Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać
czwartek, 08 maja 2008

 Sto odcieni bieli

Dość długo zastanawiałam się jaką książkę zabrać z sobą w podróż do Azji. Wybór padł na "Sto odcieni bieli" i był to strzał w dziesiątkę.  Co ciekawe ta książka już od dawna rzucała mi się w oczy na bibliotecznej półce- zupełnie tak, jakby chciała mi powiedzieć- weź mnie i przeczytaj:) W końcu po nią sięgnęłam i nie żałuję.

 Induska Nalini opuszcza swoje ukochane Indie, by zamieszkać z dwójką dzieci i mężem w Anglii. Tutaj muszą zmierzyć się z dniem codziennym emigranta na Wyspach. Tutaj główna bohaterka poznaje tak naprawdę swojego męża i.... siebie.  Nie będę zdradzała treści książki, by nie popsuć przyjemności czytania lektury. Naprawdę warto. Książka jest niewątpliwie ciekawie skonstruowana. Wydarzenia na zmianę relacjonują Nalini i jej córka Maja. Do tego książka ta .... pachnie. Nalini wierzy w magiczną moc gotowania- bhadźi, dal, rasam, kiććadi, ghi, indźipuli pachną przez cały czas czytania- i to tak, że nie chce się oderwać od lektury. Ja zaczęłam rankiem i skończyłam w nocy. Inaczej być nie mogło:)

niedziela, 13 kwietnia 2008

 

Zaraza nas nie opuszcza:( I tak to trwa od świąt wielkanocnych. Teraz z dzieci przeniosło się na nas i tak psikamy wszyscy. A jak dzieciaczki są chore to wiadomo - wiszą na nas od rana do wieczora. Świetnie się sprawdza w chorobach i nie tylko książka Marty Bogdanowicz- Przytulanki, czyli wierszyki na dziecięce masażyki. Na Magdę Bogdanowicz natrafiłam dzięki mojej koleżance - logopedzie. A przytulanki pozwalaja zbudować wspaniałą więź uczuciową i fizyczną między dziećmi i rodzicami, książka zawiera zabawy oparte na dotyku, zwane masażykami . Dzieci podczas takich zabaw uspokajają się, relaksują, uczą koncentracji. Zabawa jest przednia- bo jak raz się zacznie to dzieci chcą jeszcze i jeszcze.

Na górze róże, na dole fiołki

Na górze róże,                         

Trzymamy dziecko na kolanach; dziecko zwrócone do nas twarzą.

 na dole fiołki,                              

Obejmujemy dziecko, rysujemy na jego barkach duże kwiaty,

my się kochamy,                         

 Na plecach, w ich dolenej części małe kwiatki

jak dwa aniołki                           

Przytulamy dziecko, krzyżując ręce na jego łopatkach

Bogdanowicz opracowała mnóstwo takich zabaw, wykorzystała znane i mniej znane wierszyki. Mnie i moim pociechom ta książka bardzo się podoba.

 

Przytulanki, czyli wierszyki na dziecięce masażyki- opracowała Marta Bogdanowicz

środa, 09 kwietnia 2008
 Błogosławiony niech będzie człowiek, który nie mając nic do powiedzenia, nie dostarcza tego dowodu w słowach.
   George Eliot
czwartek, 03 kwietnia 2008

pióro i kamień

Patricię Shaw odkryłam już jakiś czas temu. Zaczęło się od Zatoki orchidei - i ta nasza przyjaźń trwa do dziś. Nie zamierzam pisać wielkich słów o jej książkach- bo to niemożliwe. Patricia Shaw jest autorką fajnie napisanych czytadeł- strasznie dłuuuuugich- często 500 stron i więcej- zawsze Australia, Aborygeni, czasy pionierów, losy arystokracji, ale też i zwykłych prostych osadników, świetna intryga, miłość, jakaś zagadka do wyjaśnienia- lektura wciąga mnie niesamowicie. Tak było i tym razem- młoda Angielka Sibell przybywa do Australii, traci rodziców, zostaje bez środków do życia. Rozpieszczona, z dobrego domu musi stawić czoła trudnej rzeczywistości. A biorąc pod uwagę fakt, że to jednak Australia- tubylcy, krokodyle, węże, często prymitywni mężczyźni- no nie jest łatwo. Jeśli ktoś ma ochotę na coś lekkiego, dobrze napisanego- to proszę bardzo:)

 

Pióro i kamień- Patricia Shaw

poniedziałek, 31 marca 2008

 leichte Lektüre (c) mknauth

Moje dzieciaczki pochorowały się na święta i wszystko wywróciło się do góry nogami. Bo jak moje dzieci są chore, to my z mężem wpadamy w minorowy nastrój, martwimy się i czasami mam wrażenie, że dzieci są dzielniejsze niż my.  A ta zaraza trwa i trwa. I pomyśleć, ze mój Tomcio był raptem 20 minut w przedszkolu na zajączku- i w tym czasie zdążył złapać jakieś paskudztwo, które pozarażało wszystkich i wszystko w naszym domu- czasem to aż mam takie wrażenie, ze pająki po kątach też psikają. Najlepsze antidotum to dla Tomka oczywiście.... książki. Czytamy, czytamy, czytamy...... Nasłuchało się dziecię tych różnych opowieści- i w nocy budzi się z płaczem, że on chce jednak być strażakiem, a nie pilotem. A ja tęsknię za jakąś makulaturką dla siebie- dorwałam jakiś czas temu Patricię Shaw- z zestawu moich wyzwaniowych lektur- i takie to czytadło ciekawe,że wpadłam... Wieczorami jestem taka zmęczona, że naprawdę padam z nóg i marzę, żeby moje małe stadko poszło już spać, bym mogła znów przenieść się do innego świata:) Co ciekawe- Tomek uwielbia książki. ale jak widzi nas z mężem w stanie czytelniczego upojenia zdnerwowany podbiega, wydziera nam papier z rąk i woła- Już nie czytajcie. Nie lubię jak czytacie!- no i co tu zrobić?

Jean- Honore Fragonard ( ok 1770r.)

sobota, 29 marca 2008

 Dom z papieru

Czy książki mogą doprowadzić do szaleństwa? Odpowiedź znajdziecie w maleńkiej książeczce- opowiadaniu – Dom z papieru. Książkę przeczytałam dwa tygodnie temu , a ona sobie siedzi w mojej głowie i ani myśli z niej wyjść. Niech tak będzie i basta. Raz po raz cosik mi się z niej przypomina- no i muszę się nad tym zastanowić. Głęboko. Czyżby zamierzeniem autora było doprowadzenie i mnie do szaleństwa?Jak ktoś przeczyta już sam początek, nie może nie czytać dalej. Wszak to książka o książkach, o ich wielbicielach. Posłuchajcie: 

Książki zmieniają los ludzi. Niektórzy przeczytali Tygrysa Malajów  i zostali profesorami literatury na odległych uniwersytetach. Siddhartha przywiódł do buddyzmu dziesiątki tysięcy młodych ludzi, Hemingway przekształcił ich w sportowców, Dumas pogmatwał życie niezliczonym kobietom, a niejedną z nich uratowały od samobójstwa książki kucharskie. Bluma stała się ofiarą książek. 

Wszystko zaczyna się w dniu, kiedy Bluma Lennon kupiła w pewnej księgarni Poezje  Emily Dickinson. Biedaczka tak się zaczytała, że wpadła pod samochód. Jej następca na wydziale hispanistyki dostał pewnego dnia przesyłkę zaadresowaną do Blumy- w środku była książka- zniszczona, ze skorupą brudu między okładką a stroną tytułową. Profesor literatury postanawia odszukać nadawcę, by zwrócić mu ten nietuzinkowy egzemplarz i przekazać wiadomość o śmierci koleżanki. I tak się zaczynają perypetie związane z poszukiwaniem tego KOGOŚ, wyprawa w świat książek, antykwariuszy, moli książkowych- wyprawa iście filozoficzno-geograficzna, podczas której autor – Carlos Maria Dominguez- demaskuje rasowego bibliofila w sposób bezwzględny- wraz z jego zaletami i przywarami. A jeśli ktoś z nas ma zwyczaj takowym się określać- dowie się wielu ciekawych rzeczy na swój temat- faktów,  z których być może do tej pory nie zdawał sobie sprawy, które z jednej strony śmieszą a z drugiej zaczynają niepokoić. A muszę przyznać, że ów niepokój rośnie wraz z niechybnym zbliżaniem się do końca książki. Ale psst- nie zdradzę nic więcej…….Książka jest pięknie wydana- na okładce Księgarz Giuseppe Arcimboldiego, ciekawa faktura papieru- cacko dla bibliofilów- ku ozdobie ale i ku przestrodze…….

czwartek, 20 marca 2008

Fioletowy hibiskus 

J.M. Coetzee napisał o tej książce- Poruszajaca opowieść o dziecku, które przedwcześnie poznało siłę nietolerancji i najciemniejszą stronę życia.

Tym dzieckiem jest Kambili. Mieszka z bratem Jaja, rodzicami i służbą za wysokim murem w luksusowym domu w Enugu w Nigerii. Jej ojciec- Eugene w latach swojej młodości przyjął od misjonarzy religię chrześcijańską, wyjechał na studia do Anglii i powrócił do swej ojczyzny jako nadgorliwy i despotyczny neofita. Wiara w Chrystusa i Zbawienie stanowią istotę jego jestestwa. Z pogardą patrzy na tradycję,  język igbo i na swojego ojca Papa-Nnukwu- wiernego religii przodków. Czuje się też w obowiązku czuwać nad przestrzeganiem zasad religii katolickiej przez pozostałych członków rodziny. Uczestnictwo we mszy świętej, spowiedź, komunia, różaniec, modlitwa przed każdym posiłkiem, słuchanie w samochodzie Ave Maria, cotygodniowe odwiedziny u księdza Benedykta, dzielenie się bogactwem z innymi, czytanie Biblii, członkostwo w kółku różańcowym Naszej Pani od Cudownego Medalika, koszulka z napisem Bóg jest Miłością – to stałe elementy życia członków rodziny Eugene’a. Dziękuję ci, Panie czy  Bóg tak chciał-- te słowa często rozbrzmiewają w luksusowym domu z ogrodem. Ojciec nie znosi sprzeciwu- a za każdy przejaw niesubordynacji karze w sposób niebywale okrutny- bije, kopie, polewa wrzątkiem, znęca się psychiczne- a wszystko to w imię Miłości, w imię Zbawienia. Jaja, Kambili i ich matka starają się jak mogą zadowolić rodzica. Dłuższy pobyt u siostry ojca- Ifeomy pozwala Kambilii i jej bratu poznać inne życie- biedne, ale jakże szczęśliwe. Dom ciotki, w którym zawsze czegoś brakuje- jest oazą spokoju, śmiechu, radości i … Boga. To nic, że czasem nie ma wody, prądu, gazu, że nie starcza jedzenia. Dzieci ciotki uczą Kambili i Jaja co to znaczy tak naprawdę być rodziną. Chłopak dostaje od Ifeomy nasiona fioletowych hibiskusów, które tak pięknie ozdabiają jej ogród. Każe je zasadzić ogrodnikowi, podlewa je i dba o nie-  jak o wielki skarb.  Bo dla tej dwójki udręczonych dzieci- wiecznie przerażonych i przestraszonych, milczących- jest to skarb- fioletowe hibiskusy są uosobieniem prawdziwego szczęścia, miłości, radości i nadziei w życiu człowieka. Są wspomnieniem minionej chwili- ulotnej, a jakże szczęśliwej i ważnej. 

Ile Afryki jest w książce o Afryce? Jest ona gdzieś w tle- wojskowy zamach stanu, korupcja, tradycje plemienne, krajobraz. Afryka jest też nieodłączną częścią fabuły-  Afryka to ogromna przepaść między bogatą garstką a rzeszą biedaków,  religijna wrogość, wtrącenia w egzotycznym języku igbo,  to też nazwy  potraw – gulasz z jamu, fufu, onugbu.

Autorka skupia się jednak na postaciach- ich uczuciach, dojrzewaniu, relacjach w rodzinie, pierwszej miłości. Podczas lektury nieraz stawiałam sobie pytanie- do czego to wszystko prowadzi? Jak długo można tak żyć, godzić się na takie traktowanie- a z każdą przewróconą kartką narastały we mnie coraz bardziej bunt i oburzenie. Złość na członków rodziny za ich wiernopoddaństwo, pokorę, bierność. Złość Europejki- tak, tak- wychowanej w innej kulturze , w innych warunkach. Zakończenie jest zaskakujące- tak dla mnie jak i bohaterów powieści.  

Książka nigeryjskiej autorki- Chimamanda Ngozi ADICHIE- otrzymała, według mnie jak najbardziej zasłużenie, wiele nagród, również nominację do prestiżowego Bookera.    

 

Fioletowy hibiskus- Chimamanda Ngozi Adichie, Amber 2004

 

wtorek, 18 marca 2008
W końcu zdecydowałam się :) wezmę udział w kolejnym wyzwaniu czytelniczym- 6 Kontynentów. Dość długo zastanawiałam się, bo natłok obowiązków nie zawsze pozwala mi na częste obcowanie z książką. Zasada jest taka- muszę do 30 czerwca przeczytać po jednej książce z każdego kontynentu i napisać recenzję. Pomysł bardzo mi się podoba- spróbuję najpierw znaleźć coś na swojej półce, bo często kupuję książki na potem, ich sterta rośnie, a teraz jest doskonała okazja by stosik czekających w kolejce do czytania książeczek trochę się zmniejszył. Nic to, teraz gdy wyjeżdżam na spacer z moimi Pociechami, pcham jedną ręką wózek z naszym beniaminkiem, a w drugiej ręce trzymam książkę. No, a między nogami i wózkiem plącze się mój Starszy Synuś. Musimy dość dziwnie wyglądać:)) Nie ma to jak obowiązek czytelniczy- teraz już nie mam wyjścia- po prostu MUSZĘ CZYTAĆ!!!
niedziela, 16 marca 2008

Matylda z ZawrociaMatylda z Zawrocia Matylda z Zawrocia

Mimo tego, że te trzy książki tworzą pewien cykl, to każda z nich jest inna, każda ma inny klimat. To, co niewątpliwie je łączy- wszystkie są pięknie napisane.

Pierwsze moje wrażenie po otwarciu "Tego lata w Zawrociu" było takie- co za gmatwanina językowa. Przeczytałam jedną stronę i wróciłam- nie, tego nie da się przeczytać szybko. Zaczęłam czytać raz jeszcze, z większą uwagą, chłonęłam każde zdanie i delektowałam się nim. Prawdziwy majstersztyk- tylko właściwie sama już nie wiem - prozatorski czy poetycki? Wszystko zaczęło się od dziwnego testamentu, w którym babcia Aleksandra zapisała swej wnuczce Matyldzie dom na prowincji, w tytułowym Zawrociu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że obydwie panie tak naprawdę się nie znały- babcia z wnuczką minęły się , raz, moze dwa, gdzieś w przeszłości- i to wszystko. Matylda - jakże to imię spodobało mi się po tej lekturze- poznaje stary dom, a wraz z nim rodzinne sekrety. Jak się okazało, babka wciągnęła Matyldę w pewnego rodzaju grę. Ta podejmuje wyzwanie i zaczyna odgadywać babcine plany wobec jej osoby.

W drugiej części- "Górze śpiących węży"- lato minęło, nastała jesień- deszczowa i zimna. Matylda wraca do swojego mieszkania w Warszawie. Zawrocie jest gdzieś tam, daleko. I takie tu już pozostanie- za wyjątkiem kilku scen na końcu książki- obecne, a jakby nieobecne. Coś w rodzaju Ziemi Obiecanej, do której się tęskni i o której się marzy. Czytamy o zwykłym życiu Matyldy, o czym w pierwszej części zawrociowej trylogii Matylda tylko wspominała w swoich rozmowach z babcią - rodzina, relacje z matką, ojczymem, przybraną siostrą, praca w teatrze, związki z byłymi i obecnymi mężczyznami. Jest też wątek sensacyjny, rodzinna zagadka, są fotografie ojca i szare guziki w pawlaczu, jest wreszcie sen- koszmar. Książka wciąga niesamowicie.

"Maska Arlekina"-  ktoś stawia na grobie Filipa, pierwszego męża Matyldy, rzeźbę anioła, ktoś przysyła kartkę z Arlekinem, ktoś dzwoni, pojawiają się znajomi sprzed lat,   liczne znaki zapytania burzą spokój Matyldy. Ta zaczyna coraz częściej zastanawiać się nad tym, czy Filip, Świr- wizjoner, artysta sam wybrał przed laty Śmierć, czy też może został wepchnięty w jej ramiona?  "Maska Arlekina" to powieść psychologiczna, podróż w głąb siebie. Matylda tak naprawdę drążąc przeszłość- poznaje siebie, swoje reakcje, zmusza się do refleksji nad życiem. To ostatni rozdział historii o Zawrociu. Jednak nie wszystko zostało tu dopowiedziane do końca, wyjaśnione- czy nastąpi ciąg dalszy?:-)

Muszę przyznać, że ze wszystkich części najbardziej spodobały mi się dwie pierwsze. "Maska Arlekina" roztacza wokół siebie osobliwy klimat smutku, przygnębienia, śmierci. Gdy czytałam tę książkę akurat zostałam mamą, a rozdźwięk- tu Narodziny- tam Śmierć, spowodował, że zabalansowałam gdzieś pośrodku- i w takim stanie zawieszenia pozostałam aż do dziś. Niedawno odwiedziła mnie siostra. I jak to zwykle bywa- poplotkowałyśmy sobie na temat książek. Jest zachwycona "Maską Arlekina". A ja nie mogłam wykrzesać z siebie ni odrobiny zachwytu. Zaczynam  po prostu podejrzewać, że po ostatnią część trylogii o Zawrociu sięgnęłam w nieodpowiednim momencie.

Tego lata w Zawrociu, Góra śpiących węży, Maska Arlekina- Hanna Kowalewska