Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
piątek, 18 sierpnia 2017

Rok na wsi obserwujemy na przykładzie gospodarstwa Piotra i Basi Listków. Dawniej było ono własnością taty i dziadka Piotra. Oprócz dwójki gospodarzy można spotkać w tym miejscu mnóstwo innych postaci: są tutaj syn Franek, jego przyjaciółka Ola, Jagoda kupująca ekologiczne produkty od Listków, babcia Hela, która pod swoją opieką ma ogród, jej sąsiadka Jadzia, Wojtek i Asia z synkiem Kubusiem – wakacjusze ładujący swoje akumulatory w letnie dni właśnie na wsi u Listków. Jest i liczna menażeria: kotka Fiona, krowa Amelia, pies Misiek, kocur Benek. Są gęsi, owce, kury, indyczki, świnki. Każdy przedstawia się krótko na początku książki.

Rok na wsi to całoroczne odwiedziny w gospodarstwie u Listków. Postacie z rozkładówki, zwierzęta i ludzie, przewijają się przez karty książki w różnej scenerii: od stycznia do grudnia. W płatkach śniegu, w wiosennej zieleni, letnim słońcu, jesiennych brązach. Duży format pozwala na obserwację różnych scen i życia gospodarzy, ich zwierząt, zmian zachodzących w przyrodzie. Miesiące zimowe – choć mroźne, na pewno są spokojniejsze dla Basi i Piotra. Zorganizowano kulig dla gości z miasta, na ognisku bulgocze gorąca zupa w kociołku, dzieci szaleją na śniegu, z komina małego domku snuje się dym. W lutym zaczynają się pierwsze roztopy, a rodzina zaangażowana jest do prac porządkowych. Troszczy się o drewno do ogrzania domu. Marzec to wiosna: nieśmiała zieleń, pęki wierzbowych kotków w rękach starszych pań, ruch w ogrodzie (skąd ja to znam?), remont płotu i maszyn rolniczych. Na wsi zawsze jest dużo roboty – i to przez cały rok.

Książka bez tekstu – same ilustracje, które mogą być nie tylko doskonałą okazją do tego, by zobaczyć co na wsi piszczy, ale też mogą być one punktem wyjścia do rozmów, do opowiadania tego, co dana ilustracja przedstawia.

Magdalenę Kozieł-Nowak znamy już  z innych książek, m.in. naszych ulubionych: „Dzieci z Bullerbyn”. Jej ilustracje pełne są szczegółów, szczególików do odkrycia. Można skupić się na obserwowaniu konkretnych postaci: ludzi i zwierząt, śledzić ich losy w poszczególnych miesiącach. Książka też kapitalnie pokazuje zmiany w przyrodzie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 08 sierpnia 2017

Ten atlas sprawia, że dzieci na długo pochylają się nad tą książką. Nie dziwię się specjalnie, bo zanim ta lektura trafiła w małe ręce, wsiąkłam w świat atlasowy i ja.

Atlas to książka specyficzna i zwykle kojarzy się mi osobiście z zupełnie innymi treściami: suche fakty, mapy, wykresy, kilka zdjęć. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że to atlas inny niż … inne tego typu lektury. Tematyka – zwierzęca. 31 gatunków ze wszystkich kontynentów. Tytułowe przygody to jakaś cecha charakterystyczna dla danego zwierzęcia. I tak autorzy zachęcają do tego, by pobiegać z antylopą, popływać z sardynkami, budować gniazda z maskonurami, polatać nocą z płomykówkami. Nie jestem do końca przekonana do tego typu zabiegu, jednak myślę, że sami autorzy szukali czegoś, co by ich książkę mogło wyróżnić. Nie ma się chyba co dziwić biorąc pod uwagę olbrzymie ilości tytułów na rynku. Na pewno dana cecha wyszczególniona zresztą w opisie danego gatunku pozwoli zapamiętać coś charakterystycznego na temat osobnika: żółwie wylęgają się z jajek, hipopotamy są bardzo waleczne, sowy latają nocą, pawie lubią paradować, orangutany wychowują swoje dzieci (co akurat w przypadku zwierząt powszechne nie jest).

Sama treść jest wciągająca. Wybrano ważne informacje i ciekawostki związane z cechą wyszczególnioną w tytule. Każda rozkładówka (ogromna) dotyczy konkretnego gatunku. To zarazem pole do popisu dla ilustratora. Między obrazki wplecione są krótkie teksty, które dotyczą innych aspektów życia danego gatunku. I to też różnie w zależności od danego zwierzęcia. Nie ma tu żadnej gotowej formułki. Autorzy wyszukali co smaczniejsze kąski. I tak w przypadku orangutanów można się dowiedzieć co w ogóle oznacza słowo „orang-utan” (w języku malajskim to „człowiek z lasu”), jak odpoczywają, kto jest ich drapieżnikiem. Każda rozkładówka zawiera też malutką ilustrację z budową zwierzęcia i mapką jego występowania. Książka podzielona jest na poszczególne kontynenty. Krótki opis plus mapka z różnymi zwierzętami – nie tylko tymi opisanymi w książce. Na końcu zabawa w wyszukiwanie i alfabetyczny indeks. Mnóstwo ilustracji, przydatnych i ciekawych informacji, które pomogą błysnąć na placu zabaw i w szkole.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

Wiecie, co zauważyłam? Jeśli dziecko jęczy, że nie lubi czytać, wystarczy mu podrzucić komiks. Niby to przypadkiem. Na nocny stolik. Tak od niechcenia. Położyłam wśród ludzików lego, komórki, stosu kredek i pisaków. Potem z satysfakcją odkrywam, że dopięłam swego. Oczywiście pomarudziłam, że już późno, a on – czyli mój młodszy syn, oczęta sobie psuje przy lampie zaczytany w przygodach niebieskich ludzików. Ale czytał tak długo aż nie zobaczył „KONIEC”. Tak więc kochani – w razie czego – Smerfy są antidotum na wszystkie nieczytajki. Nie myślcie, że u mnie tak łatwo. Niekiedy też muszę zachęcać, by po książki dziecko sięgnęło. Bo przecież konkurencja nie śpi i wytoczyła wszystkie działa: te wszystkie gry i gierki, smartfony, laptopy. Nie, nie jest wcale łatwo – przyznajemy z mężem. Ale pocieszamy się nawzajem, że ci „nowsi” rodzice, będą mieli już tylko gorzej i bardziej pod górkę. Ale dość tego defetystycznego narzekania.

W tej książce aż pięć opowieści. „Dziwne przebudzenie smerfa Śpiocha”. Tytułowy bohater po przebudzeniu stwierdza, że chyba znalazł się w innym świecie. Wioska zasnuta w pajęczynach, nagryzione zębem czasu, a wszyscy członkowie niebieskiej społeczności są nobliwymi staruszkami. Jednym słowem smerfowy koszmarrrrrr.

„Pociąg smerfów” – smerfy wracają do wioski obładowane zapasami. Kosztuje je to dużo wysiłku. Proszą zatem Pracusia o pomoc. Chyba domyślacie się, co wymyśli ten pracowity smerf? Tymczasem straszny czarodziej Gargamel podczas grzybobrania przypadkiem wśród zieleni leśnego poszycia dostrzega maleńkie tory kolejowe.

„Smerf i smok” – smoki w literaturze nie mają zbyt dobrej opinii. Ale ten smok, który pojawi się w wiosce smerfów jest naprawdę sympatyczny. Jest jeden minus – ma ogromny apetyt….

„Smerfy strażacy” – smerfy postanawiają założyć w  wiosce jednostkę strażacką. Pracuś pracuje nad strażackim pojazdem, grupka innych niebiesko ludków buduje wieżę obserwacyjną. Niestety, Gargamel zaczyna igrać z ogniem, ale uwaga: stare smerfowi przysłowie mówi: kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada. Tak więc spokojnie, i ta historia zakończy się happyendem.

„Kret u smerfów” – kto ma działkę wie, że kret, skądinąd bardzo sympatyczne i pożyteczne stworzenie, może narobić niezłych szkód. Ten problem mają właśnie smerfy w wiosce, ponieważ krecie korytarze i kopce rujnują smerfowi domki. Ciekawe co się stanie, kiedy smerfy odkryją, że kreci korytarz doprowadził ich do Gargamelowego zamczyska.

Zabawne historyjki, wciągające, z pomysłem. Mnie zawsze urzeka smerfowy język małych stworzeń. Ach te wszystkie neologizmy, które świetnie pasują do kontekstu i są przez wszystkich doskonale rozumiane: „Coś się posmerfowało”, „Smerflicje”, „Smerfne, że palce lizać”, „Nie do usmerfnięcia”.  Word uparcie podkreśla, że błąd. Ale nieeeeee, tak właśnie ma być – smerfowo!

Wydawnictwo Egmont

środa, 19 lipca 2017

Ponoć nuda nie jest wcale takim złym zjawiskiem. Ale gdy już się pojawi u naszych dzieci, możecie spróbować ją przegonić. Gdy dodam, że skutkiem tego przeganiania będzie miłe dla oka i praktyczne małe co nieco, to chyba już na dobre namówię do sięgnięcia po tę książkę. „Zrób to krok po kroku”. Szczudła? Czemu nie? Wystarczą dwie puszki po konserwach, gruby sznurek, farba, narzędzia, wstążki i cekiny do dekoracji . Jeśli starszak ma młodsze rodzeństwo, może dla niego zrobić grę memo. Po co kupować drogi sklepowy egzemplarz? Dla małych moli książkowych i nie tylko - zakładka. Myślę, że rodzice i dziadkowie ucieszą się również z potworrrrnych zakładek. Uwaga! Nie wyrzucać starych T-shirtów. Można z nich zrobić modną torbę i … sznurowadła. Duże pudło to baza na skrzynkę na korespondencję. Starej lampie można dodać charakteru poprzez ozdobienie jej ulubionymi figurkami: np. dinozaurami. Zwykły słoik może być oryginalnym miejscem do przechowywania cennych drobiazgów. Razem 10 kreatywnych pomysłów o różnym stopniu trudności. Opisane tak jak wskazuje tytuł- krok po kroku. W sposób prosty i zwięzły, przejrzyście. Dzięki temu nawet projekty trudniejsze są możliwe do zrobienia samodzielnie. Książka bardzo podoba mi się ze względu na jej ekologiczny charakter. Przecież tyle rzeczy wyrzucamy, pozbywamy się, niszczymy. Można dać przedmiotom drugie życie wykorzystując stare puszki, kartony, butelki, słoiki. Materiały te są na wyciągnięcie ręki. Zamiast do kontenera, trafią na półkę. Znaleźć można je w każdym domu.  Dzieci uczą się, że nie wszystko należy wyrzucać.

Podsumowując: ta książka pobudza kreatywność i wyobraźnię. Może pomóc w budowaniu relacji, bowiem nic tak nie cieszy jak wspólne majsterkowanie z przyjaciółką. Jest to też doskonała alternatywa dla gadżetowych złodziei czasu: tabletów, telefonów, TV i laptopów. Jeszcze jakiś plus? Proszę bardzo – oszczędność. Kieszonkowe – zamiast na jakiś modny drobiazg, można przeznaczyć na coś innego. Dalej: oryginalność. Stworzony przez dziecko przedmiot jest jedyny w swoim rodzaju, po prostu niepowtarzalny. Może być doskonałym prezentem dla najbliższych.  I w końcu – chyba najważniejsza zaleta takich kreatywnych projektów: SATYSFAKCJA. Coś się zrobiło samemu, włożyło w to pracę i trud. A efekt cieszy oko i serducho.

Obejrzyj: jak wykonać torbęjak wykonać zakładkę 

Poczynania jednej z autorek: Clary Lidström można obserwować na jej poczytnym blogu: Underbara Claras värld

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 17 lipca 2017

Jeśli ktoś się nudzi we wakacje może zajrzeć do Biura Detektywistycznego Lassego i Mai. Ta wizyta sprawi, że kolejny dzień upłynie na różnych atrakcjach i przygodach. Mnóstwo zadań do wykonania, krótkie opowiadania do poczytania, ciekawostki, zagadki, bohaterowie znani z innych części popularnej serii. Czy małym czytelnikom uda się przyłapać na kłamstwie pastora, komisarza policji albo Barbarę Palm? Każdy z tej trójki opowiada jakąś historyjkę z dzieciństwa. I każdy z nich przemycił do swojej relacji małe kłamstewko. Książki o Lassem i Mai od jakiegoś czasu ukazują się w wersji kolorowej. Ten dodatkowy tytuł również jest kolorowy. Co znajdziemy w środku? Miejsce na opis zaprzyjaźnionych koleżanek i kolegów z wakacji (np. rysopis, ulubiona piosenka, plany na przyszłość – gdyby przyjaźń przetrwała, to warto sprawdzić za jakiś czas czy marzenia aby na pewno się spełniły; a nawet odcisk palca). Czy książkową bohaterkę Maję jest trudno narysować? Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że tak. Jednak szybki kurs rysowania, dzięki podzielonej na małe pola kartce może sprawić, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Warto spróbować, a później technikę wykorzystać przy rysowaniu innych osób i obiektów. Mali detektywi pewnie będą świetnie się bawili przy zadaniach na spostrzegawczość, szukaniu złodzieja, sudoku, odszyfrowywaniu treści listu, grze planszowej o Valleby (to miasteczko, gdzie mieszkają Lasse i Maja). Jest też świetny bonus - przepis na łatwiutkie a na pewno smaczne ciasteczka malinowe.

Ta książka to gotowy scenariusz na zagospodarowanie deszczowego dnia. A może ktoś szuka pomysłu na zajęcie dzieci na koloniach, obozie, w świetlicy osiedlowej. Gotowy pomysł na wypełnienie czasu i naprawdę ciekawe detektywistyczne warsztaty.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 16 lipca 2017

Przeczytałam książkę nagrodzoną w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren. Spośród nich to kolejna pozycja poruszająca problem niepełnosprawności. Takie było zresztą zamierzenie tego konkursu – przekazywanie ważnych treści, niesienie przesłania szacunku wobec dziecka. To opowieść o dwóch siostrach Myśce – tej normalnej – powiem okrutnie, jak przyjęło się mówić przez większość naszego społeczeństwa i Pippi – tej innej, gorszej. Pewnie, że wielu się zżyma czytając te słowa. Obserwując jednak stosunek wielu do niepełnosprawności, tak niestety jest: podział na lepszych i gorszych jest widoczny również w książce Katarzyny Ryrych. Trzyosobowa rodzina w składzie: samotny Tata i dwie córy na co dzień – owszem spotykają się z życzliwością niektórych osób, ale często walą jednak głową o mur różnych przeszkód – niechęci jawnej lub ukrytej, agresji, głupoty, nadmiernej fantazji niektórych dorosłych. Mur niestety nie do przebicia. Ta książka to swego rodzaju lustro, w którym niejeden z nas znajdzie swoje odbicie. Dla mnie najważniejszym był wgląd w życie rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym – ileż tam było miłości, przyjaźni, ciepła, wrażliwości. Choć  z drugiej strony i tu pojawiają się kolejne poważne problemy – jak zaborczość Pippi w stosunku do ojca i Myśki. Ojciec nie jest w stanie ułożyć sobie życia na nowo, a kandydatom Myśki na sympatię nabijane są przez silną Pippi guzy. Przychodzi moment, kiedy trzeba podjąć bardzo ważne decyzje, kiedy pewnych spraw nie da się przesunąć na plan dalszy. Trzeba dokonać trudnych wyborów. Bolesnych.

To bardzo ważny głos w dyskusji na temat niepełnosprawności a dla mnie … moje prywatne Grand Prix Konkursu. Mimo, że jest przeznaczona dla młodszej kategorii wiekowej, polecam ją z całego serca rodzicom, wszystkim. To mądra i piękna książka. Bardzo wzruszająca…

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura 

czwartek, 06 lipca 2017

Smerfy mają swoich fanów. I kreskówka i komiksy. Dodam tylko, że najpierw był komiks dopiero później wersja filmowa. Pojawiły się w latach 60-tych ubiegłego wieku. Z ich powstaniem związana jest zabawna historia, którą znalazłam na stronie Wikipedii:

”Schtroumpf (wym. „sztrumpf”) jest wymyślonym słowem. Według informacji z wywiadu przeprowadzonego z Peyo, nazwa przyszła mu na myśl w czasie, kiedy prosił przyjaciela o sól podczas obiadu: próbując przypomnieć sobie słowo, które wyleciało mu z pamięci, ostatecznie rzekł: „Passe-moi le schtroumpf” („Podaj mi schtroumpf”). Słowo, które brzmi podobnie do niemieckiego strumpf (skarpeta), co jest zbiegiem okoliczności, zostało następnie przetłumaczone na prawie 30 języków. W każdym przypadku małe, niebieskie ludziki okazały się komercyjnym przebojem. Smerfy zdobyły szybko tak dużą popularność, iż stały się bohaterami oddzielnej serii komiksowej, która w krótkim czasie osiągnęła wielki sukces.”

(źródło Wikipedia) 

Smerf finansista opowiada takie oto zdarzenie: Papa Smerf doznaje poważnego wypadku. Pomóc mu może tylko lekarstwo przyrządzone przez czarodzieje Omnibusa. Jeden z małych niebieskich ludków udaje się więc do maga z prośbą o pomoc. Podczas wyprawy smerf ów poznaje pojęcie pieniądza. Wpada na genialny pomysł wprowadzenia w wiosce smerfów do obrotu złotych monet. Oj – a Papa Smerf cały obolały leży w łóżku i nie ma wpływu co się dzieje w jego małej społeczności. Pieniądz sprawił, że zmyślne smerfy za wszystko sobie teraz każą płacić: za posiłek, chleb, koncert, nawet za kultową … niespodziankę. Długo nie trwało a jedni się wzbogacili inni totalnie zubożeli i w dodatku się zadłużyli. Bo jak na życie ma zarobić Śpioch, którego najważniejsza rzeczą w smerfnym życiu jest …. słodki sen? Oczywiście pojawi się zły czarownik Gargamel i jego kocisko Klakier. Smerfy napytają sobie biedy właśnie przez pieniądze.

Kolejna smerfowi historia, pełna humoru: językowego, sytuacyjnego. Dla fanów maleńkich ludzików i nie tylko.

Wydawnictwo Egmont

środa, 05 lipca 2017

Chyba to znacie: chuchanie i dmuchanie na pociechę, by nic jej się nie stało. Ostrzeganie, napominanie: nie wchodź, nie podskakuj, nie wspinaj się, nie biegaj za szybko …. A dzieci i tak swoje. A potem: jest działanie – jest i konsekwencja. I można gderać po 100 razy – reakcja raczej taka sama. Może wynika to z tego, że nie posiadają one umiejętności przewidywania skutków swoich czynów i działań. A dorośli – z drugiej strony – potrafią nieźle wystraszyć. Ta książka pokazuje małym dzieciom co się stanie, gdy będą robiły to i tamto. Jeśli pies ugryzie w nogę – wówczas trzeba będzie założyć opatrunek na bolesną ranę, nieuwaga i zderzenie z latarnią przyczynią się do olbrzymiego guza na głowie, chodzenie w ciemności może spowodować nieprzyjemny wypadek z okularami, jazda na rowerze bez kółek, bez odpowiednich umiejętności, to murowana wywrotka i pokiereszowane kolana, natomiast rozgryzanie twardych orzechów bez pomocy dziadka do orzechów może skutkować wyłamanym zębem, a zabawa z niesfornym kotem – podrapaną buzią. Oj czai się tych mniejszych i większych niebezpieczeństw cała masa. Na końcu książki strona „Au! Trzask! Łup! Bum!” Co ci się stało?” Autorzy przewidzieli właśnie ostatnią stronę na „małe ała” małego czytelnika. Choć oczywiście tego nikomu nie życzę.

Każda rozkładówka to kolejne zdarzenie. Coś się stało. Z pewnością ta niepozorna książka pomoże uświadomić dzieciom, że niekiedy trzeba bardziej uważać. Zabawa jak najbardziej TAK – ale warto uczyć się ostrożności i dbania o siebie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Widnokrąg

wtorek, 04 lipca 2017

Przyznam się, że do rewelacji okładkowych typu „Ponad 50 tygodni na liście bestsellerów New York Timesa” podchodzę raczej z rezerwą. Wiele razy po prostu się zawiodłam. No cóż, zabiegi marketingowe mają jedno na celu – zainteresowanie danym tytułem. Tymczasem książka o Serafinie naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Czytałam długo w noc i zła byłam, że oczy mi się kleją, bo chętnie poczytałabym nawet do białego rana. Serafina ma dwanaście lat i o jej istnieniu wie niewiele osób. Razem z ojcem mieszka w piwnicy wielkiej posiadłości państwa Vanderbiltów. Rodzic jest tu krótko mówiąc panem złotą rączką, który naprawi każdy mechanizm i urządzenie. Olbrzymi budynek rozbłysnął elektrycznością. Tymczasem ktoś lub coś spowodowało, że prąd zgasł i wszyscy pogrążyli się w ciemności. Serafina wędruje tymczasem po piwnicy i poluje na szczury. Ojciec (jakkolwiek to brzmi) pieszczotliwie nazywa córkę Główną Łapaczką Szczurów – w skrócie GŁS. Serafina to istota niezwykła. Wygląda inaczej niż dzieci w jej wieku, ma tylko po cztery palce u rąk i nóg, świetnie porusza się w ciemności, ma doskonały wzrok i węch. Nagle dziewczynka z ukrycia dostrzega dziwacznego osobnika w czarnym płaszczu. Budzi grozę i rozsiewa nieprzyjemny zapach. Jednocześnie w wielkim budynku zaczynają znikać małe dzieci. Horror się zaczyna i nikt z dorosłych nie ma pomysłu jak znaleźć tajemniczego porywacza. Czytelnik zostaje wciągnięty w klimatyczną historię z zaskakującymi zwrotami akcji, odrobiną strachu i niepewności.

W trakcie lektury autor stopniowo zdradza nam tajemnice dziewczynki i ojca, tak więc pytania i wątpliwości na pewno zostają rozwiane. Serafina postanawia na własną rękę rozwiązać tajemnicę czarnego płaszcza. Wchodzi w miejsca, w których nie powinno jej być. Zaczepia ludzi, którzy nie darzą jej sympatią. Spotyka się z dużą wrogością – no cóż, czytając opis jej wyglądu, na pierwszy rzut oka widać było, że Serafina jest dziewczyną z nizin społecznych.  Nie wszyscy ufali jej od razu. Choć jest jeden bardzo pozytywny wyjątek. Generalnie książka trzyma w napięciu do samego końca – a koniec – jak w bajce, przynosi dobre wieści.

Książkę czytało się wyśmienicie. Autor przeniósł nas do innej epoki – do Ameryki końca XIX wieku. Jednak oszczędził młodemu czytelnikowi długich opisów. Nawet jeśli się takowe pojawiały – dotyczące choćby wyglądu osób czy domostwa, dawkował porcję informacji w odpowiednich ilościach, by nie zanudzić. Wystarczyło to, żeby wyobrazić sobie Serafinę, wielki dom i okolicę – zwłaszcza złowrogi las. O osobniku w czarnym płaszczu nie wspomnę.

Mieszanka przygody, grozy i fantastyki. Myślę, że spodoba się nie tylko młodszym czytelnikom. Sama książka oprócz wciągającej historii uświadamia młodemu czytelnikowi, jak ważna w życiu jest przyjaźń. I to mimo różnic społecznych czy wyglądu. Bardzo spodobała mi się postać chłopca z tak zwanego dobrego towarzystwa, który mimo różnych przeciwności zaprzyjaźnił się z Serą. Oj nie raz zagrał na nosie nadętym arystokratom i służbie.

Tymczasem odkryłam właśnie, że na jesień szykuje się kolejna część serii o Serafinie. We wrześniu ma się ukazać – Serafina i pokręcony kij. I ja osobiście już bardzo się na to cieszę:)

Wiek 9+

Wydawnictwo Mamania  

poniedziałek, 03 lipca 2017

Czytając książkę Justyny Bednarek zdałam sobie sprawę, że do tej pory srebrne bądź złote łyżeczki  i łyżki darowane z okazji narodzin dziecka, na przykład z wygrawerowaną datą, są tylko miłym prezentem – już na zawsze. Tymczasem lektura tej książki uzmysłowiła, że można prezent ów potraktować jako narzędzie, które pozwoli zaczerpnąć z obfitości jakie oferuje życia. To symboliczny podarek, elegancki a zarazem praktyczny, który sprawi, że można będzie z życia czerpać garściami, ile tylko dusza zapragnie. Tak jak mały Dawidek, który pod koniec książki staje się dorosłym Dawidem. Tytułowa srebrna łyżeczka najpierw należała do jego rodziców – pana Lahmana i pani Lahmanowej, którzy pojawili się za sprawą Stwórcy. Potem do ich synka. Mały chłopczyk za sprawą łyżki mógł posmakować najlepszych smakołyków przygotowanych przez matkę, zdobył przyjaciółkę – gęś, która dzięki swojemu odbiciu w srebrnej łyżeczce zrozumiała, że jest pięknym zwierzęciem i dzięki temu pozbyła się wszelkiej złośliwości. W końcu przez łyżkę wdał się w konflikt z kolegą, który podmienił mu jego łyżkę – tutaj Dawid mógł z kolei zabłysną mądrością i dobrocią. Łyżka służyła do karmienia córeczki Dawida i do jego obrony przed zbójcami. W końcu, kiedy Dawid musiał opuścić rodzinne miasteczko, łyżka została, by po wielu latach trafić w rączki małej wówczas Justynki – autorki tejże książki. Łyżka istnieje naprawdę (zdjęcie na końcu książki), i był również chłopiec, który nazywał się Dawid Lahman, do którego owa łyżka należała. A czy wszystko w tej historii było prawdziwe? Kto to wie….

Pięknie opowiedziana historia, w której znajdziecie mnóstwo motywów biblijnych i żydowskich. Świat namalowany niezwykle plastycznym językiem, dzięki czemu tak łatwo  można go sobie wyobrazić podczas czytania. To w końcu świat, którego już nie ma. Małe senne przedwojenne miasteczko, w którym społeczność żydowska mieszkała obok polskiej. Dwie kultury zazębiające się ze sobą. Słychać gwar nawoływań w  różnych językach, krzątaninę gospodyń, podniebienie łechtają zapachy czuleniu, pieczonej świeżutkiej chałki. Lubię, gdy jakiś szczegół przedmiot jest początkiem jakiejś opowieści. To opowieść autorki. Ile jeszcze takich drobiazgów codzienności, które czekają na swoją właśnie historię.

Wydawnictwo Egmont

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96