Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać

Książeczki z dziecięcej półeczki

poniedziałek, 05 lutego 2018

Na pewno trudno wejść w nowe środowisko. Zwłaszcza, gdy jest się wilkiem. A zwłaszcza wtedy, gdy za takim osobnikiem ciągnie się zła sława - ot choćby przez bajki o Czerwonym Kapturku czy siedmiu koźlątkach. Przekonał się o tym, sam na własnej skórze, niejaki wilk Baltazar – podróżnik i antropolog zwierząt. Po latach tułaczki po świecie postanawia osiąść we właśnie zakupionym domku – w zagrodzie Borsuka (spokojnie: domek został zakupiony legalnie, Borsukowi naprawdę nic się nie stało). Wraz z pojawieniem się NOWEGO ożywają strrrrraszne historie - zasłyszane bądź to przeżyte osobiście. W każdym razie słowo „wilk” wywołuje strach i obawy. I nic nie pomagają tłumaczenia, że Baltazar to osobnik spokojny, kulturalny, istny dżentelmen. Tym bardziej, że „prawdziwe” historie na jego temat opowiadają złośliwa Lisica i rozpuszczone jak dziadowskie bicze dzieciaki państwa Kóz: Stasinek i Tadziulek. Kiedy rozeźlone zwierzaki z okolicy ruszają do domu wilka, by dać mu nauczkę, małego czytelnika może oblecieć strach. Ogarnia go złość na kłamców, trzyma kciuki za Baltazara, który swoją postawą zaskarbił sobie już duże pokłady sympatii. Na szczęście w tej historii wygrywają zdrowy rozsądek i sprawiedliwość.

Ta opowieść pokazuje, jak trudno zaakceptować obcych i jak nowym jest trudno zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Myślę, że to bajka baaardzo na czasie. Niby bajka a jednak nie-bajka. Niestety, informacje z różnych mediów pokazują, że nasza rzeczywistość bywa okrutna. W tle porusza ważne zagadnienia tolerancji, empatii i ksenofobii. Opowiedziana z humorem, z paletą ciekawych postaci , od których można się wiele nauczyć. Świetnie zilustrowana, opowiedziana ładnie – naprawdę z przyjemnością się czyta.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 13 stycznia 2018

Jasiek ma siedem lat i na co dzień mieszka w Londynie. Niedawno razem z mamą odwiedził Kraków, który do tej pory znał tylko z opowieści. Za sprawą jakichś czarów przenosi się do przeszłości. Staje się wolnym ptakiem i z góry śledzi to, co dzieje się w mieście Kraka. Gołąb w kolorze kawy z mlekiem jest świadkiem ważnych historycznych wydarzeń. Właśnie w najlepsze trwają prace przy  kościele karmelitów. Miejsce to odwiedza młodziutka królowa Jadwiga. Skromna kobieta spaceruje po mieście w towarzystwie dam dworu, rozmawia z ludźmi. Stawia stopę na kamieniu – zostawiając ślad (miejsce dziś znane jako stopka królowej Jadwigi). Ofiarowuje drogocenny klejnot ze swojego bucika na medyka dla chorej córki kamieniarza Jana nadzorującego prace.  

Znana legenda w ciekawej oprawie ilustracyjnej – z oryginalną okładką z pustym okienkiem. Książka starannie wydana, kolorowa. Ciekawym pomysłem była podróż w czasie małego Jasia, który na końcu oczywiście bezpiecznie wrócił do mamy. Może lektura zachęci do wyprawy do dawnej stolicy Polski.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 12 stycznia 2018

Gdy tylko słyszę hasło „sztuka dla dzieci” mam przed oczami pewną scenę sprzed lat z warszawskiej Zachęty – a ściślej mówiąc: z kolejki po bilety. Malec ciągnie mamę za poły płaszcza  i szepcze podekscytowany: „Mamo, a czy potem pójdziemy jeszcze na wystawę sztuki nowoczesnej?” . Taaak – sztuka to temat wdzięczny już dla małych dzieci. Kojarzy się z pracami plastycznymi, tworzeniem czegoś, kolorami, wyobraźnią, kreatywnością. Nic – tylko działać w tej dziedzinie. A ta książka pewnie pozwoli rozwinąć zainteresowanie sztuką – właśnie dzieci – choć pewnie trochę starsze niż wspomniany wcześniej malec z Zachęty.

Nie ma tutaj suchych informacji na temat sztuki, twórców – jakichś definicji i regułek. Są za to sceny z życia wzięte, opowiedziane przez Michaela Birda – historyka sztuki, prawdziwego pasjonata tematu. Swoich bohaterów – znane postacie ze świata sztuki umieścił w różnych sytuacjach dnia codziennego. Oczywiście najczęściej związanych ze sztuką: podczas tworzenia, w relacjach z innymi ludźmi, uczniami, kolegami po fachu, podczas rozmów o sztuce – ale dzięki temu dzieci nabierają przeświadczenia, że ci wielcy ludzie, o których tak często mówimy z pietyzmem: byli też zwykłymi ludźmi, z problemami, radościami i troskami. To taka trochę podróż w czasie: bo niekiedy poczuć się można jak niemy świadek jakiejś sceny: rozmowy, spotkania. Niekiedy też można podsłuchać co akurat Mistrz mruczy do siebie pod nosem. Te opowiadania są wytworem wyobraźni autora – ale wiele elementów: postaci, miejsc, dzieł sztuki, rekwizytów codzienności jest prawdziwych.

Książka jest pokaźnych rozmiarów, ma w sobie wiele treści. Bardzo rozciągnęła się w czasie: punktem wyjścia tych opowieści jest prehistoryczna figurka człowieka z głową lwa odkryta w jaskini na terenie dzisiejszych Niemiec. Lekturę kończy  opowieść o chińskim artyście Ai Weiwei, który w dłoniach trzyma ziarna słonecznika. Potem okaże się, że to ręcznie robione i pomalowane ziarenka – w liczbie ponad stu milionów a wykonane zostały z porcelany. Co symbolizują, dlaczego stały się elementem instalacji artysty? Ten ostatni przykład pokazuje, jak często sztuka była zaangażowana w życie społeczności, jakie emocje i nastroje wyrażała. Nie była tylko sztuką dla sztuki – sama w sobie miała też inne, poważniejsze zadania – niż tylko cieszyć oko, zadowalać gusta bogaczy, którzy kupowali lub kupują dzieła, by pokazać, że ich na nie stać.  Każde opowiadanie dotyczy innej postaci. A jest co czytać. Przez karty książki przewijają się mniej i bardziej znane postacie. Autor zapoznaje z przykładami dzieł z różnych kręgów kulturowych: ze sztuką afrykańską, japońską, aztecką, egipską, chińską, mongolską, europejską, mongolską. To też różne epoki i style w sztuce: dawne cywilizacje, średniowiecze, renesans, czasy nowożytne – czyli XV i XVII wiek, czasy wojen napoleońskich, fotografii, impresjonizmu, obydwu wojen światowych i współczesności – sztuka po 1945 r.

Książka jest ciekawie zilustrowana przez Kate Evans, która przedstawiła różne sceny z życia artystów. Na samym końcu znajdziecie jeszcze mapę świata, na której można zlokalizować miejsca, które pojawiły się w opowieściach Birda.  Jest i chronologia uwzględniająca ważne wydarzenia z historii świata i sztuki, słowniczek pojęć ze świata sztuki, spis dzieł oraz źródła reprodukcji.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

środa, 10 stycznia 2018

Myślę, że Basi nie muszę nikomu przedstawiać. Rezolutna dziewczynka w wieku przedszkolnym pomaga poznać najmłodszym otaczającą rzeczywistość. Dzieci poznając losy Basi mogą odnieść je do siebie, skonfrontować z własnymi doświadczeniami. Z kręgu znajomych – wiem, że dzieci chętnie identyfikują się z Basią i ciągle z niecierpliwością czekają na jej nowe przygody. Co jakiś czas ukazuje się kolejna część serii o Basi i jej rodzinie. I co jakiś czas – te Basine przygody zbierane są w „Wielką księgę przygód”. W znacznie mniejszym, ale za to poręczniejszym formacie, zdecydowanie grubszym. Większy format przeniesiony do mniejszej książki i oczywiście duża ilość przygód. W czwartym tomie jest ich aż siedem. Na przykładzie Basi dzieci przekonają się, że remont to nie zabawa, tatuś naprawdę zna się na leczeniu ludzi a nie na rurach. Będzie zamęt i zmartwienia – bo remont potrafi spędzić dorosłym sen z oczu. W „Basia i piłka nożna” został poruszony problem, który spotka ć można w wielu domach gdzie są mali fani futbolu. Mianowicie zbieranie kart piłkarskich. Ma to swoje plusy i minusy. No i co najważniejsze – autorka pokazała, że i dziewczynki mogą również interesować się piłką nożną. „Basia i wyprawa do lasu” – rodzina Basi wybiera się na grzyby. Razem z Basią i Frankiem dzieci obserwują przyrodę i poznają zasady właściwego zachowania się w lesie. „Basia i wolność” – nic tylko zasady i nakazy – tak przynajmniej twierdzą dzieci. Tata z mamą próbują wytłumaczyć, że wolność nie oznacza przyzwolenia na każde zachowanie: hałasowanie w autobusie, paćkanie mydłem na blacie w publicznej toalecie. „Basia i narty” – ta historia ma klimat zimowego wyjazdu. Omówiono tu krótko jazdę na deskach, zasady zachowania na stoku.

W książce są jeszcze: „Basia i biblioteka” oraz „Basia i zwierzaki”. O tych książkach pisałam oddzielne recenzje. Wystarczy kliknąć.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 09 stycznia 2018

Widząc takie książki – zawsze żałuję, że nie było ich, kiedy to ja byłam mała. Takie publikacje pokazują, jak przyroda i świat wokół nas potrafią być fascynujące. Może zostałabym podróżnikiem, który przemierza świat, by dotrzeć w dalekie ostępy amazońskich lasów. Albo przyrodnikiem, który z lupą biega po lesie w poszukiwaniu dziwacznych okazów – ot choćby takich zwykłych a jednak niezwykłych grzybów. Bo grzyby to nie tylko kilka prawdziwków, które jesienią lądują w naszych koszykach wiklinowych. Przedstawiciele tego gatunku – jak się okazuje – są dosłownie wszędzie – o czym można się dowiedzieć właśnie z tej lektury. Olbrzymia kolorowa księga z nadzwyczajnymi ilustracjami, solidną dawką wiedzy podanej w przystępny sposób. Co wiemy o grzybach? Już w XVII wieku Karol Linneusz dokonał podziału świata przyrody na trzy królestwa: minerały, rośliny i zwierzęta – zaliczając grzyby właśnie do roślin. Takie przeświadczenie króluje zresztą wśród wielu niezwiązanych z tematem: grzyb jest rośliną. Tymczasem sami uczeni – coraz częściej reprezentują stanowisko, że grzyby to jednak zwierzęta. Wiedzieliście o tym? – bo ja nie.

Sama książka porusza chyba wszystkie możliwe tematy związane z grzybami. Znajdziecie tu informacje na temat budowy grzyba, osobników jadalnych i trujących, jak również tych, które są pod ochroną. Co należy zrobić w przypadku zatrucia grzybami, jak hodować pieczarki, boczniaki i – uwaga – grzyby leśne – w swoim ogrodzie. Jak mówił Arystoteles – tytuł jest kluczem do poetyki utworu – tak sama nazwa grzyba wiele wyjaśnia. Ciekawe czy wiecie dlaczego pewne grzyby nazywają się tak, jak się właśnie nazywają: szatan, rycerzyk czerwonozłoty, surojadka. W końcu temat – który dotyczy wielu Polaków jesienią – jak zorganizować wyprawę na grzyby. Jak rozróżnić niemal identyczne okazy, by nie pomylić smacznego smardza z piestrzenicą kasztanowatą. W końcu – grzyby w kuchni: ich suszenie, marynowanie, solenie, kiszenie i mrożenie.  Znajdziecie też kilka przepisów na wykorzystanie kulinarne grzybów w swoim domu. Czy mieszkańcy innych krajów również chodzą na grzyby, jakie tajemnice kryją w sobie huba, trufla, pleśń na serach. Są i grzyby w medycynie jak i w naszym organizmie. Kropeczką nad „i” są … grzybek do cerowania i … grzyb atomowy. Dodam, że nie wyczerpałam tematu – kilka wątków opuściłam, ponieważ musiałabym pisać i pisać – a tak będziecie mieli radość odkrywania czegoś nowego podczas lektury.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 08 stycznia 2018

Nie, nie - Skarpetka to nie część garderoby, ale imię przyjaciela - królika. Otóż Benjamin wybiera się na urodziny do Julii. Chłopiec chciałby zwrócić na siebie uwagę dziewczynki – w której od jakiegoś czasu jest zakochany. Wpada na pomysł, by zamienić się ze Skarpetką rolami – on przebierze się za Skarpetkę, a Skarpetka za niego. Zapowiada się świetna zabawa. Na miejscu okazuje się jednak, że obecni są również inni goście, w dodatku ubrani „normalnie”. Trudno czuć się komfortowo w dość kuriozalnej sytuacji. Jak rozkochać w sobie Julię, gdy nic nie wychodzi, gdy ciągle pod górkę? Włosy jubilatki przyklejają się do taśmy klejącej z prezentu, nogi plączą się wśród kabli elektrycznej girlandy i potykają o lampę.  

Książka w mądry sposób porusza kilka ważnych problemów dotyczących dzieci i nastolatków:

Pierwsza miłość – ważne uczucie – nie wolno go bagatelizować. I co zrobić, by obiekt westchnień zechciał zwrócić na danego zakochanego Romea lub Julię uwagę?

Wyróżnić się. Niby łatwo a jednak trudno jest się wyróżnić. Bo tylko „wyjście” poza utarte ramy i schematy pozwoli na to, by zaistnieć. Inaczej giniesz w szarości i normalności gromady. Jesteś nijaki – i jeśli nie jesteś głośny – to nikt cię nie zauważy. Jednak celowe działanie mające na celu zwrócenie czyjejś uwagi – zwłaszcza dorastającego chłopca – to jest wyczyn nie lada. Odwaga – nie ma co.

Wycofanie się – czasem słyszymy w języku młodzieżowym: „spadaj na drzewo”. Do grzecznych nie należy, ale ma w sobie swego rodzaju mądrość. To przysłowiowe „drzewo” staje się symbolem braku akceptacji, ale i miejscem, gdzie można przemyśleć swoje postępowanie, szukać innej drogi, pomyśleć co dalej. Na takie dosłowne drzewo ucieka zresztą bohater tej opowieści. To jego azyl, gdzie nikt nie ocenia go krytycznie – jego zachowania i tańca.

Zawsze po nocy przychodzi nowy dzień. Chłopiec na drzewie ma z początku tylko czarne myśli. Czuje się samotny, czuje, że się wygłupił. W pewnym momencie – zwłaszcza dorosły czytelnik – może zacząć nawet bać się o niego. Chciałoby się go przytulić, uspokoić i zapewnić, że to głupie błahostki. Nic nie znaczą. Nic złego się nie stało. Ale czy chłopiec by to zrozumiał? W jego przeświadczeniu stała się tragedia. Przeżył porażkę, odczuł brak akceptacji znajomych. Dla niego świat legł właśnie w gruzach. Tyle że za chwilę następuje nagły zwrot akcji. Julia, która przynosi na drzewo kawałek tortu, pomaga chłopcu pokonać złe emocje. To, co wydawało się przed chwilą niewyobrażalnie smutne, w chwili obecnej nabiera barw. Benjamin znów jest szczęśliwy – nie ma to jak przyjaźń.

Książka wielowątkowa, którą można czytać na wiele sposobów – o przyjaźni, miłości, braku akceptacji, złości na siebie i innych, zażenowaniu. Od czytelnika zależy, jak ją odczyta, co z niej dla siebie wyciągnie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 02 stycznia 2018

Powieść Justyny Bednarek o dziwacznym wynalazcy dobrze się czyta. Budowane przez nią zdania mają w sobie TO COŚ. Pisze nie tylko ciekawie, ale i pięknie, ze smakiem buduje frazy. „Pan Kardan” to książka, która naprawdę z wielu względów zasługuje na uwagę – nie tylko tych językowych.

To przede wszystkim świetna przygodówka, która uzmysławia szaremu człowiekowi (takiemu jak ja), że w dniu codziennym może spotkać nas coś niespodziewanego, niezwykłego. Za rogiem czają się emocje, tajemnica. A sąsiad, który do tej pory miał być tylko marudą i starym zrzędą, okazał się tak naprawdę cudownym i wartościowym człowiekiem, od którego można się wiele nauczyć. Proszę Państwa: zwykłe krzaki w ogródku, sterta złomu, podwórko, ławeczka (może nawet i z duchem, a któż to wie?) mogą kryć w sobie potencjał – do zabaw, pomysłów, wynalazków, pozytywnych wariactw, które sprawią, że nasze życie będzie …inne niż do tej pory.

Kolejny powód, by chwycić za książkę: to właśnie radość z bycia z drugim człowiekiem. Tak się składa, że moje okno kuchenne „wychodzi” akurat na ulicę z wygodnym chodnikiem, po którym chodzą, spacerują ludzie w różnym wieku. Czasem sami, często w  towarzystwie – i co smutne – w większości wszyscy pochyleni i zapatrzeni w migające ekraniki smartfonów, tabletów. Oj, mamy i tatusiowie pchający swoje pociechy w wózkach. Jedną ręką, bo w drugiej króluje oczywiście cudo techniki. Opowieść Justyny Bednarek niesie optymistyczne przesłanie, daje wiarę w człowieka, że mimo wszystko lubimy innych, lubimy z nimi przebywać, po ludzku …gadać. A nie tylko na portalu społecznościowym – nieeee, właśnie w realu. Tak jak ma to miejsce  w tej książce. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. I co jeszcze cenniejsze – młodzi potrafią znaleźć nić porozumienia ze starszą generacją. Piękna i wartościowa jest przyjaźń zwariowanego wynalazcy, pana Kardana z małym Michałkiem. Marzenia, by znaleźć się kiedyś w Księdze Rekordów Guinnessa, są początkiem – najpierw znajomości, a później – już relacji przyjacielsko – rodzinnych. Tak, tak, bowiem pan Kardan nazywa Michałka swoim wnukiem i każe do siebie mówić „dziadku”. W każdym razie wiek nie jest przeszkodą do szukania wspólnych tematów do rozmów, zainteresowań. A co ciekawe – jedni od drugich możemy wiele się nauczyć.

Fantazja. Króluje w tej książce – przez duże „eF”. Wielkie brawa za vetustas – maszynę potrafiącą przywołać obrazy z przeszłości. Nie będę Wam teraz wykładała wszelkich technicznych możliwości wynalazku pana Kardana. W każdym razie maszyna rozbujała wyobraźnię młodego czytelnika, który raz po raz  zaczynał bujać w obłokach i w myślach poczynał obmyślać swoje wynalazki. Kto wie, może vetustas będzie początkiem wszystkiego w życiu któregoś z czytelników? W każdym razie przygody z vetustasem świetnie bawią i jednocześnie pobudzają wyobraźnię. Kto wie, kto wie jaki będzie ciąg dalszy. Ale to już prywatne, osobiste opowieści, o których na razie cicho-sza.  

W końcu humor. Co rusz pojawiający się choćby w scenach z kurami: Sherlock i Watson. Trzeba przyznać, że obydwa zwierzaki wniosły dużo kolorytu do fabuły. Jestem w każdym razie pewna, że po tej lekturze żadna kura (niekoniecznie rasy sussex) nie będzie już tylko zwykłą kurą. Jest i czarny humor, którego doszukać można się w scenach z Błażejem Bałamutem – czarnym charakterem, który z kolei sprawił, że emocje podczas lektury niekiedy sięgały zenitu.

Jest i refleksyjny motyw dwójki rodziców Michałka – niegdyś szalonych młodych ludzi, którzy potrafili udać się na motorze tam, gdzie ich oczy poniosą. Teraz zasiedzeni w swoim domku, ustatkowani, zbyt racjonalni i praktyczni, by móc nadal marzyć i bujać w obłokach. Gdzieś zagubili w sobie „swoje dziecko”, które na szczęście pomoże im odnaleźć skok kota przez serce tatusia. Nieee, oczywiście nie wyjawiam, co mam na myśli.

Myślę, że tymi krótkimi refleksjami zachęcę Was do sięgnięcia po lekturę.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bajka

poniedziałek, 01 stycznia 2018

Tegoroczne lato minęło bezpowrotnie. Pechowa Wola, tak chętnie odwiedzana przez turystów, opustoszała. Lord i lady Pepperowie zbierają siły na kolejny sezon. Na razie wycofali się do cichego zakątka domu, gdzie odpoczywają, regenerują się, śpią długimi godzinami. Jednocześnie obok tego życia doczesnego toczy się zupełnie inna historia. Równolegle do świata rzeczywistego istnieje świat pełen duchów zwierząt, które kiedyś związane były z Pechową Wolą. Wśród nich tytułowy Kostek. To dawny pies Pepperów, który od jakiegoś czasu „żyje” właśnie w tym innym – nieziemskim – wymiarze. Jeśli ktoś czytał poprzednie części, pewnie znów ucieszy się na spotkanie z chomikiem Marcinem, gąsiorem Gabrielem, zającem Walentym, małpką Orlando, pajęczycą Panią Jones. Zwierzęce duchy – z różnych epok Pechowej Woli. Wszak jest to domostwo wiekowe, z tradycjami. Zwierzaki cały czas są związane z tym miejscem – mimo upływającego czasu. Mało tego: okrzyknęły się Stacjonarnymi Opiekunami Spirytualnymi, są strażnikami Pechowej Woli i jak twierdzą mają „pełne łapy roboty”. Jeśli chcecie wiedzieć jakiej, niech za odpowiedź posłuży cytat gąsiora Gabriela: „Wszelkiego typu, dajmy na to … porządkowanie skarpet… wycieranie kurzu … odkurzanie podłogi”. Ale wierzcie mi: nie tylko. Bo gdyby tak było faktycznie, wówczas w Pechowej Woli byłoby strasznie nudno i ta książka po prostu nigdy przenigdy by nie powstała. Przecież ile można pisać o porządkowaniu skarpet i odkurzaniu podłogi? Bo w Pechowej Woli wiele się dzieje: co rusz ktoś znajduje jakieś śmieciowe skarby: ot jak choćby starą lunetę. To dobry powód, by na chwilę się zatrzymać i popatrzeć w gwiazdy. Maleńki żołnierzyk, sowa z plastiku, połamane kafelki – te oto drobiazgi, porzucone przez ludzi, działają na wyobraźnię. Jednak to luneta sprawi, że nagle wszyscy zaczną interesować się astronomią. Pewnego dnia w ogrodzie pojawi się oszałamiająco piękna klacz Luna Asstra. Smutny konik, który pełno ma problemów, tajemnic. W dodatku ten duch zwierzęcia ukrywa się przed … duchem człowieka. Zrobiło się ciekawie, nieprawdaż? I jak tu uwierzyć Gabrielowi, że wszystkie sprawy toczą się w Pechowej Woli wokół skarpetek, kurzu i podłóg. Oczywiście duchy-przyjaciele zrobią wszystko, by pomóc Lunie. Przygody, emocje, humor, troszkę strachu i czarnych charakterów. To doskonały przepis na udaną książkę. Na końcu – szczęśliwy happyend i nadzieje na … kolejną książkę.

PS. Szczególnie miło mi się zrobiło, gdy zobaczyłam na wyklejce książki teksty rekomendujące lekturę. Wśród nich jest krótki fragment mojej recenzji do pierwszej części serii.

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 21 grudnia 2017

"Lucky Luke. Kanion Apaczów" -    Rene Goscinny/ Morris

Dzielny cowboy ma na polecenie Federalnego Biura do Spraw Indian wyjaśnić kwestię ciągłych starć i potyczek z Apaczami. Pułkownik dowodzący miejscowym fortem co rusz organizuje ekspedycję karną. Tymczasem Indianie nie pozostają dłużni. Lucky Luke widząc fatalną sytuację postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i rozwiązać spór drogą pokojową. Jednak Apacze mający złe doświadczenie z bladymi twarzami są nieufni i nawet słyszeć nie chcą o jakichkolwiek pertraktacjach. Lucky Luke jednak nie daje za wygraną. Czy w Kanionie Apaczów w końcu zapanują spokój i porządek?

"Lucky Luke. Przeklęte ranczo" - Goylouis, Fuche, Léturgie, il. Morris i Janvier

Kolejny komiks to zbiór kilku komiksowych opowieści o Lucky Luku. Lubię taką formę, ponieważ krótkie historie są bardzo esencjonalne i nie są na siłę rozciągnięte.  Najbardziej spodobało mi się tytułowe przeklęte ranczo. Ta opowieść ma w sobie sporą dawkę dramatyzmu i emocji. Kowboj pomaga wyjaśnić pewnej staruszce dziwne zdarzenia, które mają miejsce na dopiero co zakupionej nowej posiadłości. Ktoś lub coś straszy. Kowboj szybko poznaje tajemnicę rzekomego „księcia ciemności”.

Dziki Zachód to miejsce, gdzie nawet najbardziej najtwardsi twardziele (jakkolwiek to brzmi) szukają swojego szczęści i mają marzenia. Każdy też chętnie pozna, co mu przyniesie przyszłość. A tę najlepiej przepowie … wróżka. Do tej „pani” w małym miasteczku na Dzikim Zachodzie ustawia się dłuuuuuuga kolejka. Wśród oczekujących jest wielu notabli : nawet dyrektor banku i szeryf. Jednak coś w tej wróżce nie podoba się Lucky’emu.

W „Rzeźbie” pojawia się chyba najbardziej znana góra w całych USA – Rushmore, w której wykuto głowy kilku amerykańskich prezydentów. W dawnych czasach była to okolica bardzo niespokojna, pełna rzezimieszków. Na szczęście Lucky Luke zaprowadza tu porządek, a mieszkańcy chcą  w dowód wdzięczności uwiecznić sylwetkę kowboja w rzeźbie. Jest jednak ktoś, kto zrobi wszystko, by przeszkodzić planom mieszkańców i utalentowanego rzeźbiarza.

„Rynna” to swego rodzaju opowieść o nowoczesności na Dzikim Zachodzie. Lucky Luke pomoże pewnemu wynalazcy chronić jego rynnę, która ma być jego drogą do sukcesu. Zdobycie patentu wcale łatwe nie jest, zwłaszcza wtedy, gdy wszędzie czają się różnej maści zbiry. Na szczęście jest kowboj Lucky Luke, który w pewnym momencie wkracza do akcji.

Jak to zwykle w tych komiksach bywa znajdziecie tutaj sporą dawkę humoru sytuacyjnego i słownego. Mój syn kiedyś powiedział: "Oj ten Lucky Luke ciągle wygrywa. To jest już nudne". A jednak, gdy się pojawia nowy egzemplarz w domu, na długo znika w jakimś kącie i zagłębia się w lekturze. Powiem tak - pewnie zostanie mu to na długo, bo z LL się po prostu nie wyrasta. 

Wydawnictwo Egmont

środa, 20 grudnia 2017

 

Krótkie dni i długie zimowe wieczory sprzyjają czytaniu bądź słuchaniu książek. Nie kusi Was? Za oknem „szara godzina” (jak ja lubię to wyrażenie z wiersza Ewy Szelburg-Zarembiny), w domu ciepluchno, człowiek czuje się taki bezpieczny, u siebie, z kubeczkiem ciepłej herbatki w ręku, patrzy przez okno z widokiem na ogród (niestety nie – zaśnieżony mimo połówki stycznia) – przy ciepłym kaloryferze albo kominku. A w tle książka – sączy się tekst, łagodny tembr głosu lektora. U nas w domu –słuchamy dużo audiobooków – właściwie muszę przyznać, że niekiedy jest nawet „kolejka” po sprzęt.  Ja, słuchając swoich książek,  muszę niekiedy uważać, by coś niestosownego nie dostało się do uszu dzieciaków, które wiadomo – co mają słyszeć – nigdy nie słyszą. A to, co ma ominąć ich narządy słuchu – właśnie najlepiej do nich trafia.

Madika jest propozycją dobrej literatury dla troszkę starszych dzieci – myślę, że książka przypadnie do gustu zwłaszcza dziewczynkom, gdyż głównymi bohaterkami są siedmioletnia Madika i jej młodsza siostra (choć pewnie i chłopcy coś z niej dla siebie wyciągną). Ta książka kojarzy mi się trochę z Dziećmi z Bullerbyn. Jeśli ktoś tęskni za tamtym klimatem – a wiem, że wśród rodziców jest wielu takich nostalgicznych czytelników, to pewnie i Wam się ta lektura spodoba. Nie ma tu wyszukanych przygód – jest zwykła codzienność, w której brakuje tych wszystkich współczesnych gadżetów i wypełniaczy czasu, na jakie są skazane współczesne dzieciaki. Za to panują wyobraźnia i kreatywność. Madika ma niekiedy naprawdę szalone pomysły, a wtóruje jej młodsza Lisabeth.  To takie urwisy w spódniczkach. Niekoniecznie pochwalam naśladowanie różnych pomysłów na zabawę: jak skok z dachu z parasolką w ręku, choć wiele momentów z życia dziewczynek może być inspiracją dla dzieci – latem w ogrodzie bądź w domu – gdy nie wiadomo co ze sobą zrobić. Ta książka to też obraz świata, którego już nie ma. Gdzieś w tle przewijają się elementy codzienności, które my sami znamy z opowiadań starszych generacji w swojej rodzinie. Ale to też piękno tej książki: pewne zachowania, reakcje, rozmowy, miejsca, ludzie. Zachęcam do ich odkrywania. Właśnie teraz – zimą, kiedy takie książki smakują najlepiej.

Książkę czyta Waldemar Barwiński. Lektor interpretuje tekst w sposób wyważony, powiedziałabym neutralny. Niektórzy preferują prawdziwy spektakl aktorski. Akurat my lubimy dwa podejścia w interpretacji. Czas nagrania 8 godz. 51 min.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38