Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać

Ostatnio przeczytałam książkę

piątek, 29 września 2017

I się doczekałam kolejnego tomu. Dwójka śledczych: Pia Sander i Oliver von Bodenstein znów muszą rozwikłać zagadkę morderstw. Mała miejscowość w niemieckich górach Taunus – a tyle się dzieje. I to od kilku sezonów. Jednak mogę zapewnić, że nie ma przesytu. To trochę jak podglądanie kogoś z boku – i ciągle coś nowego. Począwszy od pierwszego tomu poznajemy nie tylko dwójkę głównych bohaterów, ale również inne osoby- ściśle lub luźno związane z Pią i Oliverem, z miejscowością czy wydziałem śledczym, gdzie pracują. Zmieniają się, jedni umierają, inni rodzą, wracają w rodzinne strony, wyjeżdżają. W najnowszym tomie przewija się naprawdę mnóstwo postaci. Ktoś policzył – jest ich prawie 60. To szerokie pole do popisu: co rusz przenosimy się ze śledztwem w inne miejsce, co rusz spotyka się kogoś innego. Mała miejscowość w Hesji istnieje naprawdę: Ruppertshain. Tutaj trup ściele się często i gęsto, ale autorka opisuje przecież to, co zna najlepiej – czyli okolice, w której sama od kilku lat mieszka. W najnowszej powieści wszystko zaczyna się od wypadku na campingu należącym do lokalnej gospody. W pożarze przyczepy ginie mężczyzna w dojrzałym wieku. Nie chcę tutaj zdradzać zbyt wiele, ale w kwestii morderstw i niebyt przyjemnych wypadków to jest zaledwie czubek góry lodowej. Śledztwo od samego początku nabiera rozpędu, a w trakcie jego prowadzenia wiadomo już, że: primo: i tym razem łatwo nie będzie; secundo: być może trzeba będzie sięgnąć do zdarzeń, które miały miejsce przed 40-u laty. Na czym polega szczególna trudność? Oliver von Bodenstein pochodzi z tych stron, wszystkich zna, niekiedy świetnie orientuje się w historii całych rodzin, koligacji. Tutaj spędził dzieciństwo. Trudno niekiedy dobrych znajomych, ba – przyjaciół traktować formalnie. A jak się okazuje trzeba po takie środki właśnie sięgnąć. Dotyczy to zwłaszcza tych znajomości szczególnych: bandy rówieśników z dziecięcych lat. I kiedy wydawać by się mogło, że powinny to być najpiękniejsze wspomnienia: bo wspólne włóczenie się po okolicy, psoty, wypady w naturę, rozmowy, zabawy - rzeczywistość okazuje się być zgoła inna. To bolesne wspomnienia: nagle okazuje się, że z perspektywy dorosłego widać pewne rzeczy inaczej, w szerszej perspektywie, których jako dziecko nie było się w stanie poddać analizie, właściwie zrozumieć. Mając doświadczenia nazbierane podczas długich lat życia łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie: kto był tym właściwym przyjacielem a kto wrogiem. I z takim krótkim wstępem Was zostawiam, bo nie chcę oczywiście psuć lektury wyjawiając z byt wiele. Dodam jeszcze, że tak jak i w innych powieściach cyklu śledztwo jest prowadzone jednym torem, natomiast autorka zdradza nam wiele na temat życia prywatnego obojga śledczych. Związek Pii się rozwija, Oliver ma bardziej skomplikowaną sytuację życiową. Dochodzą do tego coraz problemy z córką, która – ma charakterek, oj, ma. Książka wielkich gabarytów, 712 stron – czyta się szybko. Na pewno w jej towarzystwie warto spędzić długie jesienne wieczory.

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 28 września 2017

Pamiętam jak kilka lat temu, kiedy odłożyłam ostatni tom Cukierni, pomyślałam sobie: szkoda, że to już koniec. Książki czytane przez wszystkie panie w mojej rodzinie, pożyczane sąsiadkom, koleżankom. Kupowane pod choinkę, na prezenty. (Zawsze był to trafiony prezent). Teraz wszystkie ucieszyłyśmy się, że jest kontynuacja. Miejsce jest znane: Gutowo i najbliższe okolice. Niektórzy bohaterowie pojawili się w pierwszej serii. Teraz odwiedzamy ich znów, pojawiają się nowe osoby i nowe wątki. Na całe szczęście Gutowo liczy sobie kilka tysięcy mieszkańców, stąd nadzieja, że autorka – Małgorzata Gutowska- Adamczyk coś na pewno jeszcze w przyszłości wymyśli. To lektura dla tych, którzy lubią wspomnienia rodzinne, wycieczki do przeszłości, niedomówienia podczas opowieści i czekanie na rozwiązanie zagadki. Właśnie na to ostatnie trzeba będzie trochę poczekać, bowiem w pierwszym tomie jest kilka nierozstrzygniętych kwestii, tajemnice, krzywdy sprzed lat. W planach – kolejne dwa tomy i wierzcie mi, trudno się będzie doczekać. Autorka uchyla rąbka tajemnicy powolutku, na razie tworzy klimat, przedstawia swoich bohaterów i skomplikowane relacje między nimi. Koncentruje się na rodzinie Hrysiów – znani w okolicy cukiernicy biorą udział w konkursie na najlepszy wyrób cukierniczy. Cukiernia pod Amorem proponuje proste ciasteczko z … wróżbą. Siła tkwi właśnie w prostocie. Wystarczy skusić się na słodki smakołyk, a zwinięta w środku karteczka podpowie, co daną osobę być może czeka w przyszłości. Wszyscy po kolei kuszą się na słodkości i wszyscy łakomie pochłaniają oczami przepowiednie. Co ciekawe – wiele z nich faktycznie pasuje do życiorysów i obranych dróg. A czy ciastko wygra konkurs?

Gutowo odwiedzają dwie kobiety: Monika i Teresa. Obydwie bogate, spełnione w życiu. Czegoś jednak szukają, chcą zrozumieć, uciekają we wspomnienia. Krocząc uliczkami Gutowa, odwiedzając dawne miejsca ich bytności, budzą pamięć, przywołują ludzi, których dawno już nie ma. Z drugiej strony budzą też demony: każda z nich ma coś do ukrycia. Przez wiele lat spychane do zakamarków pamięci, teraz pojawiają się ze zdwojoną siłą, domagają się wyjaśnień, wyciągnięcia na światło dzienne. Tymczasem w cukierni praca wre. Dochodzi do konfliktów właściciela z synem. Waldemar wynajmuje nawet prywatnego detektywa, który ma wyjaśnić zagadkę tajemniczego częstego znikania Zbyszka. Kiedy okazuje się, że powód jest prosty i dość przewidywalny: kobieta, czujność rodziców Hryciów na chwilę zostaje uśpiona.

Książka oprócz ciekawych wątków fabularnych zawiera interesujące tło społeczno – historyczne. Powojenna Polska, czas wprowadzania komunizmu, czasy współczesne. Autorka co rusz opisuje jakąś ciekawostkę dotycząca danego życia: mnie wciągnął opis uprawy lnu. Dziś, kiedy ubrania z tej tkaniny są bardzo drogie, aż wierzyć się nie chce, że dawniej nawet biedota wiejska biegała na co dzień w lnianych sukienkach i portasach.

Niezmiernie miło było znów odwiedzić stare kąty. Trochę jak bohaterki – Monika I Teresa – również i my krążymy wśród starych kamieniczek, ogrodów, maleńkich sklepików. Szukamy tego, co poznaliśmy kiedyś. Ta książka ma coś z rodzinnej gawędy. Dawniej w jesienne i zimowe wieczory siadało się w kuchni przy stole i wspominało, opowiadało zasłyszane historie po raz setny. Gutowska tak właśnie pisze – snuje swoje opowieści, koncentruje się na jakimś szczególe, komplikuje ludzkie losy. Ku naszej uciesze – bo książka na pewno może się spodobać. Mało tego – nie można doczekać się kontynuacji. Mam nadzieję, że ta szybko nastąpi.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

środa, 23 sierpnia 2017

Lubię książki z pokręconymi losami ludzi. Gdzie nic nie jest łatwe i przewidywalne. Jutro jest niepewne, a co dopiero bliższa czy dalsza przyszłość w szerszej perspektywie. Gdzie nagle okazuje się, że jedno wydarzenie miało brzemienne skutki i wielki wpływ na życie pojedynczych ludzi. I lubię oglądać takie wydarzenia oczami zwykłych ludzi. Poznać ich opinię, spojrzenie na pewne fakty. Gdyby mówić o ofiarach ostatniej wojny – na pewno liczby robią wrażenie. Kiedy poznaje się ból i łzy jednostek, wagę cierpienia – czytelnik płacze razem z nimi i …cierpi. Bo wchodzi w czyjeś życie – może nawet z buciorami, bezwstydnie ogląda sceny z rodzinnej nie do końca sielanki, zna tajemnice czterech ścian, które skrzętnie ukrywa się nawet przed najbliższą rodziną. Denerwuje się, że nie może niczego zmienić, współczuje, gdy ktoś odchodzi na zawsze, w końcu zastanawia się jakby sam się poczuł, gdyby przyszło mu stracić dom. Książka Aidy Amer świetnie wpisuję się we współczesność, gdzie wędrówki ludów stały się faktem, tematem codziennym. Wprawdzie nas nie dotyczą, ale co jakiś czas można w serwisach informacyjnych zobaczyć setki, tysiące ludzi zmuszonych, bądź na skutek własnych decyzji, zmienić totalnie swoje życie, o sto osiemdziesiąt stopni, osiąść gdzieś indziej, w zupełnie obcym miejscu. Przesiedlenia to też kawał naszej historii. Temat gdzieś spychany na margines, teraz w powiązaniu z wydarzeniami w innych krajach, nagle ożywa. Sytuacja Prus Wschodnich (Boże, gdzie to było, słyszy się czasem), wysiedlenia, przesiedlenia. Wyrazy często pojawiają się co rusz w artykułach, a słowa odbijają się echem w powszechnej świadomości. Dwie rodziny: Stuhlmacherów i Sztulmowców, nie znający się nigdy wcześniej. Łączy ich dom: opuszczony przez jednych, zamieszkały przez drugich. Chichot historii, która  w pewnym sensie zatacza koło. Tu nie ma miejsca na tanie gadanie, łatwe rozwiązania, jakieś ersatze. Trzeba dostosować się do nowej sytuacji. Jedni uciekają, nadchodzą drudzy. Są tylko pionkami w grze, która zwie się historią, do której gry plan ułożyli możni i niemożni tego świata. A ten obserwujemy z różnych perspektyw: raz do głosu dochodzą Niemcy Stuhlmacherowie, raz Polacy Sztulmowcy. To nie powieść rzeka, w której jedno wynika z drugiego. To taka powieść patchwork, pozszywana ze skrawków pamięci swoich bohaterów. Wplątani nawet wbrew własnej woli w wichry wojen, przemian społecznych próbują żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i naturą. Ona też jest tu bohaterem. Tytułowe ptaki pojawiają się gdzieniegdzie i nie tylko tworzą specyficzny koloryt, ale jednocześnie silnie związane są z losami książkowych postaci. Nie jest to łatwa książka – trochę trwa zanim czytelnik się do niej przekona. Trzeba rozszyfrować zamiar autorki, która też pochodzi z różnych światów. Ciekawym doświadczeniem jest poznać świat przesiedleń, pojedynczych osób w czasie ostatniej wojny i po z perspektywy, której bliskie są różne kultury.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 30 listopada 2016

Lektura dla miłośników kotów i dla tych, którzy nie boją się eksperymentowania ze sztuką. Bo może nie każdy pogodzi się z tym, że jego ukochana z obrazu wielkiego Leonarda – mam na myśli – Mona Lizę – ma twarzyczkę pięknej kotki. Albo Vivien Leigh – słynna Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”, tańczy z kocim wdziękiem i  … kocim pyszczkiem skrytym pod wdowim welonem. Podróż przez różne epoki i style. Od starożytności po współczesność. Słynne dzieła, przerobione na kocią nutę. Niektóre portrety, inne tłumne sceny, na których roi się od kotów różnej maści. Potraktowanie sztuki z przymrużeniem oka. Bo wiele z tych dzieł wywołuje drżenie serca i gęsią skórkę u mecenasów,  wielbicieli dzieł malarskich. Tu tymczasem potraktowanie tych perełek, cennych, drogocennych wręcz, trochę z jajem, dla zabawy. Podobnie sceny z kultowych filmów. Celebryci, gwiazdy ekranu z kocimi pyszczkami, wąsami i uszkami. Oczywiście uwzględniono historię kina – czarno-białe takie pozostało: na przykład Flip i Flap i Charlie Chaplin.

Proszę Państwa, koty na tych obrazach mają wdzięk, wiele uroku. Miłośnicy kotów będą zachwyceni. Ich pupile w roli głównej. I to jakiej.

Wiek dla każdego

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 18 października 2016

Do lektury zachęciła mnie medialna otoczka związana z przeniesieniem powieści na wielki ekran. W dodatku lubię Macieja Stuhra – zatem nic tylko sięgać po książkę (w myśl zasady: najpierw książka – potem film). Ekranizacji powieści jeszcze nie widziałam : choć ciekawa jestem, nie powiem, jak wyglądają bohaterowie - koledzy z policji, jak pokazano komunistyczną rzeczywistość u naszych południowych sąsiadów. Muszę przyznać – niewiele wiem o rzeczywistości w byłej Czechosłowacji, o procesie przemian, który dotknął ten kraj w latach 90-tych ubiegłego wieku. Ciekawym doświadczeniem było poznanie kulisów i mechanizmów – które w wielu aspektach podobnie wyglądały  jak u nas, w  Polsce.

Richard Krauze jest młodym śledczym w słowackiej policji kryminalnej. Głowa rodziny, dociekliwy, w przeszłości utalentowany uczeń. Należy do chłopaków z charakterem, którzy kierują się zasadami moralnymi – zupełnie niepodatni na łapówki i tanie rozwiązania. Nie odpuszcza, nie chodzi na skróty – ryzykując przy tym życie. To taki przypadek, który spędza sen z oczu swoim przełożonym. Szczególnie gdy chodzi o sprawę z przeszłości, w którą mogą być zamieszane wysoko postawione osoby. Jednak na Krauzem nie robią wrażenia żadne uwagi i insynuacje szefa czy ministra. Podświadomie czuje, że musi wyjaśnić sprawę feralnego gwoździa, który znaleziono w zwłokach dawnego kościelnego. Makabryczne odkrycie stało się okazją do poznania ciekawego tła społecznego, politycznego i historycznego dawnej Czechosłowacji. Komunistyczna rzeczywistość, zastraszeni ludzie wrabiani w różne przekręty   i plany władz. Świat, wydawać by się mogło, bez żadnych norm moralnych. A jednak jest miejsce na dobro i wiarę w przyszłość. Podczas lektury nie opuszczała mnie myśl, że z książki Dana bije swego rodzaju przesłanie do czytelnika – nieważne jaka zbrodnia, nieważne kim jest sprawca. Zawsze nadejdzie czas, kiedy cała prawda wyjdzie na jaw.

Książkę czyta Maciej Stuhr, który w filmie zagrał Richarda. Podoba mi się jego interpretacja. Próbuje w wielu miejscach nadać słowacki i czeski klimat. Intonuje odpowiednio głos, zmienia jego barwę, nadaje charakter danej postaci. Widać, że w tej książce czuje się jak ryba w wodzie. Bardzo mi się podobała jego interpretacja.

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 04 października 2016

 

Minecraft specjalnej reklamy nie potrzebuje. Wystarczy się tylko rozejrzeć wśród znajomych moich synów – na prawo i lewo liczni miłośnicy tej gry, nieważne czy dziewczyna czy chłopak. „Księga sekretów ocalałych” to coś w rodzaju przewodnika i poradnika, który pomaga odnaleźć się w świecie Minecrafta. Jest przydatny w kwestii tworzenia strategii przetrwania. Głównymi bohaterami tej niepozornej, ale i poręcznej książki, są Ocalali. Mają oni do wypełnienia mnóstwo zadań: eliminowanie zagrożeń, przeprowadzanie misji zwiadowczej, ocena potencjalnych lokalizacji, budowę bazy, produkcję broni, walka z mobami. Dla kogoś, kto nie miał do czynienia z Minecraftem, brzmi to wszystko jak z innego świata. To na pewno jest inny świat – wirtualny, ale jeśli ktoś porusza się w grze, wówczas na pewno szybko odnajdzie się w lekturze. Założyciel i przywódca Ocalałych – Szef – zdradza plany swoich podwładnych i ich wynalazki. To właśnie treść tej książki. Podpowiada jak przygotować broń tradycyjną, broń improwizowaną, jak przygotować systemy ochronne, plan bazy, jak odeprzeć wroga, który czai się u bram. Szczegółowo krok po kroku rozpracowuje walkę na własnym terenie i walkę w terenie w ogóle. Na końcu znajdziecie miejsce na swoje notatki. Można przedstawić swoje wynalazki, sposób obrony swojej bazy, opracowane przez siebie strategie, najsprytniejsze taktyki ataku na wroga, najgenialniejsze pułapki. W książce znajdziecie mnóstwo małych obrazków i tabelek, które pomogą zrozumieć tekst. Tego tekstu zresztą do danego zagadnienia jest niewiele. Gracz może czytać i grać jednocześnie. A jeśli ktoś nie dysponuje grą, może pograć … książkowo:)

Wiek 13+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 09 sierpnia 2016

Pamiętacie Billie, która razem z mamą po śmierci ojca przeprowadziła się do niebieskiego domku, w którym działy się różne dziwne rzeczy? W „Szklanych dzieciach” pojawił się również pewien chłopiec Alladin, który towarzyszył Billie razem z Simoną przy wyjaśnianiu zagadki. Teraz to 12-letni Alladin jest głównym bohaterem. Przed laty rodzina chłopca przybyła do szwedzkiego Ahus z dalekiej Turcji. Od pewnego czasu rodzinny interes ponosi fiasko – mała restauracja nie zapewnia odpowiednich dochodów tak jak to było dawniej. Na dodatek ktoś kradnie jedzenie z kuchni. Rodzina musi się przenieść do wieży ciśnień i tylko jakiś cud sprawi, że nie będzie musiała wrócić w rodzinne strony. Na dworze zapanowała zima i Alladin co jakiś czas widuje tajemniczego chłopca w sweterku jakby z innej epoki i w krótkich spodenkach. Postać jak szybko się pojawia, tak szybko również znika. Czy Alladinowi uda się rozwiązać tę zagadkę? A może jemu i dwóm koleżankom uda się również rozwiązać zagadkę tajemniczego srebra, które zaginęło blisko 100 lat temu?

Wiele tu znaków zapytania, jednak najważniejszym jest ten, czy Alladin będzie musiał opuścić Szwecję, która stała się jego drugim domem. Oprócz ciekawej fabuły, porządnej dawki grozy drugi tom cyklu porusza również bardzo ważny i aktualny temat – uchodźców. Dzieci mogą poznać ich codzienne problemy, dylematy. Alladin boi się o jutro, o swoją rodzinę – to przecież tematy, które co rusz poruszane są w różnych mediach. Tutaj mają okazję poznać ten problem z perspektywy 12-letniego dziecka.

Przygody, tajemnice, napięcie, zjawa. Mieszanka powieści detektywistycznej, thrillera, obyczajowej. Lektura oprócz rozrywki daje do myślenia w różnych aspektach: empatii, tożsamości, troski o przyszłość.

Kristina Ohlsson do tej pory bardziej kojarzyła nam się z kryminałami dla dorosłych. Mając takie doświadczenie zawodowe: politolog, pracownik szwedzkiego MSZ-u, analityk policyjny,  nie sposób się dziwić, że spod jej ręki „wychodzą” dobre książki grozy. Tymczasem postanowiła napisać również książkę dla dzieci, a właściwie serię, bowiem całość obejmuje trzy tytuły: „Szklane dzieci”, „Srebrny chłopiec” i „Kamienne anioły”.

Wiek 13+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 07 sierpnia 2016

Uwielbiam Joannę Chyłkę i uwielbiam interpretację Gosztyły!

wtorek, 02 sierpnia 2016

Lubię książki z dawnej epoki. Jeśli tylko mam możliwość, sięgam po nie. Zwłaszcza takie, które po raz pierwszy zostały przetłumaczone na język polski. Stąd bardzo byłam ciekawa najnowszej powieści W. Collinsa „Córki niczyje”.

Znajdziemy w niej mieszaninę różnych gatunków: sensacji, romansu, powieści obyczajowej. Książka inna niż współczesne. Fabuła niespieszna, przebogaty język opisów. Literatura, w której słowo było zdecydowanie na pierwszym miejscu. Jest tu również intryga, która rozwija się stopniowo budząc ciekawość i napięcie. Książka bardzo gruba (768 stron) – akurat na wakacyjne delektowanie się.

Dwie siostry 26-letnia Nora i 18-letnia Magdalen Vanstone doświadczają nagłej śmierci obojga rodziców. Przy tej okazji na światło dzienne wychodzą sprawy, o których siostry wcześniej nie miały pojęcia. Okazuje się bowiem, ze obie są nieślubnymi dziećmi. Całe ich dziedzictwo: bogata fortuna ojca, piękny rodzinny dom, cenione w towarzystwie nazwisko – przepadają. Nora i Magdalen muszą stawić czoła trudnej rzeczywistości, poznać strony życia, które były im zupełnie obce w beztroskim, pełnym miłości i ciepła rodzinnym „tamtym życiu”.  Ze strony krewnych nie ma pomocnej ręki i zrozumienia. Jak hieny odbierają wszystko oprócz honoru i godności. To one trzymają w ryzach obie kobiety, które muszą od tej pory same troszczyć się o swój los, zarabiać na życie. I gdy Nora zdaje się być pogodzona z takim losem, energiczna i odważniejsza Magdalen zamierza odzyskać to, co utraciły. Mało tego – pragnie również zemsty.

Klasyczna XIX wieczna powieść. Jeśli wyobrazimy sobie, ze Wilkie Collins ze swoimi powieściami konkurował z samym Dickensem (ponoć obaj panowie też się z sobą przyjaźnili), to na pewno już wiemy, jaka proza czeka na nas w tej powieści. W dobie współczesnych, bardzo spiesznych, często przegadanych książek, znajdziemy tutaj opisy dawnej epoki, w której tak ważnym elementem życia było przebywanie w odpowiednim towarzystwie. Collins opisuje ze szczegółami tamten świat, zakamarki ludzkiej duszy, człowieczą naturę. Obnaża słabości, pokazuje do czego zdolni byli ludzie w pogoni za majątkiem, ciekawie przedstawia ówczesną sytuację kobiet. Wiek XIX to wszak epoka, w której zdecydowanie rządzili mężczyźni. To w końcu sztywne zasady współżycia, konwenanse, które były jak gorset, uciskały, jeśli nie dusiły wręcz.

 

Książkę czyta się dobrze, choć nie ukrywam, że jeśli ktoś jest przyzwyczajony tylko do współczesnej literatury musi się przestawić na inny odbiór literatury. I prywatnie cieszę się, że takie perełki znajdują miłośników na początku 21 wieku. Książka liczy sobie ponad 100  lat, a nic nie straciła na świeżości.

Wydawnictwo MG

 

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Ella, dziennikarka z USA, dowiaduje się o tragicznej śmierci swoich rodziców. Od dłuższego czasu pomiędzy młodą kobietą a nimi nie układało się dobrze. Wizyta w rodzinnym domu w Norwegii jest bardzo bolesna. Na miejscu Ella dowiaduje się, że w mieszkaniu w piwnicy zamieszkała dziwna starsza kobieta. To Rachela. Obie kobiety poznają się. Do zacieśnienia stosunków dąży zwłaszcza Rachela – nachalna, narzucająca się. Początkowa niezbyt miła znajomość, taka „na przymus”, przechodzi różne etapy od niechęci, poprzez ciekawość, zrozumienie, współczucie, wzruszenie i … zdziwienie. Ella poznaje losy Racheli, która w czasie wojny musiała opuścić swoich biologicznych rodziców, dom w Bratysławie. Razem ze starszym bratem Aronem zamieszkała dzięki Pomocy Nansenowskiej u norweskiej rodziny na dalekiej Północy.

Mnóstwo wątków, postaci, poplątane życiorysy różnych ludzi. Na końcu wszystko układa się w dobrze przemyślaną całość. Ciekawe opisy życia wojennego, prześladowania, dobrzy ludzie, którzy w czasach terroru mieli odwagę pomóc innym. Również źli – którzy za parę srebrników byli zdolni, zdradzić, wydać i donieść. Ta wojna odsłania najbardziej wstydliwe i ciemne zakamarki ludzkiej duszy.

Oczywiście mamy wiedzę na ten temat, ilu ludzi zginęło w czasie ostatniej wojny. Liczby te przerażają. Jednak zawsze bardziej przerażające jest cierpienie jednostki. Losy pojedynczego człowieka bolą okropnie. Życie Racheli jest bogate w wyjazdy na zawsze, pożegnania, poszukiwania. Ludzkie dramaty, które łapią za serce – tutaj przedstawione w szczegółach, na różnych etapach od dziecka, poprzez młodość, starość.

Autorka ukazała swoje bohaterki w różnych światach. Przede wszystkim teraźniejszość. Jednak co rusz razem z Rachelą przenosimy się do przeszłości: do kamienicy, w której mieszkała z rodzicami i wścibskimi sąsiadami, do żydowskiej kawiarni, w której jej przyjaciel dobrotliwie zwany przez wszystkich Einsteinem, prowadził z innymi polityczne, społeczne i filozoficzne dysputy. Do Bergen w Norwegii, gdzie mała Rachela zamieszkała z dobrą ale bojaźliwą Siegrid i jej surowym mężem Johannem. Do powojennej Norwegii, w której Rachela próbowała odnaleźć szczęście u boku szarmanckiego czarnowłosego przystojniaka.

Książka pokazuje, że niekiedy musi upłynąć dużo wody w rzece, zanim znajdzie się odpowiedź na nurtujące pytania. Muszą paść bolesne słowa, trzeba dowiedzieć się trudnej prawdy, by po latach niezrozumienia, smutku i strachu w końcu znaleźć ukojenie i spokój serca i duszy.

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16