Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać

Ostatnio przeczytałam książkę

środa, 30 listopada 2016

Lektura dla miłośników kotów i dla tych, którzy nie boją się eksperymentowania ze sztuką. Bo może nie każdy pogodzi się z tym, że jego ukochana z obrazu wielkiego Leonarda – mam na myśli – Mona Lizę – ma twarzyczkę pięknej kotki. Albo Vivien Leigh – słynna Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”, tańczy z kocim wdziękiem i  … kocim pyszczkiem skrytym pod wdowim welonem. Podróż przez różne epoki i style. Od starożytności po współczesność. Słynne dzieła, przerobione na kocią nutę. Niektóre portrety, inne tłumne sceny, na których roi się od kotów różnej maści. Potraktowanie sztuki z przymrużeniem oka. Bo wiele z tych dzieł wywołuje drżenie serca i gęsią skórkę u mecenasów,  wielbicieli dzieł malarskich. Tu tymczasem potraktowanie tych perełek, cennych, drogocennych wręcz, trochę z jajem, dla zabawy. Podobnie sceny z kultowych filmów. Celebryci, gwiazdy ekranu z kocimi pyszczkami, wąsami i uszkami. Oczywiście uwzględniono historię kina – czarno-białe takie pozostało: na przykład Flip i Flap i Charlie Chaplin.

Proszę Państwa, koty na tych obrazach mają wdzięk, wiele uroku. Miłośnicy kotów będą zachwyceni. Ich pupile w roli głównej. I to jakiej.

Wiek dla każdego

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 18 października 2016

Do lektury zachęciła mnie medialna otoczka związana z przeniesieniem powieści na wielki ekran. W dodatku lubię Macieja Stuhra – zatem nic tylko sięgać po książkę (w myśl zasady: najpierw książka – potem film). Ekranizacji powieści jeszcze nie widziałam : choć ciekawa jestem, nie powiem, jak wyglądają bohaterowie - koledzy z policji, jak pokazano komunistyczną rzeczywistość u naszych południowych sąsiadów. Muszę przyznać – niewiele wiem o rzeczywistości w byłej Czechosłowacji, o procesie przemian, który dotknął ten kraj w latach 90-tych ubiegłego wieku. Ciekawym doświadczeniem było poznanie kulisów i mechanizmów – które w wielu aspektach podobnie wyglądały  jak u nas, w  Polsce.

Richard Krauze jest młodym śledczym w słowackiej policji kryminalnej. Głowa rodziny, dociekliwy, w przeszłości utalentowany uczeń. Należy do chłopaków z charakterem, którzy kierują się zasadami moralnymi – zupełnie niepodatni na łapówki i tanie rozwiązania. Nie odpuszcza, nie chodzi na skróty – ryzykując przy tym życie. To taki przypadek, który spędza sen z oczu swoim przełożonym. Szczególnie gdy chodzi o sprawę z przeszłości, w którą mogą być zamieszane wysoko postawione osoby. Jednak na Krauzem nie robią wrażenia żadne uwagi i insynuacje szefa czy ministra. Podświadomie czuje, że musi wyjaśnić sprawę feralnego gwoździa, który znaleziono w zwłokach dawnego kościelnego. Makabryczne odkrycie stało się okazją do poznania ciekawego tła społecznego, politycznego i historycznego dawnej Czechosłowacji. Komunistyczna rzeczywistość, zastraszeni ludzie wrabiani w różne przekręty   i plany władz. Świat, wydawać by się mogło, bez żadnych norm moralnych. A jednak jest miejsce na dobro i wiarę w przyszłość. Podczas lektury nie opuszczała mnie myśl, że z książki Dana bije swego rodzaju przesłanie do czytelnika – nieważne jaka zbrodnia, nieważne kim jest sprawca. Zawsze nadejdzie czas, kiedy cała prawda wyjdzie na jaw.

Książkę czyta Maciej Stuhr, który w filmie zagrał Richarda. Podoba mi się jego interpretacja. Próbuje w wielu miejscach nadać słowacki i czeski klimat. Intonuje odpowiednio głos, zmienia jego barwę, nadaje charakter danej postaci. Widać, że w tej książce czuje się jak ryba w wodzie. Bardzo mi się podobała jego interpretacja.

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 04 października 2016

 

Minecraft specjalnej reklamy nie potrzebuje. Wystarczy się tylko rozejrzeć wśród znajomych moich synów – na prawo i lewo liczni miłośnicy tej gry, nieważne czy dziewczyna czy chłopak. „Księga sekretów ocalałych” to coś w rodzaju przewodnika i poradnika, który pomaga odnaleźć się w świecie Minecrafta. Jest przydatny w kwestii tworzenia strategii przetrwania. Głównymi bohaterami tej niepozornej, ale i poręcznej książki, są Ocalali. Mają oni do wypełnienia mnóstwo zadań: eliminowanie zagrożeń, przeprowadzanie misji zwiadowczej, ocena potencjalnych lokalizacji, budowę bazy, produkcję broni, walka z mobami. Dla kogoś, kto nie miał do czynienia z Minecraftem, brzmi to wszystko jak z innego świata. To na pewno jest inny świat – wirtualny, ale jeśli ktoś porusza się w grze, wówczas na pewno szybko odnajdzie się w lekturze. Założyciel i przywódca Ocalałych – Szef – zdradza plany swoich podwładnych i ich wynalazki. To właśnie treść tej książki. Podpowiada jak przygotować broń tradycyjną, broń improwizowaną, jak przygotować systemy ochronne, plan bazy, jak odeprzeć wroga, który czai się u bram. Szczegółowo krok po kroku rozpracowuje walkę na własnym terenie i walkę w terenie w ogóle. Na końcu znajdziecie miejsce na swoje notatki. Można przedstawić swoje wynalazki, sposób obrony swojej bazy, opracowane przez siebie strategie, najsprytniejsze taktyki ataku na wroga, najgenialniejsze pułapki. W książce znajdziecie mnóstwo małych obrazków i tabelek, które pomogą zrozumieć tekst. Tego tekstu zresztą do danego zagadnienia jest niewiele. Gracz może czytać i grać jednocześnie. A jeśli ktoś nie dysponuje grą, może pograć … książkowo:)

Wiek 13+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 09 sierpnia 2016

Pamiętacie Billie, która razem z mamą po śmierci ojca przeprowadziła się do niebieskiego domku, w którym działy się różne dziwne rzeczy? W „Szklanych dzieciach” pojawił się również pewien chłopiec Alladin, który towarzyszył Billie razem z Simoną przy wyjaśnianiu zagadki. Teraz to 12-letni Alladin jest głównym bohaterem. Przed laty rodzina chłopca przybyła do szwedzkiego Ahus z dalekiej Turcji. Od pewnego czasu rodzinny interes ponosi fiasko – mała restauracja nie zapewnia odpowiednich dochodów tak jak to było dawniej. Na dodatek ktoś kradnie jedzenie z kuchni. Rodzina musi się przenieść do wieży ciśnień i tylko jakiś cud sprawi, że nie będzie musiała wrócić w rodzinne strony. Na dworze zapanowała zima i Alladin co jakiś czas widuje tajemniczego chłopca w sweterku jakby z innej epoki i w krótkich spodenkach. Postać jak szybko się pojawia, tak szybko również znika. Czy Alladinowi uda się rozwiązać tę zagadkę? A może jemu i dwóm koleżankom uda się również rozwiązać zagadkę tajemniczego srebra, które zaginęło blisko 100 lat temu?

Wiele tu znaków zapytania, jednak najważniejszym jest ten, czy Alladin będzie musiał opuścić Szwecję, która stała się jego drugim domem. Oprócz ciekawej fabuły, porządnej dawki grozy drugi tom cyklu porusza również bardzo ważny i aktualny temat – uchodźców. Dzieci mogą poznać ich codzienne problemy, dylematy. Alladin boi się o jutro, o swoją rodzinę – to przecież tematy, które co rusz poruszane są w różnych mediach. Tutaj mają okazję poznać ten problem z perspektywy 12-letniego dziecka.

Przygody, tajemnice, napięcie, zjawa. Mieszanka powieści detektywistycznej, thrillera, obyczajowej. Lektura oprócz rozrywki daje do myślenia w różnych aspektach: empatii, tożsamości, troski o przyszłość.

Kristina Ohlsson do tej pory bardziej kojarzyła nam się z kryminałami dla dorosłych. Mając takie doświadczenie zawodowe: politolog, pracownik szwedzkiego MSZ-u, analityk policyjny,  nie sposób się dziwić, że spod jej ręki „wychodzą” dobre książki grozy. Tymczasem postanowiła napisać również książkę dla dzieci, a właściwie serię, bowiem całość obejmuje trzy tytuły: „Szklane dzieci”, „Srebrny chłopiec” i „Kamienne anioły”.

Wiek 13+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 07 sierpnia 2016

Uwielbiam Joannę Chyłkę i uwielbiam interpretację Gosztyły!

wtorek, 02 sierpnia 2016

Lubię książki z dawnej epoki. Jeśli tylko mam możliwość, sięgam po nie. Zwłaszcza takie, które po raz pierwszy zostały przetłumaczone na język polski. Stąd bardzo byłam ciekawa najnowszej powieści W. Collinsa „Córki niczyje”.

Znajdziemy w niej mieszaninę różnych gatunków: sensacji, romansu, powieści obyczajowej. Książka inna niż współczesne. Fabuła niespieszna, przebogaty język opisów. Literatura, w której słowo było zdecydowanie na pierwszym miejscu. Jest tu również intryga, która rozwija się stopniowo budząc ciekawość i napięcie. Książka bardzo gruba (768 stron) – akurat na wakacyjne delektowanie się.

Dwie siostry 26-letnia Nora i 18-letnia Magdalen Vanstone doświadczają nagłej śmierci obojga rodziców. Przy tej okazji na światło dzienne wychodzą sprawy, o których siostry wcześniej nie miały pojęcia. Okazuje się bowiem, ze obie są nieślubnymi dziećmi. Całe ich dziedzictwo: bogata fortuna ojca, piękny rodzinny dom, cenione w towarzystwie nazwisko – przepadają. Nora i Magdalen muszą stawić czoła trudnej rzeczywistości, poznać strony życia, które były im zupełnie obce w beztroskim, pełnym miłości i ciepła rodzinnym „tamtym życiu”.  Ze strony krewnych nie ma pomocnej ręki i zrozumienia. Jak hieny odbierają wszystko oprócz honoru i godności. To one trzymają w ryzach obie kobiety, które muszą od tej pory same troszczyć się o swój los, zarabiać na życie. I gdy Nora zdaje się być pogodzona z takim losem, energiczna i odważniejsza Magdalen zamierza odzyskać to, co utraciły. Mało tego – pragnie również zemsty.

Klasyczna XIX wieczna powieść. Jeśli wyobrazimy sobie, ze Wilkie Collins ze swoimi powieściami konkurował z samym Dickensem (ponoć obaj panowie też się z sobą przyjaźnili), to na pewno już wiemy, jaka proza czeka na nas w tej powieści. W dobie współczesnych, bardzo spiesznych, często przegadanych książek, znajdziemy tutaj opisy dawnej epoki, w której tak ważnym elementem życia było przebywanie w odpowiednim towarzystwie. Collins opisuje ze szczegółami tamten świat, zakamarki ludzkiej duszy, człowieczą naturę. Obnaża słabości, pokazuje do czego zdolni byli ludzie w pogoni za majątkiem, ciekawie przedstawia ówczesną sytuację kobiet. Wiek XIX to wszak epoka, w której zdecydowanie rządzili mężczyźni. To w końcu sztywne zasady współżycia, konwenanse, które były jak gorset, uciskały, jeśli nie dusiły wręcz.

 

Książkę czyta się dobrze, choć nie ukrywam, że jeśli ktoś jest przyzwyczajony tylko do współczesnej literatury musi się przestawić na inny odbiór literatury. I prywatnie cieszę się, że takie perełki znajdują miłośników na początku 21 wieku. Książka liczy sobie ponad 100  lat, a nic nie straciła na świeżości.

Wydawnictwo MG

 

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Ella, dziennikarka z USA, dowiaduje się o tragicznej śmierci swoich rodziców. Od dłuższego czasu pomiędzy młodą kobietą a nimi nie układało się dobrze. Wizyta w rodzinnym domu w Norwegii jest bardzo bolesna. Na miejscu Ella dowiaduje się, że w mieszkaniu w piwnicy zamieszkała dziwna starsza kobieta. To Rachela. Obie kobiety poznają się. Do zacieśnienia stosunków dąży zwłaszcza Rachela – nachalna, narzucająca się. Początkowa niezbyt miła znajomość, taka „na przymus”, przechodzi różne etapy od niechęci, poprzez ciekawość, zrozumienie, współczucie, wzruszenie i … zdziwienie. Ella poznaje losy Racheli, która w czasie wojny musiała opuścić swoich biologicznych rodziców, dom w Bratysławie. Razem ze starszym bratem Aronem zamieszkała dzięki Pomocy Nansenowskiej u norweskiej rodziny na dalekiej Północy.

Mnóstwo wątków, postaci, poplątane życiorysy różnych ludzi. Na końcu wszystko układa się w dobrze przemyślaną całość. Ciekawe opisy życia wojennego, prześladowania, dobrzy ludzie, którzy w czasach terroru mieli odwagę pomóc innym. Również źli – którzy za parę srebrników byli zdolni, zdradzić, wydać i donieść. Ta wojna odsłania najbardziej wstydliwe i ciemne zakamarki ludzkiej duszy.

Oczywiście mamy wiedzę na ten temat, ilu ludzi zginęło w czasie ostatniej wojny. Liczby te przerażają. Jednak zawsze bardziej przerażające jest cierpienie jednostki. Losy pojedynczego człowieka bolą okropnie. Życie Racheli jest bogate w wyjazdy na zawsze, pożegnania, poszukiwania. Ludzkie dramaty, które łapią za serce – tutaj przedstawione w szczegółach, na różnych etapach od dziecka, poprzez młodość, starość.

Autorka ukazała swoje bohaterki w różnych światach. Przede wszystkim teraźniejszość. Jednak co rusz razem z Rachelą przenosimy się do przeszłości: do kamienicy, w której mieszkała z rodzicami i wścibskimi sąsiadami, do żydowskiej kawiarni, w której jej przyjaciel dobrotliwie zwany przez wszystkich Einsteinem, prowadził z innymi polityczne, społeczne i filozoficzne dysputy. Do Bergen w Norwegii, gdzie mała Rachela zamieszkała z dobrą ale bojaźliwą Siegrid i jej surowym mężem Johannem. Do powojennej Norwegii, w której Rachela próbowała odnaleźć szczęście u boku szarmanckiego czarnowłosego przystojniaka.

Książka pokazuje, że niekiedy musi upłynąć dużo wody w rzece, zanim znajdzie się odpowiedź na nurtujące pytania. Muszą paść bolesne słowa, trzeba dowiedzieć się trudnej prawdy, by po latach niezrozumienia, smutku i strachu w końcu znaleźć ukojenie i spokój serca i duszy.

Wydawnictwo Media Rodzina

 

piątek, 29 lipca 2016

Pearl ma 15 lat, dopiero zaczyna „żyć”, a już tyle nieszczęść spadło na jej głowę. Jest marzec. Widzimy smutną nastolatkę w kościele na uroczystości pogrzebowej jej matki. Ona też miała plany – dopiero co wprowadzili się do nowego domu, chciała rozwijać swoje zainteresowania artystyczne, planowała remonty, przeróbki. Na dodatek mama umarła, a na świat przyszedł … Szczur. To znaczy dziecko, dziewczynka, maleńka Rose. Jednak dla Pearl jest to Szczur. Nazwała tak swoją siostrę, ponieważ z wyglądu przypomina jej to zwierzę. Szczur ma długą spiczastą twarz i piszczy przeraźliwie. I jest odpychająca, wręcz obrzydliwa. Pearl musi zmierzyć się z tyloma wyzwaniami i smutkami. Nowa niechciana siostra, która „zabrała” jej matkę, brak ojca, relacje z ojczymem, nielubiana babcia, trudna przyjaźń z Molly, problemy w szkole. Same kryzysy i to na wszystkich możliwych frontach.

Czytałam „Rok Szczura” na tarasie i przez głowę mi przeszło, że ja też miałam plany. Ułamek sekundy zadecydował o tym, że nie pojechałam tam i tam, że siedzę w domu zamiast działać. To inna sytuacja (zdecydowanie łatwiejsza) niż ta w książce, ale uświadomiłam sobie złożoność ludzkiego życia, bezsensowność planów, które może zmienić głupi przypadek. Życie Pearl też miało wyglądać inaczej. To właśnie rodzi w niej bunt. Odeszła mama, która tak świetnie potrafiła wszystko ogarnąć – i to mimo swojej zwariowanej natury. Pearl potrzebuje dużo czasu, by okiełznać potwora. By poprawić relacje z ojczymem, babcią, przyjaciółką, by zobaczyć sens kontynuowana nauki, by zobaczyć siostrę w małej istotce, która dopiero co pojawiła się na świecie, a już została nazwana Szczurem. Musi minąć długi rok, by zrozumiała, że kocha i jest kochana. A przez 12 miesięcy jest jak kolczasty jeż, który kuje i nikogo do siebie nie dopuszcza. Duża pomoc tutaj jest też mamy. Zapytacie, dlaczego? Bo mama pojawia się co rusz obok Pearl. Zaczęło się od uroczystości pogrzebowej w kościele, która zadziwiła samą zmarłą. Bo nie tak to miało wyglądać, nie tego chciała. Nastolatka i matka nadrabiają stracony czas, wyjaśniają mnóstwo kwestii, dyskutują, ale też obrażają się na siebie, czasem ranią. To nie są słodkie i łatwe rozmowy. Mama motywuje córkę do działania, podpowiada, ale i słucha, co jest tu ważne, bo Pearl czuje się tak, jakby była na samotnej wyspie. A wiadomo – nastolatek musi się komuś w rękaw wypłakać, choć za żadne skarby świata, nie powie tego otwarcie.

Bardzo dobra powieść dla nastolatków, która świetnie oddaje, co w młodej duszy gra. Brawo za brak łatwych rozwiązań, za pokazanie dorosłych i młodych ze wszystkimi ich wadami i zaletami. Za to, że autorka nie poszła w łzawy i tani happy end. Nieee, no co ja wypisuję. Jest happy end, i jest łzawy – ale strasznie tu wszystkim pod górkę. Autorka – wszystko dobrze przemyślała i naprawdę wiele rzeczy Was na końcu zaskoczy. Kiedy pojawił się Finn – chłopak z sąsiedztwa – aż westchnęłam do siebie – „Oooo nie”. Jednak spokojnie – ma on do odegrania ważną rolę, ale nie jak w filmach klasy b, gdzie chłopak lekiem na całe zło. Książka w wielu momentach wzrusza, niekiedy denerwuje, niekiedy bawi. Ale takie jej zadanie – wyzwala mnóstwo emocji. Ja chętnie podpowiadam ją rodzicom, ponieważ poruszyła w mądry sposób wiele problemów związanych z wchodzeniem młodych ludzi w dorosłość.

Wiek 14+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

środa, 27 lipca 2016

Wanda Markowska do tej pory kojarzyła mi się ze znakomitymi „Baśniami z dalekich mórz i oceanów” (wespół z Anną Milską). Prawdę mówiąc nie wiedziałam, że na liście jej książek są również „Mity Greków i Rzymian”. Solidny materiał poznawczy dla tego, kto interesuje się historią starożytną. Porównuję z „Mitologią” Parandowskiego. Tamte mity wydają się bardziej „naukowe” i poważne. Te Wandy Markowskiej dobrze się czyta, są jak opowieści snute długimi jesiennymi wieczorami.


Chcesz poznać Dzeusa?

„Jego imię jasność, światło, blask dnia, wysokie niebo jest jego siedzibą, a piorun i błyskawice sługami. On zsyła na ziemię promienną pogodę i dobrodziejstwo deszczu użyźniającego, on śniegiem bieli szczyty gór, ale gdy zmarszczy boską brew, czysty błękit zasnuwa się chmurami i burza, znak jego gniewu, chłoszcze świat wichurą i pali gromem.” (str. 23)

Hadesa?

„Poza „Wielką Dwunastką” bogów olimpijskich istniał jeszcze jeden bóg, potężny, groźny, nieprzebłagany. Strach było wymawiać jego imię, ludzie bledli na samo jego wspomnienie, nawet bogowie niechętnie go widzieli w swoim gronie.” (str. 95)

Hermesa?

„Zrodziła go Maja, córka Tytana Atlasa, w której zakochał się Dzeus ujrzawszy ją kiedyś w lasach Arkadii. W skalnej grocie na górze Kyllene, ukryta przed zazdrosną Herą, piastowała Maja swego synka. Przemyślny to był bóg, spryciarz i figlarz nie lada.” (str. 78)


Przyjemnie czyta się te teksty, choć niekiedy i styl i język jak najbardziej kojarzą się z przeszłością. Do tego mnóstwo informacji rzeczowych, konkretnych, ciekawostek. Cenię to tym bardziej, że w obecnej literaturze popularnonaukowej daje się zauważyć swego rodzaju „trend podlizywania się” młodemu czytelnikowi. Jakby autor przez specyficzny język, ujęcie tematu, chciał „zachęcić” czytelnika, by ten polubił akurat daną książkę i dziedzinę. U Wandy Markowskiej tego nie ma. To intelektualna uczta o świecie starożytnym, bez dróg na skróty. Nic z tych rzeczy.


Autorka poświęca dużo uwagi każdej opisywanej postaci. Przedstawia tak, że można wyrobić sobie samemu o niej zdanie. Mimo tego, że bohaterami tych opowieści są bogowie i herosi nakreślono ich jak postacie z krwi i kości, bardzo plastycznie z wadami zaletami. Jednych można wręcz polubić, innych nie.

Czyż można się dziwić okrucieństwu Aresa? Fakt, był bogiem wojny. Nielubiany, odrzucony – walczy, zabija próżnego młodzieńca, który połakomił się na cnotę jego córki. Sympatię od razu zdobywają Prometeusz, Hermes, Atena.

Czytając „Mity” pomyślałam sobie, że pewne rzeczy naprawdę wypada wiedzieć. Niekiedy nawet nie zdajemy sobie sprawy  z tego, jak mnóstwo odniesień do mitów jest w naszym codziennym życiu i języku: zwroty i wyrażenia, imiona (trener mojego syna od piłki nożnej ma na imię Narcyz), nazwy. Na pewno bardziej znana jest mitologia Greków niż Rzymian. Więcej miejsca poświęciła mitom greckim również Wanda Markowska (ok. 2/3 książki). Oprócz powszechnie znanych motywów (Syzyf, Ikar i Dedal, Antygona, Romulus i Remus) jest mnóstwo nowego do odkrycia.

W książce znajdują się również ilustracje. Nie ma ich znów tak dużo. Na pewno dominuje tekst. Zdjęcia są czarno-białe, najczęściej mniejszego formatu. Sprawdziłam: "Mity" Wandy Markowskiej zostały wydane jakiś czas temu. W międzyczasie było kilka wydań. To nawiązanie do starych solidnych wydawnictw, które duży nacisk kładły właśnie na część teoretyczną a nie wizualną. A czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność.

Wydawnictwo Iskry

 

 

wtorek, 26 lipca 2016

„Mglisty, pochmurny wieczór jesiennej niedzieli w Londynie. Dzwony w kościołach biją bez ustanku, na ulicach cisza i pustka świąteczna; zmrok posępny obejmuje panowanie”

Tak się zaczyna „Maleńka Dorrit” Charlesa Dickensa.

W przypadku powieści XIX lubię moment przejścia w inny wymiar czytelniczy. Nazywam tak tę chwilę, kiedy zdaję sobie sprawę, że muszę zmienić nastawienie do czytanej książki. Z lektur, gdzie dużo się dzieje, pełno dialogów, akcja goni jak szalona, gdzie język współczesny muszę przejść do świata, w którym „zmrok posępny obejmuje panowanie”.

Arthur Clennam wraca po długiej nieobecności do Londynu. Razem z ojcem robił interesy za granicą. Teraz, jako prawie 40-letni mężczyzna chce pójść inną, swoją drogą. Jednocześnie poznaje w domu matki młodziutką 23-letnią Amy Dorrit. Ona sama całe swoje życie spędziła w więzieniu, gdzie jej ojciec został osadzony za poczynione długi. Arthur podejrzewa, że z Dorrit związana jest jakaś tajemnica, która dotyczy również jego bogatej rodziny.

Powieść Dickensa to nie tylko fascynująca fabuła, ale też ciekawy obraz dawnego Londynu i jego mieszkańców. Przez powieść przewija się cała masa ciekawych postaci. Autor nad każdym się pochyla, przedstawia jego rys, cechy charakteru. Jakże nietrudno wyobrazić sobie zgorzkniałą i schorowaną matkę Arthura – panią Clennam, z bandażami na rękach, zimną, z tajemnicą z przeszłości. A Jeremiah Flintwinch – gwałtowny brutal, źle traktujący swoją żonę? W końcu puste rodzeństwo Amy – egoistyczne i zepsute. Jest tu dużo więcej charakterów dobrych i złych, na tle których łagodnie zarysowane zostały sylwetki dwóch głównych bohaterów – Amy i Arthura. Dużo miejsca poświęcono Londynowi – z jednej strony blichtr i bogactwo, w jakim obracają się bogaci arystokraci. Z drugiej – ciemne i niebezpieczne zaułki, gdzie żyje biedota. Są tu bogate i wystawne przyjęcia, drogie toalety i klejnoty pań, jest gorączka inwestycyjna, w jaką popadli żądni zysków angielscy dżentelmeni, są samobójstwa i morderstwa. Na przykładzie Amy i Arthura można się przekonać – że trochę jak w bajce – prawdziwa miłość wszystko przezwycięży, a pieniądze wcale szczęścia nie dają.

To skrócona wersja powieści Dickensa.

Wydawnictwo MG

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15