Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
niedziela, 25 maja 2008

Jestem ciekawa, ilu z nas czyta książki ... od końca? Zaczęłam się zastanawiać nad tym po mojej ostatniej wizycie w księgarni. Pani w średnim wieku długo przebierała w książkach, nie mogła się na nic zdecydować i zawsze zaczynała przeglądać coś ...od końca. Potem sama przyznała pani obsługującej, że ona tak właśnie czyta- najpierw koniec, potem całą książkę. Przyznam szczerze, że zamarłam czekając z wybranym egzemplarzem przy ladzie. Od końca to czyta M. i to tylko gazety, bo zaczyna zawsze od sportu:)- przeleciało mi przez myśl, ale czytanie książki od końca jest dla mnie niewyobrażalne. Choć muszę przyznać, że ostatnia strona najczęściej wcale nie należy do mocnych stron książek. Najlepszy jest środek. Przynajmniej dla mnie. Gorzej wypada wstęp. Czasem autor ma fajny pomysł, a nie wie, jak zachęcić, by brnąć dalej w jego historię. Stąd robię test, podobnie jak wielu z nas, np 50, 60 stron i jak mi nie odpowiada, to nie czytam. M. kończy książki zawsze- choćby nie wiem, jak bardzo cierpiał, dzielnie trwa do końca, by, jak sam mówi, zrozumieć, dlaczego TO COŚ mu się nie podobało. Początek i koniec książki. Robię szybki test dla siebie , czy potrafię zacytować jakiś przykład, niezapomniany:)??? Mam!

 Miałam farmę w Afryce u stóp gór Ngong

i

Pomyślę o tym jutro (...) Mimo wszystko, życie się dzisiaj nie kończy.

Przyznam jeszcze, że czytam tylko początek i koniec recenzji książek, szczególnie tych długich, boję się, że w zbyt rozbudowanym środku, autor rozpędzi się za bardzo i zdradzi za dużo, tym samym popsuje mi radość czytania:)

Konrad von Soest ( ok.1370-1422)- Der Leser fragment obrazu Pfingstfest

sobota, 24 maja 2008

Jestem zauroczoną tą baśnią- nie-baśnią.

Do irlandzkiego miasteczka Ballinacroagh przybywają trzy piękne siostry Aminpour. Za sobą zostawiły Iran ogarnięty islamską rewolucją. Na Zielonej Wyspie próbują zbudować swoje nowe życie, chcą zapomnieć o koszmarnej przeszłości. Otwierają egzotyczną Babylon Cafe, która pachnie kardamonem, szafranem, cynamonem, wodą różaną i herbatą jaśminową. Kuszą mieszkańców zapachami, smakołykami i szukają w ich oczach akceptacji. Czy im się uda?

Jest to przepiękna i zarazem ciekawa książka o poszukiwaniu szczęścia, miłości i akceptacji. Jeśli ktoś lubi klimat Czekolady, Przepórek w płatkach róży, Mistrzyni przypraw, Stu odcieni bieli,  to z pewnością zaliczy tę książkę do swoich ulubionych.

Podoba mi się akcja ekologiczna Dziennika przeciwko torbom foliowym rozdawanym w sklepach. Sama widzę po sobie, że człowiek jest istotą wygodną, która przed pójściem na zakupy nie myśli o tym,  w co zapakuje towar nabyty. Pamiętam z dzieciństwa, w kuchennej szafce zawsze leżały siatki na zakupy- czarna w białe grochy, z żyłki koloru pink i w kolorową kratę. Do tego oczywiście maminy koszyk wiklinowy.Kto szedł do sklepu, maszerował z siateczką. W czasach kryzysu weszłam do sklepu, gdzie akurat rzucili.... chrupki. Doszłam do lady i miła pani powiedziała, że jak nie mam swojej siatki, to chrupek nie zakupię, bo ona nie ma ich w co zapakować.  Foliówki pojawiły się wraz z transformacją polityczną i pachniały Zachodem. Tak jak plastikowe butelki i piękne opakowania , które są tylko po to by po przyjściu do domu je wyrzucić do śmieci. Teraz, gdy jestem naz zakupach i widzę, jak ktoś maszeruje ze swoją torbą (a są one o wiele ładniejsze niż nasze PRL-skie:))- to podziwiam i ja też tak chcę...

By projektem zajął się Sejm, musi ją poprzeć 100tys. dorosłych Polaków. Termin zbierania podpisów mija 28 czerwca. Petycję mozna pobrać ze strony www.zielony.dziennik.pl

środa, 21 maja 2008

Nie powiem- lubię pożyczać książki- może nawet bardziej komuś niż od kogoś:) Czasem, gdy trafi mi się naprawdę coś fascynującego, wręcz namawiam, by to koniecznie wziąć ode mnie i przeczytać. Ale lubię też, jak książki do mnie wracają, przynajmniej niektóre, te, na których mi szczególnie zależy. No i tu pojawia się problem, bo niektórzy pożyczenie książki utożsamają sobie z jej równoznacznym przywłaszczeniem. Od kilku miesięcy nie mogę się doprosić zwrotu mojego Villette (a to przecież Bronte!!!) i książki o Singerze ( a tu z kolei też ceniona przeze mnie Tuszyńska!!!). Na nic prośby- na groźby nie mogę się jakoś zdecydować:)))) Znajomy P. wprasza się do takiej osoby - niby na miłą pogawędkę, ale jak tylko znajomy ów ginie w czeluściach kuchennych, by przygotować herbatkę- P. zaczyna sobie poczynać w jego bibliotece. Jak mówi- tylko wyciąga- to moje i to moje, a to też moje- tę historyjkę opowiada zawsze przed pożyczeniem, no i ponoć zawsze jego książki wracają. Pamiętam jak kiedyś Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu wywiesiła na drzwiach XVI-wieczną klątwę na złodziei książek:

A temu, co ukradnie książkę z tej książnicy, niech się ona w ręku w węża zamieni i w rękę go ukąsi. Niech go uderzy paraliż i niech wszystkie jego członki będą porażone. Niech wije się z bólu wołając głośno o litość i niech nie będzie ulgi dla jego konania. Niech robaki zagnieżdżą się w jego trzewiach i staną się przyczyną jego śmierci. A kiedy przyjdzie czas Kary Ostatecznej, niech płomienie piekieł pochłaniają go wiecznie. Amen

Barbara N. Łopieńska rozmawiała ze znanymi osobami na temat ich księgozbiorów (Książki i ludzie). Każdy bardzo ciężko przeżywał straty ( nie jestem więc jakimś wyjątkiem:)), a Andrzej Osęka wręcz miał ochotę wklejać do nieoddanych książek karteczkę z informacją- Skradziono u Andrzeja Osęki. ( ponoć Rodziewiczówna tak właśnie robiła)

 Tak więc recept na rozwiązanie problemu jest kilka

 

Wszędzie uwaga skierowana w kierunku literatury polskiej- nominacje do najróżniejszych nagród, a mnie gryzą wyrzuty sumienia, że w tej kwestii ja pozostaję upartą ignorantką. Nie tylko ja, ale wśród moich czytających znajomych, króluje niepodzielnie literatura obca. Zaczynam się zastanawiać, dlaczego? Oczywiście znamy nazwiska, słyszeliśmy o książkach, ale zazwyczaj tylko na tym się kończy. Poczytam recenzje na blogach, może coś mnie zachęci sięgnąć po te właśnie książki, może sama coś wypróbuję...

 

Mój Tomcio znowu walczy z jakąś przedszkolną zarazą. To już nawet mnie nie denerwuje- powoli przyzwyczajamy się do tego, że w naszym domu ktoś ciągle jest chory. Byliśmy u naszej pani G. Patrzyłam , jak stetoskop powoli przesuwa się po delikatnym ciałku, a moje dziecię odważnie oddycha. Made in USA- wygrawerowany napis na zimnym metalu wywołał nie lada zdziwienie-  wszędzie Made in China, a tu coś takiego. Ostatnio czytałam Tomkowi książkę- wydrukowane w Chinach- nie wspomnę już o zabawkach- nie tylko tych tandetnych w sklepach, gdzie wszystko mozna kupić po 4 zł, ale też markowych. Nic dziwnego, że robią co im się podoba i gwiżdżą na nasze protesty, groźby. Światem rządzi pieniądz- i zarówno oni, jak i wielcy tego świata o tym wiedzą.....

 

Słucham wiadomości o małym Bartusiu i pewne rzeczy nie mieszczą mi się w głowie. Każdy tydzień przynosi jakąś informację o maltretowanym dziecku. Jest to przerażające.... Lepiej jest znosić krzywdę, niż ją wyrządzać- Sokrates nie miał tu racji...

 

wtorek, 20 maja 2008

"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem- to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem"

(przysłowie chińskie)

sobota, 17 maja 2008

Piękną mamy wiosnę- cieszymy się nią w pełni- tym bardziej, ze po raz pierwszy od kilku lat nie z blokowego balkonu- ale z dziadkowego tarasu. Wystarczy zejść po schodkach i już jesteśmy w ogrodzie, gdzie aż kipi od zieleni.

Nasz Trzylatek zrobił nam niespodziankę- ot tak sobie zaśpiewał Panie Janie- nigdy tego nie robił, choć jest bombardowany muzyką i piosneczkami z czterech stron świata. Mnie i M. dosłownie zamurowało. Kazaliśmy mu powtarzać w nieskończoność, bo nie mogliśmy uwierzyć- to taka nasz mamowa i tatowa radość- tym bardziej, że Tomcio, jak tylko zaczął mówić, stwierdził, że on nie lubi, jak mu śpiewam, bo on nie lubi TAKIEGO HAŁASU. A ja tak dzielnie zdzierałam sobie gardziołko od momentu jego narodzin przy Idzie niebo ciemną nocą itp.

Na dziadkowym tarasiku czytam (jak mi dzieci pozwalają) Wszystkie stworzenia duże i małe- dobrze się przy nich bawię. W dodatku przypomina mi się film z dzieciństwa o tym samym tytule, staram się przypominać poszczególne sceny, aktorów- no i bardzo bym chciała ten film obejrzeć.

piątek, 16 maja 2008

Dziś przez przypadek usłyszałam w radiowej Jedynce krótki wywiad z Łukaszem Gołębiewskim, autorem książki o dość przewrotnym tytule- Śmierć książki. Autor przedstawił swoje futurystyczne wizje dotyczące książki tradycyjnej- jej stopniowe wypieranie przez e-booki, wymieranie w takiej formie, w jakiej jest w chwili obecnej dostępna. Co ciekawe, autor przepowiedział również zniknięcie tradycyjnych księgarń- gdzieś za ok. 30 lat- ma je zastąpić np.- cofe-book-machine- mały automat, który w pamięci będzie miał tysiące tytułów, a to co nam będzie potrzebne- zostanie wydrukowane w ciągu kilku minut- my w tym czasie będziemy sączyć obok czarny napój.  Ma to zaoszczędzić wielkie PIENIĄDZE wydawane na utrzymanie wielkopowierzchniowych Domów Książki. Według niego za 30 lat nie będzie już szeleszczących kartek, nie będzie charakterystycznego zapachu farby drukarskiej (M. zaczyna od tego czytanie- wącha każdą książkę:))  Osobiście mam nadzieję, że to tylko wizja autora, która się nie sprawdzi.

wtorek, 13 maja 2008

Oto pytanie, które może przyprawić o ból głowy przeciętnego człowieka, ale nie mola książkowego. Wczoraj na niemieckim forum o książkach znalazłam mnóstwo ciekawych odpowiedzi  i uzasadnień, dlaczego właśnie książka, a nie ... buty:) bo wszyscy uczstnicy optowali oczywiście za nową lekturą. Co wybrałabym ja? Pewnie też książkę, jak znam życie. Chyba że miały by to być buty dla dziecka:) Mam coś takiego- kupuję nowy ciuszek, potem przychodzę do domu i pół dnia myślę, po co mi to było. Przecież mam całą szafę tego czegoś podobnego:) A kupuję książkę- przychodzę do domu, mam wspaniały humor, cieszę się z nowego nabytku. Coś chyba w tym jest....