Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 08 czerwca 2017

Astrid Lindgren zaczęła to opowiadanie takim oto zdaniem: „To jest opowieść o wielkim byku Adamie Engelbrekcie, który dawno temu, w Niedzielę Wielkanocną, nagle zerwał się z powroza”. Tymczasem jest to opowieść również o malutkim Kallem, który okiełznał wielkiego zwierza. I po trosze o oborowym, który opiekował się bydłem w gospodarstwie. Wreszcie i o właścicielu tegoż gospodarstwa i jego rodzinie. Każdy  z nich ma w tej historii swój, niekiedy niewielki, udział. Jak to się mówi: swoje 5 minut. Jednak prawdziwą bohaterką, która wysuwa się na plan pierwszy dzięki ilustracjom Marit Törnqvist, jest sama … Szwecja. Tak myślę:charakterystyczne drewniane czerwone domki z białymi oknami i ościeżnicami drzwi, bielusieńkie rzeźbione w drewnie werandy, kolorowe chodniczki z tkanin, w pokojach biała boazeria do połowy ściany, solidne meble. Styl, który dziś tak wielu próbuje naśladować, co widać na wielu różnojęzycznych blogach wnętrzarskich. Do tego: czystość, skromność, dbałość o porządek, a jednoznacznie dobry gust i smak. I jeszcze na sam koniec -  piękna czysta przyroda. Oniemiałam, gdy zobaczyłam Kallego wędrującego z zarobioną monetą w brzozowym lesie. W końcu ta opowieść to również obraz dawnej szwedzkiej wsi – niezbyt bogatej, biednej wręcz. Jakże ciężkie to było życie pokazuje szwedzka literatura dla dorosłych. Tutaj kilka scen z życia wiejskiej gawiedzi poruszonej zachowaniem byka. Uwagę na pewno przykuwa dbałość o szczegóły strojów kobiet, mężczyzn i dzieci: spodnie na szelkach, koszule w drobne paski, nakrycia głowy znane z innych powieści Astrid Lindgren – jak choćby tej o Emilu. Sama opowieść nie jest specjalnie wyszukana. Ot – scena rodzajowa z życia pewnej małej społeczności. Lindgren zbierała takie – znała takie zarówno ze swojego doświadczenia jak i z opowieści swoich rodziców. Tytułowy byk wpada w złość i nikt i nic nie jest w stanie go uspokoić. Tylko mały chłopiec – Kalle, wie dobrze, co należy zrobić. Jak dzielny torreador podchodzi do byka, który prawie … je mu z ręki. Lindgren pięknie przedstawia tu obraz dziecka, które mądrością i sprytem góruje nad dorosłymi. Wzruszają jego delikatność, spokój i czułość, które chłopiec okazuje rozeźlonemu zwierzęciu. Stoją one w opozycji do zachowań dorosłych. Przecież patrząc na ilustrację słychać na nich dosłownie hałas, poruszenie, porykiwania byka. Wszystko jest jakby w ruchu, bardzo ekspresywne. Tymczasem sam Kalle to oaza spokoju. Dostrzega w zwierzęciu dobro i to sprawia, że chłopiec zwycięża. Tym samym Lindgren pokazuje, że dobrym słowem można osiągnąć znacznie więcej niż groźbami, siłą czy hałasem.

Książka dla tych, którzy lubią klasyczne opowieści.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 07 czerwca 2017

W dniu codziennym towarzyszą nam różne rzeczy, bez których trudno wyobrazić nam sobie nasze zwykłe życie: opony do samochodu (dojeżdżam do pracy codziennie), T-shirt w upalny dzień, ziemniaki (wszak wielkopolska pyra ze mnie) , długopis (mimo ery komputerów – nadal zużywam ogromne ilości – m.in. do pisania książkowych recenzji, ponieważ mogę to robić wszędzie i o każdej porze – co za wygoda), cola (u nas w domu – tylko od wielkiego dzwonu), krzesło, książka. I mnóstwo innych rzeczy, z których każda ma swoją historię i opowieść. Związani z nimi ludzie, wydarzenia, przypadki, szczęścia i nieszczęścia, podróże i wiele wiele innych powodów, dzięki którym mamy dziś okulary, śruby, termometr, sól i cukier (ten ostatni mógłby zniknąć – choć na jakiś czas), papier toaletowy. Rzeczy, co do których mamy osobisty stosunek – jedne lubimy, innych nie. Jedne bardziej zauważamy, inne są dla nas niewidzialne – ot są, tak po postu. Jedne bardziej potrzebne od drugich. Związane z kulturą – jak choćby widelec. W niektórych krajach je się przecież ręką. Jedne z opisanych tu rzeczy mają długaśny życiorys – inne znów to racjonalizatorskie niemowlęta. Bo czymże jest taki 70-letni długopis w porównaniu z 9000-letnim … chlebem. Każda rzecz opisana jest na osobnej karcie dużego formatu. Znajdziecie tu mnóstwo opowieści, ludzi z pasją, ciekawostek. W tle wydarzenia kulturowe, historyczne, społeczne. Odkrycie lub wynalezienie każdej z tych rzeczy związane jest z jakimś człowiekiem. Od zawsze dąży on do poznania świata, jego ulepszenia. Stąd wynalazki mniejszego i większego kalibru. Kto wie – a może któryś z małych czytelników wynajdzie w przyszłości coś, o czym będą pisali w książkach takich jak ta? Czego szczerze życzę.

Książka jest bogato ilustrowana. Lubię taki współczesny minimalizm współgrający z tekstem – nienachlany a jednocześnie świetnie uzupełniający się z warstwą narracji.

Książkę można kupić tutaj.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zuzu toys

niedziela, 04 czerwca 2017

Michael Bond dla wielu to przede wszystkim autor kultowego misia Paddingtona. Tymczasem pisał on również inne książki dla dzieci. Jak tę: „Bajka o mysiej rodzinie”.

Bohaterkami tej książki jest piętnaście myszek, które zamieszkiwały domek dla lalek zdobiący wnętrza pewnego wiekowego pałacu. Rodzice i aż trzynaścioro małych mysiątek.  Dodam zresztą, że sam domek również nagryziony był przez ząb czasu. Pałac ów był codziennie odwiedzany przez tłumy turystów. Turyści zatrzymywali się przed domkiem dla lalek i robili zdjęcia. Dlatego tak ważne było, by wszystko w nim dokładnie wysprzątać, by zatrzeć ślady mysiej bytności. Myszki wiodły sobie swój dostatni i spokojny żywot aż do czasu. Pewnego dnia w pałacu zaczął się remont. Okazało się, że stary zniszczony domek dla lalek nie pasuje do nowych ekskluzywnych wnętrz. Wprawdzie mysie dzieci na swój sposób chciały ratować domostwo – ale skutek tego był wręcz tragiczny. Domek z pałacu zabrano, natomiast rodzina zmuszona była przeprowadzić się do ogrodowej szopy na narzędzia.  Chłodna i głodna była pierwsza zima w szopie. Jakże myszki tęskniły za swoim dawnym życiem. Tymczasem nadeszła wiosna – a wraz z nią wrócił  …. – ku ucieszy małych stworzeń i tłumów turystów, domek dla lalek. Historia ma zatem swój happyend, bowiem myszki  znów zamieszkały w swoich starych-nowych kątkach.

Krótka opowieść klasycznie zilustrowana przez Emily Sutton. Zaobserwowałam małą dziewczynkę z mojej rodziny, która dosłownie „zatopiła się” w obrazach z myszkami. Szczególnie długo zatrzymała się na rozkładówce zaraz na początku książki przedstawiającej domostwo państwa Malutkich. Łazienka z wanną na mosiężnych lwich łapach, stylowe kurki do wody, kominki w pokojach i (ach) prawdziwy ogród zimowy, sypialnia z łóżkiem z baldachimem, spiżarnia pełna smakołyków, biblioteka pełna miniaturowych książek. Mała czytelniczka liczyła i liczyła licznych członków rodziny, zachwycała się szczegółami i mruczała pod nosem swoje mysie historyjki. Mnóstwo tu zakamarków i schowków, do których warto zajrzeć. Myślę, że ta książka spodoba się maluchom.

Wiek 3+

Wydawnictwo Znak

sobota, 03 czerwca 2017

 

Szare, bure i pstrokate

Wszystkie koty za pan brat.

Mają drogi swe i płoty

-po prostu koci świat!

 

Pamiętacie? Moje pokolenie, pewnie tak. Mnie w każdym razie łezka w oku się zakręciła. Kultowa bajka o czarnym Bonifacym, kochającym swój zapiecek, chwalipięcie jakich mało, takim kocim filozofie. I o Filomenie – małym białym kotku, z czarną plamką za uchem, naiwnym, ciekawskim i odważnym. Większość książek napisanych według kreskówek jest zazwyczaj na niskim poziomie. Powiem tak – ładnie wyglądają, ale czytać tego się nie da. Tymczasem Przygody są napisane starannym i barwnym językiem. Autorami są dwaj scenarzyści: Marek Nejman- można powiedzieć, ojciec kota Filomena i Sławomir Grabowski. Książkę zilustrowała Julitta Karwowska – Wnuczak, przy bajce odpowiedzialna za projekty plastyczne.

Takiej wsi, takiej chaty, w której żyją oba koty, w naszej okolicy już nie ma. Ale może gdzieś w Polsce… Dlatego warto sięgnąć po książkę już choćby dla odkrycia tego, co minęło. Zapiecek, wóz drabiniasty, gliniane dzbanki, puchowe pierzyny, ptactwo spacerujące dumnie po zagrodzie, płot ze sztachet, harcujące po izbie myszy, drewniane ławy, czy najprawdziwsza w świecie miotła. A przede wszystkim zapach dawnej wsi. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę. Wieś kiedyś pachniała inaczej. Rok temu razem z mężem mieliśmy coś w rodzaju dejavu. Wyjechaliśmy na zawody męża w Polskę i w przerwie między startami spacerowaliśmy po wiejskiej urokliwej okolicy. I nagle przechodząc koło pewnego domostwa, spojrzeliśmy automatycznie na siebie i razem stwierdziliśmy, że tak pachniała wieś naszych dziadków – i z mojej i z M. strony. Bez wielkohodowalnych zapachów, bez środków chemicznych, nawozów. I ja taką właśnie wieś odnajduję w tej książce. Książka z wielką czułością traktuje o tym, co polskie, zaprasza do odkrywania cudów świata, ale nie tego dalekiego, tylko świata na wyciągnięcie ręki. Są też polskie zwyczaje – Wielkanoc, Boże Narodzenie. Obok naszych bohaterów jest mnóstwo innych zwierząt, roślin, przedmiotów, które współtworzą ten koci świat. Są i przysłowia – już choćby to ulubione dziadkowe Masz babo placek, czy inne: Kto nie pracuje ten nie je, Żyć jak pies z kotem.

Książka zdecydowanie dla starszaków- rozdziały są dosyć długie, rozbudowane dialogi, z wyszukanym słownictwem, wymagają większej koncentracji. W książce znaleźliśmy 32 historie, które pochodzą z tomów Przygody Kota Filemona; Filemon i Bonifacy; Filemon, Bonifacy i Szczeniak. Powiem tak – jako dziecko bardziej lubiłam Filemona, za którym teraz przepada mój Tomek. Z wiekiem bliższy stał mi się Bonifacy – trochę leniwy, niezły maruda:) kochający wygody i ciepełko, z dystansem podchodzący do życia i doświadczony. Polecamy!

Wiek 5+ 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 01 czerwca 2017

Podróżnik to zeszyt, który pomoże zatrzymać wspomnienia. Z biegiem lat nie pamiętamy gdzie tak dokładnie człowiek był, co zobaczył, usłyszał, jadł, jakie wrażenia wywarły na nim miejsca, ludzie. Oczywiście wspomnienia są, ale szczegóły? Nie. Niekiedy pojawiają się opowieści przy rodzinnej  posiadówce – i wtedy zdziwienie – faktycznie – „Tak było! I ty to pamiętasz?” Pamięć ludzka jest ulotna. Podróżnik to zeszyt na…. Chciałam z początku napisać: na lata – ale są rodziny, które często spędzają dużo czasu w podróży. Choć przeciętny młody człowiek nie zapuszcza się zbyt często w dalekie strony. Tak więc – wypełnienie zeszytu wspomnień – to sprawa baaaardzo indywidualna. Jeśli ktoś ma szczęście do rodziców wariatów (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), którzy co rusz wyciągają progeniturę na krótsze i dłuższe wypady w ciekawe miejsca, ma szansę na szybkie zapełnienie zeszytu i …. bogate wspomnienia. Jeśli zabraknie kartek – zawsze można zaopatrzyć się w kolejny egzemplarz „Podróżnika”. Na każdy wpis przeznaczono cztery strony. Nie ma na pewno miejsca na długaśne eseje. Ale nie oto tutaj chodzi. Z pamięcią jest tak, że niekiedy wystarczy mały impuls, hasło – i już zaczynają ożywać wspomnienia. Każda podróżna część została podzielona na kilka drobniejszych , z których każda koncentruje się na jednym aspekcie tematycznym: daty wyjazdów, dane uczestników, środek transportu, opis miejsca, pamiątka z wyjazdu (może być bilet wstępu, pocztówka), nowe umiejętności i wiedza, przyroda, potrawy, zabawa, przebój muzyczny, najlepsze wspomnienie czy numery telefonów znajomych. Na końcu – ocena wyjazdu – jak w przypadku oceny hoteli – od jednej do pięciu gwiazdek. We wstępie autorka przedstawia każdy temat i podpowiada,, co może znaleźć się w opisie. Choć ja myślę, że uzupełnianie to naprawdę sprawa bardzo indywidualna. Jedni lubią się rozwodzić na dany temat – inni preferują lakoniczne zapiski. Na pewno ciekawym dodatkiem będą zdjęcia, rysunki, bilety, jakieś drobiazgi. Podróżnik może być „dziełem” całej rodziny. Z własnego podwórka wiem, że to ja zawsze dbam o jakieś zapiski, notatki – dzieci na razie nie mają do tego głowy. Tato – w ogóle. Może warto wypełniać go stadnie – ktoś jest odpowiedzialny za wpisy, ktoś robi ilustracje, ktoś inny wkleja zdjęcia. A później czytamy i wspominamy oczywiście wspólnie – przy jakiejś wyśmienitej herbatce i pysznych ciasteczkach domowej roboty.

„Podróżnik” ma ciekawą oprawę graficzną. Na każdej stronie : czarno – białe ryciny, które nie przeszkadzają w prowadzeniu zapisków. Można je dodatkowo pokolorować, można na nie nakleić swoje zdjęcia i obrazki.

"Podróżnik" można kupić tutaj. 

Wiek  7+

Wydawnictwo Zuzu toys

poniedziałek, 29 maja 2017

Seria „Co wokoło” powstała z myślą o najmłodszych dzieciach. Cztery kartony, które dotykają ważnych spraw codziennych: zabawa, ubranie, części ciała, zwierzęta. Nie znałam Lotty Olson „od tej strony”. Dla mnie to przede wszystkim autorka książek dla starszaków – słynnej serii o mrówkojadzie i orzesznicy, która uczy filozoficznego postrzegania świata, dyskusji, szukania różnych recept na życie. Tymczasem tutaj miłe zaskoczenie. Natomiast nazwisko ilustratorki: Charlotte Ramel, znacie pewnie dzięki książce o Cynamonie i Trusi. 

Na pierwszy ogień: „Auto robi brum”. Maluchy uwielbiają wyrazy dźwiękonaśladowcze- wszelkiego rodzaju, brum, uff. Zabawy w: jak robi auto? osa? budzik? tygrys? pociąg? fajka? kaczka? traktor? gołąb? mucha? krowa? A nawet (hi hi hi) pupa? Mogą trwać w nieskończoność. Fajnie wyglądają zadowolone maluchy – czytelnicy. Można boki zrywać widząc dorosłych, którzy z dziećmi czytają tego typu książki: brum-ających tatusiów, uff-ające mamy, babcie, dziadków.


„Sweter włóż i już” – kręci się oczywiście wokół ubierania się.

Mam nadzieję, że ta mini-książka przyczyni się do tego, że młode pokolenie będzie mówiło poprawnie „sweter”. Często - nawet starsi, niepoprawnie mówią „swetr”. Tymczasem w książce misiek pomaga ubrać się małej dziewczynce. Krok po kroku – od skarpetek, przez sweterek, spodnie. Oj te guziczki, dziurki, długaśne rękawki. Taaaak – zanim maluch wyjdzie na dwór – trochę to wszystko trwa. Nauka z lektury płynie taka, że gdy dziecko jest już gotowe, musi szybko wyjść na zewnątrz, w przeciwnym razie może się spocić.


„Mały mały smyk” – ten tytuł dotyka wielu aspektów codzienności: jedzenia, zabawy, higieny, spacerów, zabawy w piaskownicy, komunikacji autobusem. Dzieci poznają rzeczywistość, która dotyka je bezpośrednio. Podoba mi się „szwedzki chów”: wylewanie na podłogę, chlapanie wodą, szaleństwa z piaskiem, poznawanie przyrody z całkiem bliska. Gdzieś autorka chce przemycić starą maksymę, że dziecko brudne – to dziecko szczęśliwe.

I moja najmilsza książka – o relacjach między matką a dzieckiem. Taka lektura do …. kochania i przytulania. Mama ma wszystko duże: nos, oko, stopy, ucho. Scena, która rozgrywa się w wielu domach o poranku: trzeba malucha wyciągnąć z łóżeczka, umyć, ubrać, uczesać. Każda mama wie, że to niełatwe zadanie. Autorka podpowiada rytmiczną zabawę pełną śmiechów, gonitw, przytulasów. Można skorzystać i zastosować w swoich czterech ścianach – wtedy poranek będzie dobrym startem w dzień. Każda z książek – to krótkie historyjki, dziecięco zilustrowane. Nie ma tu mnóstwa szczegółów, które mogą malucha dekoncentrować. Skupia on uwagę na najważniejszym – pierwszym planie. W dodatku obrazki oddają cudownie klimat szczęśliwego dzieciństwa.

 

Wiek 0+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 28 maja 2017

Jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy

Książkę poleciła mi koleżanka – zakochana od wieków w kotach. D. najpierw opowiedziała mi parę faktów z życia autora – potem ja sama stwierdziłam –„Chętnie poznam bliżej Jamesa i jego czworonożnego przyjaciela”. W sprawie samego autora  można chyba powiedzieć, że jego życie dzieli się na dwa etapy – etap przed kotem i z kotem. To wcześniejsze to egzystencja trudna (choć nikt nie powiedział, że teraz będzie łatwiej), z wieloma problemami, narkotykami i innymi używkami. To też etap życia na ulicy, utrzymywania się z datków, jakie wrzucają przypadkowi przechodnie ulicznemu grajkowi. Potem nadchodzi ten dzień – spotkanie KOTA. Kota, dodajmy, który odmienił życie młodego chłopaka i to o 180 stopni. I teraz przechodzimy do tego drugiego etapu: trudno też teraz stwierdzić, że życie Jamesa jest teraz pozbawione problemów – ale jest inne: ciekawsze, bogatsze. Nie tylko przez obecność wiernego przyjaciela – ale też dzięki książce, filmowi.

Książka pokazuje codzienność człowieka bez perspektyw, który sięgnął dna. Lektura ma bardzo optymistyczne przesłanie, że nigdy nie jest za późno, by coś w swoim życiu zmienić. Nieważne jak bardzo jest źle, jak bardzo jest pod wiatr – warto spróbować. To też wartościowa nauka, że przyjaźń to cenna rzecz. A przyjaciół można znaleźć również wśród zwierząt. Książkę czyta się przyjemnie, strony mijają szybciutko. Kto polubi dwójkę przyjaciół może obejrzeć film.

W sieci znajdziecie dużo różnych informacji, filmików, zdjęć. A może kogoś zachęci ta historia do tego, by przygarnąć bezdomnego pana pręgowanego pod swój dach?

Wiek 14+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 27 maja 2017

Przesympatyczna lektura. Psie życie z perspektywy psa jak i wynikające z obserwacji człowieka - a właściwie dwójki ludzi - Dużego i Młodego. Elf wraz z siostrą mieszkają w schronisku dla zwierząt. Marzą o tym, żeby pewnego dnia ktoś ich z niego zabrał: by mieli "swojego"człowieka, który wyprowadzałby ich na spacery, pokazał pola i lasy. Pewnego dnia marzenie Elfa się spełnia - choć rozstanie z psią siostrą było bardzo bolesne - i dla niego, jak i dla czytelnika. Elf jedzie wiele kilometrów do swoich nowych właścicieli. I choć w jego życiu na chwilę zamieszkał strach, obawa przed dalszym psim losem - historia kończy się dobrze. Psiak faktycznie trafia pod szczęśliwą gwiazdę. Pies dla Dużego i Młodego - czyli ojca i syna, to nie lada wyzwanie. Z biegiem czasu miło dojść do przekonania, że tak jak Elf potrzebował tej sympatycznej dwójki, tak i oni potrzebowali Elfa - przyjaciela, poniekąd powiernika, umilacza czasu, a można i rzec - kolejnego, nowego i kochanego członka rodziny (który ma liczne wady:))).

Dobrze napisana, nie pozbawiona i humoru i powodów do wzruszeń lektura o tym, że czasem warto zmienić coś w swoim życiu. Decyzja taka powoduje, że nic nigdy nie będzie takie samo jak przedtem - wszak o tym przekonały się obie strony. Ale jeśli jest chęć i dobra wola - to sukces murowany. Nam podobały się zwłaszcza psie fragmenty, w których Elf odkrywał swoją delikatną i wrażliwą psią duszę. Myśli Elfa, jego marzenia, refleksje - na temat życia, ludzi, świata - bezcenne. Opisy ludzkie to nie tylko próba zrozumienia zwierzęcia. Dzięki Elfowi zyskują również i ojciec i syna na relacjach między sobą - lepiej się poznają, pomagają w razie trudności, spędzają więcej czasu. Niesłychanie wielka wartość dodana tej psiej adopcji.

Sposób na Elfa dostał wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2012 Polskiej Sekcji Ibby. Został też laureatem 20. Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 25 maja 2017

Ulica wcale nie nazywa się ulicą Awanturników, tylko ulicą Garncarzy. A jej dziwne miano? To za sprawą trójki dzieciaków. Przyjrzyjmy się zatem trzem (po poznańsku) rojbrom. Bo takie określenie jak najbardziej do nich pasuje. Jonas, trochę młodsza Mia Maria i najmłodsza czteroletnia Lotta. Mieszkają w żółtym domku przy małej uliczce. Dzieciaki mają głowy pełne różnych pomysłów na przygody i zabawy. Oj nie – nie nudzą się wcale – tego jestem pewna. Ich życie to małe miasteczko z rynkiem, szkoła, a przede wszystkim ulica, która jest plenerem, na którym rozgrywają się różne scenki z życia rodzeństwa. Są i dorośli towarzyszący „awanturnikom”: rodzice, sąsiedzi, dziadkowie. Właśnie z tymi osobami związane są tytułowe przygody: spotkania, dyskusje, rozmowy, kłótnie. Dzieciństwo jakiego na próżno szukać w dzisiejszych czasach. I tak na przykład: dzieci planują podczas wyjazdu do dziadków sadzenie cukierków, bawią się w piratów, aniołów stróżów, w szpital. Ukoronowaniem możliwości dziecięcej wyobraźni jest scena przedstawiająca małą Lottę stojącą na kupie gnoju w deszczu – po co? Jak to po co? – By urosnąć. Proste? Baaardzo proste.

Tak sobie po cichu myślę, że te historie opisane przez Astrid Lindgren dla wielu współczesnych małych czytelników zabrzmią nieprawdopodobnie. (Nie piszę, że wszystkie dzieci). Wiele maluchów dobrze obeznanych jest z obsługą gadżetów, głośnych zabawek, tabletów, laptopów. Niedawno przeczytam gdzieś o zatrważających danych, jakoby więźniowie mieli dziennie spędzać więcej czasu na wolnym powietrzu niż przeciętne dziecko w Polsce. Czy można zmienić otaczająca rzeczywistość? W takich realiach ulica Awanturników urasta do symbolu krainy dzieciństwa, gdzie czas i miejsce na zabawę, psoty, wrzaski, śmiech, brudne i podarte spodenki. Wyobraźnia  aż kipi od pomysłów, dnia nie starcza, by je zrealizować. Starsi szanują dzieci i odwrotnie. Panuje zrozumienie – choć problemów nie brakuje.

Ta książka to gratka dla miłośników Astrid Lingren i jej ilustratorki: Ilon Wikland. Takie książki sprawiają, że jakoś cieplej na sercu. Wzruszam się, roztkliwiam nad tą ulicą Awanturników, zatrzymuję na dłużej – wierzcie mi – naprawdę warto. W mojej głowie ciągle tkwi historia z innej książki (Portrety Astrid Lindgren), o tym jak pewnego dnia do Astrid, do redakcji wydawnictwa, w którym pracowała pisarka, przyszła młodziutka, zaledwie 23-letnia kobieta – z maleńkim dzieckiem na ręku. To uciekinierka z Estonii, ilustratorka - poszukująca pracy. I tak już zostało – Ilon Wikland, bo to ona była tą młodą mamą, jest autorką wizerunku dzieci z Bullerbyn, Madiki, Lotty i wielu innych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 27 kwietnia 2017

Król Gromoryk rozkoszuje się pięknem kolejnego dnia podczas spaceru w pałacowym ogrodzie. Jego rozmyślania przerywa nagle głośne „kuku”. Jakże wielkie jest jego zdziwienie jest, gdy okazuje się, że za owym kuku stoi nie kto inny jak badacz kukułek: kot Gaduła. I tu zaczyna się zabawa na całego – rozeźlony król rusza w pogoń za Gadułą. I tak przez cały boży dzień  ta dwójka goni za sobą – raz w prawo, raz w lewo i na odwrót. Po krzakach, chaszczach, gęstwinach traw i zarośli. To doskonała okazja, by opanować trudne pojęcia lewej i prawej strony, interesujące zjawiska astronomiczne związane z wędrówką Ziemi wokół Słońca. W tym czasie gdy król Gromoryk i kot Gaduła biegają w najlepsze po krzakach i, jak się potem okazuje, przy okazji wydeptują labirynt, najmłodsi mogą wykonywać równolegle różne zadania, które znajdują się na każdej stronie u dołu kartki. To okazja, by opanować pojęcia: wspomnianej już lewej i prawej strony, najmniejszy, najkrótszy. Należy pomóc królowi w labiryncie, który ma doprowadzić go do pysznej jajecznicy. Jest i drugi labirynt, który wiedzie dwójkę bohaterów do środka polanki.

Książka jest częścią serii o królu Gromoryku - Czytam Główkuję. Podobnie jak w innych są tu duże litery ułatwiające początkującym miłośnikom książek czytanie, szeroka interlinia. Na końcu – Dyplom sukcesu. Podsumowując: to zabawna historia fabularna, która rozwija myślenie i kreatywność u dziecka. Cudne są ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło. Ten odcinek podoba mi się szczególnie – a to ze względu na mnogość elementów florystycznych – to taki mój konik ilustracyjny:) Są również naklejki, które dzieci mogą wykorzystać w odpowiednich miejscach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 92