Świat jest stworzony po to, aby stać się kiedyś piękną książką
Archiwum
Zakładki:
Książki 2013
Książki 2012
Książki 2011
A tutaj piszę o książkach
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
Dekoratorskie
Książki - 2010
Książki- 2008
Książki- 2009
Napisz do mnie
Piszą o książkach
Strony o książkach
Szablon mojego bloga
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam również TU
Tagi
Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać

Książeczki z dziecięcej półeczki

czwartek, 19 października 2017

Tytuł od razu skojarzył mi się z postacią Ryszarda Lwie Serce. Król Anglii brał udział w wyprawach krzyżowych i do dziś jego bohaterstwo i męstwo są opiewane w bajkach, filmach i książkach.  Nasz bohater tymczasem też jest dzielnym człowiekiem, który przeżywa mnóstwo przygód i musi stawić czoła niebezpieczeństwom. Co ciekawe, to właśnie mały czytelnik może zadecydować o losach rycerza, posłać go tam, dokąd uważa za słuszne. Czasem prowadzi go przez wiele kartek, miejsc – a tu – bach – trzeba wrócić do początku. Tak więc, niech Was nie zmyli cienka grubość lektury, bo ta akurat o niczym nie świadczy. Powroty do punktu wyjścia, w sam środek wyprawy, powodują, że czytanie zaczynamy od początku. I nawet jeśli pojawi się u dziecka irytacja, za chwilę jest radość, że oto znów udało się przejść kolejny etap.

Oprócz rycerza pojawiają się inni bohaterowie – i dobrzy, i źli: Jelonek Rogacz (ten jest baaaardzo nieuprzejmy), Pstrągowa Dama (oj, budzi grozę), hrabia Królik, ciemny pies czy grzeczny (!!!) diabeł. Drogi prowadzą do wielu ciekawych miejsc: w głąb drzewa, do sali herbowej, na turniej rycerski, do labiryntu pełnego schodów, jaskini lwów, dziwnego lasu. Można poza książką z dzieckiem porozmawiać o tych miejscach. Może przyjdą im do głowy jakieś ciekawe opisy.

Dziecko, chcąc przejść do kolejnego etapu, musi rozwiązać pewne zadania: odnaleźć hełm Jelonka Rogacza, różnice w herbach, instrumenty ukryte w jaskini, klucze, rybkę. Dzieci na pewno poradzą sobie z tymi wyzwaniami.

Książka ma ciekawą szatę graficzną, wyraziste choć nieprzeładowane kolory. I moim zdaniem ma wiele plusów. Po pierwsze: ćwiczy kreatywność. Dziecko musi trochę nagłowić się, którą drogę wybrać. Nie wie, co go czeka na kolejnym etapie. Może w małej główce analizować różne za i przeciw. Po drugie: ćwiczy spostrzegawczość: ta przyda się w poszukiwaniu rozwiązań do postawionych zdań. Po trzecie: uczy cierpliwości: zanim mały czytelnik dojdzie do mety trochę wody w rzece upłynie. Kilka razy dziecko będzie musiało zawrócić i zaczynać od nowa. Po czwarte: dziecko uczy się, że jest działanie – jest i konsekwencja. Każda decyzja niesie z sobą brzemienne skutki. Nie są one zawsze miłe. Po piąte: dziecko uczy się przegrywać. W drodze do mety czekają różne niebezpieczeństwa, nie wszystkie etapy uda się przejść z tarczą. Każda porażka czegoś uczy. Ważne: co nas nie zabije to nas na pewno wzmocni. Po szóste: buduje relacje z rodzicami. Bo tę książkę najlepiej czyta się  kimś. Można dyskutować, spierać się, śmiać się, dopowiadać historie. Czy może być coś piękniejszego?

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 18 października 2017

Nie jest łatwo ugotować jajko na miękko. Wstrzelić się w owe kultowe 3-4 minuty (ponoć w zależności od rozmiaru). I ani sekundy czy dwóch dłużej – bo wszystkie starania na nic. Bo nie uzyska się konsystencji  idealnej. Wiedzą o tym ci, którzy lubią kucharzyć i oczywiście przepadają za jajkami na miękko właśnie. Ale gdy się jest królem – jak Gromoryk – to trudniej jest jeszcze bardziej, bowiem wiadomo nie od dziś, że król ma ważniejsze sprawy na głowie, a w dodatku raczej ma wszystko podane na tacy pod nos. Jajka na miękko też.  Jest więc usprawiedliwiony, że nie ma pojęcia o tym, jak się owe jajka gotuje. Oj, jest dużo śmiechu przy lekturze o najnowszych perypetiach króla Gromoryka. Bo wyobraźcie sobie króla w kuchni. No, wyobraźcie sobie. Już na samą taką myśl buzia wykrzywia się w słodkiego rogala. Przewodnikiem kulinarnym jest nie kto inny jak kot Gaduła. I znów buzia wykrzywia się w rogala. Równolegle do ich „kuchennych” przygód dzieją się inne ciekawe rzeczy: matematyczne, ściśle mówiąc, trenujące spostrzegawczość, kreatywność maluchów. Dzieci mogą kolorować ptaki, doklejać brakujące postacie, ćwiczą pojęcia związane ze stopniowaniem przymiotników – mierzą dżdżownicę, słoiki, próbują odnaleźć w milionach schodów te właściwe, napełniają słoiki różnymi wiktuałami, ozdabiają naczynia kuchenne. To tylko niektóre z zadań. Można wykorzystywać swoje umiejętności, można sięgnąć po naklejki z końca książki. A w ramach serii „Wielkie umysły” spotkacie wielkiego filozofa i matematyka Kartezjusza. Podoba mi się takie połączenie książki dziecięcej z poważniejszą tematyką.

Pełna humoru książeczka (choć staram się unikać tego zwrotu) – która pomoże przy nauce czytania (duże litery, szeroka interlinia), matematyki – moim zdaniem świetna propozycja na podróż albo do długiej kolejki. By zabić nudę (jak to brzmi!) i wykorzystać czas i przy okazji się czegoś nauczyć.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

 

wtorek, 17 października 2017

Siedmioletni Bartek i jego mama spędzają tygodniowe wakacje w USA. Przewodniczką po Waszyngtonie jest przyjaciółka mamy. Syn Anny nosi imię „Lincoln”. Przy okazji rozmów oboje amerykańscy przyjaciele wyjaśniają, dlaczego chłopiec właśnie jest Lincolnem. Jak się okazuje to na pamiątkę prezydenta USA – Abrahama Lincolna, szesnastego prezydenta stanów Zjednoczonych, symbolu zniesienia niewolnictwa po wojnie secesyjnej. W pigułce przedstawiono losy biednego chłopca, który dzięki swojej ciężkiej pracy, samokształceniu, ambicji i marzeniom zajął najważniejszy urząd w państwie. Oprócz postaci samego Lincolna dzieci dzięki tej małej książeczce poznają charakterystyczne budowle: Biały Dom, Kapitol, pomnik Tadeusza Kościuszki, mauzoleum Lincolna. Zasmakują trochę wiedzy o USA – pojęcie stanów, niewolnictwa, abolicjonizmu, plantacji bawełny, konfederacji, wojny secesyjnej. Na końcu książki jest oczywiście słownik trudnych wyrazów – w przystępny sposób opisano tam wszystkie nowe pojęcia.

Książka została wydana w ramach serii „Czytam sobie”, poziom 3 (połykam strony). Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5- 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 15 października 2017

Taaaak, na pizzy można świetnie ćwiczyć matematykę. I nie tylko na niej. Jak się okazuje – matematyka jest wszędzie – nawet w świecie ślimaków, podczas przeprawy przez rzekę i tańca, jedzenia spaghetti, układania klapek parkietowych, w ulach pszczelich, na obrazie Leonarda Da Vinci. Nie odnosi się tylko do lekcji matematyki, które przebiegają zazwyczaj według utartego schematu – dlatego nudzą. Nie ma na nich czasu na ciekawostki, niesztampowe i zwariowane zadania, informacje o wielkich umysłach matematycznych. Bo program, po podstawa, testy, sprawdziany, egzaminy. Tymczasem Anna Ludwicka stara się pokazać inną twarz matematyki (jakkolwiek to brzmi). Matematyka może być zagadką, tajemnicą, zabawą. Może fascynować, intrygować, niepokoić. Może motywować do myślenia, szukania swoich rozwiązań, projektów, pomysłów. Ostatnimi czasy ukazało się mnóstwo matematycznych książek dla dzieci. Nie typowych podręczników, ale pozycji, które chcą ukazać atrakcyjność królowej nauk. Nie jest to łatwe, bowiem wiadomo nie od dziś, że matematyka do najłatwiejszych nie należy. Bo matematyka to nie tylko obliczenia, ciągi, potęgi, równania, zbiory. To również rysowanie rozmaitych figur bez odrywania ołówka, kreskowanie  mazakiem powierzchni w jednym kierunku. To pojęcia, które brzmią jak muzyka: fraktale, krzywa  Jordana, wstęga Möbiusa, topologia, spirala Fibonacciego. A wzrost wykładniczy? Figury jednobieżne? Od razu kojarzą mi się ze studiami matematycznymi? Tymczasem Autorka przybliża te pojęcia już starszym dzieciom.  Czasem brzmi ta matematyka jak nie z tego świata, ale czy przez to nie jest właśnie intrygująca? Spróbujcie matematycznej pizzy, razem z dziećmi pobawcie się matematyką. Mam nadzieję, że uda Wam się okiełznać potwora matematycznego – właśnie dzięki tej książce.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

sobota, 14 października 2017

Pojawienie się książki „Idol. Frida Kahlo” zbiegło się z otwarciem wystawy meksykańskiej malarki w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Jeżeli ktoś się wybiera do stolicy Wielkopolski, to książka ta będzie cennym uzupełnieniem, pamiątką wydarzenia – zwłaszcza wtedy, jeśli towarzyszyć w tej wyprawie będą młodsi miłośnicy sztuki. Jeśli nie – wówczas książka Justyny Styszyńskiej może stać się chociaż namiastką obejrzenia oryginałów i ciekawym źródłem informacji na temat życia i twórczości malarki. A życie to było – trzeba przyznać już po lekturze -  bardzo burzliwe, nie wolne od trosk i różnych wypadków. Justyna Styszyńska skrupulatnie wybrała najważniejsze wątki, zwłaszcza te, które zadecydowały o tym, że Frida w ogóle poświęciła się sztuce. Poważna choroba, wypadek, dom rodzinny, związek z Diego Riverą. Do tego informacje na tematy związane z malarstwem: niezbędne przyrządy, wyjaśnione pojęcia jak: podobrazie, sztaluga, szpachla, pastele, pigmenty itp. Autorka pomaga w interpretacji wybranych dzieł sztuki, ale zostawia też otwartą furtkę do własnej oceny – a potrzebne są do tego dobre chęci i wyobraźnia. W książce jest też coś w rodzaju kursu malowania i rysowania. Z pomocą krótkich wskazówek autorki samemu można stworzyć portret i martwą naturę. Są i naklejki – one pomogą wyposażyć pracownie malarskie, odwiedzić znane na całym świecie galerie sztuki, zorganizować wystawę prac Fridy, oraz … ubrać malarkę w tehuany – czyli słynne stroje – suknie, które też można podziwiać na autoportretach.

Zaletą te książki jest to, że nie ma w niej przesytu informacji, natomiast zostały wybrane te, które są istotne dla poznania życia Fridy i interpretacji jej dzieł. Dużym plusem jest zaangażowanie dzieci do współtworzenia tej książki. Podczas lektury przydadzą się ołówki, kredki i farby.

Wiek 9+

Wydawnictwo Widnokrąg

czwartek, 12 października 2017

W książce „Autochody” każdy miłośnik motoryzacji znajdzie coś dla siebie. I ci, którzy nie przepadają za nowinkami, bo są tu klasyczne pojazdy: jeep, motocykl, taczka, skuter śnieżny, wóz strażacki. I ci, którzy z wypiekami na twarzy śledzą, co w świecie auto-moto piszczy.  Od tych technicznych nowości aż głowa boli. Czegóż tu nie ma? Jajowóz turystyczny, kamieniołaz, pędząca struna. Ba – jest tu coś takiego jak wyniosłe auto, mobilne okno na świat, parojazd, monokołobil. Mam nadzieję, że przy zapisywaniu tych nazw nie popełniłam jakiegoś błędu:)

Nawet miłośnicy książek znajdą tu coś dla siebie: ciekawe, czy możecie sobie wyobrazić coś takiego jak księgarówka? A czy widzicie przed oczyma pojazd, jakim porusza się wielbiciel frytek, malarstwa, Mondriana, matematyki, kamelii? Jeśli nie starcza Wam wyobraźni zajrzyjcie do książki.

Autor  zaskakuje nas z jednej strony swoimi pomysłami, z drugiej zaś - zachęca do wymyślania swoich wynalazków. A rozkładówka aż się kusi (choć nie wiem na pewno, czy taki był zamysł Wydawnictwa), by chwycić za kredki i samemu pokolorować świat, w którym od różnych pojazdów, aut i maszyn aż w głowie się kręci.

Jednym słowem – książka z dziesiątkami różnych miniaturowych pojazdów – do oglądania, studiowania, porównywania. I do śmiechu, bo niektóre techniczne rozwiązania i nazwy rozkładają na łopatki:)))

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 11 października 2017

 

„Psociniec” to zbiór wierszy o kociej i psiej tematyce. I moim zdaniem to doskonała odskocznia od zabieganej rzeczywistości. Ciągle narzekamy na brak czasu, gonitwę za karierą, pieniędzmi. Psociniec to miejsce, w którym mieszkają mistrzowie psot – czyli pies i kot. I wierzcie mi – zalatany człek XXI wieku z przyjemnością odpocznie w towarzystwie tej menażerii. A co te zwierzaki wyprawiają, ho, ho! Faktycznie, psocą na całego. Fajnie oderwać się od rzeczywistości , zapomnieć o troskach dnia codziennego: dwójce w szkole, kłopotach w pracy. Już ilustracja do tytułowego wiersza to swego rodzaju obietnica tego, co nas czeka podczas lektury całości. Zanurzamy się w tę zieleń po uszy, krzaki, wylegujemy się wygodnie na słońcu. Myślimy przy tym o niebieskich migdałach i oczywiście przyglądamy się temu, co w Psocińcu piszczy. O przepraszam: miałam napisać : szczeka i miauczy.

Pod schodkiem przysiadł mały kotek. Bez domu, bez imienia. Och, jaka wielka ochota w małym człowieku, by to stworzenie przygarnąć. Mama na pewno się zgodzi.

Koty chodzą swoimi ścieżkami. Wybornie odzwierciedla to wiersz pod znamiennym tytułem: „Gość”. Kocur pojawia się i znika. Dokąd idzie? Gdzie tak długo przebywa? Skąd wraca? Nikt tego nie wie.

Pewnie spodoba się Wam „Kocia kołysanka” – jak nic kojarząca się od razu z kultowym: „A-a-a kotki dwa”. Tyle że ciąg dalszy już inny, nastrojowy. Jeśli ktoś ma maluszka – to koniecznie do nauki na pamięć i do szeptania do uszka podczas zasypiania. Będzie to miłe wspomnienie z dzieciństwa. To dla kociarzy. A jeśli ktoś ma psiaka – jest i psia wersja:)

Wiersze różne pod kątem nastroju – senna „Kocia kołysanka”, energiczna i śmieszna „Samochwała”.

Wiecie, jest coś, co mnie baaaaardzo zaskoczyło. Mianowicie – wiersz o rottweilerze. Ha, ha – kto by pomyślał, że i ten psiak znajdzie swoje miejsce w poezji. A jednak. A tu proszę – w dodatku jaki tekst – „rottweiler w Pruszkowie spał zawsze z kotem na głowie”.

Zabawi Was artysta, który trenuje na konkurs piosenki”, i mądrala ze Zgierza  co to myśli  „co jest cięższe: tona stali czy pierza”. A może wiersz „Gra”? podsunie Wam pomysł na zabawę „Zlaprękawek”.

Dużo inspiracji, dużo zabawy, odprężenia od codzienności. Takie podglądanie zwierzaków, ich zachowań, zabaw.

Nie mamy ani psa ani kota – za to jesteśmy posiadaczami chomiczki Szarusi. Zawsze, zanim bladym świtem udam się do pracy, chwilę spędzam przy jej klatce. Wyprawia takie rzeczy, że od razu dzień staje się weselszy. Taki Psociniec pod naszym adresem:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 10 października 2017

Zaczyna się jak w filmie sensacyjnym … dla dzieci oczywiście:) Irenka z całej siły kopie stojak na rowery. No tak – klucz został w domu – trzeba wracać ze szkoły na piechotę, rower zostaje. Poznajcie wspomnianą już Irenkę – dziewczynkę energiczną (co wiadomo już od samego początku), o bogatej wyobraźni, wychowywanej przez mamę. Jest uczennicą w pobliskiej małej szkole. Czy ma przyjaciół? Trudno powiedzieć. Niby jest Zosia, ale dziewczynka nie zdała egzaminu z przyjaźni. W życiu Irenki jest również tata, ale tak naprawdę to też go nie ma. Jest mama – kochająca Irenkę ponad wszystko. Dalej – tytułowa Nieja. Dziewczynka, która sprawi, że w życiu Irenki i jej mamy nastąpią duże zmiany. Ale zanim do tego dojdzie Nieja pojawia się w najmniej spodziewanym momencie na starej maszynie do pisania. Nieja – ni to krasnoludek, ni wróżka, może duszek? Choć nie, to ostatnie określenie wyraźnie ją oburza. Przybywa z „równoległej rzeczywistości, z innego wymiaru”. Nieja dodaje tej historii klimatu, tajemniczości, zagadki. Z pojawieniem się Nieji wyjaśniają się do razu dziwne niespodzianki związane z niewytłumaczalnym zniknięciem musztardy lub ketchupu. Dalej, kogo my tu mamy: jest pan Panek, który od samego początku nie wzbudza ciepłych uczuć. Coś jest nie tak, wyczuwamy instynktownie, że Irenka i jej mama powinny go unikać. Koniec książki pokaże, że przeczucie nas nie okłamywało.

Nieja i ja to debiut Antoniny Kasprzak. Pokazuje dzieciństwo pełne tajemnic i przygód. Świat Irenki, w którym żyje, nie jest wolny od trosk. Dziecko przeżywa, gdy nie ma przyjaciół, gdy czuje się opuszczone przez najbliższych (ojciec). Jednocześnie czuje, że ma wsparcie ze strony mamy, Nieji i nowego przyjaciela Franka, który chętnie pomaga w rozwikłaniu rodzinnej tajemnicy. Właśnie ta tajemnica jest dużym plusem tej opowieści. Irenka dzięki Nieji może odbyć podróż w czasie i poznać mało znaną historię rodziny. Podglądnąć swoich przodków, przekonać się na własne oczy jak wyglądali i jak żyli. Ho ho – to naprawdę ciekawe przeżycie. Przeżycie, które na pewno będzie kosztowało Irenkę, jej mamę i czytelników troszkę nerwów. Bo wiadomo – z rodzinnymi tajemnicami już tak jest – wywołują emocje, ale jednocześnie niesamowicie zaciekawiają. Ten wątek sprawia, że książkę trzeba po prostu doczytać do samego końca – na jednym wdechu.

Ilustracje bardzo mi się podobają. Zresztą popatrzcie sami.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Bis

sobota, 07 października 2017

Bardzo byłam ciekawa tej książki. Znałam wcześniej strrrrraszne opowieści Poe’go i korciło mnie, by sprawdzić, czy w istocie można tę książkę polecić młodszemu odbiorcy. Książka zawiera cztery tytuły: Czarny kot, Maska czerwonej śmierci , Żaboskoczek i Upadek domu Usherów. Moje pierwsze spostrzeżenie: nie jest to na pewno lektura łatwa – panuje tu klimat grozy tajemnicy i mroku, są elementy przemocy. Drugie – ilustracje Grimly’ego wprowadzają do sfery czytania niesamowicie dużo luzu, odprężenia i humoru. Przez jego wizję świata opowieści amerykańskiego poety można potraktować z przymrużeniem oka. Ilustracji jest naprawdę mnóstwo. Niektóre dokładnie odzwierciedlają stan ducha, wnikliwie analizują nastroje: jak w filmie klatka po klatce. Świetnie wyrażają emocje: strach, złość, mroczne wizje i plany. Ale w tym wszystkim jest miejsce na humor, ironię, sarkazm. Czarny kot – sprawca wielu nieszczęść w pierwszej opowieści – tak naprawdę śmieszy. Świetnie został przedstawiony ten typ spod ciemnej gwiazdy – i w sferze tekstu i obrazu – przebiegły osobnik, który konsekwentnie realizował swój plan.

Z czterech opowieści najbardziej podobała mi się druga o czerwonej śmierci. Poe doskonale zobrazował strach przed epidemią, zatracenie w zabawach, hulankach, swawoli, jedzeniu bez umiaru, próbę odgrodzenia się od chorych, morowego powietrza. Wszystko na nic – śmierć i tak dociera do uciekinierów, którzy schronili się na zamku.

„Opowieści tajemnicze i szalone” zostały skrócone i uproszczone dla potrzeb młodszego odbiorcy. Było to konieczne – ale myślę, że zabieg ten się udał. Czy podsunąć tę książkę dzieciom? Decyzję zostawiam rodzicom i wychowawcom. Pewnie wiele zależy tu od wrażliwości i przygotowania odbiorcy. Można czytać wspólnie, można najpierw o lekturze porozmawiać. Generalnie …. dzieci lubią się bać. Lubią opowiadania koszmarne, z horroru żywcem wzięte. Zatem….. może się zdecydujecie podsunąć młodym. Świetnie odnajdzie się tu w lekturze również starszy czytelnik – dla niego będzie to naprawdę uczta literacka.

Wiek 12+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 06 października 2017

Uśmiałam się, gdy czytałam o KOT-cie. Nie, nie pomyliłam się. To nie o zwykłego kota chodzi, ale o… KOT-a. Czyli: Kompletowanie Obsady Teatralnej. Takie czasy, że trzeba motywować młode talenty, zza kwiatków wyciągać, z różnych kątków i zakątków – by chciały się zaangażować w sztukę. W tym temacie spore doświadczenie ma pani Ela. Już ona sama wie, gdzie zajrzeć, gdzie szukać „chętnych”. Wprawdzie jeszcze niezbyt przekonanych do nowego zadania – ale to tylko kwestia czasu. Kółko teatralne „Konewka” zamierza wystawić sztukę o Konwencji praw dziecka, która została przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych z dnia 20 listopada 1989 roku. W Polsce została przyjęta w 1991 roku. I teraz w tym momencie chciałabym uspokoić, że nie ma tutaj nudnych wywodów, wykładów na ten temat – to zapis spontanicznych rozmów, jakie odbywały się podczas prób do przedstawienia, reakcje młodych ludzi, interpretacje pewnych ustaleń i zapisów. Dużo się dzieje, jest głośno, wesoło, czasem pyskato. Wiadomo, młodzi ludzie chcą dojść swoich racji, chcą uzasadnić, dowiedzieć się. W każdym razie – nie można się nudzić.

Przerobić ten temat na książkę, które będą miały czytać dzieci, na pewno jest wyzwaniem. Autor wplótł różne zagadnienia do rozmów aktorów z opiekunką teatru. Stworzył scenki, w których pojawiają się ważne pojęcia. Jednocześnie nie ucieka się do monotonnych definicji, ale próbuje wyjaśnić problem właśnie poprzez dyskusję – prowadzone ot tak sobie, mimochodem. Dodam, że jest bardzo twórczo i kreatywnie.

Pomijając już tematykę przedstawienia, Kasdepke ciekawie pokazuje relacje między dziećmi (choć pewnie niektórzy z nich nie byliby zadowoleni z tego określenia). Często my, dorośli, narzekamy, że media społecznościowe, dostęp do tabletu, Internetu zabija te relacje, psuje. Dzieci mają potem problemy w nawiązywaniu kontaktów, wypowiadaniu się. Tymczasem w tej książce wygląda to wzorcowo: rozgadana dzieciarnia, współpracująca ze sobą, dążąca do tego samego celu, z  dystansem traktująca problemy, szukająca rozwiązań, dyskutująca z dyrektorem. Naprawdę mi się podobało. W końcu  ma do tego prawo, co po tej lekturze jest dla nas oczywiste:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35