Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać

Książeczki z dziecięcej półeczki

sobota, 18 listopada 2017

Większość czytelników zna Jana Brzechwę jako autora kultowych wierszy dla dzieci. A cykl o Panu Kleksie? Też ma swoich wiernych wielbicieli. Teksty ponadczasowe. Tymczasem Jan Brzechwa to również autor utworów scenicznych: krótkich form teatralnych, które można z powodzeniem wystawić w szkole, w domu podczas rodzinnych uroczystości, na zbiórkach zuchowych czy harcerskich, w przedszkolach. Księżniczka na ziarnku grochu, Siedmiomilowe buty, Wagary, widowiska kukiełkowe: Teatr Pietruszki, groteska radiowa  Wieloryb. I Bajki-Samograjki, które świetnie pamiętam w postaci podłużnego wydania sprzed lat. A w nich: Czerwony Kapturek, Kot w Butach, Kopciuszek, Jaś i Małgosia. „Teatrzyki” z podziałem na role – gotowe do zagrania przez dorosłych i dzieci, z didaskaliami. Każdy teatrzyk poprzedza lista postaci występujących w danej sztuce – są one zaprezentowane z imienia, nazwy, są też świetne ilustracje odzwierciedlające je.

O istocie tych utworów słowo wstępne napisał znawca literatury dziecięcej – Grzegorz Leszczyński. Świetny tekst, który odkrywa kulisy powstawania tych utworów. Jest zachęta, by wystawiać te perełki w małych zespołach, by traktować je też jako zjawisko socjokulturowe. Bo w „Teatrzykach” jest odbicie minionych czasów, niekiedy wyraźnie widać więź poety z poprzednim systemem. Na szczęście przeważa czysta zabawa i tematyka bliska dziecku, bez socjalistycznej propagandy.

Ilustracje Magdaleny Kozieł-Nowak są rewelacyjne. Cudnie oddają klimat bajek, baśni. Delikatne księżniczki, motywy florystyczne, zwierzęta, dobór barw.  Atrakcyjne wydanie, szata graficzna, świat przedstawiony zachęcają do tego, by chwycić za teksty, zebrać grupę aktorów i zagrać na deskach. 

W ramach cyklu Brzechwa dzieciom ukazały się pięknie wydane książki: Dzieła wszystkie. Pan Kleks, Dzieła wszystkie. Wiersze, Dzieła wszystkie. Bajki i w końcu opisane dzisiaj Dzieła wszystkie. Teatrzyki.  Wszystkie z wyobraźnią zilustrowane przez czołowych polskich ilustratorów: Mariannę Sztymę, Artura Gulewicza, Magdalenę Kozieł-Nowak i Jolę Richter Magnuszewską.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 13 listopada 2017

Trzydzieści  niezwykłych miejsc – miast na całym świecie. Z różnych kontynentów, z naciskiem na różne aspekty: historię, sztukę, przyrodę, kulinaria, ludzi z nimi związanymi. To zwiedzanie palcem po mapie, odkrywanie obrazkowych historii, które może mieć swój dalszy ciąg choćby w innych książkach, Internecie, czasopismach – zależnie od chęci. Są tu takie perełki jak Lizbona, Meksyk, NY, Berlin, Ateny, Tokio, San Francisco. Jedne z miast bardziej, inne mniej znane – na pewno dla dorosłych. Dzieci mają tu naprawdę mnóstwo do odkrywania. Niektóre nazwy pojawiają się często w mediach, filmach, dziecięcej literaturze, kreskówkach a nawet na …. częściach garderoby. Często widać dzieciaki z jakimiś fajnymi nadrukami charakterystycznymi dla danych miejsc – na koszulkach, bluzach, kurtkach. Paryż, Barcelona, Londyn, NY. Nazwy miast są też znane poprzez kluby sportowe – to, co się dzieje na boiskach sportowych, to istne szaleństwo. Na pewno dla wielu dzieci nazwy niektórych miejskich sław na pewno nie są tajemnicą. Na kartach książki znajdziecie również stolice Polski – Warszawę.

Ale są i takie miejsca, o których nie za często słyszymy: Toronto, Budapeszt, Montreal. Bombaj występuje tu pod rzadziej używaną nazwą: Mumbaj. Cudnie, że są nasi sąsiedzi. Do nich to rzut beretem – może się wybierzemy na wycieczkę?

Co mają nam miasta do zaoferowania? W Lizbonie można skosztować tarty z kremem, wyciszyć się w basilica da Estrela, zwiedzić muzeum sztuki współczesnej, przejechać się kolejka linową Elevador da Gloria. W Budapeszcie na turystów czekają: kolejka zębata, gulasz, Baszta Rybacka, Bazylika św. Stefana, Muzeum Sztuki Stosowanej, dworzec kolejowy.

Każde miejsce to coś do zaoferowania dla ciała, dla ducha, podniebienia, krótki opis, najważniejsze dane: np. data powstania, położenie, rzeka. Dalej: informacje nt. kraju, w którym dane miasto leży, obowiązujący język, liczba mieszkańców. Wszędzie  mały czytelnik ma jakieś zadanie do wykonania związane z tym miejscem: i tak w Budapeszcie musi poszukać porcji gulaszu, w Moskwie matrioszki, hot dogi w Toronto, lamy w Buenos Aires, wiewiórki w Warszawie, a Seulu – wachlarze.

Książka na pewno rozbudza ciekawość i pasje podróżnicze, zachęca do tego, by aktywnie spędzać czas i marzyć o odwiedzeniu tych wszystkich miejsc.

PS. Oczywiście książka ta rządzi się swoimi prawami i ilość miejsca jest tu ograniczona, niemniej muszę to napisać: szkoda mi całkiem prywatnie, że wśród miast nie znalazła się stolica Kuby- Hawana.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 03 listopada 2017

Dziewięcioletni Bo Wilhelm Olsson nie jest szczęśliwym dzieckiem. Wychowują go przybrani rodzice: ciocia Edla i wujek Sixten. Chłopiec sądzi, że oboje nie lubią go. Nie rozmawiają z nim, nie pozwalają mu się głośno śmiać, nie troszczą się o niego. Bosse ma przyjaciela, Benkę, a ten - cudownego ojca. I oto Bosse dowiaduje się, że jego prawdziwy ojciec jest… królem w Krainie Dalekiej. Po wielu latach rozłąki , spotykają się. Ojciec król buduje z chłopcem modele samolotów, ciągle rozmawiają, śmieją się. Mimo wielu obowiązków znajduje dla niego zawsze czas. Ojciec król nazywa swego syna Mio, mój Mio. Chłopiec znajduje w Krainie Dalekiej nowego przyjaciela o imieniu Jum Jum, dostaje od ojca króla cudownego wierzchowca białego Miramisa, słucha opowieści studni szepczącej. Jednak jest coś strasznego – Kraina Daleka sąsiaduje z mroczną krainą, w której rządzi siejący grozę Rycerz Kato. Kiedy ktoś wymawia jego imię, wszystko milknie, a Miramis zaczyna drżeć. Mio mój Mio  musi wykonać bardzo ważne zadanie, o którym było powiedziane już przed tysiącami lat: Chłopiec królewskiej krwi na białym koniu ze złotą grzywą i z jednym przyjacielem w orszaku.

Jest to historia o przyjaźni, odwadze, tajemnicy. Pełna czarów. Świetnie nadaje się do głośnego czytania. Język tej opowieści jest niezwykle poetycki. Autorka opisuje tak sugestywnie stan ducha bohaterów, przyrodę. Snuje swoją opowieść jak baśń, którą kiedyś opowiadano sobie o zmroku przy cieple kominka. Piękna książka. Ponadczasowa. I na koniec jeszcze taka refleksja – cudnie by było, gdyby tak udało się nakłonić do przeczytania tej książki ojców królów naszych dzieci. Mogliby się  z niej dużo dowiedzieć i nauczyć …..

Książka ta znajduje się na Złotej Liście Książek, które Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom poleca do głośnego czytania.

Ale oczywiście można skorzystać z pomocy lektora. Niedawno ukazał się audiobook w interpretacji Waldemara Barwińskiego.

Czas nagrania 3 godziny 24 minuty

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 31 października 2017

 

Myślę, że niejednemu czytelnikowi łezka się w oku zakręciła, gdy zobaczył wznowienie „Klechd sezamowych” Bolesława Leśmiana. Wydane ponad 100 lat temu – dokładnie w 1913 roku, teraz uwspółcześnione w aspekcie interpunkcji, odmiany wyrazów i pisowni w celu ułatwienia odbioru młodszym czytelnikom.

Obserwowałam jakiś czas temu aukcje dobrze zachowanych „Klechd” z lat 50-tych ubiegłego wieku - osiągnęły cenę kilkuset złotych, a walka o ich zdobycie była zażarta. Sądzę, że to właśnie starsi czytelnicy, wychowani na tych baśniach, chcieli zakupić je do domowej biblioteczki dla swoich dzieci, wnuków, a może i prawnuków. Ja też wychowałam się na tych baśniach - „Klechdy” to dla mnie powrót do dzieciństwa, podróż sentymentalna. Warto się w nią udać.

„Klechdy” pełne są „dziwów i cudów niezrozumiałych”, postaci pobudzających wyobraźnię, księżniczek o egzotycznych imionach, bohaterów o ponadludzkich możliwościach, strachów i potworów, które sprawiają, że dzieci słuchają tych utworów z otwartą buzią.

W środku znajdziecie 6 klechd:

„Baśń o rumaku zaklętym”, „Ali Baba i czterdziestu zbójców”, „Rybak i geniusz”, „Opowiadanie króla Wysp hebanowych”, „Baśń o Aladynie i o lampie cudownej”, „Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze”.

Najbardziej egzotyczną baśnią w dzieciństwie były dla mnie „Opowieści króla Wysp Hebanowych”. Budziły dreszczyk emocji, nieprzewidywalne, z paletą charakternych postaci. Otóż król Wysp Hebanowych miał żonę czarownicę – Chryzeidę. Sęk w tym, że nie wiedział, jak dwulicowa jest jego małżonka. Kochał kobietę z całego serca, natomiast sam obiekt jego uczuć wzdychał i czcił potwora Murzyna. To w jego karku, po odkryciu bezecności żony, król zatopił swój miecz, za co spotkała go sroga kara ze strony Chryzeidy. Został zaczarowany w posąg od stóp do pasa, a mieszkańcy królestwa zostali przemienieni w ryby.

„Baśń o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze” spodoba się miłośnikom baśni klasycznych, w których występują dzielne księżniczki. Taka jest właśnie królewska córka Parysada. Kiedy dwaj bracia wysłani po trzy dziwy: dąb – samograj, strugę – złoto smugę i ptaka Bulbulezara nie wracają z wyprawy, Parysada sama udaje się na ratunek najbliższym. Dzieci pewnie zaciekawi motyw soku żywicznego, który potrafi kamiennym posągom przywrócić ludzką postać.

Baśń o rumaku zaklętym pełna jest czarów. Król ogląda z zaciekawieniem magiczne wynalazki i czarnoksięskie odkrycia. Ale nic tak nie przykuwa jego uwagi, jak piękny, rzeźbiony w drzewie czarodziejski rumak. Syna króla sam chce wypróbować rumaka, jednak wyrusza na przejażdżkę nie wysłuchawszy wcześniej „instrukcji obsługi”. Królewicz trafia do krainy, gdzie spotyka piękną księżniczkę, zakochuje się w niej i nie kwapi się do powrotu. Tymczasem czarownikowi od zaklętego rumaka perski król lada dzień zetnie głowę, ponieważ jest przekonany, że królewicz nie żyje i to jego właśnie obarcza winą.

Patrzę za okno na mroźny świat za oknem. Wiatr wieje, nie chce się opuszczać miłych i ciepłych progów. „Winter is coming”. A to dobry klimat, by choć w wyobraźni przenieść się do dalekiej cieplutkiej Persji, gdzie przebogate pałace, latające dywany, cudowne lampy i zaklęte rumaki. Niektóre z klechd: o Ali Babie, Aladynie dzięki kreskówkom i filmom na dobre tkwią w powszechnej świadomości. Warto przeczytać utwory Leśmiana sprzed ponad 100 lat, by samemu się przekonać, jak wyglądać mógł pierwowzór i jak zmieniały się interpretacje, motywy, kanony piękna, treści i przesłanie, jakie niosły ze sobą te utwory.

Podoba mi się mała ilość ilustracji w tym wydaniu. Jest to pole do popisu dla dziecięcej wyobraźni, która zmotywowana pięknym tekstem stworzonym przez młodopolskiego pisarza, zaczyna biec swoim torem i tworzy obrazy w małych głowach.

Książka jest pięknie wydana. Pod kolorową kultową obwolutą kryje się książka w błękitnej płóciennej oprawie, szyta, na kremowym papierze.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 27 października 2017

Ewa i Paweł Pawlakowie mieszkają w sąsiedztwie ptaków. Jakich? Są tu i szpak, sikorki, słowik rdzawy, sroka, wilga, kos, dzięcioł zielony, pokrzewka, dudek, dzwoniec, szczygieł, makolągwa, sójka, raniuszka, mazurek, rudzik, kowalik, grubodziób i zięba. Dziewiętnaście ptaków, które może i Wy znacie z najbliższego otoczenia.

Bardzo przyjemnie czyta się i ogląda ów atlas. Pełno w nim naszych starych znajomych. Są więc głośne mazurki oblegające (dosłownie) wschodnią ścianę otuloną dzikim winem. Są i szpaki, które łakomie obżerają się gronami tego wina. Jest i sroka rozbójniczka, która zawsze robi wokół siebie wiele hałasu o nic, a którą tak zgodnie przeganiają małe ptaki – oczywiście w komitywie i w wielkiej gromadzie. Jest sikorka bogatka, którą widzę właśnie w momencie pisania tego tekstu na tarasie na odeszczonym stole. Skubie gronka winogrona i spaceruje po mokrej pergoli.

Rodzinnie lubimy ptaki i robimy dużo, by je zachęcić do odwiedzin. Niektóre zamieszkały na stałe (zaczyna brakować miejsca), inne pojawiają się sporadycznie. Dzięki książce wyjaśniła się (chyba) tajemnica zasadzonych dębów w dość specyficznych miejscach – przypuszczam, że to faktycznie sprawka sójki, która od czasu do czasu buszuje w naszym ogródku.

Z wielką uwagą i ciekawością zaglądam do atlasu Pawlaków – bardzo osobistego, bo opisującego swoje własne doświadczenia z różnym gatunkami. Szpaki mieszkające w dachu, sikorki, które zadomowiły się już na dobre, słowiki śpiewające wczesnym rankiem, kiedy dzieci jeszcze śpią. Książka jest wprawdzie dla dzieci, ale również i dorośli ucieszą swoje oko wycinankami z materiałów o różnych barwach i fakturach, jak również ilustracjami wykonanymi tradycyjnie – farbami. Pani Ewa znana ze swoich wycinanek z wielką precyzją powycinała te wszystkie ptasie drobiazgi: oczka, pazurki, piórka. Od czasu do czasu pojawiają się również rysunki małej Hanki Cisło. Również Paweł Pawlak, znany z charakterystycznej kreski, dobrze odnalazł się w rysunku realistycznym.

Teksty czyta się przyjemnie – są one krótkie, takie w sam raz do pierwszego czytania, informacje niedługie ale cenne dla początkującego ornitologa. Litery zostały starannie wykaligrafowane. Każdy opis opatrzony jest też fotografią, są i piórka (nie przy wszystkich gatunkach).

Książka na pewno poznaje ze światem przyrody, zachęca też do swoich własnych obserwacji. Może podczas wyprawy do parku, lasu czy ogrodu uda się odnaleźć jakieś zgubione piórko albo wypatrzeć jakiś gatunek opisany w książce, albo i nowy. Może warto pokusić się o stworzenie własnego albumu ptaków żyjących w sąsiedztwie. Ilustracje malej Hani są takie piękne. To doskonały przykład na spędzenie wolnego czasu kreatywnie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 26 października 2017

To moje pierwsze spotkanie z Kęstutisem Kasparavičiusem. W Polsce, z tego co można wyczytać w Internecie, ukazała się do tej pory jeszcze „Mała Zima”. Książki tegoż autora ukazują się dzięki wydawnictwu Ezop. Cieszę się bardzo, bo zawsze z ciekawością słucham o tym, co w książkach piszczy u naszych sąsiadów. Jest mnóstwo tytułów na półkach księgarskich z krajów Europy Zachodniej i Północnej, Ameryki – a najmniej właśnie z np. Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Litwy czy Rosji. Nie wierzę, że w literaturze dziecięcej nic się tam nie dzieje.

Książka litewskiego autora i ilustratora to prawdziwa perełka. Otwieram stronę znanej międzynarodowej księgarni, wpisuję dane i natychmiast ukazuje mi się długa lista książek o pięknych okładkach, zachęcających tytułach. Chciałabym, by choć kilka w przyszłości ukazało się i u nas (puszczam oczko w stronę Wydawcy).

Profesor Adalbert to rasowy dżentelmen: pies z rodu Labradorów retrieverów. Ma jedną wielką pasję, którą jest sztuka. Właśnie do swojej kolekcji zakupił piękny obraz pt. „Pies na łańcuchu”. Z tej to okazji zaprosił do siebie najznamienitszych obywateli miasteczka. Są wśród nich niedźwiedź Bernard – lekarz medycyny, kozioł Dezyderiusz – doktor nauk humanistycznych, mecenas Ildefons, świnia i dama zarazem hrabina Szarlota, konsul Maurycy z żoną Jasminą – goście z dalekiego Syjamu, lis Fuks – inspektor i czarny kret – agent Ulf. Na wszystkich czeka wielka uczta dla oka – dzieło niderlandzkiego mistrza, jak i dla podniebienia – czyli olbrzymi i pyszny zarazem tort truskawkowy, z którego słynie kuchnia profesora. Obserwując zabrane towarzystwo z boku, ma się wrażenie, że goście zjawili się w gościnnych progach profesora właśnie bardziej dla tego tortu aniżeli obrazu. Choć nie do końca jest to prawdą, bowiem wśród zebranych znalazł się koneser sztuki do tego stopnia zainteresowany obrazem, że pozwolił sobie na jego … kradzież.  

Obecny inspektor Fuks zaczyna śledztwo. I co ciekawe, moim zdaniem nie najważniejsze jest tu rozwiązanie tej zagadki: kto i dlaczego. Choć pewnie młodszych czytelników ten wątek będzie trzymał w napięciu. Autor zaskakuje nas na końcu potraktowaniem samego dzieła sztuki i jego głównego bohatera – czyli psa na łańcuchu. Ten od samego początku budzi współczucie. Biedny, brudny psiak w niewoli. Tymczasem chętnie zdradzę, że historia będzie miała dobre zakończenie i wartościowe moralne przesłanie.

Podobają mi się ilustracje litewskiego artysty i jego styl pisania: trochę prześmiewczy, zadziorny, ironiczny. Ukryta satyra na współczesne społeczeństwo, ukazująca nasze wady i braki. W tekście można doszukać się wielu żartobliwych wpisów, jak choćby tych, które dotyczą zaproszonych gości:  

O lekarzu Bernardzie czytamy: Jeden z leczonych przez niego pacjentów w cudowny sposób uszedł z życiem.

A świnia Szarlota, którą podziwiamy na wielu ilustracjach? Hrabina bywała na wszystkich różnych balach i wieczorkach, chociaż przeważnie nikt jej nie zapraszał.

Literatura na wysokim poziomie, która skłania do refleksji, bawi i jednocześnie wychowuje.

Wiek 6+

Wydawnictwo Ezop

środa, 25 października 2017

 

Miłośnicy serii Miroslava Šaška „Oto jest…” mają powody do zadowolenia. Właśnie ukazała się szósta część – tym razem o najsłynniejszym mieście na wodzie – mianowicie o Wenecji (po: Paryżu, Londynie, Rzymie, NY i Monachium). Obrazkowa wyprawa do miasta z lat 60-tych ubiegłego wieku – klimatyczna, z klasycznymi ilustracjami, do miejsc, które w ciągu ostatniego półwiecza na pewno uległy zmianie – o czym wydawca zresztą skrzętnie na końcu książki informuje.

Wertuję kartki tam i z powrotem wiele razy. Lubię takie ilustracje sprzed lat – na aksamitnym, miłym w dotyku papierze (nie, spokojnie – nie kredowym!). Te tutaj doprawione dużą porcją humoru: gołębie lądują na głowach  turystów, wazon z kwiatami ustawiony na romantycznej gondoli kołysze się wśród fal, turyści i mieszkańcy brodzą po kolana w wodzie w zalanym mieście, inni poruszają się na specjalnie poustawianych drewnianych praktykablach, olbrzymie dekoracje transportowane są do teatru za pomocą długich gondoli. Na moment można odwiedzić znane miejsca: Bazylikę Frari, Pałac Dożów, Plac św. Marka, Loggettę, pomnik Carla Goldoniego (uwielbiam za „Sługę dwóch panów” z rolą Kobuszewskiego w warszawskim Teatrze Kwadrat), słynne mosty, kamieniczki, drzwi tak oznakowane, że można dostać numerycznego zawrotu głowy, gondole, Canale Grande. Nie sposób wszystkich atrakcji wymienić.

Dowiadujemy się wielu ciekawostek o mieście. Z konieczności niektóre musiały zostać zaktualizowane (na końcu książki), bowiem dziś jest tylko 500 gondoli (w XVI wieku – 10 000), już nie można karmić gołębi (zakaz wprowadzony w 2008r.). Także konie zniknęły z krajobrazu miasta. Słychać za to jak dawniej gwar przekupek, gondolierów, fotografów. Turyści są dosłownie wszędzie, szukają pamiątek w postaci weneckiego szkła i  koronek.

Książka jest cudownym uzupełnieniem kolekcji. Jest też zachętą do wypraw w świat. A jeśli nie uda się nam w Wenecji znaleźć ciałem, to może chociaż ta książka będzie namiastką wyprawy do miasta tak opiewanego w literaturze i filmach.

Mój młodszy syn zobaczywszy okładkę książki stwierdził, że widnieje na niej nasz klasztor. Po trosze to prawda. Otóż w mojej miejscowości miał powstać zupełnie inny budynek – wzorowany mianowicie na barkowym krakowskim kościele Świętych Piotra i Pawła. Prace zostały rozpoczęte. Na placu budowy pojawiał się sam fundator świątyni: Adam Florian Konarzewski. Biedak, tak bardzo się zaangażował w pilnowanie prac, doglądanie i robotników i robót, że pewnego dnia … spadł z rusztowania. Po jego śmiertelnym wypadku wdowa po mężu – pani Zofia z Opalińskich Konarzewska, wyjechała do Włoch, by odzyskać spokój ducha. I tam olśnienie – zobaczyła piękno weneckiej świątyni Santa Maria Della Salute (dźwięczy przyjemnie w uszach?:). Kazała wstrzymać prace w Gostyniu (ciekawe jak to zrobiła – przecież nie było telefonówJ Napisała list, który musiał dostarczyć posłaniec?) a sama udała się do włoskiego architekta Baltazara Longheny, by przygotował projekt takiego samego kościoła budowanego pod Gostyniem. Udało się – mamy teraz trochę Wenecji w mojej rodzinne miejscowości – perłę baroku i pomnik historii.

Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry 

poniedziałek, 23 października 2017

 

O Yeiti wszyscy mówią, ale nikt go nigdy nie widział. Tymczasem okazuje się, że rodzina Yeitich istnieje, ma się całkiem dobrze i wysoko na jednym z himalajskich szczytów prowadzi hotel. Wiedzieliście o tym? Żaden człowiek nigdy nie postawił tam swojej stopy. Każdy dzień ma swój rytuał: ciepły posiłek i piękna piosenka dla gości, krótki spacer, piosenka pośniadaniowa. Wśród gości (liczne grono) wywołana zostaje dyskusja na nasz temat – ludzi. Wielu z obecnych ma doświadczenia bardziej i mniej osobiste. Niektórzy spotkali człowieka, widzieli. Komarzyca Bzybzy, mysz Pipilotta, sowa Nihuhu, wilk Chaps, kotka Furkotka, leniwiec Lulu, kapucynka Kiki, rekin Szczęki. Opinie o nas nie są zbyt pochlebne. Od tych nieprzychylnych narzekań aż w głowie się kręci. Jak się zachowujemy w różnych środowiskach i sytuacjach, co jemy, jak myślimy, jak wyglądamy, jak się odzywamy. Zwierzęca satyra na nas samych a prawda nie zawsze jest miła. Choć  ciekawe to doświadczenie usłyszeć, co myślą o nas inni i jakie wady w nas widzą. Zakończenie jest zaskakujące – bo naprawdę w górach pojawia się człowiek. Ciekawe, jak po tych wszystkich opowieściach hotelowych gości Yeti zachowa się w stosunku do zagubionego himalaisty. W każdym razie – czytelnik z tej historii może się wiele nauczyć.

Współczesna, ciekawie zilustrowana opowieść – patrzę na książki wydawane przez Dwie Siostry. Ich oferta dotyczy i książek klasycznych – wznowienia tytułów, które ukazały się wiele lat temu – jak i całkiem nowych, niekiedy wręcz awangardowych.  Dodam jeszcze, że książka Marzeny Matuszak otrzymała wyróżnienie w konkursie Jasnowidze.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 22 października 2017

Na pewno pamiętacie Mamę Mu. Jakiś czas temu , po dość długiej przerwie, powróciła w wielkim stylu – w formie komiksu.

W środku cztery zabawne historie, w których spotykamy dwójkę starych przyjaciół: Mamę Mu i Pana Wronę. Dwie różne osobowości, jak ogień i woda. A wiadomo nie od dziś, że ładunki różnoimienne się przyciągają – co zresztą przypadek krowy i wrony potwierdza. Dwa silne charaktery, również dwie recepty na życie. Mama Mu to osobowość optymistyczna, realizująca w swoich przedsięwzięciach maksymę Horacego „Carpe diem”- Chwytaj dzień. Mama Mu widzi tylko jasne strony życia, wiecznie uśmiechnięta, potrafi znaleźć z każdej sytuacji wyjście, dla niej szklanka jest zawsze do połowy pełna. Pan Wrona – krzykacz jakich mało, niesamowicie głośny i roztrzepany pesymista. Dużo w jego życiu NIE. Tego nie można, nie wypada, kto to widział – ciągle kłapie tym swoim dziobem. Choć nie można mu odmówić uroku.

Mama Mu chce pojechać na wycieczkę. Marzy o tym, by rozłożyć kocyk na skraju lasu, nad jeziorkiem i pochrupać świeżutką trawkę. Jest jedno „ale”. POGODA - NIEPOGODA. Wielki przeciwnik wyprawy, Pan Wrona, na wiadomość o drożdżówkach dla niego nie zazna już spokoju. I nie da spokoju swojej przyjaciółce. I to do ostatniego okruszka smakowitego wypieku.

W historii „Sto szczeniaków” Pan Wrona znów narzeka na świat wokół: szczeniaczki to mają dobrze, a żony gospodarzy to złe kobiety. Całe pyszniutkie jedzonko trafia przecież do psiej miski a nie do jego dzioba. Jest coś, co ugłaszcze na szczęście Pana Wronę. Także zdanie na temat tych niby złych żon się zmieni.

Ostatnia historia z listy tytułów traktuje o przyjaźni. Mama Mu odwiedza domek Pana Wrony. Wszak do tej pory to on zawsze odwiedzał krowę w oborze. Pan Wrona czyni jej z tego powodu wyrzuty. Wniosek z tej historii taki, że ścieżki, którymi się nie chodzi, zarastają. Trzeba pamiętać o bratnich duszach, trzeba pielęgnować przyjaźń – w przeciwnym razie wszystko stanie się byle jakie. Jeśli nie wierzycie, że krowy potrafią się wspinać, zajrzyjcie do książki.

I na koniec – środkowa historia o staniu na jednej nodze  i chodzeniu po linie. Oczywiście w roli głównej Mama Mu. Moim zdaniem to najważniejsza historia w tym tomiku – dlatego zostawiłam ją na deser. O tym, że jeśli mamy ochotę coś zrobić – zróbmy to. Nawet jeśli nie leży to w naszej naturze, nawet jeśli wszyscy dookoła będą oburzeni (Pan Wrona!). To nasze życie i my decydujemy, jak przez nie przejdziemy.

Wesołe historie, z których można się wiele nauczyć, podpatrzeć, co ważne, a czym sobie nie zaprzątać głowy. Świetne są te relacje Mamy Mu z Panem Wroną. W dobie smartfonów, tabletów, gdy kontakty z drugimi sprowadzają się do rozmów przez telefon, wysyłania sms-ów, jesteśmy tu świadkami życiowych, emocjonalnych interakcji. Taaaak – Mama Mu i Pan Wrona wiedzą, że żyją.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

sobota, 21 października 2017

Kolejna część serii Czytam sobie została poświęcona najbardziej znanej Polce Marii Skłodowskiej-Curie. Tyle już napisano na jej temat – że można pokusić się o stwierdzenie – czy aby już nie dosyć? Przeczytałam kilka tytułów związanych z podwójną Noblistką (również tych dla dzieci) i muszę przyznać, że bardzo przyjemnie czyta się tę krótką opowieść Ewy Nowak. Wciągnęły mnie lapidarne opisy zawierające kwintesencję, zaciekawiły. Napisane tak prosto, wyjaśniają wiele znaków zapytania z życia pani naukowiec, przekazują informacje o jej życiu, zaznajamiają z wiedzą z dziedziny fizyki i chemii. Autorka skupiła się na najważniejszych momentach z życia Marii, bez zbędnych dłużyzn. Po lekturze – ma się nieodparte wrażenie, że dobrze poznało się osobę Skłodowskiej-Curie. Ewa Nowak napisała m.in. o narodzinach malutkiej Marysi, śmierci matki, nauce na pensji, zaangażowaniu w Latającym Uniwersytecie, wyjeździe na prowincję do państwa Żorawskich, nieszczęśliwej miłości do Kazimierza, wyjeździe z materacem do Paryża, biednym życiu na 6 piętrze, małżeństwie z Piotrem, pracy w laboratorium, przerzucaniu ton ziemi, otrzymaniu Nagrody Nobla z fizyki i chemii, pracy na uniwersytecie, wyjeździe do Stanów, chorobie, zaangażowaniu w pracę dla żołnierzy podczas I wojny światowej. Dzieci mogą na przykładzie tej biografii ćwiczyć czytanie, przy okazji dowiadują się mnóstwo ciekawych rzeczy o Marii. Przyznam się, że w kilku miejscach lektura mnie wzruszyła – ot taki produkt uboczny czytania:)

Książka została wydana w ramach serii „Czytam sobie”, poziom 3 (połykam strony). Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5- 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36