Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać

Książeczki z dziecięcej półeczki

czwartek, 06 września 2018

Ella lubi wszystkie psy. I bardzo marzy o swoim psiaku. Dziewczynka w dniu codziennym ma do czynienia z różnymi psami, różnym rasami. Ale jest jeden minus – żaden z psów nie jest jej. Prośby Eli  o psa tato dziewczynki zbywa zdawkowym „Zobaczymy”. I tak jest ciągle. Tymczasem marzenie jest wciąż aktualne i nie zmienia się, mimo że Ela poznaje również minusy posiadania zwierzęcia. Bo trzeba z nim wyjść  na spacer, gdy na dworze plucha i mróz. Niekiedy psiak pomoczy śliną, albo tak mocno pociągnie, że trzeba puścić smycz. I czasem chrapie tak głośno, że zasnąć nie można. I nie chce słuchać, tylko uparcie nie rusza się z miejsca. To wszystko nic nie znaczy dla Eli – liczy się tylko pies. Aż w końcu nadchodzi ten dzień , kiedy … Pewnie już się domyślacie , jakie będzie zakończenie tej historii.

Cudna opowieść dla najmłodszych dzieci, która pokazuje, że warto mieć marzenia, i że pies to przede wszystkim odpowiedzialność. Przy tej lekturze można rodzinnie porozmawiać o obowiązkach wynikających z posiadania zwierzęcia w domu – wszystkich plusach i minusach. Książka jest do tego pięknie zilustrowana. Kilka lat temu (jak ten czas biegnie – sprawdziłam 8 lat!) pisałam już o Eli. Polecam również Jabłonkę Eli, o której możecie przeczytać tutaj.

Wiek  3+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 04 września 2018

Bardzo mi się ta książka podoba. I treść, i szata graficzna, nawet papier. Ma też wartość sentymentalną, bo przez chwilę rodzinnie byliśmy związani z Warszawą. I teraz zdarza nam się zatęsknić – za poznanymi miejscami i ludźmi. A po lekturze chciałoby się tam pojechać i odwiedzić stare kąty. Tyle że za chwilę łapiemy się za głowę – za daleko, za gorąco, zaraz szkoła. Uff – dobrze że są takie książki. Lektura przybliża postacie najbardziej znanych warszawiaków. Oczywiście są wśród nich osoby mające mocną pozycję – w tym towarzystwie: Stanisław August Poniatowski, Chopin, Jan III Sobieski. Ale są i takie osoby, które nie-warszawiakom na pewno pozostają nieznane: np. Antoni Magier. Niektórzy związani z miastem przez chwilę, na jakiś krótki etap – inni na całe życie.

Każda postać przedstawiona jest tak, jakby obserwator właśnie spotkał ją na jeden z warszawskich ulic. Nie liczy się czas, epoka, data. Franciszek Fiszer, ponoć pierwowzór bajkowego Pana Kleksa, w tużurku z goździkiem w butonierce, wchodzi do Hotelu Europejskiego i zasiada przy stole. Maria Skłodowska-Curie spuszcza głowę i zaciska pięści – przecież nie lubi wystąpień publicznych. Mieczysława Ćwiklińska – aktorka – kroczy Marszałkowską na premierę do teatru. Zagra w sztuce „Drzewa umierają stojąc”. Król Jan III Sobieski cieszy oko suto zastawionym stołem. Czegóż na nim nie ma - same smakowitości. Za chwilę ktoś wzniesie toast na cześć władcy.

Zawsze pod tymi reporterskimi tekstami znajduje się nota biograficzna z konkretnymi informacjami na temat danej osoby. Niemniej mi osobiście podobają się fikcyjne sceny z życia warszawiaków, które mogły się zdarzyć naprawdę, a które pokazują też charakter danej postaci. Dzięki temu zabiegowi są one nam bliższe, odbrązowione, zdjęte z pomników. Do tekstów przemycono informacje z życia społecznego, artystycznego, z historii. Można dowiedzieć się o przywilejach szlachty polskiej, zamiłowaniu królowej Bony do lekkich dań z warzyw, o ucieczce pierwszego władcy elekcyjnego Henryka Walezego. Daty, legendy, znane miejsca i ludzie – którzy tworzą i tworzyli historię. Wszystko w ciekawej oprawie graficznej – w formie kolaży rysunków i fotografii, niekiedy z przymrużeniem oka. Ale czy tego właśnie nam nie potrzeba? Spojrzenia na swoją historię bardziej na luzie, z humorem, tak normalnie – bez nadętości, moralizowania? Dla mnie ta książka – jest bardzo na plus.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

poniedziałek, 03 września 2018

Moja ulubiona seria dla dzieci – Czytam sobie. Tym razem coś z mitologii nordyckiej. Pojawiają się dwie mityczne postacie: Thor i Loki. Dwaj bracia – różni od siebie jak ogień i woda. Thor – bardziej dostojny, poważny. Loki to stary spryciarz, psotnik, szaleniec wręcz. Właśnie wpadł na pomysł, by obciąć włosy ukochanej Thora – Sif. Przyłapany, musi odkupić swoje winy. Nowe włosy mają zrobić dla Sif karły. Jednak Loki nie byłby sobą, gdyby nie spróbował trochę narozrabiać. A co zrobi? – o tym doczytacie już w tej malej książce. Małej – nie małej – muszę dodać. Bo sama książka przypomina poważną lekturę dla dorosłych – samodzielny egzemplarz z ponumerowanymi stronami. Zamknięta całość, książka – której przeczytanie od deski do deski na pewno cieszy. Starsi czytelnicy też odczuwają satysfakcję po lekturze kolejnej książki. Przeczytać całą książkę – dla niejednego dziecka to wyczyn nie lada.

Akurat ta historia moim zdaniem przeznaczona jest dla bardziej zaprawionych w boju czytelniczym. Gdy dziecko przeszło już na poziom drugi serii „Czytam sobie” na początek poleciłabym prostsze historie, a tę podsunęłabym dziecku, które jest bardziej rozczytane. Tytułów jest cała masa – jest z czego wybierać. W opowieści o Thorze i Lokim pojawia się więcej trudnych wyrazów, nazw, imion: Skidbladnir, Mjollnir, Frejr czy Gungnir.

Historia wciąga, zapoznaje z inną kulturą. Czcionka jest duża, co ułatwia czytanie. Jest mnóstwo ilustracji, charakternych bohaterów, dużo się dzieje. Na końcu książki „Dyplom sukcesu” oraz sześć tematycznych naklejek.

Poziom 2 to składanie zdań, 800-900 wyrazów w tekście, dłuższe zdania – pojedyncze i złożone, elementy dialogu, 23 podstawowe głoski oraz „h”, ćwiczenie sylabizowania.

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 02 września 2018

Zastanawiam się, jak to się stało, że ta książka ominęła mnie w dzieciństwie. Z ciekawości sprawdzam zasoby biblioteczne i jak się okazuje: elektroniczny katalog mojej miejskiej biblioteki wskazuje wydanie z 1971 r. Gdzieś mi umknęły po drodze – z jednej strony szkoda, z drugiej – cudnie taką perełkę odkryć po latach. Baśnie zawsze były moim ulubionym gatunkiem, zaczytywałam książki na śmierć, a teraz po latach wracam do nich przy nadarzającej się okazji. Bo z baśni się nie wyrasta – zdradzę, że pysznie smakują w jesienne i zimowe wieczory przy kominku:) A te pory roku zbliżają się wielkimi krokami.  

54 tytuły, z których trzy są powszechnie znane – wręcz mocno zakotwiczone w powszechnej świadomości – bo któż nie zna „Trzech małych świnek”, „O Jasiu i łodydze fasoli” i „Trzech niedźwiadków”? Pytanie: kto wie, że właśnie te tytuły, wielokrotnie ekranizowane, mające mnóstwo literackich wersji, mają właśnie korzenie angielskie. Wczytując się dokładniej w teksty i mając za sobą dziesiątki przeczytanych baśniowych tekstów: z Irlandii, Niemiec, Francji, Włoch, dalekiej Skandynawii – można doszukać się jakichś znajomych wątków, uniwersalnych motywów, charakterystycznych postaci. Ale głęboką analizę zostawię znawcom – ja jedynie oprę się na swojej prywatnej teorii – jako miłośniczka historii domyślam się, że na treść tych baśni miała wpływ historia Wysp, burzliwa, wojenna, podbojowa, szalona, którą tworzyły różne ludy, różne wpływy. To nakładanie się różnych kultur, tradycji, obrzędów, wierzeń. Ale to zjawisko, które ma miejsce nie tylko w przypadku baśni angielskich – ale chyba wszystkich, z jakimi miałam do tej pory do czynienia. Czytam baśnie polskie a gdzieś w głowie mi kołacze – gdzieś to już czytałam, skądś znam ten temat. Przy czym muszę przyznać, że akurat w przypadku baśni angielskich jest wiele tekstów oryginalnych, jedynych w swoim rodzaju, które właśnie dlatego przykuwają uwagę czytelnika, bo są nieprzewidywalne, nowe. Jak na przykład baśń do okładkowej ilustracji – bardzo dziwna i wesoła zarazem, kojarząca mi się trochę z dickensowskim poczuciem humoru. Ta baśń, zwłaszcza końcowa scena, wpisuje się w klimat powieści Dickensa. W książce jest mnóstwo świetnych tekstów, które bawią i uczą - pochodzą z epoki, w której literatura miała pewną misję do wypełnienia. Jednak bez obaw - nie ma w nich nadmiernego moralizowania - można wyczytać za to między wersami mądrość ludową, jest dawna Anglia, są baśniowe postacie, ale też zwykli mieszkańcy Wysp, których przygody, szczęścia i nieszczęścia dnia codziennego miały czytelników czegoś nauczyć - a nie tylko bawić.

Nie obawiajcie się, że język baśni angielskich trąci myszką. Oczywiście zdarzają się wyrazy rzadko używane, ale nie jest ich znów tak wiele. Właściwie nie mam żadnych zastrzeżeń do tłumaczenia Janiny Carlson i Kaliny Wojciechowskiej sprzed lat. Czyta się dobrze, język jest prosty i zrozumiały. Zwróćcie uwagę na datę powstania tych baśni - są one już nobliwymi staruszkami. Ich autor żyła na przestrzeni wieków: XIX i XX (1854-1916), one same ukazały się w 1890 r. (!!!). Naprawdę są w wyśmienitej formie mimo upływu lat. 

Książka ukazała się jako 26 tom serii "Mistrzowie ilustracji". 

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 23 sierpnia 2018

 

Bolek i Lolek to bohaterowie mojego dzieciństwa. I muszę przyznać, że z niejakim podziwem patrzę na próby zaprzyjaźnienia z nimi współczesnego pokolenia. W świecie, gdzie tyle różnych bodźców, gadżetów, programów, kreskówek, filmów – to chyba dość karkołomne działanie. Bolek i Lolek pochodzą bowiem z czasów, gdzie były raptem dwa czarno-białe programy telewizyjne, niewiele poza tym. Na sobotnią dobranockę z ulubionymi bohaterami czekało się z utęsknieniem i niecierpliwością. I co tu dużo mówić – Bolek i Lolek mieli swoją WIERNĄ publiczność. Czy uda im się przebić do świadomości współczesnych dzieciaków? Na pewno polecać ich będą rodzice, dziadkowie, którzy pamiętają tę dwójkę chłopaków z chochlikiem w oku z dawnych czasów. Myślę, że warto – a nie kierują mną tylko i wyłącznie pobudki sentymentalne. Zachęca do tego tematyka – niewiele książek dla dzieci o polskim obszarze kulturowym. A nawet jeśli – to raczej dotykają one elementów bardzo znanych. Tymczasem tu spotkamy i powszechnie znane pisanki i ormiański gandżabur, o którym, przyznaję, nie miałam zielonego pojęcia. Chłopaki wędrują po Polsce, spotykają ludzi, próbują, podziwiają, pytają, biorą udział w lokalnych wydarzeniach – i opowiadają o tym  - niezbyt długo, by nie zanudzać. Każda krótka historyjka wyjaśnia, co się kryje pod danym hasłem. A przyznam szczerze – niektóre z nich stanowiły i dla mnie niemałą zagadkę: pita z powiatu bolesławieckiego, święto Jordanu z Przemyśla, język kaszubski, haft kujawski, straże grobowe z Podkarpacia, wspomniane już pisanki z powiatu opoczyńskiego, śmiergusty z Wilamowic, redyk z Podhala, kwietne dywany ze Spycimierza, Lajkonik z Krakowa, malowane chaty z Powiśla Dąbrowskiego, bal tatarski z Białegostoku, radomskie oberki, karaimskie kybyny z Warszawy, kurpiowskie wycinanki, drewniane zdobienia z Podlasia, święcenie zwierząt z Mikstatu, kozioł wielkopolski, święto Bambrów z Poznania, łowickie pasiaki, muzyka romska z Gorzowa Wielkopolskiego, ormiański gandżabur z Wrocławia, żywieckie zabawki, siwaki z Podlasia południowego, tkaniny dwuosnowe z Podlasie, koronki z Koniakowa, obiad na Górnym Śląsku, łemkowska cerkiew w Beskidach, obrazy malowane na szkle z Podhala, Chanuka z Łodzi. Na końcu książki zagadki dla najmłodszych – sprawdzą, ile zapamiętało się z lektury.

Wiek 6+

Wydawnictwo Znak

niedziela, 29 lipca 2018

Książka dla tych, którzy już lubią komiksy i dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że lubią komiksy. A w świecie komiksowym tyle się dzieje: wznawiane są tytuły sprzed lat, ukazują się smaczne kąski nowości. I uwaga! – jest jeszcze sporo miejsca dla nowych autorów. Kto wie, może ta książka zainspiruje kogoś do aktywności komiksowym polu działania i za lat kilka ukaże się jakiś komiksowy przebój, którego początkiem będzie właśnie „Zrób sobie komiks”. Dwójka autorów komiksu: Piotr Kasiński i Robert Trojanowski  postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami i zachęcić do tworzenia swoich dzieł. Znajdziecie tu trochę historii komiksu – ale nie są to żadne długie i monotonne wywody znawców tematu. A więc czasy prehistoryczne, starożytny Egipt, Rzym, freski średniowieczne, skryptorium, gdzie ręcznie przepisywano księgi – wszystko podane lekko, oczywiście w formie komiksu. To wciąż nie były jeszcze komiksy, ale całość pokazuje, że człowieka ciągnęło do rysowania. W końcu nadchodzi czas druku – przełomowego wynalazku Gutenberga. Oczywiście mowa tu również o ojczyźnie komiksu – USA, gdzie zrodzili się tacy ponadczasowi bohaterowie jak Superman, Batman, Kapitan Ameryka. Dowiecie się jakie upodobania komiksowe mają różne nacje: co czytają Włosi, Francuzi, Belgowie. Wielu z bohaterów komiksowych zdobyło zresztą międzynarodową sławę: Tintin, Asterix i Obelix, Lucky Luke, Thorgal. Oczywiście autorzy pochylili się nad polskim komiksem – zwrócili uwagę na rok 1919, kiedy to narodziły się „Przygody szalonego Grzesia”. Choć nie ukrywajmy najbardziej znane nasze rodzime komiksy to „Przygody Koziołka Matołka” i dużo młodsze: „Tytus, Romek i A’Tomek”, Kajko i Kokosz, Kleks.

Sama książka podpowie naprawdę dużo praktycznych porad w kwestii tworzenia swojego komiksu: poznacie tu: język, kadry, odstępy, dymek narracyjny, onomatopeje, kreseczki lub smugi, by wyrazić drżenie, bieg. Dalej: zawody związane z komiksem – niektóre nazwy brzmią iście egzotycznie: inker, kolorysta, liternik. Jak zacząć rysowanie komiksu – jedną osobę, grupę osób, scenariusz. Jak stworzyć bohatera komiksu, wygląd, charakter, mieszkanie dla niego i pojazd. Generalnie wszystko sprowadza się do ćwiczeń. Sprawdza się tu stara maksyma, że bez pracy nie ma kołaczy. Chcesz być dobry, musisz często chwytać za ołówek. Warto mieć swój własny egzemplarz tej książki, ponieważ w środku znajdziecie tu miejsce do ćwiczeń – własnych pomysłów i prac. Ćwiczenia z rysunku, pisania, uruchamiania wyobraźni i kreatywności. Wizyta w świecie komiksu jest szczególnie miła, gdy ma się tak sympatycznych przewodników jak Pik i Robi. Nie ma czasu na nudę i jest MOC do działania.

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

sobota, 28 lipca 2018

 „Jak wytresować smoka” – wielu znana jako kreskówka. A jest książka – i to jaka!!! – Bardzo zadziorna, śmieszna, jedyna w swoim rodzaju. Na początku trochę zlekceważona, bo przecież dzieciarnia „zna” (podkreślam słowo „ponoć”) – z filmu – a jakże. A potem okazało się, że z kreskówki niewiele się pamięta, książka sprawiła olbrzymią radochę, a po obejrzeniu kreskówki – tak dla przypomnienia i zachęceni lekturą – padło: uwaga!!!– wiekopomne stwierdzenie – KSIĄŻKA jest lepsza. I inna – bo tu i tam SA spore różnice. A przecież w książce było tak i tak – jednym słowem: było lepiej.

A więc: przenosimy się do odległych czasów dzikich Wikingów. Bardzo dbają oni o wychowanie swoich dzieci – ale nie myślcie, że chodzi o zasady kindersztuby, takie ą, ę – bułkę przez bibułkę. Rasowy Wiking musi być chętny do walki, zaczepki, musi bekać, pluć, przeklinać, mścić się. Tego oczekuje się od wikińskich chłopaków. I musi jeszcze dostać się do smoczej jaskini, porwać smoka i następnie go wytresować. Czkawka – syn wodza wikińskiego jest inny. Delikatny, nie znosi wrzasków, przelewu krwi – tymczasem wszyscy, łącznie z ojcem, mają wobec niego inne oczekiwania – przecież w przyszłości sam ma zostać WODZEM. Kiedy po wyprawie po smoka Czkawka wraca z jakimś mizernym smoczym chuderlakiem nikt nie wieszczy mu kariery wikińskiego rozrabiaki. Zresztą, czy sam Czkawka chce właśnie taki być? Czy zamierza upodobnić się do swoich adwersarzy, którzy marzą o tym, by w przyszłości pozbyć się chłopaka i stanąć na czele wikińskiego plemienia?


Bardzo udana książka pełna humoru – przyznaję, niekiedy przaśnego – są wesołe sytuacje, dialogi, opisy, ilustracje. Naprawdę: podczas lektury często słychać było wybuchy śmiechu. Dobra wiadomość jest taka, że na jednym tomie nie koniec tej historii. Ukazała się już część druga: „Jak wytresować smoka. Jak zostać piratem”. Na okładkach zapowiedź kolejnych części w najbliższym czasie – razem 6 książek.

„Jak wytresować smoka” z jednej strony bawi, daje możliwość przeniesienia się w odlegle czasy, przeżywania przygód. Z drugiej strony traktuje o starych i cennych wartościach jak: honor, odwaga, prawdziwa przyjaźń. Gdzieś pomiędzy wierszami, w trakcie doskonałej zabawy można też się wiele nauczyć i wynieść cenną naukę na przyszłość – co tak naprawdę jest ważne w życiu.

Wiek 8+

Wydawnictwo ZNAK

czwartek, 19 lipca 2018

W najbliższym czasie oczy wielu z nas będą skierowane w kierunku nieba - a ściślej mówiąc Księżyca (nie przegapcie 27 lipca). Będzie się działo!!! Jeśli warunki będą sprzyjały, zaobserwujemy całkowite zaćmienie Księżyca. A może po tych obserwacjach częściej zaczniemy zdzierać głowy do góry, by popatrzeć, co się nad nami TAM dzieje? Może częściej popatrzymy na niebo? Gwiazdy, planety, Słońce, Księżyc. Jeśli złapiemy bakcyla, wówczas pomoc się na pewno przyda – w postaci ilustrowanego przewodnika po nocnym niebie – takim jak ten właśnie. Książka na pewno może być wstępem do „czytania” nieba ze zrozumieniem, poznawania go. Bo przyznajmy, wielu z nas wśród mnóstwa migocących punkcików tam w górze, potrafi rozpoznać niewiele: Wielki Wóz, Mały Wóz, Gwiazdę Polarną. A może będzie to początek przygody, która będzie kontynuowana dalej z innymi lekturami, filmami, wykładami znawców tematu? Na początek próbujemy okiełznać temat nocnego nieba swoimi siłami. Po lekturze mogę powiedzieć – jest MOC i są chęci.

Poznacie tu różne gwiazdozbiory, ich starożytne nazwy, nawiązanie do mitologii. Autorka pokazała też jak ludzie czytali niebo w dawnych czasach, gdy nie mieli do dyspozycji precyzyjnych narzędzi i instrumentów. Za to mieli w sobie olbrzymią chęć poznania świata. A więc: gwiazdozbiory Ptolemeusza, które różnią się od gwiazdozbiorów nowożytnych. Jak się okazuje ta działka nauki niesie z sobą różne niespodzianki, bowiem w erze oświecenia konstelacje gwiazd otrzymały również nazwy narzędzi i instrumentów naukowych, chociażby takich jak: Pompa, Piec, Węgielnica, Luneta, Sekstant, Kompas czy Sieć. Mają one też nazwy zwierząt i mitycznych stworzeń: Ptak Rajski, Psy Gończe, Kameleon, Jaszczurka, Ryś, Złota Ryba, Jednorożec czy Lisek. Gwiazdy zajmują tu najwięcej miejsca – ale poświęcono też dużo uwagi Drodze Mlecznej, Księżycowi (informacje przydadzą się za dni kilka), Słońcu, poszczególnym planetom Układu Słonecznego, planetoidom, kometom, meteorom. Oczywiście pojawia się odwieczne pytanie w kontekście nieba: Czy tam jest ktoś jeszcze? Jest próba odpowiedzi na to pytanie, co na pewno łatwe nie jest.

Każdy z nas urodził się pod jakąś gwiazdą może ta książka zainspiruje Was do wieczornego pikniku rodzinnego. Zadanie do wykonania na już: odnaleźć swój znak zodiaku na czarnym niebie.

Książka ciekawa, zawiera mnóstwo informacji, ciekawostek. Zilustrowana w tonacji … nocnego nieba. Nienachalnie, tak by zaintrygować, zainteresować, zapalić do poznawania tematu. Mnie się baaaardzo podoba.

Tutaj można zajrzeć do środka:)

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 18 lipca 2018

W tej książce nie znajdziecie ani żadnych czarów-marów, ani jakiejś strasznie niesamowitej albo zagmatwanej opowieści. Ta historia bardziej kojarzy mi się z opowieściami, które po raz „enty” opowiada się przy stole w miłym towarzystwie. Do powspominania, pośmiania się. Jest oczywiście narastające napięcie, budowanie nastroju, niepewność i ciekawość, czy aby tytułowe czapki dzieciaków na pewno się odnajdą. Bo w tej historii jest coś dla dzieci i dla dorosłych. Jest przede wszystkim ukazane, że z każdego, nawet niepozornego wydarzenia, można stworzyć ciekawą opowieść. Jest dziecięca chęć do zabawy, zatracenie się w niej, niedbałość o swoje rzeczy – bo w pewnym momencie akurat towarzystwo innych dzieci jest ważniejsze niż takie zwykłe czapki. Ale jest też nieporadność dorosłych, która z jednej strony śmieszy, choć z drugiej uczy też tego, by od czasu do czasu pośmiać się z samego siebie. A to akurat nam, dorosłym, niekiedy trudno przychodzi.

A cała historia zaczyna się niewinnie. Grupka dzieci udaje się do Adama na urodziny. Podczas przyjęcia tata chłopca …. czaruje. Do jednej ze sztuczek potrzebne są czapki przybyłych dzieci. Problem w tym, że te nagle znikają bez śladu. Czy się odnajdą?

P.S. Ja z moją starszą siostrą też mam taką opowieść o pewnej czapce znalezionej na słupie energetycznym wiele, wiele lat temu. Tylko, że wtedy siostra tej czapki nie chciała. Po latach śmiejemy się z tej historii i czasem do niej wracamy podczas rodzinnych wspomnień.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki 

wtorek, 17 lipca 2018

Lubicie chodzić do lasu? Ja – bardzo. Las mam w zasięgu ręki. Parę minut spacerkiem albo kilka depnięć rowerkiem i już jest. W każdym razie taka książka jak ta zachęca do tego, by się tam udać z dziećmi. Nie, nie chcę pisać, że to alternatywa dla lasu. Bo las się dopiero wtedy czuje, gdy się w nim jest naprawdę: cudowny zapach olejków eterycznych daje po nozdrzach, słyszy się trzask złamanej gałęzi, obserwuje, co się dzieje w znajomym mrowisku, dziupli, u żurawi na łące. I myślę, że jak się chce, to się do lasu trafi. A co lubię w lesie najbardziej? Że (wiem, nie zaczyna się zdania od „że”) jak się łazi (tak: dosłownie „łazi”) po tych wszystkich nierównych ścieżkach, bruzdach, wyrośniętych korzeniach, trzeba uwagę skupić również na sobie. By stąpnąć prawidłowo, by nie upaść przypadkiem. I wtedy nieważne stają się problemy dnia codziennego, głowa w cudowny sposób odpoczywa od negatywnych myśli - stajemy się czujni jak tropiciele. Praca, szef, finanse, szkoła dzieciaków, bałagan w domu w jakiś cudowny sposób rozpuszczają w sosnowych i świerkowych olejkach eterycznych. Dlatego zachęcam do tego, by sięgnąć po książkę o lesie, ale potem OBOWIĄZKOWO sprawdzić, co w lesie piszczy, co słychać u wiewiórek. Wiem, wiem – ale są KLESZCZE. Tak, znam. Sama w tym roku miałam trzy spotkania oko w oko z tym potworem. Dwa osobniki spacerujące i jeden wbity.

Całość podzielono na cztery pory roku i kolejne miesiące z nimi związane. Każda z nich zawiera kilka krótkich informacji i ciekawostek dla nich charakterystycznych. I tak: jeśli wiosna to musza być fiołki, i młode warchlaczki dzików, pisklęta ptaków, miłość zwierząt, młode zajączki, ptasie trele i smaczny grzybek gęśnica wiosenna (nie znałam wcześniej). Jeśli lato to aktywne kuny, poziomki, troskliwy tato kowalik, płochliwe sarny, świetliki, wydry i bażanty. Jesień – tutaj bez kasztanów się nie obejdzie, i ptaków żegnających się z nami, jarzębiny i ryczących jeleni. Zwrócono uwagę na szkodnika, który ma przeuroczo trudną nazwę i jest trudny niestety do zwalczania: szrotówek kasztanowcowiaczek. Zimą za to są sikorki, jemioła, niedźwiedź, wilki i randkujące zające.

Oczywiście tematów jest więcej, nie sposób o wszystkich napisać. Są to naprawdę króciutkie informacje, by nie znudzić, ale by zaciekawić. Jest też kilka okienek do odkrycia i mini-książeczek do odkrycia. A w nich ciekawe pomysły na zagospodarowanie wolnego czasu z przyrodą: robienie zielnika, obserwacja zwierzęcych tropów czy poznanie liści znanych drzew. Całość fajnie zilustrowana, z humorem, kolorowo.

Wiek 4+

Wydawnictwo Adamada

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43