Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
sobota, 08 marca 2008

Kolor purpury

Jak opowiedzieć o ludzkim cierpieniu, gwałtach, biciu, sponiewieraniu? I to tak, by czytelnik myślał o książce nawet wtedy, gdy ją zamknie i odłoży na półkę? Alice Walker znalazła na to sposób. W swej książce kazała przemówić  głównej bohaterce- Celii- ale nie wprost do nas. Nie, Celia zwraca się do Pana Boga, pisze listy do Stwórcy, w których opisuje swoje życie, a czytelnik- niejako z niemałym zawstydzeniem, czyta tę, niekiedy niezwykle intymną korespondencję, zadając sobie od czasu nasuwające się pytanie, czy aby postępuje właściwie. W listach tych nie ma żalu i pretensji- Celia wręcz przyznaje, że pisze, bo tak bardzo wstydzi się swojego życia, że nie śmie w inny sposób zwracać się do  Boga. Liczne błędy, brak znaków interpunkcyjnych w wielu miejscach, wręcz pokraczny styl nadają tej książce niesamowitego wyrazu. Celia, półanalfabetka, brzydka, niezgrabna, wydana za mąż za brutalnego pana.... w pewnym momencie zaczyna zdawać sobie sprawę, że również ona ma prawo do godnego i spokojnego życia. Ten zwrot w myśleniu następuje wraz z pojawieniem się Cuksy, wielkiej miłości pana ....- kobiety pięknej, zgrabnej, kapryśnej, "bardziej mężniejszej niż prawie każden jeden meszczyzna", bojowej, ale też- uczciwej, szczerej i dobrej. To ona uczy Celię miłości. I kiedy ta chce wyjechać, słowa pana .... nie są w stanie jej już skrzywdzić :"Jeszcze się wrócisz, powiada. Taka kobita jak ty nima nic do roboty na Północy. Co innego Cuksa. Ma talent, umi śpiewać, ma tyle ikry że pogada z kim tylko zechce. Jest ładna. Jak stanie przed ludźmi to zara ją widać. A co ty masz? Jesteś brzydka. Jesteś chudzielec. Nimasz figury. Boisz się do ludzi odezwać. W Memphis nadasz się najwyżej na służącą Cuksy. Będziesz wylewać pomyje i gotować. Zresztą kucharka z ciebie tyż kiepska. A w tym domu nie było porzonnie wysprzątane odkąd moja pierwsza żona umarła. I nie myśl że znajdzie się jakiś głupi wariat co się z tobą ożeni. Co będziesz robić? Najmiesz się na jakiejś farmie? Aż się zaśmiał jak to powiedział. Może wezną cię do roboty na tej ichniej kolei."

Alice Walker, znana również z działalności feministycznej, pozwala Celii zasmakować wewnętrznej wolności i niezależności, uwalnia ją od koszmarów przeszłości. Za tę książkę otrzymała w 1983r. nagrodę Pulitzera.

Zaraz po ukazaniu się, książka Alice Walker zrobiła niesamowite wrażenie na młodziutkiej, wówczas nieznanej, aktorce teatralnej i kabaretowej- Whoopi Goldberg. Ośmieliła się napisać do autorki, prosząc, by mogła zagrać w filmie według tej książki, jeśli ktoś zechciałby taki kiedyś nakręcić. Gotowa była zagrać "nawet kurz na parapecie". Po jakimś czasie nadeszła odpowiedź w, a jakże, purpurowej kopercie- Aktorka została zaproszona na przesłuchanie. Steven Spielberg, zachwycony młodziutką osobą, powierzył jej rolę Celii, co zaowocowało nominacją do Oskara za najlepszy debiut filmowy.

"Kolor purpury" napisany prostym językiem prostej kobiety to książka oryginalna, z dużym ładunkiem emocjonalnym. Wbrew pozorom nie jest książką łatwą. Nie jest to też książka na jeden wieczór. Wyzwala w czytelniku zbyt wiele sprzecznych reakcji.

Kolor purpury- Alice Walker, Muza 2003

 

 

Hania-Bania 

Już sam tytuł jest śmieszny - "Hania Bania" :) Książkę wypożyczyłam z biblioteki już jakiś czas temu - i od tej pory śmieje się cała rodzina. Nie ma jak jej oddać, bo kolejka do czytania ustawiła się całkiem spora- przedział wiekowy od 15 do 58  lat :-) Na spotkaniach rodzinnych, jako że jesteśmy z gatunku "Familius Czytelnikus", co jakiś czas ktoś sobie cosik tam przypomni- co oczywiście kończy się salwą śmiechu :)  Tytułowa Hania Bania to oczywiście Hanna Bakuła, malarka i felietonistka, która przenosi nas w czasy swojego dzieciństwa. Opowiada o swojej rodzinie, kochanej babci i dziadku, niesympatycznym drugim- przyszywanym dziadku, o przyjaciołach z podwórka, ulubionych książkach, pierwszej miłości ( "To cham, nie hrabia!") ...... Oj dużo by tu opowiadać.   Świetny humor językowy i sytuacyjny. No bo proszę sobie na przykład wyobrazić, ze taka Hania w wieku 5 lat była większa i grubsza od swojej Babci? A Haneczka apetycik miała, o czym pisuje często - Do szkoły na drugie śniadanie poprosiła o kanapki z mielonym kotletem, dwa jajka na twardo, już obrane i posolone, pomidora, kilka kwaszonych ogórków, jabłko, gruszkę, parę ciastek z rodzynkami, francuskich z cukrem i pół tabliczki nadziewanej czekolady z Goplany. Nic dziwnego, że gdy dziewczynka przeglądała się w lustrze, "napęczniało Hanią Banią, bo wypełniła je zupełnie". Hania Guliwer, a jej rówieśnicy- to malutkie Pierdaki. W tle majaczy Polska powojenna, peerelowska ze wszystkimi swoimi absurdami ( " Święta to było przede wszystkim stanie w kolejce w spółdzielni. Przypominało zmianę warty. Zaczynał o szóstej Dziadek, potem zmieniała go Stefa, a Hania Bania z Babcią pojawiały się koło dziesiątej, kiedy już nie stało się na ulicy, tylko w środku sklepu ze wszystkim") Na końcu książki- przepisy- wspomnę choćby przysmaki z mojego dzieciństwa- Kogel-mogel ( "Kubeczek oczyszczamy palcem, nie łyżką, bo zawsze coś zostanie"), lemoniadę ( "Kilo landrynek zalewamy 2 litrami wody i odstawiamy na noc. Potrząsamy. Chłodzimy i pijemy sobie cały dzień"). Oczywiście- jak zapewnia Autorka- wszystkie dania są nietuczące i zdrowe :)))

Hania Bania- Hanna Bakuła, Muza 2007

Wybraliśmy się z Tomciem do biblioteki. W domu półki uginają się pod książkami, a my- mimo wszystko odwiedzamy "dom książki" w G. Chyba z przyzwyczajenia. Choć nie, ma to też aspekt wychowawczy. Tomcio ma dopiero 3 latka, ale chcę mu pokazać, że tak jak do piekarni po bułki chodzimy, to i do biblioteki również- po książki. Ot zwykła rzecz:) Jedno i drugie- nasz chleb codzienny. Zresztą w dziale dziecięcym jest kącik do zabawy - również z książeczkami - cudeńkami- a jakże - trudno byłoby taszczyć takie poczytajki do domu- bo są pokaźnych rozmiarów, mają mnóstwo różniastych przycisków, są składane, rozkładane, strrrrrasznie kolorowe, niektóre piszczące i śpiewające - UFF! Tak więc po wypożyczeniu książeczek zawsze jeszcze układamy puzzle, czytamy coś na miejscu i gramy. Pomysł takiego kącika okazał się strzałem w dziesiątkę, bo Mały wprost frunie do biblioteki, a ja nie mogę za nim nadążyć. Tyle, że dziś mieliśmy pecha...... pomyliłam dni :-) i dział dla dzieci był już zamknięty:(  Mój syn z niezadowoloną miną poczłapał za mną do działu dla dorosłych- gdzie....  tak się  ożywił, że zaczął mi uciekać, biegać między regałami, nie omieszkał zostawić śladów swoich paluszków na olbrzymim lustrze. A cóż ja?- Widziałam tylko karcące spojrzenia Pań Pracujących oraz Pań i Panów Wypożyczających, które na Tomku nie zrobiły żadnego wrażenia. Udało mi się tylko zabrać z półki "Fioletowy hibiskus"  i wprost wyfrunęliśmy z tej szacownej instytucji. Przeprowadziłam z Synem męską rozmowę na temat REGULAMINU. Wczoraj obiecał POPRAWĘ. Z drugiej strony- czy w bibliotece dla dorosłych musi być tak bardzo poważnie? A swoją drogą, po co komu w bibliotece lustro??? Może ma wizualnie powiększyć skromny, bądź co bądź,  księgozbiór?
piątek, 07 marca 2008

Dla każdego, kto ma przyjemność określać siebie mianem "mola książkowego"- jest to zagadnienie niezwykłej wagi. Świdruję w swojej pamięci- i nijak nie mogę sobie przypomnieć mojego pierwszego kontaktu z książką. Kiedyś nie było tych wszystkich książeczek- cudeńków, które umożliwiają maluchom bardzo wczesny kontakt z książeczkami- i to miły kontakt- z książkami poduszeczkami, przytulankami, piszczącymi, do kąpieli i bóg wie, co tam jeszcze. Były tylko książki zwykłe, papierowe, czasem brzydkie i szare- tak jak wiele rzeczy w minionym systemie- ale mimo wszystko- piękne- bo wtedy zaczynała działać dziecięca wyobraźnia. Może stąd tak wielu ludzi w moim wieku lubi czytać:-? Tak więc -pamięć zawodzi, gdy chcę sobie przypomnieć, kiedyż to  moje ręce dotknęły po raz pierwszy szeleszczących kartek,  nos poznał charakterystyczną woń farby drukarskiej, a wzrok zatrzymał się na licznych rzędach dziwnego literkowego maczku. Jednak gdzieś tam -w przepastnych szufladach mojej pamięci, skrywam jedno piękne wspomnienie-  wielki skarb-moją  pierwszą zapamiętaną książkę:

Był ciepły dzień. Nie wiem, jaka pora roku. Nie wiem, ile mogłam mieć lat. Mama zabrała mnie do.... dentysty. Po drodze weszłyśmy do małej księgarenki " na półgórce" i tam zakupiona została książka, którą tak dobrze pamiętam. Potem usiadłyśmy w poczekalni obskurnego peerelowskiego ośrodka zdrowia i zaczęłyśmy  przeglądać i czytać nową poczytajkę. Co chwila podrywałyśmy się ze swoich miejsc, gdy tylko głuchą ciszę przerywał odgłos zatrzaskiwanych gdzieś drzwi-  tak brutalnie wyrywający nas z prześlicznego świata "Bajeczek z obrazkami"  V. Sutiejeva. Zapomniałam o bożym świecie, o bólu,  nieprzyjemnej wizycie, a nudna biel ścian i kremowa olejna lamperia zmieszały się z kolorowymi ilustracjami.

Na "półgórce" koło szkoły już dawno nie ma małej księgarenki- zamast książek dostanie się tam teraz kremy, mydła, perfumy i inne mazidła. Ale i na mojej półce nie ma już "Bajeczek z obrazkami" . Zaczytałam je po prostu na śmierć:-(

Oto mój Brulion. Do robienia notatek. Do pisania na brudno. Do skreśleń, szkiców. A o czym? O tym, co lubię, co myślę. To Brulion o książkach i nie tylko. O świecie. Bo przecież świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką. " Ja opowiadam po prostu, com widział(a), mówił(a),czynił(a). A może to głupstwa, bo dla kogóż, u licha, piszę? Dla sławy? Ooo, nie! Nie jestem naiwny(a), znam swą wartość, Bogu dzięki! Dla wnuków? Phii! I cóż zostanie z papierzysków mych za jakieś lat dziesięć? (...) Dla kogóż tedy piszę? Dla siebie! Dla własnej uciechy piszę. Dlatego, że gdybym nie pisał(a), szlag by mnie po prostu trafił!"- powtórzę za Colasem Breugnon. Ot, muszę wszystko zapisać po porządku i basta:-)

1 ... 86 , 87 , 88 , 89