Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 17 listopada 2016

Książka układanka – dla miłośników futbolu. Bardzo wciągnęła mojego 9-latka, który na co dzień jest też fanem naszego miejskiego klubu sportowego – a ściślej – właśnie sekcji piłkarskiej. Z tego względu, że obowiązków syn ma całkiem sporo, zaplanował sobie swój dzień w taki sposób, że codziennie przed snem MUSI ułożyć jednego piłkarza. Trwa to już od kilku dni – i widzę w tych Mikołajowych postanowieniach dużą regularność i dyscyplinę. Zresztą samo układanie wciąga i jest naprawdę fajną zabawą. Pięć drużyn i ich czołowi zawodnicy. Do czytania i do układania. Każda rozkładówka to kolejna drużyna: Portugalia, Włochy, Hiszpania, Anglia i Niemcy. I królowie piłki: Ronaldo, Iniesta, Rooney, Neuer. Grube kartonowe karty, krótkie teksty na temat drużyn. Do tego zdjęcie lidera i układanki Puzzle – w sumie pięć plansz, każda z 50 klockami Puzzle. Klocki są zabezpieczone ogranicznikami. Po ułożeniu zostają w książce i nie wysypują się. Po wyjęciu klocków na spodzie znajduje się zdjęcie zawodnika. Jest to duża pomoc w układaniu dla najmłodszych dzieci. A takie już dobrze orientują się w drużynach i zawodnikach, już zaczynają trenować pod okiem taty lub trenera.

Książka o piłkarzach, z krótkimi tekstami, dużymi literami, klockami puzzle – kolorowa, ładnie i starannie wydana - pewnie spodoba się małym miłośnikom futbolu. A w razie problemów – pewnie i tata pomoże.

P.S. Kto mi pomoże rozszyfrować Włochów? Któż to jest na okładce? Nie chcę strzelić gafy – nie wiem.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

Odyseusz po dziesięcioletniej Wojnie Trojańskiej (ponoć był pomysłodawcą słynnego konia trojańskiego) przez kolejnych długich 10 lat nie może trafić do swojej ukochanej ojczyzny – Itaki. Stało się to za sprawą klątwy i niechęci Posejdona do bohatera wydarzeń spod Troi. Tymczasem w domu czekają na niego żona Penelopa i syn Telemach. Obydwoje nie wierzą w śmierć męża i ojca – choć po tylu latach wiara ta jest coraz słabsza. W zamku bawią liczni zalotnicy, którzy chcą zmusić Penelopę, by ta poślubiła jednego z nich. Trwonią majątek Odyseusza, dni upływają im na zabawach i ucztowaniu. Sprytna Penelopa zapowiedziała, że podejmie decyzję odnośnie ślubu kiedy skończy tkać płótno – jednak każdej nocy, gdy zalotnicy już śpią, w tajemnicy przed nimi pruje to, co utkała za dnia. Pewnego dnia do drzwi pałacu puka żebrak. To Odyseusz z dużą pomocą Ateny w końcu dotarł na rodzinną wyspę. Ma w głowie plan – jak pokonać zalotników i odzyskać swoją pozycję. Na razie tylko nieliczni wiedzą kim tak naprawdę jest.

Manuela Adreani – włoska ilustratorka, napisała skróconą wersję Odysei na motywach eposu Homera o tym samym tytule (przypuszczalnie z VIII w.p.n.e.). Przez karty tej opowieści dla dzieci przewijają się bohaterowie znani z dzieła dla dorosłych. Przedstawia przygody Odyseusza, jego zmaganie z losem. Uproszczony tekst pozwala najmłodszym na poznanie wielu mitycznych postaci - kim są Atena, Zeus, Posejdon, heros Laertes, Polifen, Kirke, Kalipso. Zwróciłam na tę książkę ze względu na ilustracje – są naprawdę piękne i mają w sobie to coś. Delikatne, w szmaragdowej tonacji Morza Jońskiego. Kolor wody pojawia się często, jest nieodłącznym elementem ilustracji i nie pozwala zapomnieć, że to właśnie morze odegrało tak wielką rolę w życiu Odyseusza.

Wiek 6+

Wydawnictwo Olesiejuk

środa, 16 listopada 2016

Beza lubi bezy – stąd to przezwisko. Choć tak naprawdę ma na imię Juvetsi. Wychowuje ją tata. Do mamy, która prowadzi cukiernię, Beza jedzie wtedy, gdy zatęskni. Potem znów wraca na swoje osiedle Raj. Niedawno się tu wprowadziła.

Kim jest Zlatko? Słysząc to imię od razu myślimy o tym najsłynniejszym Zlatanie. I mamy rację, bowiem ojciec chłopca jest miłośnikiem futbolu. Tyle że Zlatko nienawidzi piłki nożnej. Dlatego trudno mu znaleźć prawdziwych przyjaciół na osiedlu. Nawet jego bracia popychają go i wyśmiewają. Pewnego dnia pojawia się dziewczynka z oczami błyszczącymi jak złoto. Pomaga chłopcu dojść do siebie po wypadku – i jest to początek wielkiej przyjaźni. Dzieciaki zgadzają się, lubią przygody, zabawy na dworze. Zlatko ma teraz do kogo pójść. Beza i Zlatko w pierwszym tomie serii przekonują się, że jak ma się najlepszego przyjaciela, to w ogóle nic nie boli.

Beza ma ochotę na coś słodkiego. Razem ze Zlatkiem i kieszonkowym w ręku dzieci biegną na zakupy do sklepu Alego. Po drodze wpadają w tarapaty – spotykają siejący postrach w okolicy gang Aniołów. Dochodzi do konfrontacji między dwójką przyjaciół i osiedlowymi zbirami. Ciekawe kto będzie górą? I czy Beza w końcu skosztuje ciasteczek? I jaką rolę w tej historii odegrają wypadające zęby?


Dzieci z reguły lubią się bać, a tu emocji akurat będzie co niemiara. Ale od początku. Zlatko ma w planach nocować u Bezy – a tu zaczął go boleć brzuch. W końcu idzie do przyjaciółki. Sami w domu – praktycznie robią co chcą. Objadają się słodyczami, oglądają film niedozwolony dla dzieci. I gdy dzieci próbują zasnąć – wtedy się zaczynają strachy: skrobanie w podłogę, ścianę, inne dziwne odgłosy. Czy Zlatko i Beza zdobędą się na odwagę i w końcu pójdą do łazienki zrobić siusiu? I dlaczego można pokusić się o stwierdzenie, że na osiedlu Raj jednak mieszkają zwariowane dzieciaki?

Każdy wie (rodzice również z własnego dziecięcego doświadczenia), że urodziny to ogrooooomne emocje. Beza kończy siedem lat. Jaki prezent dostanie? Kto stawi się na urodzinowe przyjecie? Dlaczego tata Bezy uronił łezkę? W końcu – jak doszło do tego, że Beza ze Zlatkiem się pokłócili? I to tak porządnie. Na zawsze. Choć czy aby na pewno na zawsze?

Dużą zaletą tych książek jest zwykła codzienność szwedzkich rówieśników. Problemy dorastających dzieciaków: wzajemne relacje: kłótnie, zabawy, świętowanie, spędzanie czasu. Beza i Zlatko razem dzielą troski i radości, przyjemności i kłopoty. Prosty tekst, duża czcionka, szeroka interlinia zachęcają do samodzielnego czytania. Lektura pokaźnych rozmiarów, mnóstwo ilustracji gwarantują sukces czytelniczy.

wtorek, 15 listopada 2016

 

Zbiór 10 opowiadań, które przenoszą czytelnika do czasów Jagiellonów. Wśród autorów: Grażyna Bąkiewicz, Paweł Wakuła i Kazimierz Szymeczko. Kto interesuje się historią ten na pewno zna te nazwiska  –  akurat w tym przypadku reklamy nie potrzebują:) A ja gwarantuję wysoką jakość książki. Na kartach pojawiają się osoby znane z podręczników do historii i literatury. Najczęściej dzięki relacji przypadkowych świadków wydarzeń: służby, dzieci. To one opowiadają o tym, co widzą ich oczęta. To one są świadkami historii. Leosia ma 13 lat i jest hafciarką. Przygotowuje na zlecenia pary królewskiej: Jadwigi i Władysława Jagiełłów, szatki do chrztu. Mistrz Kot z Dębna, profesor Akademii Krakowskiej, opowiada synom Jagiełły: Władysławowi i Kazimierzowi, bajki, które nawiązują do historii Polski. 12-letni Radek słucha opowieści ojca płatnerza o Władysławie Warneńczyku. Nastoletni Teoś sierota wałęsa się po świecie i szuka dachu nad głową. Nieopatrznie zrzekł się swoich ziem na korzyść Krzyżaków. Ot – rycerze zakonni  podeszli syna szlachcica polskiego podstępem.

Losy tych młodziutkich bohaterów to okazja, by poznać nie tylko władców polskich, ale również życie codzienne w dawnej Polsce.: również konwenanse, tradycje, bogate tło społeczne i polityczne. Wśród celebrytów ówczesnej Polski spotkacie tu Bonę, żonę króla Zygmunta Starego i astronoma Mikołaja Kopernika i poetę Mikołaja Reja. Jeśli ktoś lubi historię w tle i wycieczki do przeszłości – ta lektura jest jak znalazł.

książka ukazała się w ramach serii "A to historia". Jeśli ktoś ma zacięcie historyczne - tutaj znajdzie inne tytuły, które warto przeczytać. 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 14 listopada 2016

 

A dla tych, którzy pokochali ptaki - wyjątkowa propozycja. "Ptaki" - tym razem do rysowania, gryzmolenia i kolorowania. Aż 80 stron do kreatywnego wyżycia się:) Sprawdzenia swoich sił w różnych technikach. Duży format książki daje możliwość użycia farb, plasteliny, pasteli. Można dać upust swojej wyobraźni - stworzyć okazy, o jakich naukowcy tego świata (ornitolodzy?) nigdy nie słyszeli. A może ktoś zdecyduje się przyozdobić takim dziwacznym osobnikiem ścianę w swoim pokoju? Efekt na pewno murowany. Książkę można kupić tutaj. 

Są książki, których się nie zapomina. Ze względu na treść, ilustracje, wydanie, przesłanie. Bo mają to coś. „Złota klatka” to kandydatka na długie zapamiętanie. Najpierw treść: bardzo odważna, wręcz nietypowa jak na współczesne bajki i baśnie. Książka ta stoi w dużej opozycji do lukrowanych, słodkich opowieści pisanych ku zadowoleniu czytelnika. Oczywiście z wyśmienitym happyendem. Gdzie księżniczki „są”, a ich największą zaletą jest robienie słodkich oczu. Daleka jestem od nieprzemyślanych osądów – jednak współczesnym bajkom, baśniom często brakuje ….okrucieństwa. Jakkolwiek to brzmi. Elementów, które potrafią wstrząsnąć czytelniczą duszą, wywrócić ją na ręby. Postać księżniczki Walentyny kłóci się z wizerunkiem dobrej królewny o szczerozłotym sercu, która chce aby zawsze było dobrze i wszyscy byli zadowoleni. W „Złotej klatce” głowy służących spadają z rozkazu królewny tak często, że nie sposób ich wszystkich zliczyć. Jest działanie – jest i konsekwencja. Walentyna ma bowiem dziwne hobby: kolekcjonuje ptaki. Ktoś powie: też mi coś: każdy może. Sama Walentyna ma już 100 klatek z różnym okazami z całego świata. Marzy jednak o ptaku, który umie mówić. Głowa za głową spadają, a nikt nie może zrealizować marzenia dziewczynki. Klatka  ze złota numerem 101 ciągle stoi pusta. Pewnego dnia przychodzi do Walentyny pewien chłopiec, który niesie ze sobą  obietnicę i pewną naukę.

Piękna baśń o władzy i obsesji. O tym jak człowiek wykorzystuje swoją pozycję i nie dba o życie innych. O zapomnieniu w przemocy. Rozkoszowaniu się w poczuciu posiadania władzy, wydawaniu wyroków.  W końcu to baśń o obietnicy i … cierpliwości. O zmianie człowieka na lepsze. O nadziei. I wierze w człowieka – bo ta z każdą stroną jest coraz mniejsza. Wrażenie ze wszech miar wzmocnione przez delikatne ilustracje – obrazy. Pełne pięknych ptaków i motywów florystycznych. Okrucieństwo Walentyny razi i fizycznie boli. Świat widziany naszymi oczyma w tej książce jest jak balsam na duszę. Obrazy koją ją i leczą. I niosą ze sobą nadzieję, że w świecie,  w którym jest tyle piękna nie można być przecież aż tak okrutnym.  Twarz dziewczynki daleka jest od znanego i powszechnie akceptowanego disnejowskiego wizerunku słodkiej dziewczynki. Wymuskanej i delikatnej. Walentyna ma twarz osoby starszej, doświadczonej i cierpiącej. Księżniczka wydaje rozkazy, decyduje o życiu innych – a jej decyzje odbijają piętno na twory. To przekroczenie pewnej granicy ze wszystkimi skutkami i efektami ubocznymi. Baśń dosyć mroczna, rozjaśniona  na końcu postacią chłopca. Jest on orędownikiem dobra i wiary w człowieka. Mnie w głowie rodzi się pytanie: czy spełnienie marzenia uszczęśliwi człowieka? Ponoć są dwa przekleństwa: jedno, gdy nie możesz dostać tego, o czym pragniesz. Drugie – gdy to, o czym marzyłeś, jest już w twoich rękach. Złota klatka może urosnąć do symbolu czegoś, nieosiągalnego. Bo czy spełnienie marzenia uszczęśliwi Walentynę? Czyż można budować swoje szczęście na nieszczęściu innych?

„Złota klatka” to opowieść o córce cesarza. Wiadomo – dwór cesarski kojarzy się z bogactwem i przepychem. Taki jest właśnie świat stworzony przez Carlla Cneut’a – belgijskiego ilustratora wyróżnionego licznymi nagrodami.  Rojno tu od różnych ptaków i kwiatów.  Wszystko pięknie przedstawione.

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry


 

niedziela, 13 listopada 2016

Książka uzmysławia najmłodszym, że życie w mieście wcale nie zamiera wraz z nadejściem nocy. Wprawdzie „mrok większość ludzi  z ulic wypłoszył”, jednak ktoś pracowicie stuka w klawisze, na strychu baraszkuje kot, w autobusie zaspani pasażerowie szukają biletu do kontroli. Ruch na dworcu kolejowym i w szpitalu ogromny. W remizie strażackiej zawył alarm, komuś pali się dom, polewaczka przegania kurz z ulicy. Nastrojowe i niekiedy żartobliwe wiersze Agnieszki Frączek bogato zilustrowane przez Magdę Kozieł-Nowak. Bardzo polubiłam prace ilustratorki po lekturze „nowych” Dzieci z Bullerbyn”. Cenię ją za tę odwagę, bo niełatwo było zmierzyć się legendami – akurat w przypadku tego tytułu. A tutaj pokazała, że czarna noc ma jednak wiele barw.

Wydawnictwo Literatura 

piątek, 11 listopada 2016

 

„Fistaszki” wielu z mojego pokolenia nie zostawią obojętnym. Mamy takie swoje fistaszkowe prywatne wspomnienia. Moja pierwsza wersja komiksu była cieniutka. Z dużym zaangażowaniem pokolorowałam też charakterystyczne czarno–białe ilustracje, bo wychodziłam z założenia, że takie wcale być nie powinny i że to wynikało raczej z PRL-owskiego skąpstwa farby drukarskiej dla wydawcy niźli z wyższej konieczności. Dopiero po latach dotarło do mnie, że oryginalne „Fistaszki” właśnie takie mają być. Może spowodowała to kolorowa już tym razem kreskówka zaprezentowana jednorazowo w ramach DKF-u w naszym miasteczkowym domu kultury? Nie wiem. Powiew Zachodu na prowincji dzięki niepozornej książce. A to Charles by się zdziwił.  

O swoich Fistaszkach akurat w tym tomie opowiada we wstępie Andrzej Poniedzielski. Dalej to już 314 stron charakterystycznych paseczków z lat 1977-1978. Charlie Brown, Lucy, Patty, umuzykalniony Schroeder, Linus, Snoopy. Z tekstem i bez. Całkiem krótkie, i całe serie na całą stronę i dłuższe. Zabawy dzieciaków, w których czasem można zobaczyć siebie – ze wszystkimi wadami i przywarami. Humor, czasem nie do ogarnięcia przez młodsze pokolenie, scenki, do których zrozumienia czasem potrzebna jest wiedza z zakresu polityki czy kultury. Przypuszczam, że w dzisiejszych czasach bohaterowie komiksu byliby ukazani inaczej. Nie spędzaliby tyle czasu na dworze - zwrócę uwagę na fakt, że nie straszna im zła pogoda: śnieg czy deszcz. Pewnie częściej występowaliby ze współczesnymi gadżetami, których nazw nawet nie jestem w  tej chwili zacytować. „Fistaszki” to niezwykle ciekawy obraz społeczny – to świat, którego już nie ma. Pomijam całe tło przeszłości – np. czarne telefony z tarczą itp. To też cudowne wchodzenie w częste interakcje z rówieśnikami: bez wtrącania się dorosłych, rozwiązywanie problemów po swojemu, mówienie o nich, spędzanie razem wolego czasu, rozwijanie wspólnych zainteresowań. Widząc teraz często puste podwórka i ulice – bez bawiących się dzieci, które są – a jakże pochowane po domach przed monitorami miałabym wielką ochotę pokazać im świat naszego dzieciństwa – z prostymi zabawami, konkretnymi zasadami postępowania. Nie oglądaliby slajdów, ale sięgaliby po aparaty cyfrowe i komputery. Przełączaliby kanały pilotem. Bo Fistaszki to też, a może i przede wszystkim, obraz zmieniającej się rzeczywistości.

Andrzej Poniedzielski wspomina:

Fistaszkowe filmiki nie są długie. Kilka obrazków – klatek. Zaabsorbowanie odbiorcy – na chwilę. Fistaszki nie wyciągają ręki po obszerne fragmenty mojego czasu. Zdają się mówić: „Przystań na chwilę”. „Zastanów się” Albo właśnie: „Nie zastanawiaj się. Jest tyle ludzi i obszarów twojego życia wymagających zastanowienia. Odetchnij przy nas. My nie jesteśmy filozofią. My filozofujemy. A nawet filozujemy jedynie”.

Z Fistaszkami w naszym domu jest tak. Co rusz wyciąga je ktoś z regału – bo budzą ciekawość. Poszczególne tomy mają nietypowy grubaśny i podłużny kształt. Od razu rzucają się w oczy. Nie czyta się ich ot tak – od razu. Delektuje się nimi. I – tak jak te konkretne i prawdziwe peanuts – strasznie wciągają. Niby chce się przeczytać tylko jedną stronę (niby chce się zjeść tylko trochę), potem czyta się następne i następne (a potem sięga się po następne i następne do torebeczki). Co ciekawe zawsze można książkę otworzyć w obojętnie którym miejscu i zawsze na nowo wzbudzi ona zainteresowanie.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 05 listopada 2016

Przeczytałam z przyjemnością, bo właśnie zaczął się okres różnych chorób – a wirusy – mimo tego że w książce przesympatycznie przedstawione, w rzeczywistości nielubiane i niebezpieczne. Stąd warto poznać wroga, by poznać jego taktykę i ewentualnie przygotować swoją.

Na temat wirusów przeciętny człowiek (pacjent) raczej niewiele wie. Zaczyna się nimi interesować, gdy choroba już pojawiła się w domu. Tutaj w prosty i przyjemny sposób (jakkolwiek to brzmi) przedstawiono świat wirusów, które najczęściej (niestety) atakują właśnie dzieci.

Na samo wejście: Wirusłownik ,a w nim wiele pojęć związanych ze stanem chorobowym. Krótkie definicje 16 terminów – tym razem – od Be do Zet: biegunka, bostonka, diagnoza, dietetyczny posiłek, enterowi rusy, gruczoły, higiena, izolacja, odwodnienie, powikłania, półpasiec, szczepionka, światłowstręt, węzły chłonne, wirus i zapalenie spojówek.

W dalszej części wirusy przedstawiają się czytelnikowi już same. W pierwszej osobie opowiadają o sobie różyczka, ospa wietrzna, świnka, choroba bostońska, opryszczka, grypa żołądkowa, odra.

Każdy opis choroby zawiera informacje o tym, jakie zmiany zachodzą w ludzkim organizmie. Na końcu podsumowanie tzw. W pigułce, a w nim okres atakowania choroby, objawy, postępowanie w przypadku wystąpienia choroby i przeciwdziałaniu.

Spodobał mi się pomysł na przedstawienia żyjątek, które faktycznie występują często obok nas. Bohaterowie pierwszego planu, którzy przedstawiają samych siebie. Dalej – ciekawy pomysł ilustracyjny – najpierw obrazek ze zdrowym dzieckiem, a potem folia, która po nałożeniu na pierwszą ilustrację pokazuje zmiany chorobowe na ciele człowieka.

Wiek 7+

Wydawnictwo Przygotowalnia

piątek, 04 listopada 2016

 

Wyprawa do przeszłości. Możliwość zasmakowania zamieszkania w angielskiej rezydencji, jaka zazwyczaj pojawia się w kostiumowych filmach. Eleganckie pomieszczenia, gustownie i pięknie wyposażone. Patrząc na nasze małe mieszkania – najczęściej m 4 z dwoma pokojami, kuchnią i łazienką, można dostać zawrotu głowy od samych nazw pomieszczeń: bawialnia, biblioteka, pokój muzyczny, skład porcelany. Są i pomieszczenia na zewnątrz: oranżeria, ogród, ogródek warzywny. Pomieszczenia nie są umeblowane. I tu się rozpoczyna najlepsza zabawa, bowiem książka ma ponad 200 naklejek przedstawiających różne sprzęty, umeblowanie, stroje, instrumenty muzyczne, wyposażenie kuchenne, które należy według gustu i upodobania odpowiednio ustawić, zawiesić. Mini zabawa w urządzanie i dekorowanie wnętrz. Książka niekiedy podpowiada, co należy zrobić, aby uniknąć gafy. Wiadomo angielska rezydencja to wielki świat – trochę ą, ę, bułkę przez bibułkę. Wszystko ma tu swoje miejsce, przecież nie wypada oburzyć towarzystwa. Choć swoją drogą, dlaczego nie zaszaleć i nie zadziałać według własnego widzimisię? Dużo ciekawego słownictwa, dużo informacji na temat dawnego życia – w prawdzie nie w treści, ale w obrazkach. Jak choćby pantalony, otomana, podgrzewany stojak na żelazka, dzwonki na służbę. Dzieci mogą przekonać się ile zachodu kosztowała obsługa takiej rezydencji. Jak żyli jaśnie państwo, a gdzie było miejsce dla służby. Ciekawa pozycja do zabawy i nauki. A może w te pomieszczenia wkomponować jeszcze laleczki własnego pomysłu, które ożywią ten świat?

Wiek 5+

Wydawnictwo Olesiejuk

wtorek, 01 listopada 2016

Jesteśmy po seansie filmowym „Jumanji”, w którym to różne zwierzaki - większe i mniejsze, pojawiły się na ulicach pewnego miasteczka siejąc popłoch i strach. Stąd nie dziwimy się wcale, że nagle w książce pojawiają się egzotyczne zwierzęta, które w dodatku dochodzą swoich praw. Charakterystyczny czerwony autobus pozwala od razu zlokalizować zasmuconą menażerię. Anglicy generalnie znani są z miłości do czworonogów, ale w stolicy Królestwa pojawił się problem. Zwierzaki nie mają czym jeździć. A może ktoś im pomoże? Może ktoś rozwiąże ich komunikacyjne bolączki?

Słoń jest za wielki, by dostać się do autobusu. Małpy wyprawiają małpie figle w sklepowym wózku. Tygrys bengalski może przecież napędzić niezłego stracha pasażerom ekspresu. Foka próbuje szczęścia w taksówce. Stonoga nieźle się namęczy zanim wyruszy w podróż aż na … stu rolkach. Żyrafia szyja nie mieści się w samolocie. A wieloryb naprawdę komicznie wygląda na rowerze – i świnia również – na deskorolce.  

Pełne humoru krótkie wierszowane historie o zwierzętach próbujących poradzić sobie z problemami. Czy im się uda? Podpowiem tylko, że tak, ale nie zdradzę tajemnicy jaki środek lokomocji spełnił oczekiwania całej gromadki.

A może ktoś pokusi się o to, by nauczyć się wierszyków na pamięć?

Słoń w autobusie? Nie, nie ma mowy!
Gdy wsiądzie olbrzym, zamęt gotowy!
Bo szary kolos ma wielki zad – 
Czy po siedzeniach zostanie ślad?

Rozwijająca wyobraźnię lektura dla najmłodszych, ze świetnymi pełnymi humoru ilustracjami.

Wiek 4+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 89