat.

Mają drogi swe i płoty

-po prostu koci świat!

 

Pamiętacie? Moje pokolenie, pewnie tak. Mnie w każdym razie łezka w oku się zakręciła. Kultowa bajka o czarnym Bonifacym, kochającym swój zapiecek, chwalipięcie jakich mało, takim kocim filozofie. I o Filomenie – małym białym kotku, z czarną plamką za uchem, naiwnym, ciekawskim i odważnym. Większość książek napisanych według kreskówek jest zazwyczaj na niskim poziomie. Powiem tak – ładnie wyglądają, ale czytać tego się nie da. Tymczasem Przygody są napisane starannym i barwnym językiem. Autorami są dwaj scenarzyści: Marek Nejman- można powiedzieć, ojciec kota Filomena i Sławomir Grabowski. Książkę zilustrowała Julitta Karwowska – Wnuczak, przy bajce odpowiedzialna za projekty plastyczne.

Takiej wsi, takiej chaty, w której żyją oba koty, w naszej okolicy już nie ma. Ale może gdzieś w Polsce… Dlatego warto sięgnąć po książkę już choćby dla odkrycia tego, co minęło. Zapiecek, wóz drabiniasty, gliniane dzbanki, puchowe pierzyny, ptactwo spacerujące dumnie po zagrodzie, płot ze sztachet, harcujące po izbie myszy, drewniane ławy, czy najprawdziwsza w świecie miotła. A przede wszystkim zapach dawnej wsi. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę. Wieś kiedyś pachniała inaczej. Rok temu razem z mężem mieliśmy coś w rodzaju dejavu. Wyjechaliśmy na zawody męża w Polskę i w przerwie między startami spacerowaliśmy po wiejskiej urokliwej okolicy. I nagle przechodząc koło pewnego domostwa, spojrzeliśmy automatycznie na siebie i razem stwierdziliśmy, że tak pachniała wieś naszych dziadków – i z mojej i z M. strony. Bez wielkohodowalnych zapachów, bez środków chemicznych, nawozów. I ja taką właśnie wieś odnajduję w tej książce. Książka z wielką czułością traktuje o tym, co polskie, zaprasza do odkrywania cudów świata, ale nie tego dalekiego, tylko świata na wyciągnięcie ręki. Są też polskie zwyczaje – Wielkanoc, Boże Narodzenie. Obok naszych bohaterów jest mnóstwo innych zwierząt, roślin, przedmiotów, które współtworzą ten koci świat. Są i przysłowia – już choćby to ulubione dziadkowe Masz babo placek, czy inne: Kto nie pracuje ten nie je, Żyć jak pies z kotem.

Książka zdecydowanie dla starszaków- rozdziały są dosyć długie, rozbudowane dialogi, z wyszukanym słownictwem, wymagają większej koncentracji. W książce znaleźliśmy 32 historie, które pochodzą z tomów Przygody Kota Filemona; Filemon i Bonifacy; Filemon, Bonifacy i Szczeniak. Powiem tak – jako dziecko bardziej lubiłam Filemona, za którym teraz przepada mój Tomek. Z wiekiem bliższy stał mi się Bonifacy – trochę leniwy, niezły maruda:) kochający wygody i ciepełko, z dystansem podchodzący do życia i doświadczony. Polecamy!

Wiek 5+ 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 01 czerwca 2017

Podróżnik to zeszyt, który pomoże zatrzymać wspomnienia. Z biegiem lat nie pamiętamy gdzie tak dokładnie człowiek był, co zobaczył, usłyszał, jadł, jakie wrażenia wywarły na nim miejsca, ludzie. Oczywiście wspomnienia są, ale szczegóły? Nie. Niekiedy pojawiają się opowieści przy rodzinnej  posiadówce – i wtedy zdziwienie – faktycznie – „Tak było! I ty to pamiętasz?” Pamięć ludzka jest ulotna. Podróżnik to zeszyt na…. Chciałam z początku napisać: na lata – ale są rodziny, które często spędzają dużo czasu w podróży. Choć przeciętny młody człowiek nie zapuszcza się zbyt często w dalekie strony. Tak więc – wypełnienie zeszytu wspomnień – to sprawa baaaardzo indywidualna. Jeśli ktoś ma szczęście do rodziców wariatów (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), którzy co rusz wyciągają progeniturę na krótsze i dłuższe wypady w ciekawe miejsca, ma szansę na szybkie zapełnienie zeszytu i …. bogate wspomnienia. Jeśli zabraknie kartek – zawsze można zaopatrzyć się w kolejny egzemplarz „Podróżnika”. Na każdy wpis przeznaczono cztery strony. Nie ma na pewno miejsca na długaśne eseje. Ale nie oto tutaj chodzi. Z pamięcią jest tak, że niekiedy wystarczy mały impuls, hasło – i już zaczynają ożywać wspomnienia. Każda podróżna część została podzielona na kilka drobniejszych , z których każda koncentruje się na jednym aspekcie tematycznym: daty wyjazdów, dane uczestników, środek transportu, opis miejsca, pamiątka z wyjazdu (może być bilet wstępu, pocztówka), nowe umiejętności i wiedza, przyroda, potrawy, zabawa, przebój muzyczny, najlepsze wspomnienie czy numery telefonów znajomych. Na końcu – ocena wyjazdu – jak w przypadku oceny hoteli – od jednej do pięciu gwiazdek. We wstępie autorka przedstawia każdy temat i podpowiada,, co może znaleźć się w opisie. Choć ja myślę, że uzupełnianie to naprawdę sprawa bardzo indywidualna. Jedni lubią się rozwodzić na dany temat – inni preferują lakoniczne zapiski. Na pewno ciekawym dodatkiem będą zdjęcia, rysunki, bilety, jakieś drobiazgi. Podróżnik może być „dziełem” całej rodziny. Z własnego podwórka wiem, że to ja zawsze dbam o jakieś zapiski, notatki – dzieci na razie nie mają do tego głowy. Tato – w ogóle. Może warto wypełniać go stadnie – ktoś jest odpowiedzialny za wpisy, ktoś robi ilustracje, ktoś inny wkleja zdjęcia. A później czytamy i wspominamy oczywiście wspólnie – przy jakiejś wyśmienitej herbatce i pysznych ciasteczkach domowej roboty.

„Podróżnik” ma ciekawą oprawę graficzną. Na każdej stronie : czarno – białe ryciny, które nie przeszkadzają w prowadzeniu zapisków. Można je dodatkowo pokolorować, można na nie nakleić swoje zdjęcia i obrazki.

"Podróżnik" można kupić tutaj. 

Wiek  7+

Wydawnictwo Zuzu toys

poniedziałek, 29 maja 2017

Seria „Co wokoło” powstała z myślą o najmłodszych dzieciach. Cztery kartony, które dotykają ważnych spraw codziennych: zabawa, ubranie, części ciała, zwierzęta. Nie znałam Lotty Olson „od tej strony”. Dla mnie to przede wszystkim autorka książek dla starszaków – słynnej serii o mrówkojadzie i orzesznicy, która uczy filozoficznego postrzegania świata, dyskusji, szukania różnych recept na życie. Tymczasem tutaj miłe zaskoczenie. Natomiast nazwisko ilustratorki: Charlotte Ramel, znacie pewnie dzięki książce o Cynamonie i Trusi. 

Na pierwszy ogień: „Auto robi brum”. Maluchy uwielbiają wyrazy dźwiękonaśladowcze- wszelkiego rodzaju, brum, uff. Zabawy w: jak robi auto? osa? budzik? tygrys? pociąg? fajka? kaczka? traktor? gołąb? mucha? krowa? A nawet (hi hi hi) pupa? Mogą trwać w nieskończoność. Fajnie wyglądają zadowolone maluchy – czytelnicy. Można boki zrywać widząc dorosłych, którzy z dziećmi czytają tego typu książki: brum-ających tatusiów, uff-ające mamy, babcie, dziadków.


„Sweter włóż i już” – kręci się oczywiście wokół ubierania się.

Mam nadzieję, że ta mini-książka przyczyni się do tego, że młode pokolenie będzie mówiło poprawnie „sweter”. Często - nawet starsi, niepoprawnie mówią „swetr”. Tymczasem w książce misiek pomaga ubrać się małej dziewczynce. Krok po kroku – od skarpetek, przez sweterek, spodnie. Oj te guziczki, dziurki, długaśne rękawki. Taaaak – zanim maluch wyjdzie na dwór – trochę to wszystko trwa. Nauka z lektury płynie taka, że gdy dziecko jest już gotowe, musi szybko wyjść na zewnątrz, w przeciwnym razie może się spocić.


„Mały mały smyk” – ten tytuł dotyka wielu aspektów codzienności: jedzenia, zabawy, higieny, spacerów, zabawy w piaskownicy, komunikacji autobusem. Dzieci poznają rzeczywistość, która dotyka je bezpośrednio. Podoba mi się „szwedzki chów”: wylewanie na podłogę, chlapanie wodą, szaleństwa z piaskiem, poznawanie przyrody z całkiem bliska. Gdzieś autorka chce przemycić starą maksymę, że dziecko brudne – to dziecko szczęśliwe.

I moja najmilsza książka – o relacjach między matką a dzieckiem. Taka lektura do …. kochania i przytulania. Mama ma wszystko duże: nos, oko, stopy, ucho. Scena, która rozgrywa się w wielu domach o poranku: trzeba malucha wyciągnąć z łóżeczka, umyć, ubrać, uczesać. Każda mama wie, że to niełatwe zadanie. Autorka podpowiada rytmiczną zabawę pełną śmiechów, gonitw, przytulasów. Można skorzystać i zastosować w swoich czterech ścianach – wtedy poranek będzie dobrym startem w dzień. Każda z książek – to krótkie historyjki, dziecięco zilustrowane. Nie ma tu mnóstwa szczegółów, które mogą malucha dekoncentrować. Skupia on uwagę na najważniejszym – pierwszym planie. W dodatku obrazki oddają cudownie klimat szczęśliwego dzieciństwa.

 

Wiek 0+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 28 maja 2017

Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy

Książkę poleciła mi koleżanka – zakochana od wieków w kotach. D. najpierw opowiedziała mi parę faktów z życia autora – potem ja sama stwierdziłam –„Chętnie poznam bliżej Jamesa i jego czworonożnego przyjaciela”. W sprawie samego autora  można chyba powiedzieć, że jego życie dzieli się na dwa etapy – etap przed kotem i z kotem. To wcześniejsze to egzystencja trudna (choć nikt nie powiedział, że teraz będzie łatwiej), z wieloma problemami, narkotykami i innymi używkami. To też etap życia na ulicy, utrzymywania się z datków, jakie wrzucają przypadkowi przechodnie ulicznemu grajkowi. Potem nadchodzi ten dzień – spotkanie KOTA. Kota, dodajmy, który odmienił życie młodego chłopaka i to o 180 stopni. I teraz przechodzimy do tego drugiego etapu: trudno też teraz stwierdzić, że życie Jamesa jest teraz pozbawione problemów – ale jest inne: ciekawsze, bogatsze. Nie tylko przez obecność wiernego przyjaciela – ale też dzięki książce, filmowi.

Książka pokazuje codzienność człowieka bez perspektyw, który sięgnął dna. Lektura ma bardzo optymistyczne przesłanie, że nigdy nie jest za późno, by coś w swoim życiu zmienić. Nieważne jak bardzo jest źle, jak bardzo jest pod wiatr – warto spróbować. To też wartościowa nauka, że przyjaźń to cenna rzecz. A przyjaciół można znaleźć również wśród zwierząt. Książkę czyta się przyjemnie, strony mijają szybciutko. Kto polubi dwójkę przyjaciół może obejrzeć film.

W sieci znajdziecie dużo różnych informacji, filmików, zdjęć. A może kogoś zachęci ta historia do tego, by przygarnąć bezdomnego pana pręgowanego pod swój dach?

Wiek 14+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 27 maja 2017

Przesympatyczna lektura. Psie życie z perspektywy psa jak i wynikające z obserwacji człowieka - a właściwie dwójki ludzi - Dużego i Młodego. Elf wraz z siostrą mieszkają w schronisku dla zwierząt. Marzą o tym, żeby pewnego dnia ktoś ich z niego zabrał: by mieli "swojego"człowieka, który wyprowadzałby ich na spacery, pokazał pola i lasy. Pewnego dnia marzenie Elfa się spełnia - choć rozstanie z psią siostrą było bardzo bolesne - i dla niego, jak i dla czytelnika. Elf jedzie wiele kilometrów do swoich nowych właścicieli. I choć w jego życiu na chwilę zamieszkał strach, obawa przed dalszym psim losem - historia kończy się dobrze. Psiak faktycznie trafia pod szczęśliwą gwiazdę. Pies dla Dużego i Młodego - czyli ojca i syna, to nie lada wyzwanie. Z biegiem czasu miło dojść do przekonania, że tak jak Elf potrzebował tej sympatycznej dwójki, tak i oni potrzebowali Elfa - przyjaciela, poniekąd powiernika, umilacza czasu, a można i rzec - kolejnego, nowego i kochanego członka rodziny (który ma liczne wady:))).

Dobrze napisana, nie pozbawiona i humoru i powodów do wzruszeń lektura o tym, że czasem warto zmienić coś w swoim życiu. Decyzja taka powoduje, że nic nigdy nie będzie takie samo jak przedtem - wszak o tym przekonały się obie strony. Ale jeśli jest chęć i dobra wola - to sukces murowany. Nam podobały się zwłaszcza psie fragmenty, w których Elf odkrywał swoją delikatną i wrażliwą psią duszę. Myśli Elfa, jego marzenia, refleksje - na temat życia, ludzi, świata - bezcenne. Opisy ludzkie to nie tylko próba zrozumienia zwierzęcia. Dzięki Elfowi zyskują również i ojciec i syna na relacjach między sobą - lepiej się poznają, pomagają w razie trudności, spędzają więcej czasu. Niesłychanie wielka wartość dodana tej psiej adopcji.

Sposób na Elfa dostał wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2012 Polskiej Sekcji Ibby. Został też laureatem 20. Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 25 maja 2017

Ulica wcale nie nazywa się ulicą Awanturników, tylko ulicą Garncarzy. A jej dziwne miano? To za sprawą trójki dzieciaków. Przyjrzyjmy się zatem trzem (po poznańsku) rojbrom. Bo takie określenie jak najbardziej do nich pasuje. Jonas, trochę młodsza Mia Maria i najmłodsza czteroletnia Lotta. Mieszkają w żółtym domku przy małej uliczce. Dzieciaki mają głowy pełne różnych pomysłów na przygody i zabawy. Oj nie – nie nudzą się wcale – tego jestem pewna. Ich życie to małe miasteczko z rynkiem, szkoła, a przede wszystkim ulica, która jest plenerem, na którym rozgrywają się różne scenki z życia rodzeństwa. Są i dorośli towarzyszący „awanturnikom”: rodzice, sąsiedzi, dziadkowie. Właśnie z tymi osobami związane są tytułowe przygody: spotkania, dyskusje, rozmowy, kłótnie. Dzieciństwo jakiego na próżno szukać w dzisiejszych czasach. I tak na przykład: dzieci planują podczas wyjazdu do dziadków sadzenie cukierków, bawią się w piratów, aniołów stróżów, w szpital. Ukoronowaniem możliwości dziecięcej wyobraźni jest scena przedstawiająca małą Lottę stojącą na kupie gnoju w deszczu – po co? Jak to po co? – By urosnąć. Proste? Baaardzo proste.

Tak sobie po cichu myślę, że te historie opisane przez Astrid Lindgren dla wielu współczesnych małych czytelników zabrzmią nieprawdopodobnie. (Nie piszę, że wszystkie dzieci). Wiele maluchów dobrze obeznanych jest z obsługą gadżetów, głośnych zabawek, tabletów, laptopów. Niedawno przeczytam gdzieś o zatrważających danych, jakoby więźniowie mieli dziennie spędzać więcej czasu na wolnym powietrzu niż przeciętne dziecko w Polsce. Czy można zmienić otaczająca rzeczywistość? W takich realiach ulica Awanturników urasta do symbolu krainy dzieciństwa, gdzie czas i miejsce na zabawę, psoty, wrzaski, śmiech, brudne i podarte spodenki. Wyobraźnia  aż kipi od pomysłów, dnia nie starcza, by je zrealizować. Starsi szanują dzieci i odwrotnie. Panuje zrozumienie – choć problemów nie brakuje.

Ta książka to gratka dla miłośników Astrid Lingren i jej ilustratorki: Ilon Wikland. Takie książki sprawiają, że jakoś cieplej na sercu. Wzruszam się, roztkliwiam nad tą ulicą Awanturników, zatrzymuję na dłużej – wierzcie mi – naprawdę warto. W mojej głowie ciągle tkwi historia z innej książki (Portrety Astrid Lindgren), o tym jak pewnego dnia do Astrid, do redakcji wydawnictwa, w którym pracowała pisarka, przyszła młodziutka, zaledwie 23-letnia kobieta – z maleńkim dzieckiem na ręku. To uciekinierka z Estonii, ilustratorka - poszukująca pracy. I tak już zostało – Ilon Wikland, bo to ona była tą młodą mamą, jest autorką wizerunku dzieci z Bullerbyn, Madiki, Lotty i wielu innych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 27 kwietnia 2017

Król Gromoryk rozkoszuje się pięknem kolejnego dnia podczas spaceru w pałacowym ogrodzie. Jego rozmyślania przerywa nagle głośne „kuku”. Jakże wielkie jest jego zdziwienie jest, gdy okazuje się, że za owym kuku stoi nie kto inny jak badacz kukułek: kot Gaduła. I tu zaczyna się zabawa na całego – rozeźlony król rusza w pogoń za Gadułą. I tak przez cały boży dzień  ta dwójka goni za sobą – raz w prawo, raz w lewo i na odwrót. Po krzakach, chaszczach, gęstwinach traw i zarośli. To doskonała okazja, by opanować trudne pojęcia lewej i prawej strony, interesujące zjawiska astronomiczne związane z wędrówką Ziemi wokół Słońca. W tym czasie gdy król Gromoryk i kot Gaduła biegają w najlepsze po krzakach i, jak się potem okazuje, przy okazji wydeptują labirynt, najmłodsi mogą wykonywać równolegle różne zadania, które znajdują się na każdej stronie u dołu kartki. To okazja, by opanować pojęcia: wspomnianej już lewej i prawej strony, najmniejszy, najkrótszy. Należy pomóc królowi w labiryncie, który ma doprowadzić go do pysznej jajecznicy. Jest i drugi labirynt, który wiedzie dwójkę bohaterów do środka polanki.

Książka jest częścią serii o królu Gromoryku - Czytam Główkuję. Podobnie jak w innych są tu duże litery ułatwiające początkującym miłośnikom książek czytanie, szeroka interlinia. Na końcu – Dyplom sukcesu. Podsumowując: to zabawna historia fabularna, która rozwija myślenie i kreatywność u dziecka. Cudne są ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło. Ten odcinek podoba mi się szczególnie – a to ze względu na mnogość elementów florystycznych – to taki mój konik ilustracyjny:) Są również naklejki, które dzieci mogą wykorzystać w odpowiednich miejscach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

środa, 26 kwietnia 2017

Książka, która od kilku dni leży na moim stoliku nocnym Przypomina o tym, co w życiu ważne. Myślę sobie przeglądając ją – bezczelnie – taaak, tego mi właśnie trzeba. Słodkiego nicnierobienia dla sztuki – leżenia brzuchem do góry. Pogoń pośpiech – za czymś niby ważnym, priorytetowym. Urszula Palusińska pomaga swoją historią uzmysłowić nam, że niekiedy warto odpuścić. Ziemniaczki niech spokojnie dochodzą – ja tymczasem podobnie jak ciocia poleżakuję chętnie w ogrodzie i zobaczę, co w koronach drzew gra.

Pewne upalne popołudnie. Powolne, leniwe. Grupka ludzi odpoczywa beztrosko na łonie natury. Czytanie gazety, drzemka, opalanie się, żeglowanie. Niektórzy muszą pracować: listonosz, stolarz. Ale i oni potrafią w codziennym zajęciu znaleźć 5 minut dla siebie. Podczas tej letniej maniany jest czas, by przyjrzeć się jak pająk tka sieć, ptaki szybują w słońcu, ważka trzepocze skrzydełkami, w  górze wysoko leci samolot. Czuje się beztroskę chwili, odprężenie. Na minimalistycznych ilustracjach zaledwie kilka plam, które układają się w kształty, kontury postaci, części ciała lub elementy natury. Niekiedy jakby cienie, innym razem nienaturalnie ciemnie – w letnim świetle – takie cuda dzieją się na naszych oczach. Raz z całkiem bliska – można spotkać się oko w oko z dziurkami od kapelusza, kosmatym pająkiem. Innym razem – ze sporej odległości. Z różnych perspektyw. Jakby ktoś z aparatem przygotowywał reportaż o rodzinnym leżeniu do góry brzuchem. Człowiek w naturze wśród pszczół, ciem, kwiatów, traw drzew. Czasem odnoszę wrażenie, że autorka uczy nas postrzegania świata okiem dziecka. Starsi nie mają czasu na to, by pochylić się nad pająkiem, trawą, dziurkami w nakryciu głowy. Dzieci potrafią w mieszaninie mnóstwa mnóstwości dostrzec jakiś szczegół, małą istotkę, punkt na niebie. My dorośli mamy ważniejsze rzeczy na głowie. Ale czy wtedy nie tracimy tego „czegoś”?

Książka, która uczy afirmacji życia. Coś w rodzaju carpe diem. Gonimy za czymś  jednocześnie nie dostrzegając uroków życia codziennego, chwil, które przemijają, obecności najbliższych. Bardzo optymistyczna lektura, która przypomina o tym, by zwolnić. By wziąć do ręki książkę taką jak ta właśnie i najzwyczajniej o niczym innym nie myśleć. By poleżeć brzuchem do góry – tylko dla siebie, bez celu, dla własnej przyjemności. 

O ilustratorce na stronie wydawnictwa czytamy:

Twórczyni filmów animowanych i ilustratorka. Książka "Majn Alef Bejs" z jej ilustracjami zdobyła prestiżową BolognaRagazzi Award w kategorii non fiction, srebro w konkursie European Design Awards i wyróżnienia na biennale ilustracji ILUSTRARTE w Lizbonie oraz w konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Od kilku dni absolutny hit w naszym domu. Niepozorna książka mieszcząca się w małej dłoni. Mnie nieznana do tej pory – choć im dłużej wspólnie czytaliśmy, tym bardziej jakaś lampka zapalała się w głowie. Faktycznie – gdzieś po drodze był film – dość straszny zresztą, ale i niesamowicie wciągający. Podobnie jak książka.

Mały chłopiec zostaje sam na świecie. Nie ma nikogo prócz ukochanej babci z Norwegii. A Norwegia – wiadomo – to tajemnicza kraina pełna różnych baśniowych stworzeń i potworów. Nic dziwnego, że babcia chłopca potrafi na poczekaniu wymyślać różne historie o czarownicach. Ponoć wiedźmy mogą wyglądać jak zwykłe kobiety, które codziennie mija się na ulicy bądź w sklepie. To może być sąsiadka, nauczycielka, urzędniczka. Jest kilka cech dla wiedźm, które pomogą je bezbłędnie zdemaskować. Nie chcę jednak psuć Wam zabawy przy ich poznaniu, bowiem Roald Dahl przeszedł w tym temacie samego siebie. Chłopiec razem z babcią musi zgodnie z wolą rodziców zawartą w testamencie zamieszkać w Anglii, w której działa również dość spora liczba czarownic . Nic dziwnego, że wiedźmy stają na drodze chłopca i to w sporej ilości. Wciągająca historia, pełna humoru i scen mrożących krew w żyłach, trzymająca w napięciu od początku do końca. Czytając tę książkę myślałam sobie, że sam autor musiał się nieźle bawić podczas pracy nad nią. Choć w wielu miejscach zaskakuje – za nic ma panujące trendy w literaturze dziecięcej: że to wypada a to już nie. Babcia z cygarem w ustach to naprawdę rzadki obrazek we współczesnej literaturze dziecięcej. Samo podejście do  tematu niekiedy szokuje rozwiązaniami i pomysłami. Ale ja to zjawisko oceniam pozytywnie – literaturze dziecięcej brakuje czasem takiego wariactwa na żółtych papierach, poprawność mierzi i kuje. Znalazłam w książce Dahla same fantastyczne rzeczy i polecam – jeśli nie macie pomysłu na lekturę na długi weekend. Oczywiście ojcem czarno-białych ilustracji jest tradycyjnie Quentin Blake. Spokojnie - jego wiedźmy nie będą dzieciakom spędzały snu z powiek.

Wiek 9+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 04 kwietnia 2017

W książce znajdziecie dwie historie:  „Ja też chcę mieć rodzeństwo” i „Ja też chcę chodzić do szkoły”.

Pewnego dnia mały Peter dowiaduje się od swoich rodziców, że będzie miał braciszka albo siostrzyczkę. I w domu pojawia się ...Lena. Cały świat Petera wywraca się do góry nogami- zawsze to przecież on był kochanym dzieckiem mamusi i tatusia, zawsze to na nim tylko koncentrowali swoją uwagę, a tu coś takiego... Peter oczywiście chce ją kochać, chce się nią opiekować, chce być kochającym starszym bratem- ale czasem to takie trudne. Wydaje mu się, że rodzice już go nie kochają, bo mają Lenę. Zaczyna się buntować, broić. Z uroczego synka zmienia się w niezłe ladaco- po to tylko, by rodzice znów go dostrzegli. Ci pomagają nazwać synkowi swoje uczucia, okazują mu wiele miłości i cierpliwości, a kiedy siostrzyczka dorasta - razem z Peterem stają się nierozłącznymi przyjaciółmi, prowadzą wojnę na poduszki i ... pomagają mamie opiekować się najmłodszym braciszkiem:)

Astrid Lindgren prostymi słowami opowiada całą tę historię. Świetnie opisała dramat małego chłopca (tak- dramat), gdy rodzice pokazali mu uroczą, zachwycającą, maleńką, jak kruszynka, siostrzyczkę. Złośliwy, bezczelny, głośny, pyskaty. Zdaję sobie też sprawę, że książka Astrid Lindgren nie jest antidotum na wszystkie tego rodzaju problemy - ale w mądry i ciepły  sposób może pomóc dziecku zrozumieć sprawy związane z pojawieniem się rodzeństwa. Jeśli czytamy wspólnie z naszym dzieckiem - z pewnością lektura skłoni nas do ciekawych rozmów i budowania więzi.

W drugiej opowieści książkowe dzieci już urosły. Lena bardzo zazdrości bratu, że chodzi już do szkoły. Sama chce przekonać się, co to znaczy być uczennicą. Pewnego dnia Peter zabiera ją ze sobą. Lena poznaje kolegów i koleżanki brata, panią, zasiada w szkolnej ławce, je najprawdziwszy szkolny obiad, obserwuje, jak dzieci uczą się, co robią na przerwach. Peter lubi szkołę i Lena też. Dziewczynka poznaje dobre i złe strony tego miejsca – choć te pozytywne są oczywiście dominujące.

Myślę, że samej autorki nie muszę przedstawiać. Historia z życia wzięta, napisana prostym językiem pomogła nam znów przegonić strachy. Świetnie zilustrowana przez Ilon Wikland, artystkę, która ze szwedzką pisarką współpracowała od 1953 roku. Pewnego dnia 23-letnia uciekinierka z Estonii zjawiła się u Astrid Lindgren, z niemowlęciem na ręku i ze swoimi pracami. I tak to się wszystko zaczęło.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zakamarki

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91