Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
wtorek, 19 grudnia 2017

No właśnie – choinka – to ona jest bohaterką tej książki. Kto by pomyślał, że może być tyle zamieszania z zielonym drzewkiem przybranym odświętnie – nieodłącznym elementem świąt grudniowych. Ksiądz Józef Naumowicz, związany na co dzień z Uniwersytetem Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, próbuje wyjaśnić fenomen choinki. Bo, jak pisze we wstępie,  „zwyczaj strojenia choinek na Boże Narodzenie zna cały bodaj chrześcijański świat”. Pojawia się w sztuce: na obrazach, w literaturze, muzyce. W końcu – w wielu domach. Jak to się stało, że w dzisiejszych czasach nie możemy sobie wyobrazić świąt bez choinki? Jakie są tego korzenie. I jak zmieniała się i ona, i związane z nią tradycje na przestrzeni dziejów.


Trzeba przenieść się do czasów przełomu średniowiecza i renesansu. Ale zanim pojawiła się ONA były wawrzyńcowe wieńce, którymi przystrajano wejścia do domu lub całej wręcz posiadłości. Zawieszano je ku czci duchów i bóstw. W tak zwanym międzyczasie w sztuce obecne były zawsze kwiaty, liście, rajskie drzewa obwieszone owocami.

Autor stara się dowieść, co jest dokładnie ojczyzną choinki – nie jest to zdanie łatwe, bo wiele miejsc aspiruje do tego tytułu. Bada najstarsze świadectwa, przytacza nakazy panów, którzy na Wigilię pozwalali osadnikom ścinać zielone gałązki – ale jak się okazuje po latach – wszystko w  granicach rozsądku. Ciekawostką jest wynikająca z nich troska o las i gatunki drzew. Zachowały się liczne dyrektywy z okresu od XIII do XVI wieku, które próbowały uporządkować popularność „ choinki” właśnie ze względu na ochronę lasu, a być może, choć to na pewno, pańskich interesów.


W książce znajdziemy dużo informacji o tym, czym przystrajano choinkę, gdzie po raz pierwszy ustawiono drzewko publicznie, kiedy pojawił się zwyczaj dawania podarków „pod choinkę” i jak został on przyjęty. Przez dzieci – z entuzjazmem, ale przez dorosłych – zwłaszcza z kręgów kościelnych – z dużą krytyką.

A jak to było w Polsce – kiedy pojawiła się najstarsza choinka, jak powinna wyglądać nasza polska – patriotyczna wersja – a nie germańska – z „bomblami”. Patriotyczna – z szopką na gałązkach, z różnymi słodkościami dla dzieci. Autor przedstawił jej poprzedniczki: snopki zboża, sianko na stole, szopkę, sad u sufitu w Krakowie – z łakociami, podhalański podłaźnik.

Jak została przyjęta w innych krajach: Austrii, Francji, Anglii, Nowym Świecie? Choinka, jak się okazuje, ma swoje zaszczytne miejsce również w literaturze. Pisali o niej Andersen, Dickens, Goethe. W Polsce pojawiały się we wspomnieniach Bolesława Prusa (jakże ubolewał w „Kronikach”, że tylko chłopi i ich dzieci potrafią śpiewać „Bóg się rodzi” a inteligencja i wyższe sfery w ogóle słów nie znają), Melchiora Wańkowicza ( „Poza świeczkami i lepionymi w domu łańcuchami z różnokolorowego papieru wszystko tam można było w gębę włożyć”), Stanisława Pigonia, Marii Dąbrowskiej. Była bohaterką wierszy i kolęd, które śpiewano w kościołach. Konstanty Ildefons Gałczyński napisał nawet wiersze: „Kto wymyślił choinki” i „Przed zapaleniem choinki”.  

Ciekawa pozycja dla tych, którzy lubią święta i nie mogą wyobrazić sobie tego czasu bez choinki. Mnóstwo informacji i ciekawostek. Dożo zaskoczenia i odkrywania tajemnic. Ale i pytań, które być może już na zawsze zostaną bez odpowiedzi.

Książka z licznymi ilustracjami. Niektóre z nich to prawdziwe perełki. To ciekawa podróż do przeszłości. 

Wydawnictwo Literackie

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Dostałam od Zuzanny Orlińskiej prztyczka w nos. Dałam się nabrać na przewrotny tytuł, a potem okazało się, że również przewrotną książkę. Wykoncypowałam sobie bowiem, że rzecz będzie o matce Polce – urobionej po łokcie męczennicy, z niezadowoloną miną, poświęcającą się dla swoich pociech. Nic bardziej mylnego. Polek to chłopiec – Apolinary. A matka Polka jest zupełnie inna niż …  typowa matka Polka. No tak -  rude tak mają. Ida Sierpniowa, Pippi, Ania z Zielonego Wzgórza –  kilka sympatycznych, pozytywnie nakręconych  rudowłosych wariatek - chudziutkich, niepozornych, natchnionych, ale z poczuciem humoru. Matka Polka jest jedną z nich – tyle że w rozmiarze XL, z burzą rdzawych niesfornych kędziorów. Można z nią konie kraść, przez boży rok paraduje w trampkach, urządza synowi pirackie przyjęcie, uczy, bawi, pomaga, tłumaczy, słucha, otacza opieką – jak dobra matka. Nie, absolutnie nie - mama, mamusia, mamka. W życiu Polka dzieją się czary mary. Nagle świat zmienia się dookoła, pojawiają się potwory, piraci, Święty Mikołaj, dziwna staruszka. Moja mama czarownica – taki tytuł więcej by mi powiedział, choć z pewnością  tak bardzo nie zaintrygował. Pełna humoru, ma w sobie to coś. Bo sami przyznacie - trzymanie w piwnicy zamiast równiutkich rzędów marynat, konfitur i kompotów sarkofagu egipskiego świadczy o sile charakteru tytułowej bohaterki – a tego jest tu tyle że ho ho. Autorka na końcu pisze - ojciec Polka  to też nie jest taki sobie zwykły ojciec. Ale to już  temat na zupełnie inną opowieść.

Wydawnictwo Literatura 

 

niedziela, 17 grudnia 2017

Moim zdaniem to najlepsza część serii „Opowiem ci mamo, co robią …”. Oj, dinozaury postawiły wysoko poprzeczkę. Podoba się cała – ze względu na treść, ilustracje. Znam pewnego małego miłośnika dinozaurów, który odrzuciwszy na bok wszystkie swoje dotychczasowe lektury „dinozaurowe”, przepadł z książką Emilii Dziubak na długie godziny (dosłownie)  gdzieś w kątkach-zakątkach domu i oddał się miłej lekturze. Sama książka zabiera naszego praprzodka Kudłacza w podróż w czasie – do różnych epok, er – więc nic się nie stanie, jeśli do wyprawy dołączy mały czytelnik. Od Triasu do Czwartorzędu. Śledząc losy pierwotnego osobnika, który pewnego dnia znalazł ogromne jajo, dzieci stają się świadkami historii naszej planety. Pierwsza myśl odnośnie jaja – była taka – to na pewno jajo, z którego wykluje się jakiś dinozaur. Tymczasem – nic bardziej mylnego – to kapsuła czasu, która zabiera Kudłacza na wycieczkę do przeszłości. To doskonały sposób, by pokazać dzieciom, jak bardzo stara jest nasza planeta – kiedy pojawiły się dinozaury i kiedy pojawił się na niej człowiek. Samo mówienie – „Oooo, Ziemia jest baaaardzo stara” chyba na nic się zda. Ale lektura na pewno pomoże zrozumieć te zagadnienia.

Książka obrazkowa dużego formatu (20 cm x 28 cm) – niezwykle kolorowa, świetnie oddaje świat prehistorycznych potworów podobnych niekiedy do smoków (choć książka obala ten mit; co ciekawe dinozaurom  bliżej do współczesnych kur i gołębi). Żyjące wśród olbrzymich paproci i skrzypów – opanowały wszystkie środowiska – rządziły na lądzie, w powietrzu i w morzu. Można zresztą poznać i inne stworzenia, które żyły w danym czasie obok dinozaurów. Imponujący jest również świat przed dinozaurami. „Drzewo życia” na jednej ze stron to ciekawy materiał poglądowy, by prześledzić ślady życia od Neoproterozoiku.

Co znaczy w ogóle słowo „dinozaur”, jakie gatunki były charakterystyczne dla danej ery, krótkie opisy wybranych gatunków zawierające konkretne informacje i ciekawostki, zabawy w wyszukiwanie różnic pomiędzy prawie takimi samymi ilustracjami, labirynt, w który karaluch musi odnaleźć drogę do kapsuły czasu. I oczywiście świetne ilustracje Emilii Dziubak.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 16 grudnia 2017

Jeśli Wam mało przygód o Muminkach (a tych nigdy dosyć) zachęcam do odkrycia innych tytułów Tove Jansson. Pewnie mniej znane, trochę odbiegają od świata przedstawionego w klasycznej serii, ale jakże cudnie znaleźć się znów w bajkowym świecie, gdzie są starzy znajomi jak choćby Włóczykij,  ale też i całkiem nowi. Jest w książce o Maciupku mnóstwo ilustracji – czyli wielka gratka dla tych, którzy kochają niepowtarzalną i rozpoznawalną na całym świecie kreskę artystki z dalekiej Finlandii. Jest i mądry tekst – który zwraca uwagę na słabszych wśród nas, pozwala ich dostrzec i zrozumieć. A co najważniejsze – to piękna książka dla czytelnika w każdym wieku. Każdy wyczyta w niej coś dla siebie.

Tematem są smutek, samotność, strach. Mały Maciupek mieszka w swoim domku – zupełnie samiusieńki jak paluszek. Nie może poradzić sobie ze wszechogarniającym strachem przed … wszystkim i wszystkimi. Dlatego też postanawia poradzić sobie sam, szukając pomocy na zewnątrz. A tam jest czego i kogo się bać: pomijam już atmosferę i klimat świata otaczającego. Strach tak bardzo paraliżuje Maciupka, że ten w ogóle nie dostrzega uroków otoczenia. Są tu jednak też Filifionki, Paszczaki, Homki, Mimbla, Buka, Hatifnatowie. Macupiek przezornie wcale się nie odzywa. Jest też zbyt mały, by go ktoś zauważył – w końcu Maciupek to Maciupek. Boi się z kimś porozmawiać o swoich uczuciach, obawach. A pewnie zrobiłoby mu się lżej na sercu, gdyby mógł się przed kimś wyżalić. W końcu trafia nad ogromne morze, gdzie zauważa dryfującą butelkę, a w niej list. To wiadomość od Drobinki, która również się boi. Odtąd celem Maciupka będzie odnalezienie Drobinki – jeszcze mniejszej od niego istoty, by ją pocieszyć i zapewnić o swej przyjaźni. Książka, która porusza ważne tematy – może właśnie dziś szczególnie aktualna, gdy tak wielu samotnych wśród ludzi. To też rzecz o odwadze i miłości. Jej wielkie pokłady są w nas ukryte – potrzebujemy tylko niekiedy małego impulsu, by je z siebie wydobyć – by pomóc innym, wspierać kogoś, kto tej pomocy i dobrego słowa czasem bardziej potrzebuje niż my sami.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 12 grudnia 2017

W pewnej renomowanej szkole w Nowej Anglii do rąk dyrektora trafia kaseta z nagraniem. Główni bohaterowie filmu to trzej uczniowie szkoły, którzy w najlepsze bawią się w seks z pierwszoklasistką. Film wywołuje obrzydzenie, ale też dużą konsternację, bo uczestnicy tej imprezy to dobrzy uczniowie, pochodzący z porządnych rodzin. Pojawia się pytanie – dlaczego? I nie jest to już tylko pytanie, które postawił sobie dyrektor szkoły, ale nasuwa nam się ono automatycznie podczas lektury. Powoli poznajemy tło całego zdarzenia z perspektywy wielu osób – uczestników, rodziców, nauczycieli, kolegów ze szkoły i internatu, ale też zupełnie postronnych – sklepikarki, dziennikarza, policjanta. Niektóre wypowiedzi bardzo rozbudowane, inne króciutkie. Większość z nich to rozmowa z J. Barnard z Uniwersytetu Vermont, która po latach bada kulisy zdarzenia i pisze pracę o zjawisku nadużywania alkoholu przez chłopców w szkołach średnich. Inne to próba rekonstrukcji niektórych życiorysów osób, które jak się później, okazało, z przyczyn osobistych chcą zapomnieć o całym zdarzeniu. Czy to możliwe? Książka wyraźnie pokazuje, jak jeden nieprzemyślany krok, może zrujnować plany na przyszłość, jak może zmienić życie, niestety - nieodwracalnie. Uświadamia czytelnikowi jednocześnie, że i wina może mieć wiele twarzy, bo im bliżej końca, tym większa moja niepewność, czy właściwie oceniam bohaterów zdarzenia. Nic tu nie jest proste, wszystko się przeplata ze sobą, wywołując niezły miszmasz emocjonalny: ciekawość, złość, zemsta, nienawiść, obrzydzenie z miłością, subtelnością, pięknem. Książka pokazują jedną z prawd o człowieku – że tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jaka mroczna istota w nas siedzi. Siedzi w głowie. Długo i nie może wyjść. Tak po prostu. Cieszę się, że przeczytałam ją jako mama. Bo myśli – jakie będą moje dzieci, ich życie, nasuwają się same. Wręcz przytłaczają. I rodzą strach, bo tak wiele rzeczy dzieje się niezależnie od nas, naszych planów, marzeń, oczekiwań. Z dużą ciekawością śledziłam wypowiedzi i losy rodziców chłopców, ich reakcje. Jakże jedno zdarzenie, głupi wybryk, może zepsuć pracę życia - wychowanie, więzi, które wydawać by się mogło, są mocne i nierozerwalne. I tak jak nie lubię dalszych ciągów powieści pisanych naprędce, tak w tym przypadku zajrzałabym z ogromną ciekawością do czterech ścian tych osób, by się przekonać, jak ułożyło się ich życie później. Czy zdarzyło się coś dobrego – w myśl zasady, że nic w naszym życiu nie dzieje się przypadkowo i czasem jest trudno, by potem było łatwiej i lepiej.

Książka, którą można dopisać do listy tych, które, gdy już zacznie się czytać, trudno wypuścić z ręki. Dosłownie. Temat z życia wzięty, ciekawy pomysł narracyjny, zaskakujące zakończenie. To jedna z lepszych powieści obyczajowych, jakie ostatnio przeczytałam.

 

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

sobota, 02 grudnia 2017

Książka spodoba się tym, którzy lubią działać kreatywnie: w kuchni, papierach, materiałach. Moc pomysłów, które można niewielkim wysiłkiem samemu zrealizować. Wystarczą porządne narzędzia i przybory, dobre chęci, trochę czasu – by potem cieszyć bądź oko, bądź podniebienie. Często z wykorzystaniem tego, co już w domu posiadamy – co stare, niemodne, niby już niepotrzebne. W krótkim wstępie czytamy, że recykling i upcykling  przeżywają renesans. Pewnie przyczynił się do tego Internet, który jest naprawdę kopalnią świetnych pomysłów. Nasze szafy i szuflady kryją mnóstwo rzeczy w dobrym stanie, niekiedy wyśmienitej jakości, które po prostu szkoda wyrzucać. Moja babcia Marianna powiedziałaby, że serce się kraje na samą myśl o pozbyciu się takiego dobra. Często są to materiały o pięknym wzorze, tektury i papiery o oryginalnej fakturze. Ta książka wychodzi naprzeciw naszym czasom. Zamiast wyrzucać i zaśmiecać środowisko można dać przedmiotom drugie, a nawet trzecie, czwarte życie. Tchnąć w nie duszę, ponieważ przedmioty, rzeczy wykonane własnoręcznie – nabierają charakteru, mają jakąś cząstkę nas samych, którzy niekiedy wiele czasu spędziliśmy nad ich wykonaniem. Po zapoznaniu się książkowymi pomysłami muszę przyznać, że niektóre z nich mogą wywołać zaskoczenie. Zwłaszcza domowe kosmetyki – bo tak jak całkiem dobrze orientuję się w domowej manufakturze maseczek, nie wiedziałam, że można pokusić się o zrobienie srebrzystego cienia w kremie albo pudru do twarzy i ciała. Nie mówiąc już o …(ale to tylko dla tych, którzy mają BRODACZA w domu lub wśród znajomych) olejku pielęgnacyjnego albo wosku modelującego do brody właśnie.

Sama książka podzielona jest na sześć części: domowe zacisze, dzieciaki, impreza, moda i przeróbki, uroda, wyjątkowe okazje i święta. Blisko 80 inspiracji z różnych dziedzin – jedne dla wszystkich, nawet tych początkujących. Inne z kolei dla bardziej zaawansowanych. Ta ostatnia uwaga raczej dotyczy szycia – choć może źle to ujęłam. Jeśli ktoś jest odważny i nie boi się zaryzykować niech spróbuje przerobić koszulę chłopaka/ męża/ partnera/ brata na baaardzo kobiecą bluzkę. Mnie najbardziej przypadł do gustu  ostatni dział. Znalazłam w nim wiele pomysłów, które chciałabym zrealizować: ciasteczkowy kalendarz adwentowy, etykiety na prezenty z reniferami. Natomiast na wielkanocnym stole świetnie się będą prezentowały opaski na serwetki do złudzenia przypominające uszy króliczków i bułeczki w kształcie zajączków.

Książka jest ładnie i starannie wydana. Każdy pomysł przedstawiony za pomocą kilku fotografii i krótkiego opisu. Na początku zawsze spis potrzebnych „składników”, z których potem własnoręcznie „upiecze się” małe cacko.

Wydawnictwo Egmont

piątek, 01 grudnia 2017

Wiadomo było u nas w domu, że pieniądze piechotą nie chodzą, ale my owszem, chodziliśmy. Kiedy do naszego miasteczka Oficina docierał jakiś film, który mojemu ojcu wydawał się dobry, choćby ze względu na nazwisko głównego aktora czy aktorki, składało się grosz do grosza, żeby kupić bilet i wysłać mnie do kina.

Po powrocie musiałam opowiedzieć film całej rodzinie, która czekała już w salonie.

Przeczytałam kiedyś takie oto zdanie, że złe powieści stają się coraz grubsze. Tutaj na zaledwie 144 stronach (gdzieniegdzie z pustymi kartkami) mamy historię życia opowiadaczki filmów. Książka małego formatu – o wymiarach 130x250 mm przykuwa uwagę od samego początku. Nie sposób się oderwać. Czyta się szybko – w jeden wieczór, a ma się takie jakieś dziwne uczucie, że poznało się tak dobrze główną bohaterkę, jej czwórkę braci, nieszczęśliwego i sparaliżowanego od pasa w dół ojca. Chilijski pisarz Herman Rivera Letelier pisze tak, że czuć spiekotę Ameryki Południowej, piasek pustyni Atakama gryzie w oczy, a bieda mieszkańców okolicy, szczególnie rodziny Marii Margarity, wywołuje współczucie i chwyta za serce. Maria ma liczne rodzeństwo, ojciec nie może pogodzić się, że opuściła go piękna żona, każdy z nich ma swoje smutki i radości, a to co ich łączy – to wielka miłość do filmu. Mimo że w domu się nie przelewa , musi starczyć na kino. Tyle że nie dla wszystkich. Zostaje ogłoszony konkurs na najlepszego rodzinnego opowiadacza. Maria Margarita bardzo się stara, by oddać klimat każdego obejrzanego filmu. Spełniają się jej marzenia, pojawiają się plany na przyszłość i pieniądze. Jednak to dostatnie życie kończy się, gdy w miasteczku pojawia się … pierwszy telewizor. A potem następny i jeszcze następny. Bardzo wyrazista książka o ludzkich losach, marzeniach i szarości życia codziennego. O tym, że fortuna kołem się toczy, a wszystko ma swój kres.

 

Wydawnictwo MUZA

sobota, 18 listopada 2017

Większość czytelników zna Jana Brzechwę jako autora kultowych wierszy dla dzieci. A cykl o Panu Kleksie? Też ma swoich wiernych wielbicieli. Teksty ponadczasowe. Tymczasem Jan Brzechwa to również autor utworów scenicznych: krótkich form teatralnych, które można z powodzeniem wystawić w szkole, w domu podczas rodzinnych uroczystości, na zbiórkach zuchowych czy harcerskich, w przedszkolach. Księżniczka na ziarnku grochu, Siedmiomilowe buty, Wagary, widowiska kukiełkowe: Teatr Pietruszki, groteska radiowa  Wieloryb. I Bajki-Samograjki, które świetnie pamiętam w postaci podłużnego wydania sprzed lat. A w nich: Czerwony Kapturek, Kot w Butach, Kopciuszek, Jaś i Małgosia. „Teatrzyki” z podziałem na role – gotowe do zagrania przez dorosłych i dzieci, z didaskaliami. Każdy teatrzyk poprzedza lista postaci występujących w danej sztuce – są one zaprezentowane z imienia, nazwy, są też świetne ilustracje odzwierciedlające je.

O istocie tych utworów słowo wstępne napisał znawca literatury dziecięcej – Grzegorz Leszczyński. Świetny tekst, który odkrywa kulisy powstawania tych utworów. Jest zachęta, by wystawiać te perełki w małych zespołach, by traktować je też jako zjawisko socjokulturowe. Bo w „Teatrzykach” jest odbicie minionych czasów, niekiedy wyraźnie widać więź poety z poprzednim systemem. Na szczęście przeważa czysta zabawa i tematyka bliska dziecku, bez socjalistycznej propagandy.

Ilustracje Magdaleny Kozieł-Nowak są rewelacyjne. Cudnie oddają klimat bajek, baśni. Delikatne księżniczki, motywy florystyczne, zwierzęta, dobór barw.  Atrakcyjne wydanie, szata graficzna, świat przedstawiony zachęcają do tego, by chwycić za teksty, zebrać grupę aktorów i zagrać na deskach. 

W ramach cyklu Brzechwa dzieciom ukazały się pięknie wydane książki: Dzieła wszystkie. Pan Kleks, Dzieła wszystkie. Wiersze, Dzieła wszystkie. Bajki i w końcu opisane dzisiaj Dzieła wszystkie. Teatrzyki.  Wszystkie z wyobraźnią zilustrowane przez czołowych polskich ilustratorów: Mariannę Sztymę, Artura Gulewicza, Magdalenę Kozieł-Nowak i Jolę Richter Magnuszewską.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 13 listopada 2017

Trzydzieści  niezwykłych miejsc – miast na całym świecie. Z różnych kontynentów, z naciskiem na różne aspekty: historię, sztukę, przyrodę, kulinaria, ludzi z nimi związanymi. To zwiedzanie palcem po mapie, odkrywanie obrazkowych historii, które może mieć swój dalszy ciąg choćby w innych książkach, Internecie, czasopismach – zależnie od chęci. Są tu takie perełki jak Lizbona, Meksyk, NY, Berlin, Ateny, Tokio, San Francisco. Jedne z miast bardziej, inne mniej znane – na pewno dla dorosłych. Dzieci mają tu naprawdę mnóstwo do odkrywania. Niektóre nazwy pojawiają się często w mediach, filmach, dziecięcej literaturze, kreskówkach a nawet na …. częściach garderoby. Często widać dzieciaki z jakimiś fajnymi nadrukami charakterystycznymi dla danych miejsc – na koszulkach, bluzach, kurtkach. Paryż, Barcelona, Londyn, NY. Nazwy miast są też znane poprzez kluby sportowe – to, co się dzieje na boiskach sportowych, to istne szaleństwo. Na pewno dla wielu dzieci nazwy niektórych miejskich sław na pewno nie są tajemnicą. Na kartach książki znajdziecie również stolice Polski – Warszawę.

Ale są i takie miejsca, o których nie za często słyszymy: Toronto, Budapeszt, Montreal. Bombaj występuje tu pod rzadziej używaną nazwą: Mumbaj. Cudnie, że są nasi sąsiedzi. Do nich to rzut beretem – może się wybierzemy na wycieczkę?

Co mają nam miasta do zaoferowania? W Lizbonie można skosztować tarty z kremem, wyciszyć się w basilica da Estrela, zwiedzić muzeum sztuki współczesnej, przejechać się kolejka linową Elevador da Gloria. W Budapeszcie na turystów czekają: kolejka zębata, gulasz, Baszta Rybacka, Bazylika św. Stefana, Muzeum Sztuki Stosowanej, dworzec kolejowy.

Każde miejsce to coś do zaoferowania dla ciała, dla ducha, podniebienia, krótki opis, najważniejsze dane: np. data powstania, położenie, rzeka. Dalej: informacje nt. kraju, w którym dane miasto leży, obowiązujący język, liczba mieszkańców. Wszędzie  mały czytelnik ma jakieś zadanie do wykonania związane z tym miejscem: i tak w Budapeszcie musi poszukać porcji gulaszu, w Moskwie matrioszki, hot dogi w Toronto, lamy w Buenos Aires, wiewiórki w Warszawie, a Seulu – wachlarze.

Książka na pewno rozbudza ciekawość i pasje podróżnicze, zachęca do tego, by aktywnie spędzać czas i marzyć o odwiedzeniu tych wszystkich miejsc.

PS. Oczywiście książka ta rządzi się swoimi prawami i ilość miejsca jest tu ograniczona, niemniej muszę to napisać: szkoda mi całkiem prywatnie, że wśród miast nie znalazła się stolica Kuby- Hawana.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 03 listopada 2017

Dziewięcioletni Bo Wilhelm Olsson nie jest szczęśliwym dzieckiem. Wychowują go przybrani rodzice: ciocia Edla i wujek Sixten. Chłopiec sądzi, że oboje nie lubią go. Nie rozmawiają z nim, nie pozwalają mu się głośno śmiać, nie troszczą się o niego. Bosse ma przyjaciela, Benkę, a ten - cudownego ojca. I oto Bosse dowiaduje się, że jego prawdziwy ojciec jest… królem w Krainie Dalekiej. Po wielu latach rozłąki , spotykają się. Ojciec król buduje z chłopcem modele samolotów, ciągle rozmawiają, śmieją się. Mimo wielu obowiązków znajduje dla niego zawsze czas. Ojciec król nazywa swego syna Mio, mój Mio. Chłopiec znajduje w Krainie Dalekiej nowego przyjaciela o imieniu Jum Jum, dostaje od ojca króla cudownego wierzchowca białego Miramisa, słucha opowieści studni szepczącej. Jednak jest coś strasznego – Kraina Daleka sąsiaduje z mroczną krainą, w której rządzi siejący grozę Rycerz Kato. Kiedy ktoś wymawia jego imię, wszystko milknie, a Miramis zaczyna drżeć. Mio mój Mio  musi wykonać bardzo ważne zadanie, o którym było powiedziane już przed tysiącami lat: Chłopiec królewskiej krwi na białym koniu ze złotą grzywą i z jednym przyjacielem w orszaku.

Jest to historia o przyjaźni, odwadze, tajemnicy. Pełna czarów. Świetnie nadaje się do głośnego czytania. Język tej opowieści jest niezwykle poetycki. Autorka opisuje tak sugestywnie stan ducha bohaterów, przyrodę. Snuje swoją opowieść jak baśń, którą kiedyś opowiadano sobie o zmroku przy cieple kominka. Piękna książka. Ponadczasowa. I na koniec jeszcze taka refleksja – cudnie by było, gdyby tak udało się nakłonić do przeczytania tej książki ojców królów naszych dzieci. Mogliby się  z niej dużo dowiedzieć i nauczyć …..

Książka ta znajduje się na Złotej Liście Książek, które Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom poleca do głośnego czytania.

Ale oczywiście można skorzystać z pomocy lektora. Niedawno ukazał się audiobook w interpretacji Waldemara Barwińskiego.

Czas nagrania 3 godziny 24 minuty

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98